Stowarzyszenie Terapeutów

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: organizacja

Stowarzyszenie Terapeutów Wykwalifikowany zespół, który tworzą osoby specjalizujące się w świadczeniu usług psychologicznych.

Stowarzyszenie Terapeutów jest grupą psychologów, psychoterapeutów i pedagogów specjalnych. Nasze usługi dedykowane są dla każdego kto potrzebuje wsparcia i pomocy psychologicznej. Nasza oferta pracy jest dostosowana do indywidualnych potrzeb klienta. Jesteśmy przygotowani do pracy zarówno gabinetowej jak i pracy w środowisku. Prowadzimy również w Warszawie dwa ośrodki dla dorosłych osób z autyzmem, niepełnosprawnością intelektualną i dla osób z zaburzeniami psychicznymi:
ul. Białostocka 9 https://www.facebook.com/profile.php?id=100064759357312
oraz ul. Kijowska 11 - https://www.facebook.com/profile.php?id=100064759357312

oraz integracyjny punkt przedszkolny:
- KLUBIK INTEGRACYJNY
ul. Międzynarodowa 47a, Warszawa, te. 22 617 71 70, [email protected] - https://www.facebook.com/KlubikIntegracyjny


- ZAPRASZAMY -

Jak rozmawiać z dziećmi o śmierci?Czyli co zamiast „Babcia zasnęła”?W Wszystkich Świętych wiele dzieci idzie na cmentarz...
30/10/2026

Jak rozmawiać z dziećmi o śmierci?

Czyli co zamiast „Babcia zasnęła”?

W Wszystkich Świętych wiele dzieci idzie na cmentarz i właśnie wtedy zadają pytania, na które dorosły nie zawsze ma gotową odpowiedź.

Najczęściej sięgamy po słowa, które mają złagodzić, ale każde z nich robi dziecku w głowie coś innego, niż zakładamy.

„Babcia zasnęła” sprawia, że dziecko zaczyna bać się zasypiania, bo skoro babcia zasnęła i już się nie obudziła, to z nim też tak może być, i takie lęki przed snem pojawiają się dokładnie po tym zdaniu.

„Dziadek odszedł” albo „wyjechał” brzmi jak decyzja, więc dziecko czeka, kiedy wróci, albo ma żal, że dziadek je zostawił. „Straciliśmy ciocię” znaczy dla dziecka, że ktoś ją zgubił, więc można ją odnaleźć, a przy okazji rodzi się pytanie, czy może zgubić się także ono.

Z kolei „babcia była chora” sprawia, że dziecko boi się każdego kataru, bo nie wie, czym ta choroba różniła się od zwykłej.

Rodzice zwykle nie mówią „umarła”, bo to słowo brzmi twardo i nie chcą sprawić dziecku bólu.

Tymczasem dziecko i tak widzi, że ktoś płacze, że w domu jest inaczej i że wszyscy ściszają głos, więc jeśli słowa nie pasują do tego, co widzi, dopowiada sobie resztę samo, a to, co sobie wyobrazi, jest zwykle straszniejsze niż prawda. D

o tego dochodzi to, że o śmierci i tak się dowie, od kolegi albo z rozmowy dorosłych, i wtedy zrozumie, że to był temat, o którym w domu się nie mówi, i że słowa dorosłych nie zawsze zgadzają się z rzeczywistością.

Prawda podana prostymi słowami daje dziecku coś, na czym może się oprzeć.

Można powiedzieć, że babcia umarła, że jej ciało przestało działać, serce już nie bije, nic jej nie boli i nie jest jej zimno, i że nie wróci, ale można ją wspominać.

Dziecko wie wtedy, co się stało, może zadawać pytania i nie musi się domyślać.

Małe dzieci często nie rozumieją od razu, że śmierć jest na zawsze, więc mogą pytać o to wiele razy, nawet kilka razy dziennie.

To normalne i nie znaczy, że rozmowa się nie udała, tylko że dziecko dopiero układa to sobie w głowie.

Jeśli w Waszej rodzinie są przekonania religijne, możesz dodać je osobno, jako to, w co wierzycie, a nie zamiast prostego faktu.

Dobrze też powiedzieć, że jest Ci smutno i że dziecku też może być, bo dziecko, które widzi smutek dorosłego bez udawania, uczy się, że smutek jest czymś, o czym można mówić.

Na cmentarzu pozwól mu zapalić świeczkę, zapytać, o co chce, albo wyjść wcześniej, kiedy ma dość.

Jeśli po śmierci kogoś bliskiego dziecko od kilku tygodni boi się zasypiać, pyta o śmierć z lękiem, wraca do zachowań z młodszego wieku albo przestaje bawić się tak jak dawniej, zapraszamy do naszej poradni.

Wspólnie zastanowimy się, co przeżywa dziecko i jak możesz je wspierać.

Poradnia Psychologiczno-Psychoterapeutyczna „Bliżej Siebie”
Tel. 572 472 753
Warszawa

Wychodzisz ze szkoły albo z pracy i już jest ciemno. Masz ochotę położyć się pod kocem, a na nic innego nie ma siły. Po ...
28/10/2026

Wychodzisz ze szkoły albo z pracy i już jest ciemno.

Masz ochotę położyć się pod kocem, a na nic innego nie ma siły.

Po zmianie czasu to częste, a wiele osób myśli wtedy, że z nimi jest coś nie tak.

Tymczasem ciało naprawdę reaguje na brak światła.

Zegar biologiczny się gubi, rośnie senność, spada energia i chęć do wychodzenia z domu. Często ciągnie nas też do słodkiego.

Jeśli jednak smutek trwa dłużej niż dwa tygodnie, nic Cię nie cieszy i wraca to co roku jesienią, nie przeczekuj tego samotnie.

Zapraszamy do naszej poradni, zadzwoń na 572 472 753.

Co zamiast „Przeproś go. Natychmiast”?Kiedy jedno dziecko popchnie drugie albo zabierze mu zabawkę, pierwsza reakcja dor...
26/10/2026

Co zamiast „Przeproś go. Natychmiast”?

Kiedy jedno dziecko popchnie drugie albo zabierze mu zabawkę, pierwsza reakcja dorosłego to najczęściej „przeproś go, natychmiast”.

Dziecko mówi wtedy „przepraszam” przez zęby, bo wie, że bez tego sytuacja się nie skończy, a nie dlatego, że zrozumiało, że komuś zrobiło krzywdę.

Uczy się więc, że słowo kończy konflikt, a nie że ktoś cierpi.

Przeprosiny wymuszone w złości często dodają jeszcze wstydu, a dziecko, które się wstydzi, zwykle myśli o tym, że jest złe, a nie o tym, jak czuje się drugie.

Dużo lepiej działa kolejność, w której najpierw zajmujesz się dzieckiem, któremu stała się krzywda, na przykład pytasz, czy go boli, i pomagasz, a dopiero potem, kiedy emocje opadną, wracasz do tego, co zrobiło drugie dziecko.

Wtedy możesz zapytać, co się wydarzyło, że tak się zdenerwowało, i dopiero potem, co może zrobić, żeby drugiej osobie było lepiej.

To może być przeproszenie własnymi słowami, ale równie dobrze przyniesienie lodu, narysowanie obrazka albo pomoc w sprzątaniu klocków.

Bardzo małe dzieci, mniej więcej do trzech czy czterech lat, jeszcze nie rozumieją, co czuje drugi człowiek, więc u nich lepiej sprawdza się naprawianie czynem niż słowami. I wreszcie, dzieci uczą się przepraszania, patrząc na Ciebie, więc jeśli sam przeprosisz je po swoim krzyku, to najważniejsza lekcja.

Jeśli Twoje dziecko coraz częściej bije, popycha albo gryzie, a żaden sposób nie pomaga, zapraszamy do naszej poradni.

Pomożemy znaleźć przyczynę i nauczyć dziecko radzić sobie ze złością, a Tobie pokażemy, jak je w tym wspierać.

Poradnia Psychologiczno-Psychoterapeutyczna „Bliżej Siebie”
Tel. 572 472 753

"Przestań płakać, nic się nie stało" - dlaczego nie warto tak mówić.Dziecko przewraca się na placu zabaw, kolano jest ty...
23/10/2026

"Przestań płakać, nic się nie stało" - dlaczego nie warto tak mówić.

Dziecko przewraca się na placu zabaw, kolano jest tylko lekko otarte, a płacz słychać na całym osiedlu.

Rodzic, który stoi kilka kroków dalej, mówi to, co mówi prawie każdy z nas, czyli „Przestań płakać, nic się nie stało”.

Mówi to z troski, bo chce skrócić cierpienie dziecka, a często też trochę z zażenowania, bo wszyscy patrzą.

I prawie zawsze dzieje się wtedy to samo, płacz nie cichnie, tylko robi się głośniejszy.

Warto zobaczyć, co w tej chwili dzieje się w dziecku, bo wtedy to zdanie przestaje wyglądać na niewinne.

Dla dorosłego kolano jest otarte, więc nic się nie stało.

Dla dziecka stało się coś bardzo konkretnego, bo zabolało, przestraszyło się i na moment poczuło, że świat jest mniej bezpieczny, niż myślało.

Dziecko mierzy to własną miarą, a nie naszą, i według tej miary płacz jest całkowicie proporcjonalny.

Kiedy rodzic mówi, że nic się nie stało, dziecko dostaje informację, że jego odbiór sytuacji jest błędny.

Ma wtedy dwie możliwości.

Może przestać płakać, ale uczucie od tego nie znika, więc dziecko je po prostu chowa i uczy się, że o takich rzeczach się nie mówi.

Albo płacze głośniej, bo musi udowodnić, że naprawdę coś się stało i że ktoś powinien to zobaczyć.

Zwykle wybiera drugą drogę, bo uczucie jest nadal tam, gdzie było.

Wtedy płacz zaczyna dotyczyć dwóch rzeczy naraz.

Po pierwsze upadku. Po drugie tego, że nikt nie widzi, co dziecko czuje.

Ta druga część potrafi trwać dłużej niż pierwsza i dlatego wydaje się, że płacz „nie ma końca”. Gdy emocja zostaje zauważona, zwykle opada po kilku minutach.

Gdy zostaje zaprzeczona, dziecko podtrzymuje ją, żeby w końcu ktoś ją usłyszał.

Pomaga zrobienie trzech rzeczy w tej kolejności.

Najpierw podejść i być blisko, bo fizyczna obecność dorosłego uspokaja układ nerwowy dziecka szybciej niż jakiekolwiek słowa.

Potem nazwać to, co widać, jednym prostym zdaniem. Na końcu poczekać, aż płacz opadnie, bez dodawania rad i bez pouczania, bo to jest moment, w którym dziecko niczego z tego nie zapamięta.

Jeżeli płacz u Waszego dziecka jest bardzo częsty, trwa długo, trudno go ukoić albo pojawia się przy sytuacjach, które inne dzieci przechodzą spokojnie, a trwa to od miesięcy, warto to sprawdzić.

Czasem za tym stoi nadmierne napięcie, trudności z regulowaniem emocji albo coś, czego z boku nie widać.

Zapraszamy na konsultację, na której spokojnie przejdziemy przez to, co się dzieje, i ustalimy, co możecie zmienić w domu.

Konsultacje, psychoterapia dzieci i młodzieży, wsparcie wychowawcze dla rodziców.

Tel. 501 001 026
Warszawa

Czym jest hiperfokus?Siadasz do zajęcia, które Cię naprawdę ciekawi, i nagle jest noc. Nie jadłaś, nie piłaś, nie odpisa...
21/10/2026

Czym jest hiperfokus?

Siadasz do zajęcia, które Cię naprawdę ciekawi, i nagle jest noc.

Nie jadłaś, nie piłaś, nie odpisałaś na wiadomości, a ktoś, kto kilka razy próbował się do Ciebie odezwać, jest obrażony.

Jednocześnie wiadomość do urzędu leży w skrzynce od trzech dni i nie potrafisz się za nią zabrać.

To właśnie opisuje się jako hiperfokus, czyli stan bardzo silnego zaabsorbowania jednym zajęciem, w którym świat dookoła przestaje się liczyć.

Nie jest on osobną diagnozą i zdarza się także osobom bez żadnych zaburzeń, ale często opisują go osoby z ADHD i ze spektrum autyzmu, bo ich uwaga reaguje przede wszystkim na zainteresowanie, nowość i nagrodę, a znacznie słabiej na to, co po prostu jest ważne.

Dlatego nie chodzi tu o brak silnej woli ani o lenistwo.

Chodzi o uwagę, którą trudno ustawić na żądanie, i o koszty, które za tym idą: niewyspanie, pominięte posiłki, napięcia w relacjach i poczucie winy.

Dobra wiadomość jest taka, że ten sam mechanizm da się wykorzystać, kiedy ma się wokół siebie narzędzia, które pilnują tego, co uwaga pomija.

Samo zjawisko niczego jeszcze nie przesądza. Jeśli rozpoznajesz u siebie kilka z tych sytuacji i towarzyszą im trudności w innych obszarach życia, warto to sprawdzić podczas diagnozy.

W naszej poradni prowadzimy diagnozę ADHD i spektrum autyzmu u młodzieży i osób dorosłych.

Rodzeństwo kłóci się o wszystko - czyli kiedy interweniować, a kiedy zostawić?Dwoje dzieci, jeden pilot, trzy minuty póź...
19/10/2026

Rodzeństwo kłóci się o wszystko - czyli kiedy interweniować, a kiedy zostawić?

Dwoje dzieci, jeden pilot, trzy minuty później krzyk i trzaśnięcie drzwiami, a Ty stoisz w kuchni z ręką na czole i zastanawiasz się, czy wejść, czy poczekać?

Z jednej strony słyszysz, że dzieci muszą się same dogadać, bo inaczej nigdy się tego nie nauczą.

Z drugiej, że rodzic ma reagować, bo ktoś tu w końcu zrobi komuś krzywdę.

Żadna z tych rad nie mówi, po czym poznać, w której z tych dwóch sytuacji właśnie jesteście.

Zacznijmy od tego, że większość kłótni rodzeństwa warto zostawić.

Rodzeństwo to pierwsze miejsce, w którym dziecko ćwiczy spór z kimś, kto nie odejdzie, bo mieszka w tym samym domu, i z kim za godzinę i tak będzie jadło obiad. W takiej kłótni uczy się kilku rzeczy naraz.

Uczy się mówić, czego chce, słyszeć, że drugie chce czegoś innego, szukać kompromisu i odpuszczać, kiedy nie warto.

Tego nie da się nauczyć z tłumaczenia, tylko z powtarzania, dlatego kłótnia o pilota jest w pewnym sensie lekcją, której nie zastąpi żadna rozmowa.

Warunek jest jeden i wszystko od niego zależy.

Ta lekcja działa tylko wtedy, gdy obie strony mają podobną siłę, czyli podobny głos, podobną szansę, żeby powiedzieć „nie”, i podobną możliwość, żeby się wycofać. Najprościej sprawdzić to jednym pytaniem, czy role się zmieniają.

W kłótni, którą można zostawić, raz ustępuje jedno dziecko, raz drugie, obie strony krzyczą i obie coś dostają, a po kwadransie bawią się razem, jakby nic się nie stało. Jest głośno, ale jest symetrycznie, i dlatego dzieci mają z czego się uczyć.

Wchodzić trzeba wtedy, gdy ta symetria znika.

Pierwszy sygnał to stałe role, czyli sytuacja, w której zawsze to samo dziecko ustępuje, płacze albo się wycofuje, a drugie zawsze wygrywa.

Drugi to siła, zarówno fizyczna, czyli popychanie, uderzenie i zabieranie rzeczy z ręki, jak i słowna, czyli przezwiska uderzające w wygląd albo słabość, groźby i szantaż.

Trzeci to strach, czyli moment, w którym jedno z dzieci unika bycia z drugim sam na sam, prosi, żeby ktoś został w pokoju, albo nagle nie chce iść do domu.

W takiej kłótni nie ma czego negocjować, bo słabsze dziecko nie ma czym, a silniejsze nie ma powodu przestać. Dziecko uczy się wtedy jednej rzeczy, że opór nie ma sensu, i to jest lekcja, której nikomu nie życzymy.

Teraz pytanie, które pada w prawie każdym domu i które warto sobie odpuścić, czyli „Kto zaczął?”.

Ma ono cztery skutki i żaden nie jest dobry.

Po pierwsze zamienia rozmowę w rozprawę sądową, więc dzieci przestają rozwiązywać problem i zaczynają zbierać dowody.

Po drugie prawie nigdy nie da się na nie odpowiedzieć, bo kłótnia zaczyna się dużo wcześniej niż to, co widać.

Godzinę wcześniej było przypadkowe szturchnięcie, spojrzenie albo dotknięcie cudzej rzeczy, a rodzic widzi dopiero ostatnie ogniwo i karze za nie.

Po trzecie uczy dzieci, że zadaniem w kłótni jest przekonać rodzica, że to my jesteśmy ofiarą, więc do każdego sporu dokłada się jeszcze jeden, o rolę pokrzywdzonego, a uwaga rodzica staje się nagrodą, o którą się walczy.

Po czwarte utrwala role, bo dziecko, które kilka razy usłyszało „znowu ty zaczynasz”, coraz częściej staje się tym, kto zaczyna, skoro i tak tak o nim myślimy.

Dużo lepiej działa wejście w innej roli, nie sędziego, tylko osoby, która pilnuje bezpieczeństwa i pomaga wrócić do rozmowy.

Kilka zdań, które nie wybierają winnego, warto mieć gotowych, bo w środku awantury nie da się ich wymyślać.

Zamiast mówić „Kto zaczął?”, lepiej powiedzieć „Widzę dwoje bardzo zdenerwowanych dzieci, zatrzymajmy to na chwilę”. Zamiast mówić „Ustąp, jesteś starszy”, lepiej powiedzieć „Każde z was ma tu coś ważnego, powiecie mi po kolei, czego potrzebujecie, a drugie nie przerywa”.

Zamiast mówić „Zachowuj się jak starsza siostra”, lepiej powiedzieć „Ta zabawka jest jedna, a chętnych jest dwoje, macie dwie minuty, żeby wymyślić, jak ją podzielić, a jeśli się nie uda, odkładam ją na półkę dla obojga”.

Ostatnie zdanie robi coś, czego nie robi żadne pouczenie, bo zabiera dzieciom jeden powód do walki, czyli wygraną.

Kiedy dochodzi do przemocy, wystarczy zdanie, które nie ocenia nikogo, a jednocześnie jasno mówi, gdzie jest granica. „Nie pozwolę, żeby ktoś kogoś bił, dlatego was rozdzielam, a porozmawiamy, kiedy oboje ochłoniecie”.

Rozmowa o tym, co się stało, ma sens dopiero później, bo w środku emocji nie da się niczego ustalić ani niczego zapamiętać.

Dobrze też porozmawiać osobno z dzieckiem, które okazało się słabsze, i powiedzieć mu „Widzę, że było ci trudno, nie musisz sobie z tym radzić bez nas”. Do takiego zdania nie trzeba znać przebiegu kłótni.

Chcemy być tu bardzo jasni, bo ten temat zawsze budzi komentarze w stylu „niech się sami dogadają” albo „kiedyś było inaczej i nikt nikogo nie pilnował”.

Nie chodzi o to, żeby pilnować każdej kłótni, przeciwnie, większość z nich najlepiej zostawić, żeby dzieci miały gdzie ćwiczyć.

Chodzi o to, żeby wchodzić rzadziej, ale we właściwych momentach, i wtedy jako ktoś, kto pilnuje bezpieczeństwa, a nie kto wydaje wyrok.

Jeżeli u Was kłótnie zdarzają się codziennie od lat, jedno dziecko stale gra tę samą rolę, któreś boi się drugiego albo któryś dzień kończy się płaczem, zapraszamy na konsultację. Przyjrzymy się, co napędza rywalizację w Waszym domu, i ustalimy zasady, które da się utrzymać także w gorszy wieczór.

Terapia rodzin, wsparcie wychowawcze, konsultacje dla rodziców.

Tel. 501 001 026
Warszawa

Wiele osób dorosłych przez całe życie jest przekonanych, że po prostu nie ma głowy do liczb. Liczą na palcach, unikają r...
14/10/2026

Wiele osób dorosłych przez całe życie jest przekonanych, że po prostu nie ma głowy do liczb. Liczą na palcach, unikają rachunków, wyjmują telefon, żeby podzielić rachunek w restauracji, i uważają, że gdyby tylko bardziej się starały, byłoby inaczej.

Czasem tak właśnie jest. Czasem jednak za tym stoi dyskalkulia, czyli trwała trudność z rozumieniem liczb i działań na nich, która nie ma nic wspólnego z inteligencją ani z lenistwem. U dorosłych bywa wieloletnio nierozpoznana, bo na lekcjach matematyki widziano w niej brak wysiłku, a potem nauczono się ją obchodzić kalkulatorem, kartą i unikaniem.

Zwykle nie widać jej w jednym objawie. Składa się na nią kilka rzeczy naraz, takich jak brak wyczucia, ile to jest, trudność z tabliczką mnożenia, z zegarem, z numerami i z oceną, ile coś potrwa. Do tego często dochodzi lęk przed matematyką, który pogłębia całą resztę, ale jest czymś innym niż sama trudność.

Dlatego dyskalkulii nie rozpoznaje się po pojedynczych sytuacjach, tylko przez badanie, które sprawdza, jak dokładnie przebiegają działania na liczbach, i co można z tym zrobić.

W naszej poradni prowadzimy diagnozę dyskalkulii, dysleksji, dysgrafii i dysortografii.

Która z tych sytuacji jest Ci najbliższa?

Kiedy dziecko mówi „jestem głupi”, najgorsze, co możemy zrobić, to od razu zaprzeczyć.Dziecko odsuwa zeszyt i mówi, że j...
12/10/2026

Kiedy dziecko mówi „jestem głupi”, najgorsze, co możemy zrobić, to od razu zaprzeczyć.

Dziecko odsuwa zeszyt i mówi, że jest głupie.

Odruch każdy zna, bo w takiej chwili chce się natychmiast to unieważnić, więc mówimy, że wcale nie jest głupie, że jest bardzo mądre i że nie wolno tak o sobie mówić.

Wychodzi to z czystej troski i mimo to zwykle nie pomaga.

Warto zobaczyć, co dziecko słyszy w takim zaprzeczeniu.

Słyszy, że jego uczucie jest błędem, i że w tej rozmowie nie ma miejsca na to, co właśnie przeżywa. Skoro rodzic od razu mówi, że jest inaczej, to znaczy, że nie ma sensu ciągnąć tematu, bo dorosły go nie kupuje.

Dziecko kończy więc rozmowę, zostaje samo z tą myślą, a przy następnej porażce już jej nie powtórzy na głos.

To jest jedyna trwała zmiana, jaką osiąga zaprzeczanie.

Drugi powód, dla którego to nie działa, jest praktyczny.

Zaprzeczenie nie daje dziecku żadnej nowej informacji o świecie. „Jesteś mądry” to zdanie o cechach, a dziecko właśnie utknęło na zadaniu, więc dostaje pochwałę, która w niczym nie pomaga i której zresztą w tym momencie nie wierzy.

Skuteczniej jest nazwać sytuację zamiast cechy.

Zamiast mówić „wcale nie jesteś głupi”, lepiej powiedzieć „nie rozumiesz tego jednego zadania i to jest coś zupełnie innego niż być głupim”.

Zamiast mówić „przecież umiesz”, lepiej powiedzieć „pokaż mi, w którym miejscu przestało być jasne”, bo wtedy z jednego wielkiego oskarżenia wobec siebie zostaje jeden konkretny akapit, którego dziecko nie zrozumiało.

Pomaga też przypomnienie konkretu, a nie ogólnej pochwały.

Zdanie „w zeszłym roku mówiłeś to samo o tabliczce mnożenia, a w lutym umiałeś ją całą” działa, bo jest sprawdzalne i dziecko pamięta, że tak było.

Zdanie „dasz radę” nie działa, bo nie jest sprawdzalne i brzmi jak coś, co dorośli mówią z przyzwyczajenia.

Trzeba przy tym uważać na jedną rzecz, która wygląda na pomoc, a nią nie jest.

Odbieranie dziecku zadania, żeby oszczędzić mu przykrości, potwierdza dokładnie to, o co się boi, bo skoro rodzic to za nie robi, to widocznie samo nie umie. Znacznie lepiej zostać obok i zmniejszyć zadanie, niż je zabrać.

Jeżeli takie zdania o sobie wracają u Waszego dziecka od dawna, dotyczą nie tylko szkoły i słyszycie je także wtedy, gdy nic złego się nie stało, to jest sygnał, którego nie warto przeczekać.

U dzieci obniżone poczucie własnej wartości bardzo często ma pod sobą coś konkretnego, na przykład nierozpoznaną dysleksję, trudności z uwagą albo doświadczenia w grupie, o których w domu nie mówią.

Zapraszamy na konsultację, żeby to rozdzielić.

Diagnoza dysleksji, dyskalkulii i dysgrafii, diagnoza psychologiczna, psychoterapia dzieci i młodzieży.

Tel. 501 001 026

Dziś, 10 października, jest Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Zdrowie psychiczne to nie brak trudnych dni, tylko to, ...
10/10/2026

Dziś, 10 października, jest Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego.

Zdrowie psychiczne to nie brak trudnych dni, tylko to, jak sobie z nimi radzisz: czy potrafisz nazwać to, co czujesz, poprosić o wsparcie i wrócić do równowagi po gorszym czasie.

Dotyczy każdego, w każdym wieku, a nie tylko osób, które przechodzą kryzys.

Warto o nie dbać, zanim zrobi się naprawdę ciężko, bo wpływa na to, jak śpisz, pracujesz, uczysz się i jak jesteś z innymi.

Zwykle zaczyna się od drobnych rzeczy, takich jak zauważenie, jak naprawdę się czujesz, rozmowa z kimś bliskim albo odpoczynek, zanim zabraknie sił. Im wcześniej zwrócisz na to uwagę, tym łatwiej zadbać o siebie.

Jeśli trudność trwa od kilku tygodni albo czujesz, że nie dajesz rady, warto porozmawiać z psychologiem, a pierwsza rozmowa niczego nie przesądza.

W naszej poradni możesz umówić się na konsultację psychologiczną albo psychoterapię.

Jeśli potrzebujesz porozmawiać z psychologiem, zapraszamy. Umów się pod numerem 572 472 753.

Adres

NIP 118 176 37 64 ;Ulica Białostocka 9
Warsaw
03-741

Godziny otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00

Telefon

+48501001026

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Stowarzyszenie Terapeutów opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Organizacja

Wyślij wiadomość do Stowarzyszenie Terapeutów:

Skróty

Udostępnij

Organizacje Non-profit w pobliżu