01/08/2026
Z pamiętnika sanitariuszki - Powstanie Warszawskie 1944
1 sierpnia 1944r.
Dziś wybuchło powstanie.
Mama płakała jak wychodziłam z domu. Ale w końcu powiedziała, że dobrze – niech idę. Każdy jak umie musi walczyć z Niemcami.
Dostałam 1/2 kilo boczku – mam pojutrze zajść do domu, dowiedzieć się co słychać. Ale czy to tak długo potrwa?
Dziewczynki na naszym punkcie są miłe i takie dobre. Hania dała mi 3 bandaże i skarpetki.
5 sierpnia 1944r.
Do domu wcale się nie mogłam dostać. Przez Krakowskie nie można przejść. Mamusie będzie się niepokoić – ale za tydzień to na pewno już będziemy całą rodzinką razem. Jest deszcz, dostałam taką nieprzemakalną bluzę, co się nazywa „panterka”. To ze zdobytych magazynów. Ciągle jest dużo rannych, ale nie bardzo ciężko. Mamy dla nich biszkopty. Strasznie jest patrzeć jak ktoś umiera. Jedna staruszka umarła dziś w nocy – nie mogłyśmy pomóc. Danka od patrolowej Zorian ma przestrzeloną rękę. Muszę być odważna – muszę być dzielna.
8 sierpnia 1944r.
Przenieśliśmy szpital. Byłam przy ataku czołgów od Podwala. Urszula ciężko ranna. A takie miała jasne włosy. Mamo! Mamo! Wcale nie jest tak łatwo być dzielną. Mamy za mało bandaży. Lekarstwa i inne środki opatrunkowe są z apteki Wendego. Sztukasy już wyją. Ale najgorsze to te miny powietrzne co się nazywają „krowy”. Jestem głodna, ale to nic, trzeba się uśmiechać. Przecież za kilka dni będziemy wolni. Trzeba się przecież trochę pomęczyć, żeby zdobyć taką rzecz, jak prawdziwa wolność.
Jak zdam maturę pójdę na medycynę.
Wczoraj była u nas amputacja, trzymałam tę nogę, co ją odejmowali. Gdzie uprać „panterkę”. Cała jest zachlapana krwią. Doktor Michał jest bardzo dobry – dał mi tabliczkę czekolady i powiedział żebym się nie smuciła. Mamusiu – kiedy Ciebie zobaczę?
15 sierpnia 1944r.
Zabite: Jula, Muszka i Wika. Ewa straciła oczy. Hanie wczoraj przysypało. Odkopali ją po 5 godzinach. Szła po igły do strzykawki. Teraz ma siwe włosy (pół grzywki).
Woda zalewa piwnice. Wszystko płonie.
Nawet nie wiem czy umiem się modlić? W kościele św. Jacka jest szpital.
20 sierpnia 1944r.
Znowu przeniosłyśmy szpital. Ranni leżą na ziemi na kocach. Po 2-óch po 3-ech na łóżkach. Wody nie ma. Światła też nie ma. Amunicji i broni też nie ma. Czeka nas to, co i Wolę spotkało. Doktor Michał nie żyje. Szedł do rannego i rozszarpał go pocisk. Dziwię się, że jeszcze żyję. Patrolowa Zorian zginęła przy przenoszeniu rannych do tego naszego nowego szpitala.
Wczoraj było siedem nalotów. Noce tylko są spokojne. Na Pradze podobno jest wojsko sowieckie. Wisłę przepłynąć przecież nie jest trudno. Szara tak rzeka, tramwajem przejechać – 5 minut. Wydawałoby się człowiekowi, że to nic, tak blisko, a tak daleko. Odległość, której można nie przeżyć.
Zgrzyta.... - To „krowa”.
Mamo! Poczta polowa nie przyniosła żadnej wiadomości od Ciebie. Szczygla podobno spalona. Szczygieł to ptaszek. U nas już dawno nie widać żadnych ptaków. Na groby nawet nie ma żadnego zielonego listka. Sanitariusz, ten zezowaty - Kajtek – powiedział, że jestem najdzielniejsza z całego szpitala – ale to nie prawda, bo ja się często boję.
Zgrzyta – znowu.
Z Hanią śpiewałyśmy wieczorem piosenki nowym chorym, wszystkie jakie znamy.
Muszę lecieć – nowych rannych przynieśli.
23 sierpnia 1944r.
W nocy szczury objadły palec jednemu umarłemu. Już nie ma żadnej nadziei. Chyba żeby... Ech! Nie warto o tym myśleć. Tyle, tyle ludzi ginie i z głodu też umierają. Jeszcze muszę być dzielna dla chorych, im nie można pokazać, że się nie wierzy w to, że się nie wyjdzie z tego piekła.
24 sierpnia 1944r.
Mam obie nogi ranne odłamkami. Boli. Leżę, teraz koło mnie chodzą. Plecy też mam poparzone. Ta piekielna ulica Freta. Poszłam po opatrunki bo zabrakło. Bardzo, bardzo boli.
Mamusiu, żebyś wiedziała – naprawdę starałam się być dzielna.
25 sierpnia 1944r.
Nie mam siły pisać. A może kiedyś będzie Polska. Mamo! Bardzo boli.
Pamiętnik MARYSI przesyłam bo ona nie żyje. Umiała być dzielna – pomimo wszystko. Była najmłodsza z nas wszystkich.
HANKA
---------------------------------------
Pismo Młodzieży Harcerskiej NA TROPIE (nr 5 – 20 VIII 1945)
Opaska sanitarna należąca do sanitariuszki Milicy Nowickiej ps. "Ludgarda", "Milica"przekazana do zbiorów MPW w 2010 roku. Oznaczenie opaski sugeruje pluton WSOP-UP 298 ( pluton Użyteczności Publicznej Wojskowej Służby Ochrony Powstania) będący w dyspozycji II Obwodu Żoliborz. Fot. Muzeum Powstania Warszawskiego
https://www.1944.pl/powstancze-biogramy/milica-nowicka,54073.html
Powstańcza „panterka” - ten wojskowy strój kamuflażowy zaprojektowali Niemcy. W 1944r. zdobyczne niemieckie bluzy maskujące, tzw. panterki, stały się elementem umundurowania części Powstańców. Akurat ci, którzy je nosili, byli kierowani w najbardziej zapalne rejony walk: Wola, Stare Miasto, Powiśle Czerniakowskie, Mokotów. Noszone przez nich panterki stały się swoistym znakiem rozpoznawczym żołnierza o wyjątkowym męstwie i odwadze.
https://www.1944.pl/artykul/powstancze-panterki,5333.html
„Krowy” - Nebelwerfer, zwana przez powstańców "ryczącą krową" lub "szafą" (ze względu na charakterystyczny dźwięk) należy do jednych z najokrutniejszych broni, jaką zastosowali Niemcy w czasie tłumienia Powstania Warszawskiego.
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/powstanie-warszawskie-bron-ktorej-powstancy-bali-sie-najbardziej/342m9v7
Sztukasy – to niemieckie bombowce nurkujące (Junkers Ju-87 Stuka). To właśnie te samoloty najczęściej pojawiały się na niebie nad powstańczą Warszawą. Startowały z Modlina, Grójca i Okęcia i bezkarnie, z niskiego pułapu czyniły spustoszenie w całej stolicy. Z powodu braku broni przeciwlotniczej Powstańcy byli wobec nich bezsilni.