16/10/2026
Fun-fact choć wybitnie mało fun:
W 1954 roku mieliśmy w Polsce 9296 jezior. W 2025 zostało ich 7080. Ponad 2200 akwenów rozpłynęło się – a dokładniej wyparowało i wsiąkło – w ciągu zaledwie trzech pokoleń.
Proces w teorii jest naturalny i nazywa się lądowieniem, lub nieco bardziej lotnie - terrestrializacją. Tyle że zafundowaliśmy mu potężny doping. Mechanizm jest taki że: zaczyna się od eutrofizacji, czyli przenawożenia wody spływami azotu i fosforu z okolicznych pól. Płytkie jezioro zaczyna zarastać – na brzegach osiedla się mozga trzcinowata i pałka szerokolistna, osady denne narastają, a głębokość spada. Z czasem lustro wody ustępuje miejsca turzycowiskom, potem wierzbowym zaroślom, aż wreszcie zostaje zejściowy las olszowy. Każdy z Was od razu pomyślał o jakimś konkretnym jeziorze, prawda? I prawie każdy z nas o innym. Bo jest ich masa.
Problem w tym, że natura potrzebuje na to tysięcy lat i takie procesy zachodzą na skutek osadzania się i rozkładu liści szczególnie w przypadku małych, leśnych, niezasilanych rzekami oczek. My uwinęliśmy się w dekady jak to przystało na najbardziej wściekły i niecierpliwy gatunek w historii tej planety.
Winnych jest kilku, ale w pierwszej ławce siedzi powojenna, bezrefleksyjna melioracja. W latach 50. i 60. wykopano w Polsce tysiące kilometrów rowów, traktując każde bagno, torfowisko i płytkie jezioro jak „nieużytek”, który trzeba za wszelką cenę osuszyć pod uprawę ziemniaków czy paszę dla bydła. Swoje dołożył przemysł z lejami depresyjnymi wokół kopalni odkrywkowych, wielkoobszarowe rolnictwo pompujące wody podziemne oraz rosnąca ewapotranspiracja, czyli po prostu szybsze parowanie w ocieplającym się klimacie. Dzisiaj proces przyspiesza patodeweloperskie osiedla domków letniskowych, a kto wie, może i swoje pięć groszy dołążą wkrótce centra danych.
No-fun fact: większość z tych straconych 2200 jezior to nie były wielkie akweny ze strażnicą WOPR i wypożyczalnią rowerków wodnych, tylko małe, kilkahektarowe oczka. Zniknęły po cichu i bez rozgłosu. Dziś w ich miejscu rosną pokrzywy, a jedynym śladem po wodzie są tablice na starych mapach topograficznych i lekko zapadnięta ziemia, na której grzęsną nam czasem gumaczki.
Zdjęcie jeszcze z sierpnia z bardzo silnie zarastającego jeziora w ok. Sulechowa.