18/03/2026
Dziś opadła kolejna zasłona.
Skoro przedstawiciel dużego miasta (Zabrze) mówi wprost, że bez funduszy unijnych trzeba będzie ciąć lub odwoływać inwestycje, to znaczy, że problem jest znacznie szerszy niż jeden polityczny spór. To sygnał alarmowy dla całego systemu samorządowego. W Zabrzu medialnie mowa była o co najmniej 120 mln zł zagrożonych środków w samym 2026 roku i o ryzyku wstrzymania remontów ulic, kamienic, szkół czy innych projektów miejskich.
I teraz najważniejsze pytanie: jak samorządy chcą się rozwijać, skoro z jednej strony opierają swoje budżety rozwojowe na dotacjach, a z drugiej blokują albo boją się nowych inwestycji?
Mamy w Polsce strefy przemysłowe, tereny aktywności gospodarczej, obszary przeznaczone pod rozwój. Zbyt często pozostają one jednak martwe. Nie dlatego, że każda inwestycja jest zła. Nie dlatego, że każda społeczność ma rację. Ale dlatego, że zbyt często wygrywa polityka uniku, lęk przed protestem i zgoda na stagnację.
A stagnacja nie finansuje dróg, szkół, kanalizacji, transportu ani usług publicznych.
Stagnacja nie buduje dochodów własnych gmin.
Stagnacja nie tworzy miejsc pracy.
Stagnacja nie daje samorządom odporności na moment, w którym zewnętrzny strumień pieniędzy słabnie.
Prawda jest brutalna: samorząd, który nie potrafi dopuścić legalnych, racjonalnych i środowiskowo kontrolowanych inwestycji, sam skazuje się na uzależnienie od transferów zewnętrznych. A uzależnienie nigdy nie jest strategią rozwoju.
Dlatego jako stowarzyszenie mówimy jasno:
potrzebujemy w Polsce nie mniej inwestycji, lecz więcej inwestycji realizowanych legalnie, transparentnie i z poszanowaniem środowiska.
Nie można jednocześnie oczekiwać nowoczesnych usług publicznych, wyższej jakości życia i stabilnych finansów lokalnych, a potem odrzucać każdą inwestycję tylko dlatego, że głośna grupa krzyczy najgłośniej.
Rozsądny rozwój nie jest zagrożeniem.
Brak rozwoju jest zagrożeniem.
Czas skończyć z fikcją, w której samorząd chce mieć wpływy, ale nie chce gospodarki; chce infrastruktury, ale nie chce przemysłu; chce pieniędzy, ale nie chce inwestora.
Jeżeli strefy inwestycyjne są martwe, a każda inwestycja staje się politycznym problemem, to samorząd przestaje być gospodarzem rozwoju, a staje się wyłącznie administratorem niedoboru.