EKO-UNIA

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: organizacja

EKO-UNIA - transformacja energetyczna
- poprawa jakości powietrza
- ochrona wód: rzek i morza
- interwencje środowiskowe
- edukacja ekologiczna

Wakacje powoli zbliżają się do końca. Czas zwiększonej konsumpcji napojów na łonie natury to prawdziwy test dla systemu ...
17/08/2026

Wakacje powoli zbliżają się do końca. Czas zwiększonej konsumpcji napojów na łonie natury to prawdziwy test dla systemu kaucyjnego. W trakcie pierwszych 10 miesięcy jego funkcjonowania zebrano około 2,3 mld opakowań – i – jak przyznają osoby sprzątające lasy i rzeki – wyraźnie zmalała ilość porzucanych plastikowych butelek oraz puszek. Problemem pozostaje jednak szkło jednorazowe, zwłaszcza opakowania po alkoholu. To one dziś dominują w lasach, nad jeziorami i na szlakach turystycznych.

– Ministerstwo Klimatu i Środowiska planuje rozszerzenie systemu kaucyjnego o nową frakcję, czyli o szkło jednorazowe, w tym te osławione „małpki”. Chcemy uruchomić ten proces legislacyjny jesienią – powiedziała pod koniec lipca Anita Sowińska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska (MKiŚ), podczas posiedzenia Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.

2,3 mld opakowań, ale szkło pozostaje luką

MKiŚ przyznaje, że „zamysł ma duże poparcie społeczne i polityczne”. – Natomiast zdajemy sobie sprawę, że będzie to duża zmiana logisytyczna dla przedsiębiorców – nie tylko dla operatorów, ale także dla sklepów. Dlatego od razu sygnalizujemy, że przewidujemy dłuższe vacatio legis, żeby dać przedsiębiorcom czas na przygotowanie się – dodała ministra Sowińska.

Szklane opakowania, które nie są w systemie kaucyjnym, dosłownie wyścielają przestrzeń publiczną. Szczególnym problemem są te po alkoholu, w tym butelki małolitrażowe. Przy orientacyjnej masie jednej butelki wynoszącej 150 g oznacza to około 71–110 tys. ton szkła rocznie. Z raportu EKO-UNII „Wakacje ze śmieciami, czyli co zostawiamy po sobie w miejscach wypoczynku” z 2024 r. wynika, że według szacunków Fundacji Nasza Ziemia niewielkie butelki po napojach wysokoprocentowych stanowią około połowy szklanych odpadów zbieranych podczas akcji Sprzątanie Świata. Raport wskazuje również, że udział szkła w odpadach zbieranych podczas akcji Czysta Odra wzrósł z 30 proc. w 2022 r. do 50 proc. w 2024 r.

Jednocześnie Polki i Polacy są sfrustrowani zaśmieceniem swoich okolic. Opakowania przeszkadzają im prawie tak samo, jak psie odchody. Badanie przeprowadzone na zlecenie EKO-UNII na przełomie tegorocznej zimy i przedwiośnia, pokazuje to jak w soczewce. Analiza „Śnieg stopniał, śmieci zostały. Co najbardziej irytuje Polaków?” wykazała, że aż 60 proc. respondentów najbardziej narzeka na szklane butelki, jako odpady najmocniej widoczne tuż po roztopach.

Lasy Państwowe płacą krocie za sprzątanie

– Śmieci w lasach cały czas są trapiącym nas problemem, z którym nieustająco walczymy – zarówno poprzez uprzątnie ich z lasu, jak również poprzez uświadamianie społeczeństwa – mówi Regina Klimaszewska, rzeczniczka prasowa Lasów Państwowych. – Zarówno zmiany przepisów, jak i rosnąca świadomość społeczeństwa w tym zakresie być może z czasem przyniesie widoczny efekt w postaci mniejszej ilości odpadów spotykanych na łonie przyrody.

Jak zaznacza, półrocze nie daje jeszcze pełnego obrazu czy problem znacząco się zmienia, ale wykonując takie analizy Lasy Państwowe widzą niewielkie spadki.

– Przez pierwsze pół roku 2026 z lasów zarządzanych przez PGL LP zebrano 28,2 tys. m3 śmieci, co stanowiło wydatek 12,2 mln zł. W tym samym okresie w roku 2025 zebrano 33,4 tys. m3, a w roku 2024 – 34,6 tys. m3. Przez cały rok 2025 zebrano z polskich lasów odpady o objętości 74,7 tys. m3, co było wydatkiem w wysokości ponad 30 mln zł. Objętość tą można porównać do 833 wypełnionych śmieciami tirów, a koszt do zakupu 44 w pełni wyposażonych karetek pogotowia ratunkowego – wylicza rzeczniczka Lasów Państwowych.

– Z obserwacji możemy stwierdzić, że plastikowe butelki czy puszki zawsze stanowiły wśród nich duży udział – przyznaje Klimaszewska.

Dane Lasów Państwowych i relacje osób regularnie sprzątających lasy, rzeki i miejsca wypoczynku prowadzą do podobnych wniosków. Zdaniem EKO-UNII pierwsze miesiące funkcjonowania systemu kaucyjnego pokazały zarówno jego skuteczność, jak i największą lukę, którą należy jak najszybciej zamknąć.

– System kaucyjny zdał egzamin – widać to w lasach, nad morzem i na szlakach. Ale jego największą słabością pozostaje wciąż szkło jednorazowe. To butelki szklane dominują dziś wśród porzucanych opakowań, bo jako jedyne nie zostało objęte tym samym mechanizmem, który ograniczył zaśmiecanie plastikiem i puszkami. Rozszerzenie systemu o szkło jednorazowe jest koniecznym dokończeniem reformy – komentuje Paweł Pomian, wiceprezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.

Jak podkreśla, kaucja zmienia nie tylko sposób zbiórki odpadów, ale także ich postrzeganie.

– Tam, gdzie pojawiła się kaucja, opakowania przestały być „śmieciami”, stały się wartościowym odpadem, wartościowym surowcem i przestały zalegać w środowisku. Tam, gdzie jej nie ma, jedyną wartością pozostaje koszt ich sprzątania, który ponosimy wszyscy. Dlatego każda kolejna zwłoka z objęciem szkła jednorazowego systemem kaucyjnym oznacza kolejne miliony złotych wydawane na sprzątanie i kolejne tysiące potłuczonych butelek pozostawionych w przyrodzie – dodaje Pomian.

Nadleśnictwa biją na alarm. Zagrożenie i ogromne opłaty

Artur Mazur, zastępca nadleśniczego ds. ochrony przyrody, stanu posiadania i komunikacji społecznej z Nadleśnictwa Kozienice, mówi, z jakimi problemami wiąże się zaśmiecenie lasów.

– Na razie nie odczuliśmy wymiernie, żeby spadła ilość odpadów w lasach, bo to, co do nas trafia, to nie tylko butelki i puszki, ale przeróżne śmieci. W dużej mierze są to rzeczy plastikowe, w tym wielkogabarytowe, części do samochodów itp.

Nadleśnictwo Kozienice sąsiaduje z wieloma drogami. Przez to, osoby, które chcą nielegalnie pozbyć się odpadów, często, wyrzucają je z aut właśnie w tej okolicy. Śmieci regularnie trafiają też do przydrożnych rowów.

– Jednak byłoby bardzo dobrze, gdyby do systemu kaucyjnego weszły też butelki szklane jednorazowe, w tym malutkie butelki na alkohol, których mamy tu mnóstwo. Wtedy takich śmieci już by nie przybywało, a pewnie nawet zaczęłyby znikać, dzięki kaucji.

Samo Nadleśnictwo Kozienice każdego roku wydaje około 100 tys. złotych na zebranie i utylizację odpadów na swoim terenie. Artur Mazur zwraca też uwagę na realne zagrożenie pożarowe, jakie niesie za sobą szkło w lesie. – Taka butelka, pozostawiona w promieniach słońca, może spowodować pożar. Działa to jak soczewka, to po prostu prawa fizyki.

„Istna plaga butelek po alkoholu”

Zmiany i wyzwania, które nadal przed nami stoją, widzą osoby regularnie sprzątające przestrzeń publiczną, w tym tereny rekreacyjno-turystyczne.

Hubert Pietrzak z Częstochowskiego Alarmu Smogowego, społecznik, inicjator akcji sprzątania , mówi wprost: – Obecnym kształtem systemu kaucyjnego powinny się zająć organy kontrolne państwa. System działa ponad 10 miesięcy i nadal nie mamy możliwości zwrotu większości opakowań szklanych. A te, zwłaszcza po alkoholu, piętrzą się wszędzie, w tym w pięknych i ważnych przyrodniczo miejscach.

Przeciwnikom wejścia szkła jednorazowego do systemu kaucyjnego proponuje uważną wycieczkę po polskich miejscach turystyki i rekreacji.

– Wędrując Jurą Krakowsko-Częstochowską, Kotliną Kłodzką, czy spacerując brzegami naszych jezior, trudno nie natknąć się na potłuczone szkło. Ono jest dosłownie wszędzie i stwarza realne zagrożenie, szczególnie dla dzieci i zwierząt, które łatwo mogą się skaleczyć.

Zgadza się z tym Artur Mazur, który zwraca też uwagę, że potłuczone szkło, często jest niewidoczne, bo przykryte ściółką, przez co staje się jeszcze bardziej niebezpieczne. Zwraca również uwagę na szklane odłamki, które ptaki mogą postrzegać, jako pożywienie. Łatwo sobie wyobrazić, jakie ma to konsekwencje dla tych ptaków.

Podczas swojej ostatniej akcji Pietrzak wraz z wolontariuszami zauważył pewien spadek opakowań kaucjonowanych. – Ale za to mamy do czynienia z istną plagą butelek po piwie i wysokoprocentowych alkoholach. Dopóki szkło jednorazowe nie wejdzie do systemu, w naszej okolicy niewiele się zmieni.

– Polskie ciche zezwolenie na śmiecenie szklanymi opakowaniami to jest kuriozalna sytuacja. U naszych niemieckich czy czeskich sąsiadów oddawanie szklanych opakowań po napojach jest całkowicie naturalne. Nie rozumiem, dlaczego w Polsce dotąd się to nie udało.

„To szkło waży najwięcej”

Trudno nie wspomnieć też o wadze szkła. – Gdy zbieramy wszelkie opakowania z rzeki Warty i jej okolic, to szkło waży najwięcej. Nie rozumiem, dlaczego branży udaje się opóźniać traktowanie szkła na równych zasadach ze plastikiem i aluminium – mówi Pietrzak.

– Jednorazowe szkło musi być objęte systemem kaucyjnym – zgadza się Dominik Dobrowolski, ekolog odpowiedzialny za inicjatywy takie jak Akcja Czysta Wisła oraz Czysta Odra.

Opóźnienia tłumaczy się m.in. wyzwaniami logistycznymi, ale i na to są rozwiązania. – Na pewno dobrym wyjściem byłoby wprowadzenie szklanych opakowań wielorazowych, na dużo większą skalę, niż ma to miejsce teraz. Obecne maszyny nie są przystosowane do zbiórki szkła. Jeżeli wszystkie opakowania szklane można by było zwracać jako wielorazowe, szkło nie trafiłoby do środowiska, a do recyklingu.

Z kilkunastu worków do kilku sztuk

Zbierając odpady z przestrzeni publicznej, Dobrowolski widzi wyraźny spadek zaśmiecenia tymi opakowaniami, które objął system kaucyjny. – W zeszłym roku butelki plastikowe PET i puszki aluminiowe stanowiły aż kilkanaście worków podczas każdej akcji sprzątania. Dziś jest to dosłownie kilka sztuk. Nawet, jeśli ktoś je wyrzuci, nie poleżą długo, bo zaraz znajdzie się ktoś, kto je zbierze. Opakowania zyskały więc wartość, przez co mogą wracać do recyklingu. Ekonomicznie jest to opłacalne też dlatego, że te opakowania są już bardzo czyste.

– Pamiętajmy, że system kaucyjny to tylko pierwszy etap zmian na rynku gospodarki odpadami. Samorządy czekają na Rozszerzoną Odpowiedzialność Producentów (ROP). Na zachodzie firmy pokrywają koszty zbiórki odpadów i recyklingu, uiszczając kilkanaście razy większe opłaty za wprowadzenie produktu na rynek, niż ma to miejsce w Polsce. Nic dziwnego, że nasze firmy komunalne tylko podnoszą opłaty dla mieszkańców za wywóz śmieci, bo muszą szukać zysków – tłumaczy Dobrowolski.

Ciekawym rozwiązaniem są też zwrotomaty umieszczane podczas letnich festiwali. Jak mówią nam uczestnicy, do automatów trafiają niemal wszystkie puszki i butelki, które mogą – jedne są wrzucane przez osoby, które właśnie wypiły z nich napoje, a inne przez „zbieraczy”, którzy chcą nieco zarobić, przy okazji sprzątając plac festiwalowy.

– Sprzątam świat regularnie i muszę przyznać, że puszek i butelek kaucyjnych porzuconych w lesie czy w miejscach odwiedzanych przez turystów jest dużo mniej, ale się zdarzają. Ciągle jeszcze znajduję stare opakowania bez kaucji. Zwłaszcza, gdy sprzątam jakiś teren po raz pierwszy. Najwięcej jednak znajduję małych, szklanych buteleczek na alkohol oraz opakowań po jedzeniu z fastfoodów. Marzę, żeby jedne i drugie opakowania zostały zlikwidowane – dodaje Mirella Dziedzicka, ekolożka, zaangażowana w działalność kilku organizacji pozarządowych.

Czy wiecie, że ptaki i nietoperze od lat giną podczas remontów budynków – zamurowywane w swoich siedliskach, zakratowywa...
13/08/2026

Czy wiecie, że ptaki i nietoperze od lat giną podczas remontów budynków – zamurowywane w swoich siedliskach, zakratowywane, odcinane od gniazd albo tracące swoje schronienia?

We Wrocławiu wolontariusze Fundacji Animalculum od 2021 roku dokumentują kolejne przypadki, w których podczas remontów dochodziło do zagrożenia życia ptaków i niszczenia ich siedlisk. Jak wskazuje Fundacja, problem dotyczy m.in. sytuacji, gdy prace trwają mimo obecności aktywnych gniazd, a działania interwencyjne nie prowadzą do ich skutecznego zabezpieczenia.

**To nie jest problem „kilku ptaków”. To kwestia tego, czy prawo chroniące dzikie zwierzęta działa również wtedy, gdy ich siedlisko znajduje się w ścianie budynku.**

Dlatego Fundacja Animalculum apeluje do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o podjęcie działań, wyjaśnienie opisanych nieprawidłowości i zmianę praktyk, które – zdaniem Fundacji – prowadzą do nieskutecznej ochrony ptaków i nietoperzy podczas remontów.

📣 Podpiszcie petycję „Stop zabijaniu ptaków i nietoperzy podczas remontów!”
Każdy podpis ma znaczenie – pokażmy, że nie zgadzamy się na traktowanie ochrony przyrody jako przeszkody, którą można ominąć.

👉 [LINK W KOMENTARZU]

🎧 Warto też posłuchać najnowszej audycji TOK FM:
„Dlaczego ptaki w budynkach są ciągle eksterminowane?” – rozmowy redaktor Ewy Podolskiej z Zuzanną Pietrowską i Rafałem Łukasikiem z Fundacji Animalculum.

Fot. Ptasi Patrol Fundacji Noga w Łapę

🚨 Ptaki nie mają głosu. My mamy. Pomóżmy im go wykorzystać. 🐦Zwracamy się do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o podjęci...
04/08/2026

🚨 Ptaki nie mają głosu. My mamy. Pomóżmy im go wykorzystać. 🐦

Zwracamy się do Ministerstwa Klimatu i Środowiska o podjęcie działań mających na celu zmianę szkodliwych dla ptaków i nietoperzy praktyk Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu, pociągnięcia do odpowiedzialności osób odpowiedzialnych za zaistniałą sytuację, a także weryfikację działań innych zaangażowanych instytucji.

Od 2021 roku wolontariusze interweniują we Wrocławiu podczas remontów elewacji w sezonie lęgowym przy jednoczesnej obecności gniazd ptaków z lęgami, a także niszczenia ich siedlisk. W ciągu ostatnich 5 lat zaobserwowaliśmy liczne nieprawidłowości i brak dobrej woli ze strony urzędów, w szczególności Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska we Wrocławiu, która z założenia powinna przyrodę chronić. Niestety odnosimy wrażenie, że RDOŚ jest nieprzychylny naszym działaniom i nie jest otwarty na współpracę z organizacjami ochrony zwierząt.

W efekcie ochrona ptaków w budynkach we Wrocławiu jest fikcją, a nawet jak dojdzie do interwencji, nie ma obecnie żadnych szans na zatrzymanie budowy ani ukaranie osób odpowiedzialnych.

Krótki spacer po Wrocławiu, wystarczy, aby przekonać się, że zdecydowana większość niewyremontowanych budynków jest zasiedlona przez ptaki, a remonty są prowadzone także w trakcie sezonu lęgowego. Skala zjawiska jest przerażająca.  Budynek Administracyjny Komendy Wojewódzkiej Pol...

17/07/2026

Ponad 100 mln larw ryb rocznie ginie w Elektrowni Kozienice – wynika z badań naukowców, które doprowadziły do bezprecedensowej decyzji Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Podczas panelu dyskusyjnego na Zielonych Dniach 2026 w eksperci alarmowali, że problem dotyczy nie tylko Wisły, ale także przyszłości polskiej energetyki i ochrony zasobów wodnych.

Zielone Dni zorganizowane przez Fundację Strefa Zieleni odbyły się już po raz jedenasty. Patronat medialny nad wydarzeniem objął magazyn Odpowiedzialny Inwestor. Tym razem naukowcy, aktywiści, przedstawiciele organizacji pozarządowych i politycy spotkali się w Puszczy Kozienickiej, w pobliżu Elektrowni Kozienice należącej do koncernu Enea.

W panelu pt. „Elektrownie a woda. Jak pogodzić bezpieczeństwo energetyczne z ochroną rzek i klimatu?”, współorganizowanym przez EKO-UNIĘ, Fundację Mission Possible, Towarzystwo na rzecz Ziemi i Pracownię na rzecz Wszystkich Istot, eksperci zastanawiali się w jaki sposób ograniczyć negatywny wpływ elektrowni na rzeki, klimat i środowisko i jednocześnie zadbać o to, żeby nie zabrakło nam prądu.

Wisła to życie, nie chłodnica dla elektrowni. Protest pod Elektrownią KozieniceWisła wciąż kojarzy się z rzeką, która da...
13/07/2026

Wisła to życie, nie chłodnica dla elektrowni. Protest pod Elektrownią Kozienice

Wisła wciąż kojarzy się z rzeką, która daje życie. Stała się jednak elementem systemu chłodzenia wielu elektrowni w czasie, gdy Polska doświadcza narastającej suszy i niedoboru wody. Aktywiści stanęli w nurcie Wisły naprzeciw Elektrowni Kozienice, zwracając uwagę na konflikt między energetyką a rzekami oraz na pierwsze w Polsce postępowanie, w którym organ ochrony środowiska domaga się naprawy szkód wyrządzanych w rzece przez państwową spółkę energetyczną.

Aktywiści stanęli w nurcie Wisły naprzeciw Elektrowni Kozienice z transparentami z napisem „Wisła to życie, nie chłodnica dla elektrowni” oraz symbolicznymi żaglami przygotowanymi przez Siostry Rzeki. Uczestnicy mieli ze sobą także ryby namalowane przez artystkę Elżbietę Hołoweńko. Protest ma zwrócić uwagę nie tylko na wpływ jednej elektrowni na rzekę, ale na znacznie szerszy problem: rosnącą konkurencję o wodę między energetyką, rolnictwem i ekosystemami w warunkach pogłębiającej się suszy.

– Wisła od wieków była źródłem życia. Dziś coraz częściej staje się chłodnicą dla wielkich elektrowni, które działają na jej cenny ekosystem jak grzałki – podkreślają organizatorzy.

W wydarzeniu wzięły udział organizacje i inicjatywy społeczne działające na rzecz ochrony rzek i transformacji energetycznej oraz przedstawiciele organizacji ekologicznych, m.in. Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, Fundacja Mission Possible, Strefa Zieleni, Zieloni i Siostry Rzeki.

Kozienice w centrum pierwszego takiego postępowania w Polsce

Elektrownia Kozienice, należąca do koncernu Enea, jest jednym z najbardziej wyrazistych przykładów modelu energetyki opartej na dużych blokach cieplnych, które wymagają intensywnego poboru wody z rzek. W przypadku Kozienic woda jest pobierana bezpośrednio z Wisły w ilości ok. 1,7 mld m3 rocznie.

Wraz z nią do systemu chłodzenia trafiają larwy i narybek ryb, które giną w wyniku działania instalacji. Według wieloletnich badań naukowych prowadzonych pod kierunkiem ichtiologa prof. Tomasza Mikołajczyka, opublikowanych w recenzowanym czasopiśmie Knowledge & Management of Aquatic Ecosystems, tylko w 2022 r. Elektrownia Kozienice mogła uśmiercić nawet 102 mln larw i młodych ryb, czyli blisko połowę wszystkich osobników dryfujących Wisłą.

To właśnie m.in. te badania były częścią dokumentacji postępowania, w którym Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Warszawie po raz pierwszy w Polsce wszczęła procedurę zobowiązania państwowego koncernu energetycznego do naprawy szkód wyrządzonych w środowisku.

– Mówimy o pierwszej udanej próbie przypisania odpowiedzialności za szkodę w środowisku państwowemu koncernowi. W Polsce działa łącznie 12 elektrowni z otwartym systemem chłodzenia i żadna z nich nie była wcześniej objęta postępowaniem naprawczym, choć takie działania powinny być prowadzone z urzędu. Większość z nich to stare bloki węglowe, ale niepokoi nas również to, że obok nich lub w ich miejsce niedawno oddano do użytku lub planuje się budowę kolejnych bloków gazowych wykorzystujących ten sam, destrukcyjny dla rzek system chłodzenia. Chodzi m.in. o Dolną Odrę, Rybnik oraz Siekierki. Jeśli nie zatrzymamy tego trendu, ryby nadal będą masowo ginąć, a temperatura rzek będzie nadal drastycznie rosnąć nie tylko w związku ze zmianą klimatu, ale także w wyniku zrzutu podgrzanych wód chłodniczych – ostrzega Robert Wawręty z Towarzystwa na rzecz Ziemi.

Postępowanie trwa od 2021 r., kiedy szkodę jako pierwsze zgłosiło Towarzystwo na rzecz Ziemi a następnie Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA, które są stronami postępowania. Na problem zwracały także uwagę Fundacja Greenmind oraz Stowarzyszenie „Wspólna Ziemia”.

Woda staje się ograniczeniem polskiej energetyki

Problem nie ogranicza się do jednej elektrowni. Duże bloki cieplne – węglowe, gazowe, biomasowe, a także jądrowe – wymagają ogromnych ilości wody do chłodzenia. W przypadku paliw kopalnych i biomasy korzystamy wyłącznie ze słodkiej wody niezbędnej do picia i dla rolnictwa. Oznacza to nie tylko pobór wody, ale również jej podgrzewanie oraz presję na ekosystemy rzeczne. Jednocześnie istnieją technologie energetyczne, które nie wymagają intensywnego wykorzystania wody.

– Najmniejsze zapotrzebowanie na wodę ma energetyka wiatrowa – stąd każdy wiatrak oznacza czysty prąd i mniejszą presję na rzeki. Tuż za nią znajduje się energetyka słoneczna. Rozwój tych technologii powinien być jednym z kluczowych elementów programu „Stop Suszy” – komentuje Kuba Gogolewski, dyrektor programowy Fundacji Mission Possible.

Jeszcze kilkanaście lat temu zakładano dalszy rozwój wielkich elektrowni cieplnych. Dziś coraz wyraźniej widać, że zmieniły się zarówno warunki klimatyczne, jak i ekonomiczne funkcjonowania energetyki. Susze, niżówki i wzrost temperatur sprawiają, że dostęp do wody staje się jednym z kluczowych ograniczeń systemu energetycznego. W wyniku fali upałów ograniczono pracę kilku reaktorów jądrowe we Francji, gdyż temperatura w rzekach, które miały je chłodzić staje się za wysoka.

Rzeka nie jest infrastrukturą energetyczną

Symboliczne żagle przygotowane przez Siostry Rzeki mają przypominać, że rzeki są wspólnym dobrem, a nie zasobem technicznym.

– Wchodzimy do Wisły, bo chcemy pokazać, że rzeka nie kończy się na brzegu. Ona jest wspólnym światem ludzi i zwierząt, który znika, gdy traktujemy ją jak część instalacji technicznej. Dziś widzimy koszt tego podejścia. Płaci go Wisła, płaci przyroda i w coraz większym stopniu płacimy wszyscy – mówi Katarzyna Wiekiera z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, członkini inicjatywy „Siostry Rzeki”.

Organizatorzy podkreślają, że happening nie jest protestem przeciwko jednej inwestycji, ale próbą zwrócenia uwagi na konieczność zmiany sposobu myślenia o rzekach.

– Stoimy dziś w Wiśle, bo chcemy przypomnieć, że rzeka nie jest elementem infrastruktury energetycznej. Jest żywym ekosystemem, od którego zależy bezpieczeństwo ludzi, rolnictwa, przyrody i gospodarki. Nie obronimy polskich rzek bez zmiany sposobu myślenia o energetyce. Energetyka przyszłości nie powinna konkurować o wodę z ludźmi i przyrodą, ale korzystać z zasobów, których w Polsce nie brakuje – wiatru, słońca i biogazu – zaznacza Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.

Kozienice jako początek szerszego problemu

Elektrownia Kozienice jest jednym z najbardziej wyrazistych przykładów systemu energetycznego opartego na dużych blokach cieplnych wykorzystujących otwarty pobór wody z rzek. Jednak – jak podkreślają organizacje środowiskowe – nie jest to przypadek odosobniony.

W Polsce działa kilkanaście elektrowni korzystających z podobnych systemów chłodzenia, które w porównywalny sposób wpływają na ekosystem Wisły. Wśród nich wskazywane są m.in. Eleciepłownie Siekierki i Żerań grupy kapitałowej Orlen, Elektrownia Dolna Odra i Rybnik Grupy PGE czy Elektrownia Połaniec należąca do Enei, gdzie również wykorzystywany jest model oparty na poborze wody z rzek i olbrzymim obciążeniem ekosystemów.

Dlatego – jak podkreślają organizacje pozarządowe i eksperci – kierunek zmian w energetyce powinien opierać się przede wszystkim na rozwoju odnawialnych źródeł energii: energetyki wiatrowej i słonecznej, które nie wymagają poboru wody z rzek i nie generują presji na ekosystemy wodne. W tym sensie Kozienice stają się nie tylko sprawą jednej elektrowni, ale symbolem, który woła o odpowiedź na pytanie o tempo odejścia od technologii wodochłonnych i przyspieszenie inwestycji w OZE jako podstawy przyszłego systemu energetycznego w Polsce.

Fot. Cezary Kowalski

To upały to nie chwilowa anomalia, ale nowa rzeczywistość. Co gorsza, w naszej części Europy ocieplenie postępuje szybci...
26/06/2026

To upały to nie chwilowa anomalia, ale nowa rzeczywistość. Co gorsza, w naszej części Europy ocieplenie postępuje szybciej, niż wynosi średnia światowa - mówi w rozmowie z "Wyborczą" Radosław Gawlik.

- To upały to nie chwilowa anomalia, ale nowa rzeczywistość. Co gorsza, w naszej części Europy ocieplenie postępuje szybciej, niż wynosi średnia światowa - mówi w rozmowie z "Wyborczą" Radosław Gawlik. Link do artykułu w komentarzu

Szkło rozbite na leśnych ścieżkach, butelki porzucone na plażach i odłamki szkła w miejscach wypoczynku – taki widok moż...
24/06/2026

Szkło rozbite na leśnych ścieżkach, butelki porzucone na plażach i odłamki szkła w miejscach wypoczynku – taki widok może stać się symbolem pierwszych wakacji z systemem kaucyjnym. Choć od miesięcy oddajemy plastikowe butelki i puszki za kaucją, setki milionów jednorazowych opakowań szklanych wciąż pozostają poza systemem. Organizacje ekologiczne przekonują, że bez objęcia ich dodatkowymi opłatami lub kaucją, walka z zaśmiecaniem będzie tylko połowicznym sukcesem.

System kaucyjny działa od października 2025 r. Według Ministerstwa Klimatu i Środowiska w drugiej połowie roku ma zapaść decyzja o jego rozszerzeniu. Tymczasem z inicjatywy Fundacji Waste Free Oceans Baltics, organizacje pozarządowe wystosowały do Senatu petycję, która miałaby wprowadzić dodatkową opłatę 1 zł do każdej sprzedanej szklanej butelki. Opłata miałaby pomóc samorządom sfinansować sprzątanie szkła jednorazowego, które, mimo obciążenia, jakim jest zarówno dla obywateli, jak i przyrody, wciąż pozostaje poza systemem.

„Kiedy”, a nie „czy”

Rząd szykuje zmiany w systemie kaucyjnym. Niebawem mają ruszyć prace nad rozszerzeniem go o jednorazowe opakowania szklane. Jak zapowiedziała ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, decyzja w tej sprawie została już podjęta. – To kwestia „kiedy”, a nie „czy”. W moim zespole zapadła decyzja, że system kaucyjny zostanie rozszerzony – poinformowała szefowa resortu.

– Wakacje będą dla systemu kaucyjnego tym, czym święta dla handlu – momentem prawdy. To okres największej konsumpcji napojów i największej presji na system gospodarki odpadami. Wtedy zobaczymy nie tylko, czy działa logistyka, ale także czy nie zostawiliśmy poza systemem tych opakowań, które najbardziej zaśmiecają polską przyrodę – zauważa Paweł Pomian, wiceprezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.

Tegoroczne wakacje będą według niego „pierwszym prawdziwym testem systemu kaucyjnego”.

– Jeśli z plaż, lasów i parków znikną puszki oraz plastikowe butelki, a zostaną tam głównie szklane butelki po wysokoprocentowych napojach i piwie, to dostaniemy dowód, że walczymy ze śmieciami tylko częściowo. Nie da się wygrać wojny z zaśmiecaniem, pozostawiając poza systemem ten odpad, który najczęściej widzimy pod nogami.

Wiceprezes EKO-UNII przypomina, że przyrodzie jest obojętne, czy butelka po alkoholu została wyłączona z systemu z powodów logistycznych czy legislacyjnych. Dla zwierząt, krajobrazu i lokalnych społeczności pozostaje po prostu śmieciem, zamiast wartościowym odpadem, który możemy ponownie wykorzystać. A latem zobaczymy go wszędzie tam, gdzie wypoczywają Polacy.

– Każdego lata przekonujemy się, że szklana butelka porzucona w lesie czy jeziorze jest czymś więcej niż śmieciem. Dla dziecka może oznaczać wizytę na SOR-ze, dla zwierzęcia cierpienie, a dla strażaków kolejny pożar do ugaszenia – podkreśla Pomian.

Kilkaset milionów małych szklanych butelek rocznie

Jacek Werder, niezależny analityk rynku gospodarki odpadami: – Na rynek trafia prawdopodobnie 475–730 mln małolitrażowych szklanych butelek rocznie. Dolna wartość wynika z danych CMR, górna z materiału senackiego.

Przy orientacyjnej masie butelki 150 g oznacza to około 71–110 tys. ton szkła rocznie. Z raportu EKO-UNII pt. „Wakacje ze śmieciami, czyli co zostawiamy po sobie miejscach wypoczynku” z 2024 r. wynika, że według szacunków Fundacji Nasza Ziemia to niewielkie butelki po napojach wysokoprocentowych stanowią około połowy szklanych odpadów zbieranych podczas akcji Sprzątanie Świata. Raport podaje również, że udział szkła w odpadach zbieranych podczas akcji Czysta Odra wzrósł z 30 proc. w 2022 r. do 50 proc. w 2024 r. Choć nie są to dane reprezentatywne dla całego kraju, pozwalają wysnuwać istotne wnioski.

Raport pokazał też bardzo szeroki przedział kosztów usuwania dzikich wysypisk. – Dla jednostek, dla których znamy jednocześnie masę i koszt, zwykle wychodzi około 1–6 tys. zł za tonę, ale rozproszone butelki wymagające ręcznego zbierania mogą być droższe. Zagraniczny benchmark kosztów zbierania litteringu wynosi równowartość około 4,5–8,5 tys. zł/t – mówi Werder i podaje szacunki.

Przy 2,1–3,3 tys. ton porzuconych malutkich, szklanych butelek dawałoby to orientacyjnie:
• 10–26 mln zł rocznie za samo sprzątanie przestrzeni publicznej;
• dodatkowo około 35–75 mln zł za zbiórkę i zagospodarowanie całego strumienia tych opakowań w systemie komunalnym;
• łącznie roboczo około 50–100 mln zł rocznie.

Zaznacza, że jest to szacunek rzędu wielkości, a nie gotowa kalkulacja ustawowa.

Opłata 1 zł rozwiązałaby problem?

– Opłata 1 zł, od każdej sprzedanej butelki przyniosłaby około 475–730 mln zł rocznie. Byłoby to prawdopodobnie kilka razy więcej, niż możliwy do przypisania „szklanym buteleczkom” koszt ich zbiórki i zagospodarowania – mówi Werder.

Postulowana opłata jest próbą zastąpienia nieistniejącego w praktyce ROP, czyli rozszerzonej odpowiedzialności producenta, dla jednorazowych butelek szklanych. Producenci wprowadzają na rynek setki milionów opakowań, lecz koszt ich zbierania z zielonych pojemników, koszy ulicznych, parków, lasów i terenów rekreacyjnych nadal ponoszą mieszkańcy.

– Pomysł ten ma więc solidne uzasadnienie. Kwota w wysokości 1 zł za sztukę wykracza jednak prawdopodobnie poza zwrot rzeczywistych kosztów i nadaje opłacie również charakter prewencyjny. Ma ona nie tylko finansować sprzątanie, ale także ograniczać sprzedaż małych jednorazowych opakowań szklanych – dodaje analityk. Kosztowo ROP odpowiadałaby raczej opłacie rzędu kilku-kilkunastu groszy za butelkę. Złotówkę łatwiej obronić jako instrument behawioralny albo, jeszcze lepiej, jako zwrotną kaucję.

Aby system kaucyjny był sprawiedliwy i równy, bez wykluczeń

Magda Zając, wiceprezeska Stowarzyszenia Zero Waste Polska (PSZW), koordynatorka Koalicji na rzecz Gospodarki o Obiegu Zamkniętym, mówi: – Jako Koalicja na rzecz Gospodarki o Obiegu Zamkniętym z uwagą śledzimy działania dotyczące ograniczania zaśmiecania przestrzeni publicznej i poprawy efektywności systemu gospodarowania odpadami.Petycja dotycząca wprowadzenia opłaty 1 zł za sprzątanie jednorazowych opakowań szklanych, porusza realny problem, z którym samorządy mierzą się od lat. Jednorazowe szkło, w tym przede wszystkim małolitrażowe opakowania szklane na alkohol wysokoprocentowy, to jeden z najbardziej uciążliwych odpadów w przestrzeni publicznej.

– Koszty jego sprzątania ponoszą gminy, mimo że to producenci i dystrybutorzy wprowadzają te opakowania na rynek. Dlatego kierunek zaproponowany w petycji oceniają jako uzasadniony i potrzebny, zwłaszcza jako rozwiązanie przejściowe, zanim jednorazowe szkło zostanie włączone do systemu kaucyjnego – mówi Magda Zając.

Wiceprezeska PSZW wylicza szereg korzyści wprowadzenia tej opłaty: może to realnie odciążyć samorządy, poprawić czystość w miastach i mniejszych miejscowościach oraz bardziej sprawiedliwie rozłożyć koszty związane z obsługą tego strumienia odpadów.

– To krok w stronę odpowiedzialności producentów i bardziej obiegowego podejścia do zasobów – mówi Zając. – Koalicja GOZ popiera działania, które zwiększają efektywność gospodarki odpadami poprawiają jakość środowiska w Polsce. Dlatego też organizacje związane z gospodarką obiegu zamkniętego postanowiły poprzeć petycję w senacie, a tym samym wzmocnić głos organizacji pozarządowych w tej sprawie.

Adres

Ulica Białoskórnicza 26
Wroclaw
50-134

Godziny otwarcia

Poniedziałek 10:00 - 15:00
Wtorek 10:00 - 15:00
Środa 10:00 - 15:00
Czwartek 10:00 - 15:00
Piątek 10:00 - 15:00

Telefon

+48713442264

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy EKO-UNIA opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Organizacja

Wyślij wiadomość do EKO-UNIA:

Skróty

Udostępnij