30/06/2026
,,ZAFOLIOWANY POKOT’’ Mięso, emocje i hipokryzja w polskiej debacie publicznej!!!
Pojedyncze zdjęcie z pokotu, czyli tradycyjnie ułożonych upolowanych zwierząt podczas uroczystego zakończenia polowania potrafi rozpętać w sieci prawdziwą burzę. Mordercy, barbarzyńcy, okrucieństwo, to tylko niektóre z epitetów kierowanych w stronę myśliwych. Gdy do tego dołączony jest motyw dzieci obecnych na polowaniu, fala krytyki przybiera wręcz histeryczny ton: zarzuca się rodzicom normalizowanie przemocy i zatracanie wrażliwości u najmłodszych. Problem w tym, że ten sam gniew, często bardzo głośny i gwałtowny nie pojawia się tam, gdzie codziennie styka się z dużo większym natężeniem martwych zwierząt w marketach. W Polsce działa według różnych szacunków około 370 tysięcy marketów i sklepów detalicznych, w których codziennie układane są setki tysięcy sztuk martwych zwierząt: kurczaków, kaczek, indyków, gęsi oraz porcje wołowiny, wieprzowiny i drobiu. To nie są anonimowe strzały w lesie to setki ton mięsa każdego dnia widoczne dla konsumentów. Nikt nie nazywa ich żywymi istotami. To udka, skrzydełka, porcje rosołowe, schab, polędwica, żeberka … Notacja ta oczywiście zmienia perspektywę, śmierć jest hermetyzowana przez marketing i język produktów spożywczych. Miliony Polaków codziennie robi zakupy. Dzieci towarzyszą rodzicom, patrzą na półki i wybierają produkty. Nie widać paniki, łez ani protestów wobec tej codziennej przemocy uświęconej konsumpcją. Nie słyszymy alarmujących głosów o usypianiu wrażliwości. Nie protestują rodzice ani organizacje pseudoekologiczne. A jednak jedno zdjęcie z lasu podnosi temperaturę debaty znacznie bardziej niż setki ton mięsa w lodówkach. Dane GUS i analizy rynkowe pokazują, że Polacy są jednym z najbardziej mięsożernych narodów w Europie roczne spożycie mięsa ogółem wynosi ok. 73–81 kg na osobę. Większość tej ilości to:
wieprzowina, drób i wołowina.
Dziczyzna stanowi margines rynku żywnościowego. Szacuje się, że średnie spożycie dziczyzny to zaledwie około 0,08–0,1 kg rocznie na osobę, czyli ok. 0,1% całkowitego spożycia mięsa.
Tak niska konsumpcja sprawia, że dziczyzna pozostaje praktycznie nieobecna w codziennej diecie Polaków, mimo że jej walory zdrowotne są podkreślane przez dietetyków i miłośników tego rodzaju mięsa.
Podczas gdy rynek mięsa w Polsce to miliony ton produktów każdej dekady,spożycie dziczyzny to ułamek procenta rynku spożywczego, a dziczyzna jest eksportowanym towarem premium to emocje skupiają się głównie na pojedynczych obrazach z lasu, a nie na codziennej konsumpcji mięsa ukrytej pod etykietami. To nie oznacza, że debata o etyce polowań jest nieistotna wręcz przeciwnie, ale hipokryzja języka i selektywne reagowanie na cierpienie tylko wtedy, gdy nie pasuje do uprzednio akceptowanej narracji, powinno stać się przedmiotem równie gorącej dyskusji. Bo jeśli potępiamy śmierć zwierząt, powinniśmy potępiać ją konsekwentnie nie tylko tam, gdzie jest mniej widoczna albo bardziej kontrowersyjna. Jeśli bronimy wrażliwości dzieci, trzeba zadać pytanie: dlaczego milczą organizacje pseudoekologiczne gdy maluch patrzy na kilogramy mięsa w markecie? Dlaczego cisza głośniejsza jest niż hejt? To debata, która wymaga więcej niż jednego zdjęcia, wymaga uczciwego spojrzenia na to, jak naprawdę konsumujemy śmierć.