04/04/2026
Kilka miesięcy temu dostaliśmy miły list od Zdzisława Juliana Winnickiego - powiązanego rodzinnie z naszą gminą, w największym stopniu z Niegosławicami. Jest on historykiem, prawnikiem i politologiem związanym z Uniwersytetem Wrocławskim, profesorem nauk społecznych, specjalistą od Kresów Wschodnich (więcej informacji o nim znaleźć można tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zdzis%C5%82aw_Julian_Winnicki). W następstwie dalszej korespondencji otrzymaliśmy od niego kronikę rodziny Winnickich, której fragmenty opublikujemy w tegorocznym Przyjacielu Wodzisławia.
Winniccy wywodzą się z Rusi Halickiej i prawdopodobnie są pochodzenia wołoskiego. Pieczętują się herbem Sas, a ich nazwisko pochodzi od miejscowości Winniki w powiecie Drohobyckim. Później Winnicy mieszkali m.in. na północnym Mazowszu, skąd na Kielecczyznę przybył Tomasz Sylwester Winnicki, który w połowie XIX w. wziął w dzierżawę Niegosławice i Nawarzyce. Warto wspomnieć, że w czasie Powstania Styczniowego, które wybuchło niedługo później, wspierał on pieniężnie i w naturze powstańców z naszych terenów. Przez ponad 30 lat Tomasz pełnił funkcję sędziego pokoju w Jędrzejowie, a jeszcze dłużej funkcję wójta (prawdopodobnie gminy Nawarzyce). Miał on aż dwunastkę dzieci (z dwoma żonami): Wiktorię, Julię, Eugenię Apolonię, Edwarda Antoniego, Antoniego Juliusza, Jana, Aleksandrę Natalię, Stefanię Augustę, Ewę Danielą, Bohdana Tomasza, Andrzeja i Ludomira Wiktora. Poniżej fragment książki "Długie życie. Wspomnienia" Stefana Krzywoszewskiego, w którym autor opisuje jego postać: "Tomasz Winnicki mieszkał w Niegosławicach o dwie mile od Jasionny. Był to stary szlachcic wysokiego wzrostu, barczysty, krzepki. Oczy miał niebieskie czuprynę i sute wąsy nieskazitelnie białe. Uchodził za tyrana bo ciągle huczał i gdzieś komuś soczystym słownikiem wymyślał. Kochał się w koniach, hodował araby wielkiej urody. Goście nie mogli mu sprawić większej przyjemności, jak prosząc o zaprezentowanie stadniny. Stajenni przeprowadzali przed gankiem wspaniałe rumaki, stary szlachcic promieniał dumą. A gdy w białym kitlu i słomianym kapeluszu jechał czwórką zaprzężoną w lejce - stangret a białej kierezji i czerwonej rogatywce z pawim piórem - na jarmark do Jędrzejowa albo Wodzisławia czy też po prostu na nabożeństwo świąteczne do Nawarzyć, po drodze chłopi i żydzi zatrzymywali się z podziwem - Pan Winnicki z Niegosławic!."
Pod koniec XIX w. Tomasz Winnicki wybudował na cmentarzu w Nawarzycach kaplicę z grobowcem katakumbowym, gdzie pochowany jest on i część jego najbliższych, która obecnie służy jako kaplica cmentarna.
Niektóre z dzieci Tomasza poszły w ślady ojca i również zawodowo zajęły się prawem oraz pełnieniem funkcji publicznych. Największą karierę zrobił Edward, który w latach 1902-1915 był prezydentem Kielc, oraz miał w Kielcach hotel ("Bristol") i zajazd (z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że posiadał on też dwór w Krężołach). Edward nie ożenił się oraz "miał pociąg do wystawnego życia, kart oraz dużo długów u braci i obcych".
Niegosławice po ojcu przejął natomiast Ludomir, który "kochał konie, wieś i gospodarstwo, nie cierpiał szkoły i nauki, był grzeczny i sympatyczny."
Z naszą gminą związał się też inny syn Tomasza - Antoni - według moich informacji posiadał on majątek w Przyłęku, a przez jakiś czas pełnił funkcję sędziego gminnego w Wodzisławiu.
Zdzisław Julian Winnicki, z którym korespondowaliśmy, jest z kolei wnukiem najmłodszego z synów Tomasza - Bogdana - urodzonego w Niegosławicach, który również osiadł na Kielecczyźnie, ale nie w naszej gminie.
Edward i Ludomir zginęli podczas głośnego napadu na dwór w Niegosławicach, o którym już kilkukrotnie pisaliśmy na naszej stronie. Poniżej artykuł z gazety „Czas” z 20 lutego 1922 r. opisujący to zdarzenie: "Tragiczna śmierć b. prezydenta m. Kielc. Z rąk bandytów padły 3 osoby, 1 bandyta zabity. Jędrzejów, 20 lutego 1922 roku. W ubiegłą niedzielę kroniki policyjne zanotowały nowy, niezwykle zuchwały napad bandycki na dwór p. Winnickiego w Niegosławicach w pow. Jędrzejowskim, przy czem od kul bandytów 3 osoby utraciły życie. Morderczy ten napad rzuca bardzo jaskrawe światło na niezdrowe stosunki, jakie panują w tamtejszych okolicach. Zajście przedstawia się następująco: Krytycznego dnia po południu pp. Winniccy wyjechali na spacer sankami pozostawiając w domu brata d. Edwarda Winnickiego (b. prezydenta m. Kielc), który bawił u nich w gościnie. Kiedy pp. Winnicy wracali z przejażdżki, wybiegł naprzeciw nim woźnica, który ostrzegł Państwa Winnickich przed wejściem do domu, twierdząc, że we dworze znajduje się kilku mocno podejrzanych osobników, przybyłych pod pozorem kupna źrebaków. P. Winnicki mimo próśb żony, opatrzywszy poprzednio rewolwer, wszedł do kuchni, gdzie znajdowała się zgromadzona służba dworska. W chwili przestąpienia progu izby p. Winnicki posłyszał rozkaz: Ręce do góry! I W tej chwili huknęły dwa strzały. Kula p. Winnickiego ugodziła bandytę śmiertelnie. Opryszek runął na ziemię, wypuszczając z rąk rewolwer. P. Winnicki, raniony również w okolicę serca kulą bandyty, cofnął się i przy pomocy żony obszedł dom i wszedł frontowemi schodami do swego pokoju. Kiedy otwarli drzwi pokoju, z wnętrza jego posypał się grad kul rewolwerowych, które na szczęście nie zraniły żony p. Winnickiego. Tymczasem skutkiem upływu krwi rannego siły opuszczały zaś P. Winnicki, słaniając się na nogach, rzekł do żony: „jestem ciężko raniony, umieram". Nie dokończywszy zdania, runął na ziemię i skonał. Podczas tej sceny, jeden z plądrujących w przyległych pokojach bandytów, posłyszawszy strzały w kuchni, wpadł tam, a widząc leżącego w kałuży krwi bandytę, zapytał go, przez kogo został raniony. Otrzymawszy odpowiedź: „raniony jestem przez dziedzica i nic ze mnie nie będzie” strzelił on do umierającego towarzysza, poczem wyjął z jego ubrania wszystkie papiery i ściągnął z niego buty. Nie dając za wygraną bandyci, chcieli się zemścić, wpadli do kancelaryi p. Winnickiego, gdzie znajdował się razem ze sterroryzowaną służbą brat p. Winnickiego. Rozległo się kilkanaście strzałów, od których padł trupem p. Edward Winnicki, b. prezydent m. Kielc i kilku ludzi ze zgromadzonej tam służby. Teraz dopiero bandyci, nie napotykając już na opór, poczęli plądrować po całym dworze. Napastnicy rozbili małą podręczną kasę, z której zabrali 300 rubli papierowych, kilka koron srebrnych, 1500 mkp [marek polskich]. Kasy ogniotrwałej nie zdołali oni rozbić. Bandyci, obłowiwszy się bogato zrabowanym łupem, zbiegli pod osłoną nocy. W jakiś czas potem zawiadomiono o wypadku posterunek policyi. Na miejscu zbrodni zjawiło się dwóch policyantów, którzy z powodu nocy zamknęli się w kuchni, gdzie doczekali ranka(!) przy zabitym bandycie. Rankiem dopiero wybrali się na poszukiwania za bandytami (!). W ostatniej chwili dowiadujemy się od naszego korespondenta z Kielc, że 4 uczestników napadu na dwór niegosławicki zdołano aresztować. Wszyscy z aresztowanych odnieśli podczas napadu rany, zadane kulami broniącego się p. Winnickiego.”
W załączeniu kilka zdjęć ze zbiorów Zdzisława Winnickiego.