27/07/2026
Południe Europy płonie.
Pożary w Europie koncentrują się głównie w krajach basenu Morza Śródziemnego. Najpoważniejsza sytuacja występuje obecnie w Hiszpanii (zwłaszcza w Andaluzji i prowincji Saragossa), Francji (południowe regiony i Pireneje), a także w Grecji (m.in. w rejonie Salonik, Beocji oraz na Krecie).
Aktywne ogniska występują również lokalnie w Portugalii oraz w Turcji. Sprzyjają im ekstremalne upały, niska wilgotność i silny wiatr
Głównym ogniskiem kryzysu we Francji jest południowo-zachodni departament Żyronda oraz sąsiednie Landy. W samej Żyrondzie nakaz opuszczenia domów objął już 220 tysięcy mieszkańców i turystów.Ewakuowano m.in. miejscowości w okolicach zatoki Arcachon oraz półwysep Cap Ferret. Front ognia zbliżył się na odległość kilkunastu kilometrów od Bordeaux. Służby prewencyjnie wstrzymały tam ruch pociągów i zamknęły 60-kilometrowy odcinek autostrady A63 prowadzącej do Hiszpanii.
W Hiszpanii ogłoszono stan wyjątkowy. Najtrudniejsza sytuacja panuje w regionie Madrytu oraz prowincji Ávila, gdzie zagrożonych pożarami i przymusowo ewakuowanych zostało ok. 60–75 tysięcy osób. Kolejne masowe ewakuacje i nakazy schronienia (obejmujące ok. 16 tysięcy ludzi) dotknęły wschodnią część kraju – głównie wspólnotę autonomiczną Walencji oraz Kastylię-La Manchę.
Znaczna część tych pożarów to niestety świadome podpalenia. Jednak praprzyczyna bierze się ze zmian klimatu. Basen Morza Śródziemnego zmaga się z ekstremalnymi upałami przekraczającymi 40 stopni. Fala upałów trwa tam prawie nieprzerwanie od końca maja. Susza spowodowała też, że najdłuższa rzeka Francji, Loara, przypomina pustynię z niewielką strużką jeszcze płynącej wody.
Dym z palących się lasów i łąk we Francji i Hiszpanii dociera też nad Polskę. Chmura drobnego pyłu i zanieczyszczeń wkroczyła nad południowo-zachodnie regiony naszego kraju, a jej granica przesuwa się na północny wschód. Dym przemieszcza się na bardzo wysokich pułapach atmosfery. Nie musimy obawiać się gęstego, gryzącego dymu przy ziemi ani drastycznego pogorszenia jakości powietrza, jakim oddychamy. Efektem jest natomiast lekko zamglone słońce i jego bardziej czerwony kolor o zachodzie.
Jednak najgorsze są pożary torfowisk na Syberii i na północy Kanady, ponieważ emitują nawet do kilkuset razy więcej dwutlenku węgla niż tradycyjne pożary lasów. W przeciwieństwie do płonących drzew, ogień na torfowiskach schodzi głęboko pod ziemię. Spala on materię organiczną kumulowaną tam przez tysiące lat, co czyni te pożary katastrofalnymi w skali globalnej. Ciepło generowane przez podziemne pożary bezpośrednio topi wieloletnią zmarzlinę. To uwalnia do atmosfery uwięziony w niej metan – gaz cieplarniany znacznie silniejszy od dwutlenku węgla, co z kolei podwyższa globalną temperaturę i wysusza kolejne torfowiska. Jest to proces samonapędzający się i dla globalnego ocieplenia katastrofalny.
Obecnie palą się setki tys. hektarów lasów i torfowisk w Środkowej Syberii i Jakucji.
Całości dopełniają wielkie pożary w Kanadzie. Sytuacja gwałtownie pogorszyła się w lipcu. Ogień strawił już blisko 3 miliony hektarów lasów, wykraczając daleko poza historyczne średnie dla tego okresu. Z kolei w USA Narodowe Międzyagencyjne Centrum Pożarnicze podniosło Krajowy Poziom Gotowości do najwyższego, 5. stopnia. Oznacza to, że federalne zasoby ratownicze są niemal w całości rozdysponowane, a krajowe służby ratunkowe działają na granicy swoich możliwości.
Czy Ziemia już płonie? Dla tych, którzy musieli porzucić swoje domy, tak. A cała reszta niech zda sobie sprawę, że im też to się może przytrafić.