Forum Liderów Młodzieżowych

Forum Liderów Młodzieżowych Forum Liderów Młodzieżowych - projekt realizowany przez Instytut Rozwoju Społecznego (www.irs.ed

23/01/2026

warto ...

01/01/2026

Gdy 740 dzieci umierało na morzu, a wszystkie państwa świata mówiły „nie”,
jeden człowiek — mający wszelkie powody, by milczeć — powiedział „tak”.

Był rok 1942.

Statek dryfował po Morzu Arabskim jak pływająca trumna.
Na pokładzie znajdowało się 740 polskich dzieci.
Sieroty.
Ocaleni z radzieckich obozów pracy, gdzie ich rodzice zmarli z głodu i zimna.

Uciekli przez Iran, by odkryć coś gorszego niż niewola:
nikt ich nie chciał.

Imperium Brytyjskie — najpotężniejsza siła tamtych czasów —
odmówiło im wstępu do wszystkich portów indyjskiego wybrzeża.

„To nie nasz problem. Płyńcie dalej”.

Dzieciom kończyło się jedzenie.
Leki.
Czas.

Dwunastoletnia Maria trzymała za rękę swojego sześcioletniego brata.
Umierająca matka poprosiła ją o jedno — żeby go chroniła.
Ale jak chronić, gdy cały świat się odwraca?

Wtedy wieść dotarła do niewielkiego pałacu w Gudżaracie.

Maharadża Jam Saheb Digvijaysinhji był drobnym władcą w skali imperium.
Brytyjczycy kontrolowali jego porty, gospodarkę i wojsko.
Miał wszystkie powody, by być posłusznym i milczeć.

Ale gdy usłyszał o 740 dzieciach dryfujących na morzu,
podczas gdy dyplomaci dyskutują nad formularzami —
coś w nim pękło.

— „Ile dzieci?”
— „740, Wasza Wysokość. Ale Brytyjczycy odmówili im wstępu do Indii”.

Maharadża zacisnął szczęki.

— „Brytyjczycy kontrolują moje porty.
Ale nie kontrolują mojego sumienia.
Te dzieci zejdą na ląd w Nawanagarze.
Przygotujcie ich przyjęcie”.

— „Wasza Wysokość, jeśli sprzeciwi się Pan Brytyjczykom—”
— „To się sprzeciwię”.

Wysłał wiadomość na statek:
„Jesteście tu mile widziani”.

Gdy władze brytyjskie zaprotestowały, ten niewielki człowiek z małego księstwa powiedział im wprost:

„Jeśli potężni odmawiają ratowania dzieci,
to ja — słaby — zrobię to, czego wy nie potraficie”.

W sierpniu 1942 roku statek wpłynął do portu Nawanagar.

Dzieci schodziły na ląd jak cienie — wychudzone, chore, z pustym spojrzeniem.
Nie oczekiwały już niczego.
Nie wierzyły w nadzieję.

Maharadża czekał na nabrzeżu.
Ubrany skromnie na biało, uklęknął przed nimi i powiedział przez tłumaczy:

— „Nie jesteście już sierotami.
Jesteście moimi dziećmi.
Jestem waszym Bapu — waszym ojcem”.

Maria poczuła, jak drży ręka jej brata.
Czy po tylu zamkniętych drzwiach to naprawdę możliwe?

To, co zrobił potem, zmieniło wszystko.

Nie zbudował obozu dla uchodźców.
Zbudował dom.

W Balachadi stworzył coś niezwykłego — małą Polskę w Indiach:
polskich nauczycieli,
polską kuchnię,
polskie pieśni w indyjskich ogrodach,
choinki pod tropikalnym niebem.

„Wasze cierpienie próbowało was wymazać — powiedział im. —
Ale wasz język, kultura i tradycje są święte.
Zachowajcie je tutaj”.

Dzieci, którym mówiono, że nie należą nigdzie,
w końcu znalazły dom.

Tomek znów zaczął się śmiać.
Ania zaczęła mówić.
Maria patrzyła, jak jej brat goni pawie w ogrodach pałacu
i przypominała sobie, czym jest spokój.

Maharadża przychodził często.
Uczył się ich imion.
Obchodził urodziny.
Przytulał, gdy płakali za rodzicami, którzy nigdy nie wrócą.
Wzywał lekarzy.
Płacił z własnej kieszeni, by dać im to, czego odmówiły imperia:

godność, dzieciństwo, przyszłość.

Przez cztery lata, gdy świat płonął,
740 dzieci żyło jak jedna rodzina w sercu indyjskiego księcia.

Uczyły się.
Zdrowiały.
Zaczynały marzyć.
Odzyskiwały siebie.

Po wojnie rozjechały się po świecie.
Zostały lekarzami, nauczycielami, inżynierami, dyplomatami, artystami, rodzicami.
I nigdy nie zapomniały.

W Warszawie powstał Plac Dobrego Maharadży.
Szkoły noszą jego imię.
Ale najważniejszy pomnik nie jest z kamienia.

To same dzieci.

Dziś, mając 80–90 lat, wciąż się spotykają
i opowiadają wnukom historię indyjskiego władcy,
który potrafił zobaczyć ponad polityką prostą prawdę:

740 dzieci potrzebowało ojca.
I on nim został.

W 1942 roku, gdy wszystkie wielkie narody powiedziały
„to nie nasza odpowiedzialność”,
jeden człowiek powiedział:

„To są teraz moje dzieci”.

I uratował 740 istnień.

Nie imperia.
Nie armie.
Ale otwarte serce, które odmówiło zamienienia współczucia w kalkulację polityczną.

To nie tylko historia.
To przypomnienie:
gdy potężni zamykają drzwi,
czasem jedno otwarte serce wystarczy, by zmienić świat.

02/12/2025

👍
Drodzy,
Zachęcam do zapoznania się ze sposobem działania stowarzyszenia Rafael z Krakowa. Oni naprawdę zmieniają świat. Na lepszy.

Najnowsza inicjatywa stowarzyszenia Rafael - pracują nad filmem "znak sprzeciwu" - historia, którą warto znać i inspirować się nią.

🚩 Więcej o stowarzyszeniu Rafael: https://stowarzyszenierafael.pl/

🚩 Więcej o powstającym filmie "znak sprzeciwu: https://stowarzyszenierafael.pl/znaksprzeciwu/

"W Rafael Film stworzyliśmy unikalny mechanizm, który powoduje, że każda darowizna zostaje pomnożona. W skrócie – wspierając nasze projekty, szerzysz dobro tu i teraz. Możesz mieć jednak pewność, że wyniknie z tego dobro również w przyszłości.

Jeśli dokonasz darowizny, przyczyni się ona do powstania filmu (1 zł darowizny = 1 zł wydany na projekt), a cały dochód z jego dystrybucji będzie wykorzystany do sfinansowania kolejnych działań ewangelizacyjnych.

Nie byłoby to możliwe bez wsparcia ludzi, którzy uwierzyli w to, że razem możemy zmieniać świat (‼️- podkreślenie moje ;-) ) .
Chcemy, aby każdy film był lepszy od poprzedniego, zarówno pod względem jakości wykonania, jak i liczby widzów, do których dotrze".

Przeczytajcie, proszę, tekst poniżej Trafia w sedno tego o czym mówiliśmy w trakcie Forum: czyńmy ten świat odrobinę lep...
01/12/2025

Przeczytajcie, proszę, tekst poniżej
Trafia w sedno tego o czym mówiliśmy w trakcie Forum: czyńmy ten świat odrobinę lepszym poprzez takie znaki, na jakie nas stać ...

W 1938 roku 16-letnia Żydówka Hilde Back czuła, jak jej życie gwałtownie się kurczy.
W nazistowskich Niemczech odebrano jej prawa, zakazano uczęszczania do szkoły, a przyszłość zamieniła się w wąski, ciemny korytarz bez wyjścia.

Aż pewnego dnia pojawił się ktoś — nieznajomy, którego imienia Hilde nigdy nie poznała — i zrobił coś niewyobrażalnego: przekazał jej rodzinie pieniądze na ucieczkę z kraju.
Mały gest, który uratował jej życie.

W 1940 roku Hilde dotarła do Szwecji. Jej rodzice nie otrzymali pozwolenia na wjazd z powodu ówczesnej polityki imigracyjnej.
Hilde patrzyła, jak zostają za nią, wiedząc — z bólem, którego nie da się opisać — co ich czeka.

Ojciec zginął w obozie koncentracyjnym.
Od matki przyszła tylko jedna ostatnia wiadomość — później zapadła cisza.
Szesnastoletnia Hilde została sama w obcym kraju, niosąc w sercu traumę… i pamięć o anonimowym darczyńcy, dzięki któremu żyła.

Skromne życie i obietnica, której nigdy nie zapomniała

W Szwecji powoli odbudowywała swoje życie.
Uczyła się, przygotowywała do pracy w przedszkolu, a później prowadziła zajęcia teatralne dla studentów pedagogiki.
Żyła skromnie i cicho, rzadko opowiadając o przeszłości.

Ale tej jednej rzeczy — gestu nieznajomego — nie zapomniała nigdy.

W latach 70. usłyszała o programie pomocy dla ubogich dzieci z krajów rozwijających się.
Pomyślała o tym, jak bolesne było odebranie jej prawa do edukacji tylko dlatego, że była Żydówką.
Mimo niewielkiej nauczycielskiej pensji postanowiła sponsorować jedno dziecko.

Chłopca z Kenii.
Nazywał się Chris Mburu.

Co miesiąc wysyłała około piętnastu dolarów — tyle, by mógł chodzić do szkoły podstawowej.

Chłopiec uczący się w cieniu góry Kenia

W jego wiosce rodziny żyły z uprawy kawy, zarabiając mniej niż dwa dolary dziennie.
Nauka w szkole średniej kosztowała dziesięć dolarów tygodniowo — kwotę zupełnie nieosiągalną.

Bez pomocy Chris zakończyłby edukację po podstawówce i zostałby na polach kawowych na całe życie.
Ale dzięki wsparciu Hilde mógł iść dalej.

Skończył szkołę średnią.
Dostał się na Uniwersytet w Nairobi.
A potem — coś, co wydawało się nierealne — został przyjęty do Harvard Law School.

Z chłopca z ubogiej wioski stał się prawnikiem zajmującym się prawami człowieka, pracującym dla ONZ w obszarze przeciwdziałania dyskryminacji i zapobiegania ludobójstwu.
A w swoim sercu zawsze nosił kobietę ze Szwecji, która przez lata wysyłała mu te skromne piętnaście dolarów.

Gest, który rozlał się na cały świat

W 2001 roku Chris stworzył fundusz stypendialny dla zdolnych, lecz ubogich kenijskich dzieci.
Nazwę wybrał jedną: The Hilde Back Education Fund, na cześć kobiety, która odmieniła jego los.

Z pomocą ambasadora Szwecji w Kenii udało mu się odnaleźć Hilde.
W 2003 roku, mając 81 lat, po raz pierwszy w życiu poleciała do Kenii, aby spotkać chłopca, którego kiedyś wspierała — teraz już prawnika i obrońcę praw człowieka.

Oboje dowiedzieli się o sobie czegoś, czego wcześniej nie wiedzieli:

Chris odkrył, że Hilde nie była bogatą dobrodziejką, lecz ocalałą z Holokaustu, która żyła bardzo skromnie i wysyłała mu pieniądze kosztem własnych potrzeb.

Hilde dowiedziała się, że jej pomoc rozmnożyła się w fundacji, która wspierała już dziesiątki, a później setki uczniów.

Ich historia zainspirowała amerykańską reżyserkę Jennifer Arnold do stworzenia filmu dokumentalnego „A Small Act”, który miał premierę na Sundance w 2010 roku.
Film obiegł świat i przyciągnął tak wiele darowizn, że fundusz zaczął wspierać ponad 900 dzieci rocznie.

Dziedzictwo zrodzone z dobroci

W 2012 roku, na swoje dziewięćdziesiąte urodziny, Hilde ponownie odwiedziła Kenię.
Dzieci patrzyły na nią jak na babcię, a ona — w swojej skromności — wciąż powtarzała, że zrobiła „tylko drobną rzecz”.

Ale jej „drobny gest” stał się oceanem możliwości dla prawie tysiąca młodych ludzi.

Hilde Back dożyła 98 lat.
Zmarła 13 stycznia 2021 roku w Västerås w Szwecji, pozostawiając po sobie ciche, ale potężne świadectwo tego, jak dobro, którego doświadczymy jako dzieci, może rozprzestrzeniać się dalej dzięki naszym własnym działaniom.

Morał historii

Nawet najmniejszy akt dobroci może odmienić czyjeś życie — a poprzez tę jedną osobę także życie wielu innych.
Prawdziwe dobro nigdy nie kończy się na tym, kto je otrzymuje.
Ono idzie dalej, rośnie i wraca do świata w sposób, którego nie jesteśmy w stanie do końca pojąć.

27/11/2025
13/11/2025

*** Gdyby był to dzień, taki jak co roku od kiedy Cię poznałam aż do Twojej śmierci, o tej porze pewnie bym montowała resztę filmików z życzeniami, które spóźnialscy na ostatnią chwilę wysyłali.
Tak, Wy 😉 Byłabym trochę poirytowana, ale szczęśliwa, bo dużo w tych filmach serdeczności, a przecież zgrywanie można dokończyć w pociągu, a relacja Warszawa - Szczecin do najkrótszych nie należała.
Pakowałabym się na długą podróż.
Ulubiona książka, kilka naszych wywołanych wspólnych fotografii, powerbank i laptop. Wysiadłabym z pociągu, kierując się w stronę ulubionej kwiaciarni po polny bukiet kwiatów, a do apteki obok po sok z buraczków (dla zdrowotności), ale Ty byś i tak wyjął później ,,spod pazuchy" coś mocniejszego, aby symbolicznie wznieść toast.

Wzięłabym lokalną taxi i zapukałabym do drzwi, a Ty przywitałbyś mnie słowami ,,i jest moja... tu można wstawić: gołąbeczka, sanitariuszka, moje dziecko". Poczęstowałbyś własnoręcznie robionym kapuśniaczkiem. Następnie podłączyłabym płytę do laptopa, a Ty byś słuchał i widział grooo życzeń jakie skierowali by do Ciebie moi i Twoi przyjaciele, osoby znajome i nieznajome z bloga i innych działaności. Ocierałbyś łzy swoim zmęczonymi, chudymi, zmarszczonymi rękoma. Pośpiewałbyś, a ja dołączyłabym, wspominałbyś ukochaną żonę i swoich kolegów z partyzantki. Troskliwie byś zapytywał co u mnie. I czy już jestem w tym wojsku. Na mój telefon zadzwoniliby nasi wspólni przyjaciele i Twoja druga gołąbeczka Madzia, aby Cię usłyszeć i osobiście życzyć 200 lat. Tak nam minęły 3 lata znajomości.
3 lata rozmów, żałuję, że częściej telefonicznych i 3 lata serdecznej więzi i przyjacielstwa.
Tęsknię Panie Kapitanie Józefie Staszkiwiczu ,,Kowalu". Będę Ciebie wspominać, jak do tej pory.
Dziś świętowalibyśmy Twoje 97. urodziny, ale wiem że świętujesz w gronie swoich ukochanych tam na górze.

Do zobaczenia 🫡
Żołnierz 9. Brygady AK, zesłaniec syberyjski.
Pamiętamy o Tobie!
Jedno z ostatnich zdjęć podczas naszego ostatniego spotkania pełnego wzruszeń 😞

Zamiast 200 lat, wieczny odpoczynek [*].

06/11/2025

Dojrzałość to nie kontrola nad innymi, lecz sztuka autorefleksji i współzależności (samostanowienia i bycia w relacjach)🌟.

To naprawdę możliwe!💛
Zespół Centrum RE-kreacja | terapia i rozwój | Kraków & online

https://centrum-logoterapii.pl/umow-sesje-terapeutyczna/

06/11/2025

Maciej Szymczyk ma 19 lat i jest jedyną osobą z Europy, która dostała się w 2024 roku i studiowała na programie M.E.T. na Uniwersytet Berkeley. Był też pierwszym P***kiem w historii, który studiował tam M.E.T. - to Management, Entrepreneurship, & Technology na University of California, Berkeley. To jest drodzy Państwo najlepszy na świecie biznesowy kierunek studiów - łączy zarządzanie i technologie. Berkeley w tym roku otrzymał pięć Nobli. Pięć! Otóż Maciej studia tam rzucił. Założył swój biznes.

Najpierw patrzyłem na to krytycznie. Zaraz po swojej decyzji, Maciek został w USA przyjęty do Y Combinatora, 2 dni po swoich 18 urodzinach, co czyni go jednym z najmłodszych uczestników w historii programu i najmłodszym P***kiem, który kiedykolwiek wziął udział w YC. Y Combinator to najlepszy na świecie akcelerator startupowy, który w przeszłości wyinkubował firmy takie jak AirBnB, Dropbox, Reddit, Stripe czy Doordash. Nadal bolało mnie, że te studia rzucił. Wiele razy z nim o tym rozmawiałem. Mówiłem - wróć na studia. Dziś w dużym stopniu publicznie cofam to, co mówiłem. Maciej wykorzystuje Sztuczną Inteligencję (AI) do analizy rynku, zarządzania informacjami o przetargach oraz wspierania przygotowania dokumentacji przetargowej w sektorze obronnym. Parę dni temu sfinalizował pozyskanie niemal 20 milionów zł finansowania tworząc w wieku 19 lat jeden z najważniejszych projektów obronnych tworzonych przez P***ków. Wczoraj z Maciejem rozmawiałem. Jest niesamowity.

Uważam, że ten chłopak stworzy jedną z silniejszych polskich firm. Dziś jest dla mnie przykładem tego, że jedyne co tak naprawdę się liczy, to pasja i konsekwencja w jej realizacji. Marzyłbym, by jego historia trafiła do tysięcy młodych ludzi w Polsce.

01/11/2025

Kto wie, że P***k stworzył firmę wartą miliardy $. W ciszy. Wszyscy wiemy o IceEye, ElevenLabs, OpenAI. A kto wie o DeepL? Kto mapuje w Polsce takie sukcesy? Kto sprawia, by tacy ludzie byli z naszym krajem w kontakcie? Dr Jarosław Kutyłowski studiował na Wydziale Informatyki i Matematyki Uniwersytetu Wrocławskiego. Był byłym szefem technologii (CTO) w firmie Linguee. Postawił na AI, zanim zrobił to cały świat. W 2017 roku założył firmę DeepL. Stworzyła algorytm, który w chwilę uczynił z niej potęgę AI. Najlepszy na Ziemi system tłumaczeń.

Drodzy Państwo, stworzona i do dziś kierowana przez Polską firma DeepL w 2024 roku wyceniana była na 2 miliardy $. Dziś jej wartość może być nawet kilka razy większa. Obsługuje 200 000 klientów biznesowych. W raportach branżowych (np. ALC Industry Survey) jest często wskazywany jako najpopularniejszy dostawca tłumaczeń maszynowych wśród globalnych firm na świecie. Osiąga skuteczność w ponad 30 językach. TIME100 Most Influential Companies (Najbardziej Wpływowe Firmy) i Forbes AI 50/Cloud 100 stawia DeepL w jednym rzędzie z globalnymi gigantami technologicznymi, takimi jak NVIDIA, Google czy OpenAI.

Europie udało się utrzymać go w UE. Ale co Polska robi, by utrzymać takich ludzi w naszym kraju? Uważam, że sukces DeepL powinien inspirować tysiące młodych ludzi. Dzielę się tą historią.

Adres

Wieliczka
32-020

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Forum Liderów Młodzieżowych umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Forum Liderów Młodzieżowych:

Udostępnij