Fundacja Chata Zwierzaka

Fundacja Chata Zwierzaka Fundacja Chata Zwierzaka – Domowe Miejsce Opieki dla zwierzat - psow oraz kotow.

BLIK
509 730 258

Fundacja Ochrony Zwierząt Chata Zwierzaka
Nr konta:
16 1090 1841 0000 0001 2060 7641

IBAN: PL16 1090 1841 0000 0001 2060 7641
SWIFT: WBKPPLPP
Santander 16 1090 1841 0000 0001 2060 7641 - konto do ogólnych darowizn
61 1090 1841 0000 0001 3320 2863 - konto do wpłat na remont siedziby
IBAN: PL16 1090 1841 0000 0001 2060 7641
SWIFT: WBKPPLPP
Santander Bank Polska SA

Fundacja Oc

hrony Zwierząt Chata Zwierzaka
Ruda 7a
07-311 Wąsewo

PayPal: [email protected]

NIP: 9512371313
REGON: 146532169
KRS: 0000446676

Alusia Szuka Domu na zawsze Królowa fotela, serca i całej uwagi człowieka ❤️Alusia szuka swojego cudownego, kochającego ...
15/05/2026

Alusia Szuka Domu na zawsze
Królowa fotela, serca i całej uwagi człowieka ❤️

Alusia szuka swojego cudownego, kochającego domu. To młodziutka, 3-letnia dziewczynka w typie azjatyckim — piękna, dumna i absolutnie przekonana, że świat powinien kręcić się właśnie wokół niej. I wiecie co? Trochę ma rację.

W domu odnajduje się cudownie. Najchętniej układa swoją szanowną pupę na fotelu. A jeśli fotel jest zajęty? Alusia po prostu wchodzi, patrzy i czeka, aż człowiek zrozumie, że to przecież jej miejsce.

Kocha być blisko. Kocha głaskanie. Kocha człowieka na wyłączność. Jeśli ktoś głaszcze innego psa, Alusia natychmiast pojawia się obok, wkłada swój łepek, marszczy nosek i mówi całym sobą: „halo, przepraszam bardzo, teraz moja kolej”.

Dogaduje się z psami i kotami, ale najbardziej na świecie kocha człowieka. Lubi biegać, czuć wolność, las, zapachy i przestrzeń. A potem wrócić do domu, położyć się blisko i mieć pewność, że jest czyjaś.

Bo Alusia to po prostu Alusia. Jedyna w swoim rodzaju.
I właśnie takiego domu szuka — mądrego, kochającego, takiego już na zawsze.

Kontakt w sprawie adopcji:
510467810

Damian ŻurawskiPanie Damianie, zapraszam do Chaty.Napiszę uczciwie: nie mam zaufania do tego co Pan pisze . Czytam Pana ...
15/05/2026

Damian Żurawski

Panie Damianie, zapraszam do Chaty.

Napiszę uczciwie: nie mam zaufania do tego co Pan pisze .

Czytam Pana posty. Widzę piękne słowa o pomocy zwierzętom. Ale mam ogromny dystans do słodko brzmiących tekstów, białych koszul, wymuskanych rąk i opowieści o dobru pisanych z bezpiecznej odległości.

Nie udaję też, że prywatnie za Panem przepadam.

Mieliśmy już kilka sporów w komentarzach.
Różnimy się.
Czasem bardzo.

Ale tu nie chodzi o to, czy ja Pana lubię.

I nie chodzi o to, czy Pan lubi mnie.

Chodzi o zwierzęta.

Wielokrotnie prosiłam Pana o pomoc. Dziś robię to jeszcze raz, ale inaczej.

Zapraszam Pana do Chaty.

Nie po zdjęcie.
Nie po pusty gest.
Nie po przyjazd w blichtrze, splendorze i wielkim: „zobaczcie, pomagam”.

Tylko po to, żeby zobaczyć, że pomoc zwierzętom może wyglądać zupełnie inaczej.

Cicho.
Codziennie.
Bez kamer.
Bez fajerwerków.
Bez łatwego dramatu.

Chata to miejsce, w którym żyją zwierzęta, których wielu ludzi nie chciałoby wziąć na siebie.

Olbrzymie psy.
Duże molosy, które swoją wielkością bardziej przypominają cielęta niż psy.
Psy silne.
Psy trudne.
Psy po przejściach.
Psy z charakterem.
Psy, które ktoś oddał, porzucił albo których się przestraszył.

Są też zwierzęta starsze, chore, pokiereszowane życiem.

To nie zawsze są „ładne obrazki” do internetu.
To nie są psy łatwe do opowiedzenia w trzy zdania.

To są konkretne istoty, którym trzeba dać przestrzeń, bezpieczeństwo, leczenie, człowieka i dom.

One już nie są wyrywane z piekła.

One z tego piekła już wyszły.

Dostały dom.
Bezpieczeństwo.
Leczenie.
Godność.
Rodzinę — wielką, trudną, hałaśliwą, ale prawdziwą.

I może właśnie dlatego internet często ich już nie widzi.

Bo bezpieczne zwierzę mniej porusza niż konające.
Nakarmione zwierzę mniej klika się niż zagłodzone.
Pies na kanapie wydaje się mniej pilny niż pies za kratą.

Tylko że ten pies nadal je.
Nadal choruje.
Nadal potrzebuje leków.
Nadal potrzebuje ciepła.
Nadal potrzebuje miejsca, którego może nie mieć, jeśli Chata nie przetrwa.

I dlatego pytam wprost:

czy pomoc zwierzętom jest naprawdę pomocą zwierzętom?

Czy działa tylko wtedy, kiedy pasuje do obrazka, zasięgu i medialnej opowieści?

Czy zwierzęta też dzielimy na pierwszy i drugi sort?

Na te, którym warto pomagać, bo ich cierpienie dobrze wygląda w internecie — i na te, które już dostały dom, więc można je pominąć?

Panie Damianie, zapraszam.

Nie po to, żebyśmy się lubili.

Po to, żeby zobaczył Pan miejsce, które ratuje inaczej.

Miejsce, które nie jest schroniskiem.
Nie jest interwencją na chwilę.
Nie jest magazynem cierpienia do pokazywania światu.

Jest domem.

Dla około 50 psów i 60 kotów.

Jeśli naprawdę chce Pan pomagać zwierzętom, proszę przyjechać i zobaczyć te, które są inne niż wszystkie.

A potem zdecydować, czy im również warto pomóc.

Bo one nie potrzebują lansu.

Potrzebują karmy, leczenia, bezpieczeństwa i domu, którego nie mogą stracić.

Pani Dodo, zapraszamy do Chaty.Kilka miesięcy temu padło pytanie o budy.Odpowiedziałam wtedy, że Chata nie potrzebuje bu...
15/05/2026

Pani Dodo, zapraszamy do Chaty.

Kilka miesięcy temu padło pytanie o budy.

Odpowiedziałam wtedy, że Chata nie potrzebuje bud.

Bo Chata nie jest miejscem, w którym psy stoją na łańcuchach albo marzną w kojcach.

Chata jest domem.

Tu psy śpią na kanapach.
Tu koty śpią obok psów.
Tu zwierzęta żyją razem, bez krat, w codzienności, którą naprawdę trzeba zobaczyć na własne oczy.

Ale to, że one nie marzną i nie gniją w boksach, nie znaczy, że nie potrzebują pomocy.

Potrzebują.

Karmy.
Leczenia.
Ogrzewania.
Środków czystości.
Bezpiecznego miejsca.
Człowieka.
Codziennej opieki.

I właśnie dlatego proszę dziś nie o budy.

Proszę o realną pomoc dla miejsca, w którym żyje około 50 psów i 60 kotów — w większości olbrzymich , trudnych, po przejściach, takich, których ktoś kiedyś nie chciał.

To miejsce jest inne niż schronisko.

Tu nie zobaczy Pani psów za kratami czekających na spacer.
Zobaczy Pani psy, które już dostały dom.

I które potrzebują pomocy właśnie po to, żeby tego domu nie stracić.

Dlatego zapraszam Panią do Chaty.

Nie po zdjęcie.
Nie po gest.
Nie po akcję „pod publiczkę”.

Po to, żeby zobaczyć miejsce, które ratuje inaczej.

I jeśli naprawdę chce Pani pomagać zwierzętom — proszę pomóc tym, które nie są już dramatycznym obrazkiem z interwencji, ale nadal każdego dnia potrzebują jedzenia, leczenia i bezpieczeństwa.

Bo pomoc nie kończy się w chwili, kiedy zwierzę przestaje wyglądać tragicznie.

Czasem właśnie wtedy dopiero naprawdę się zaczyna.

Chata potrzebuje realnej pomocy.

Karma.
Leczenie.
Utrzymanie.
Przetrwanie.

15/05/2026

To, co pokazuję z Chaty, to nie jest teatr pod zasięgi.

To jest nasza codzienność.

Karmienie.
Sprzątanie.
Leczenie.
Pilnowanie.
Dźwiganie.
Powtarzanie tych samych czynności każdego dnia.

To jest praca, którą robimy z Sylwią dla zwierząt.

Bez robienia z siebie bohatera.
Bez cyrku.
Bez sztucznych min do kamery.
Bez udawania, że pomaganie zawsze wygląda ładnie i wzruszająco.

Może właśnie dlatego Chacie jest trudniej zbierać pieniądze.

Bo ja nie potrafię robić z siebie klauna dla zasięgów.

Nie potrafię i nie chcę.

Jestem z innej daty.

Dla mnie nadal istnieją takie słowa jak prawda, honor i szacunek do pracy.

Nie jestem kontrowersyjna.

Jestem prawdziwa.

A w świecie, w którym często lepiej sprzedaje się teatr niż codzienność, prawdziwość zaczyna wyglądać jak coś dziwnego.

Ale ja nie będę udawać.

Będę pokazywać Chatę taką, jaka jest.

Bo te zwierzęta nie potrzebują cyrku.

Potrzebują karmy, leczenia, spokoju i ludzi, którzy pomogą utrzymać ich dom.

WPŁAĆ TERAZ:
pomagam.pl/48hwe3

BLIK:
509 730 258

Nr konta:
16 1090 1841 0000 0001 2060 7641

14/05/2026

Rudy z Gradów .. nie żyłby gdyby nie Chata .. Jak wiele innych istnień które tu znalazły swój dom i nowe życie .

Ty możesz pomóc im przetrwać

WPŁAĆ TERAZ:
pomagam.pl/48hwe3

BLIK:
509 730 258

Nr konta:
16 1090 1841 0000 0001 2060 7641

14/05/2026

Zwierzętom Chaty adopcyjnym będę szukała domu Ale nie zostaną oddane do innych fundacji jak problem do przesunięcia dalej.

One nie są produktem marketingowym.

Nie są materiałem do dramatycznych postów.
Nie są sposobem na zbieranie BLIK-ów.
Nie są historią, którą ktoś ma przejąć, opakować i sprzedać od nowa.

One już zostały uratowane.

Mają dom.
Mają bezpieczeństwo.
Mają godność.
Mają swoją rodzinę.

Trochę wielką.
Trochę chaotyczną.
Trochę wielodzietną.

Ale rodzinę.

będziemy szukać im domów, tylko takich, w których staną się czyimś światem.

Członkiem rodziny.
Kimś ważnym.
Kimś kochanym naprawdę.

Nie oddam ich „gdziekolwiek”.
Nie oddam ich „komukolwiek”.
Nie oddam ich dlatego, że trzeba zmniejszyć liczbę.

Oddam tylko tam, gdzie będą bezpieczne, rozumiane i kochane.

Tak mocno, jak kocha je Chata.
A może nawet mocniej — choć trudno mi to sobie wyobrazić.

Jedynym wyjątkiem jest. Fundacja „Duch Leona”
To miejsce, któremu powierzyłabym zwierzęta Chaty z pełnym sercem.

Bo zwierzęta Chaty nie potrzebują kolejnych zbawców.

One potrzebują domów.

Domów na zawsze.

Kontakt w sprawie adopcji
Iwona 510467810

Zanim pójdą do adopcji muszą jeść ..

Link do zbiórki:pomagam.pl/48hwe3

BLIK: 509 730 258

Nr konta:16 1090 1841 0000 0001 2060 7641

IBAN:PL16 1090 1841 0000 0001 2060 7641

SWIFT:WBKPPLPP

Każda wpłata w tej chwili naprawdę ma znaczenie.Bo tutaj nie chodzi o luksus.Tu chodzi o karmę, leczenie i przetrwanie.

14/05/2026

To długi film..z serca mówiony z serca z samego środka

Są decyzje, które człowiek podejmuje nie dlatego, że przestaje kochać.

Tylko dlatego, że kocha za bardzo, żeby dalej udawać, że wszystko da się dźwigać tak samo.

I o tym Wam opowiem.

Ale bez względu na to, co będzie dalej — dziś nadal trzeba je nakarmić, leczyć i utrzymać.

Mamy zabezpieczony mniej więcej miesiąc.

A miesiąc przy tylu zwierzętach mija za szybko.

Pokażcie, że te, które kiedyś zostały odrzucone, nie są światu obojętne.

Pomóżcie nam utrzymać ich bezpieczeństwo i godność zanim znajdą swoje domy na wyłączność

WPŁAĆ TERAZ:
pomagam.pl/48hwe3

BLIK:
509 730 258

Nr konta:
16 1090 1841 0000 0001 2060 7641

Przeczytaj .. do końca .. Tam, gdzie jest moje serceOd zawsze kochałam psy.Nie wiem nawet, czy da się to jakoś ładnie wy...
14/05/2026

Przeczytaj .. do końca ..

Tam, gdzie jest moje serce

Od zawsze kochałam psy.

Nie wiem nawet, czy da się to jakoś ładnie wytłumaczyć. Nie wiem, czy był taki jeden moment, jedna data, jeden pies, jedna chwila, po której można powiedzieć: „o, tu się zaczęło”.

Chyba nie.

One po prostu zawsze były gdzieś we mnie.

Psy.

Ich zapach.
Ich ciężar przy nodze.
Ich oczy.
Ich upór.
Ich bieda.
Ich radość z rzeczy, których człowiek czasem nawet nie zauważa.

I ta dziwna, niezrozumiała dla wielu ludzi pewność, że z psem nie da się być trochę.

Albo jesteś.
Albo cię nie ma.

Był taki czas, kiedy mieszkałam w Połbiółkowie.

Miałam już wtedy sporą gromadę zwierząt. Psy, koty, codzienność rozciągniętą między miskami, lekami, sprzątaniem, drogami, telefonami i pracą.

Bo wtedy jeszcze pracowałam zawodowo jako trener i konsultant. Jeździłam po Polsce, szkoliłam ludzi z zarządzania, negocjacji, sprzedaży. Pracowałam z handlowcami, kadrą menedżerską, zespołami.

To była dobra, konkretna praca. Taka, którą wiele osób nazwałoby sukcesem.

Szkolenia zajmowały mi kilka, czasem kilkanaście dni w miesiącu, a resztę czasu mogłam być z nimi.

Z psami.

Wtedy wydawało się, że może da się tak żyć.

Jedną nogą w świecie ludzi, sal szkoleniowych, dokumentów, faktur, flipchartów i dobrze płatnej pracy.
Drugą nogą w świecie psów, kotów, błota, leków, sierści, ratowania i tego dziwnego poczucia, że właśnie tam oddycham naprawdę.

Tylko że nie da się długo stać w rozkroku nad rwącą rzeką.

Przez chwilę człowiek myśli, że da radę.

Że jest silny.
Że utrzyma równowagę.
Że jedną ręką będzie trzymał swoje „normalne życie”, a drugą będzie wyciągał z nieszczęścia kolejne zwierzę.

Ale przychodzi taki moment, kiedy woda pod spodem robi się za szybka.

I wiesz, że jeśli nie wybierzesz brzegu, to po prostu wpadniesz.

U mnie ten moment miał imię.

Katarzyna Campari Gabor-Kantorowicz.

Tak.
To było imię godne tej suki.

Bo to nie była żadna Kasieńka z kokardką.

To była s**a z charakterem większym niż niejeden człowiek, którego w życiu spotkałam. S**a z Palucha. Niechodząca. W bardzo ciężkim stanie. Taka, która miała przed sobą właściwie dwie drogi: eutanazję albo kogoś, kto powie: dobra, chodź, spróbujemy.

No więc powiedziałam.

Chodź, spróbujemy.

Kasia gryzła wszystkich.

Miała zęby jak rekin.

Naprawdę.

Jak człowiek położył palce nie tam, gdzie trzeba, trzaskała nimi tak, że od razu przypominał sobie wszystkie modlitwy, nawet jeśli nie był wierzący.

Długo uczyła się mnie.
Długo uczyła się, że ręka nie zawsze znaczy ból.
Długo uczyła się, że można komuś zaufać na tyle, żeby pozwolić sobie pomóc.

A pomocy potrzebowała ogromnej.

Miała problem z kręgosłupem. Przestała chodzić. Trzeba było ręcznie opróżniać jej pęcherz. Masować ją. Stawiać na łapy. Pomagać jej wracać do ciała, które ją zawiodło.

Zdecydowałam się na operację kręgosłupa.

Kasię operował doktor Olkowski w Auxilium.

I wtedy właśnie życie postanowiło sprawdzić, czy ja naprawdę wiem, po której stronie tej rzeki chcę stać.

Bo miałam zakontraktowane szkolenie w Augustowie.

Zima.
Śnieg.
Daleko.

Praca, której nie mogłam tak po prostu odpuścić, bo miałam na utrzymaniu nie tylko psy i koty, ale też dziecko.

A w domu świeżo po operacji Kasia.

I kot w bardzo ciężkim stanie, z cukrzycą, któremu trzeba było robić krzywą cukrową, mierzyć, zapisywać, pilnować, dobierać dawkę tak, żeby nie posypał się jeszcze bardziej.

Więc co zrobiłam?

Zabrałam ich ze sobą.

Kasię.
Kota.
Cały ten mój mały, chory, wymagający, ukochany szpital na czterech łapach.

Pamiętam ten wyjazd.

Ciężka zima.
Ciemno.
Auto.
Droga.
Śnieg.

I ja, która niby jadę prowadzić szkolenie dla ludzi, a tak naprawdę jadę z całym sercem na tylnym siedzeniu.

Prowadziłam szkolenie.

A w każdej przerwie biegłam do nich.

Do Kasi — masować, postawić na łapy, wynieść, sprawdzić, pomóc.
Do kota — zmierzyć cukier, zapisać, podać, pilnować.

Między jednym flipchartem a drugim była Kasia.

Między jedną grupą ludzi a drugą był kot.

Między jednym zawodowym „muszę” a drugim było coś, co we mnie coraz głośniej mówiło:

Iwona, wybierz.

Nie można całe życie mieć ciastka i jeść ciastka.

Nie można być wszędzie.
Nie można robić wszystkiego.
Nie można udawać, że serce da się podzielić na równe części, jak dokumenty w segregatorze.

Wracałam z tego szkolenia w śnieżycy.

Późne popołudnie.
Droga zasypana.
Zmęczenie takie, które siedzi już nie w głowie, tylko w kościach.

I wtedy już wiedziałam.

Nie „zastanawiałam się”.
Nie „rozważałam”.
Nie „analizowałam plusy i minusy”.

Wiedziałam.

Są takie decyzje, które w człowieku dojrzewają długo, po cichu, pod skórą. A potem nagle wychodzą na powierzchnię i wyglądają, jakby zostały podjęte w jednej sekundzie.

Ale one nie są z jednej sekundy.

One są z miesięcy.
Z lat.
Z każdego psa, którego się podniosło z ziemi.
Z każdego kota, którego się karmiło łyżeczką.
Z każdej nocy, kiedy człowiek siedział obok chorego zwierzęcia i wiedział, że już nie jest gościem w tym świecie.

Że należy właśnie tam.

Następnego dnia pojechałam do biura.

Aleje Jerozolimskie.
Dokumenty ze szkolenia.
Oceny.
Rozliczenia.
Cały ten świat, który jeszcze chwilę wcześniej był moją pracą.

Weszłam do gabinetu dyrektora.

Położyłam dokumenty.

Usiadłam.

I powiedziałam, że rezygnuję.

Pamiętam jego oczy.

To było takie spojrzenie człowieka, który przez chwilę nie rozumie, czy dobrze usłyszał.

„Jak to pani rezygnuje?”

Rezygnuję.

„Od kiedy?”

Od teraz.

Powiedział mi, że mam zakontraktowane kolejne szkolenia.
Że są umowy.
Że może być kara.
Że tak się po prostu nie robi.

A ja wiedziałam, że właśnie tak muszę zrobić.

Bo są chwile, kiedy człowiek nie wybiera tego, co wygodne.

Wybiera to, bez czego nie umie już być sobą.

Zapytał mnie o powód.

Powiedziałam, że postanowiłam zajmować się psami.

Że to jest moja droga.
Moja historia.
Moja misja.

Że tam jest moje serce.

A tam, gdzie jest moje serce, jestem ja.

Zostawiłam rezygnację.

Wstałam.

Wyszłam.

Liczyłam się z tym, że będzie kara. Że stracę pieniądze. Że zapłacę za tę decyzję bardzo konkretnie, bardzo po ludzku, bardzo boleśnie.

Ale decyzja już była podjęta.

Następnego dnia zadzwonił dyrektor.

Powiedział, że pierwszy raz spotkał się z czymś takim.

Że nigdy nie przyszłoby mu do głowy, że ktoś może zachować się w ten sposób. Tak po prostu przyjść, położyć dokumenty i powiedzieć: rezygnuję, bo idę za psami.

Powiedział, że nie będzie żadnej kary umownej.

I życzył mi szczęścia.

Pamiętam, że usiadłam wtedy w domu i pomyślałam:

nie mam pracy.
nie mam jeszcze fundacji.
nie mam pieniędzy.

Ale mam czas.

A czas oznaczał wtedy wszystko.

Czas, żeby poukładać życie tak, żeby moja codzienność była tam, gdzie moje serce.

I chyba właśnie tak podejmuję najważniejsze decyzje.

Nie przez półśrodki.
Nie przez wieczne ważenie, czy mi się opłaca.
Nie przez kalkulowanie, czy będzie wygodnie.

U mnie najpierw długo mówi serce.

Czasem krzyczy.
Czasem szarpie za rękaw.
Czasem nie daje spać.

A potem przychodzi taki moment, kiedy już nie da się udawać, że się go nie słyszy.

I wtedy idę.

Nie zawsze mądrze według świata.

Ale zawsze prawdziwie według siebie.

I to jest mój mały wstęp.

Wstęp do tego, o czym będę chciała Wam powiedzieć.

Bo dziś w nocy znowu usłyszałam w sobie ten sam głos.

Ten sam, który kiedyś kazał mi wyjść z bezpiecznej pracy i pójść za psami.

Tym razem nie mówił o początku.

Mówił o decyzji, która boli.

O decyzji, która nie przyszła z braku miłości.

Tylko właśnie z miłości.

Z troski.
Z odpowiedzialności.
Z tego samego miejsca, z którego kiedyś zaczęła się cała moja droga do zwierząt.

Są decyzje, które człowiek podejmuje nie dlatego, że przestaje kochać.

Tylko dlatego, że kocha za bardzo, żeby dalej udawać, że wszystko da się dźwigać tak samo.

I o tym Wam opowiem.

Nie dziś w pośpiechu.
Nie jednym zdaniem.
Nie z krzyku.

Opowiem Wam wtedy, kiedy będę umiała położyć przed Wami tę decyzję tak uczciwie, jak kiedyś położyłam na biurku rezygnację.

Bo tamtego dnia wybrałam psy.

A dziś znowu muszę wybrać tak, żeby ich nie zawieść.

Chata nie jest zamknięta na ludzi.Chata jest zamknięta na chaos.Każdy może się umówić, przyjechać i zobaczyć miejsce.Ale...
13/05/2026

Chata nie jest zamknięta na ludzi.

Chata jest zamknięta na chaos.

Każdy może się umówić, przyjechać i zobaczyć miejsce.

Ale nie każdy może wejść między duże stado psów i po prostu „pomagać”, bo ma dobre chęci.

Dobre chęci przy takim stadzie nie wystarczą.

Tu są psy duże, silne, po przejściach, z relacjami, napięciami i granicami.

To nie są psy w boksach, które czekają na spacer z przypadkowym wolontariuszem.

Kiedy ja pilnuje wolontariusza, nie pilnuje Chaty.

A Chata musi być pod kontrolą.

Bo odpowiadam za bezpieczeństwo 50 psów, 60 kotów i każdego człowieka, który tu wchodzi.

Pomoc — tak.
Chaos — nie.

I tak, może puszczają mi czasem nerwy.

jestem emocjonalna.

Ale jestem prawdziwa.

A prawdziwy człowiek czuje różne emocje. Złość. Zmęczenie. Bezsilność. Miłość. Troskę. Strach.

Człowiek, który jest zawsze słodki, zawsze uśmiechnięty i zawsze miły, jest po prostu sztuczny.

Ja taka nie jestem.

Ale pomocy nie potrzebuję dlatego, że ktoś lubi Iwonę albo nie lubi Iwony .

Pomocy potrzebują zwierzęta.

I pytanie jest proste:

czy pomagamy zwierzętom tylko wtedy, kiedy podoba nam się człowiek, który o nie walczy?

Czy pomagamy dlatego, że chcemy pomoc zwierzętom ?

Zwierzęta Chaty nie są gorszego sortu.

One też zasługują na dom, jedzenie, leczenie i bezpieczeństwo.

Jeśli chcesz pomóc — pomóż im. Nie mnie

BLIK: 509 730 258
Zbiórka: pomagam.pl/48hwe3
Nr konta: 16 1090 1841 0000 0001 2060 7641

12/05/2026

Krótkie Exposé do komentarzy o pomocy wolontariuszach i tego co potrzebuje Chata- w dupie mam co mają inne fundacje . Żadna z nich nie jest Chata.

12/05/2026

Zapraszam komentujących do odpowiedzi na komentarze ws pomocy

https://www.facebook.com/share/v/1CYvqYCqyV/?mibextid=wwXIfr

Mam dziś dość.

Nie zwierząt.

Mam dość walenia głową w mur.

Mam dość tego, że Chata wygląda dla ludzi jak „fajne miejsce”, więc chyba jakoś sobie radzi.

Bo zwierzęta są zadbane.
Bo są nakarmione.
Bo są leczone.
Bo śpią na kanapach.
Bo nie ma tu kolorowej tragedii pod publiczkę.

Tylko że za tym obrazkiem są dwie kobiety.

Dwie pary rąk.

Ręce, które karmią.
Sprzątają.
Wożą do lekarzy.
Podają leki.
Piorą.
Naprawiają.
Łatają.
Kopią.
Zawijają druty.
Podkładają belki.
Zabezpieczają płoty.
Zasypują kolejne dziury.

I potem wstają następnego dnia i robią to samo.

Nie dlatego, że są niezniszczalne.

Tylko dlatego, że zwierzęta muszą być bezpieczne.

Ale ja już nie chcę udawać, że to jest normalne.

Nie da się utrzymać miejsca dla 50 psów i 60 kotów na czterech rękach.

Nie da się być jednocześnie opiekunką, kierowcą, sprzątaczką, pielęgniarką, behawiorystką, księgową, marketingowcem, budowlańcem, elektrykiem, hydraulikiem i ekipą remontową.

Nie da się w nieskończoność łatać wszystkiego „na chwilę”.

Chata nie potrzebuje marmurów.
Nie potrzebuje kolorowych domków.
Nie potrzebuje ścianek pod zdjęcia, kwiatuszków i rzeczy robionych po to, żeby człowiekowi było miło patrzeć.

Zwierzęta tego nie potrzebują.

One potrzebują bezpieczeństwa.

Solidnych ogrodzeń.
Sprawnych pomieszczeń.
Napraw, które nie rozpadną się po tygodniu.
Ludzi, którzy przyjadą i zrobią konkretną robotę.
Pieniędzy na materiały.
Rąk do pracy.
Realnej pomocy.

Bo kiedy ktoś ma psa do oddania, kota do ratowania, staruszka, chorego, trudnego, niechcianego — wtedy bardzo dużo osób wie, gdzie jest Chata.

Ale kiedy Chata potrzebuje pomocy, robi się cisza.

I ja mam dziś tej ciszy dość.

Dość proszenia o podstawy.
Dość łatania wszystkiego własnymi rękami.
Dość udawania, że dwie osoby są w stanie robić robotę za dziesięć.

Nie potrzebuję zachwytów.
Nie potrzebuję komentarzy, że jesteśmy dzielne.

Potrzebuję konkretu.

Jeśli potrafisz pomóc przy ogrodzeniach, naprawach, zabezpieczeniach — odezwij się.

Jeśli możesz pomóc materiałami — odezwij się.

Jeśli możesz pomóc finansowo — wpłać.

Bo Chata nie sypie się z braku miłości.

Chata sypie się z braku ludzi, pieniędzy i solidnych rozwiązań.

A zwierzęta nie mogą za to zapłacić utratą bezpieczeństwa.

BLIK: 509 730 258
Zbiórka: pomagam.pl/48hwe3
Nr konta: 16 1090 1841 0000 0001 2060 7641

Adres

Ruda 7a
Wasewo
07-311

Telefon

+48510467810

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fundacja Chata Zwierzaka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Fundacja Chata Zwierzaka:

Udostępnij