17/11/2025
Ubolewam nad tym, że Marszałkiem Sejmu Rzeczypospolitej zostanie wkrótce Włodzimierz Czarzasty - człowiek, który jest głęboko nieuczciwy i bezideowy, a objęcie tego zaszczytnego urzędu zawdzięcza wyłącznie antydemokratycznym manewrom wewnątrzpartyjnym i ordynarnym oszustwom.
Jako osobie współtworzącej lewicowy ruch społeczny (z którym dziś za sprawą tego człowieka partia Nowa Lewica nie ma, niestety, wiele wspólnego) będzie mi bardzo smutno patrzeć, jak ten manipulator i zamordysta obejmuje drugi urząd w państwie z ramienia partii, która była wielką nadzieją. Dla zaspokojenia prywatnych żądz i interesów, podporządkował ją sobie i nieustająco niszczy, eliminując zastępy ideowych ludzi, a dopuszczając do głosu kreatury pokroju Andrzeja Szejny.
Dziś boli mnie to przede wszystkim jako zaangażowaną obywatelkę, ale choć bardzo bym chciała, trudno mi zapomnieć, że jestem także jedną z ofiar tego oszusta.
Wiosną 2024 roku Włodzimierz Czarzasty zawarł ze mną umowę, z której nigdy nie miał zamiaru się wywiązać. W imieniu partii i za pośrednictwem szefa lokalnych struktur zaoferował mi kandydowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego z pierwszego miejsca w okręgu nr 3 (województwa warmińsko-mazurskie i podlaskie). Ponieważ było jasne, że w okręgu nr 3 Lewica nie ma żadnych szans na mandat, mój start służył jedynie wzmocnieniu wyniku wyborczego całej partii i poprawieniu jej wizerunku w regionie. Zgodziłam się na start, ale ponieważ miałam już inne plany życiowe i był to poważny zwrot akcji, postawiłam dwa warunki. Po pierwsze, partia otworzy mi możliwość działania w jej imieniu lokalnie, zapewniając zatrudnienie w regionie, do którego byłam gotowa przenieść aktywność zawodową i polityczną. Po drugie, zostanę włączona do struktur na poziomie wojewódzkim i otrzymam wsparcie przy realizacji planowanych projektów społecznych.
Włodzimierz Czarzasty zobowiązał się do realizacji moich oczekiwań, zaproponował funkcję pełnomocniczki zarządu wojewódzkiego ds. kobiet i tłumacząc się brakiem wakatu w partii, zaproponował zatrudnienie w regionalnej komendzie Ochotniczych Hufców Pracy, które miało umożliwić mi przeniesienie się na stałe do regionu, by realizować także lokalne projekty na rzecz partii. Dla uwiarygodnienia propozycji, zorganizował mi spotkanie z komendantem głównym OHP, Jerzym Budzynem. Spotkanie się odbyło, przedstawiłam swój pomysł na działania terenowe dla OHP, zgodziłam się na zaproponowane przez komendanta warunki finansowe i w przekonaniu, że rozmawiam z uczciwymi ludźmi, przez kolejne dwa miesiące ciężko pracowałam na dobry wynik wyborczy Lewicy.
Zostałam oszukana. Cała sekwencja wydarzeń , którą opisałam szerzej rok temu (https://www.facebook.com/share/p/17PEnuj3ng/) nie pozostawia cienia wątpliwości, że było to z góry zaplanowane oszustwo, zrealizowane we współpracy z lokalnymi baronami, mające na celu wyłudzenie mojej pracy, której wartość dla Lewicy udowodniłam wcześniej dwukrotnie w wyborach parlamentarnych – w 2019 i w 2023 roku, w tych ostatnich, ratując swoim bardzo dobrym wynikiem zagrożony mandat Marcina Kulaska, pupila Włodzimierza Czarzastego. Tym razem miałam przede wszystkim poprawić fatalny wizerunek struktur regionalnych, opartych o mężczyzn, działaczy post-SLD i post-PZPR, jak Władysław Mańkut.
Co prawda, ostrzegano mnie przed tymi ludźmi, a ostrzeżenia przychodziły głównie ze środowisk aktywistycznych, czyli z zagłębia lewicowego potencjału. Zdecydowałam się jednak na podjęcie próby współpracy, z pobudek ideowych. Jakie to smutne, że wielki społeczny zryw, który dawał Lewicy potencjał 30% poparcia, został użyty przez Czarzastego do karmienia własnego ego - wtedy jednak wciąż miałam nadzieję, że wspieram partię działającą w oparciu o uczciwe zasady, a nie prywatny folwark.
A więc wszystko wskazuje na to, że już jutro Marszałkiem Sejmu Rzeczypospolitej zostanie człowiek, który kłamie bez mrugnięcia okiem, ceni wyżej lojalność niż uczciwość, używa kobiet dla ocieplania wizerunku kolegów, dla utrzymania władzy łamie statut własnej partii, wynosi na wysokie funkcje złodzieja i przemocowca. Ktoś taki nie zasługuje na to, by zostać drugą osobą w państwie.