03/07/2026
📮🇦🇷 Fragment listu od Karoliny z wolontariatu w Argentynie ⬇️
„MODLITWA ZAMIAST ŻYCZENIA 🙏🎂
Myślę, że już opowiadałam Wam o Juanie. Starszym panu, którego rodzice byli Polakami. On urodził się w Wielkiej Brytanii, skąd cała rodzina wyruszyła w podróż do Argentyny, gdzie się osiedlili. Sam Juan w latach siedemdziesiątych wyjechał do Wenezueli, skąd wrócił kilka lat temu. Poznaliśmy go właśnie w tym czasie. Został sam, mieszkał obok swojego siostrzeńca i cały czas walczył o należną mu emeryturę. Oczekując jej, zarabiał na życie, piekąc chleb. W swoim małym piekarniku, swoimi własnymi rękami.
Juan potrafił zachować serce i spojrzenie dziecka. Zachwycał się wszystkim. Potrafił z pasją opowiadać o tym, jak piecze się chleb, jaka dobra była wędlina i że chce otworzyć mały sklepik przy swoim domu. Zawsze miał dużo energii i z nadzieją patrzył w przyszłość. Wydawał się nigdy nie poddawać. Zawsze był bardzo wdzięczny za przyjaźń z wolontariuszami. Uwielbiałam jego wiadomości głosowe. Miały wstęp – kiedy pozdrawiał wszystkich po imieniu, rozwinięcie i zakończenie. Jak dobrze napisane wypracowanie… ale pełne czułości, przyjaźni i radości.
Ponad rok temu zaczął mieć problemy ze skórą, zaczęły pojawiać się różne narośle, okazało się ostatecznie, że to rak skóry. Chłopaki z mojej wspólnoty wiele razy towarzyszyli mu w wizytach w szpitalu, gdzie był odsyłany z okienka do okienka, gdzie wyznaczali mu termin tylko na to, żeby mogli mu wyznaczyć termin na wizytę… Ostatecznie został w szpitalu, ponieważ rak rozwinął się już za bardzo. Ten czas, ta choroba załamały Juana. Bał się. Mówił nam to wprost. Modlił się z wiarą, aby znikły te narośle z jego skóry. Aby Bóg go uzdrowił.
Ostatni raz odwiedziłam go w dzień jego urodzin, kiedy razem z chłopakami pojechaliśmy z tortem do szpitala. Udało nam się zorganizować maleńkie przyjęcie, zaśpiewaliśmy „Que los cumplas feliz”, a potem nadszedł czas pomyślenia życzenia i zdmuchnięcia świeczek. Juan natomiast zamknął oczy, złożył ręce i zaczął się modlić w ciszy. A potem zdmuchnął świeczki.
W lutym, w czasie naszych obozów letnich, Juan zmarł. Nie widzieliśmy go w tym czasie. Nie byliśmy blisko w jego ostatnich dniach, co do tego czasu napełnia mnie smutkiem. Wierzę jednak, że zmarł w pokoju. Pragnął go przecież tak bardzo i modlił się o to dużo.”
Chcesz stać się częścią tej misji?
Możesz pomóc na dwa sposoby:
➡️ Dołącz do nas jako wolontariusz i nieś współczucie i pocieszenie, tak jak Karolina.
➡️ Wesprzyj nasze działania, byśmy mogli docierać z pomocą do kolejnych osób.
Wejdź na naszą stronę i sprawdź, jak możesz pomóc! 📲