27/08/2026
Niedawno odeszła Wiesława Wierzchowska - zasłużona historyczka sztuki, krytyczka, honorowa członkini naszego stowarzyszenia. Poniżej - a niebawem również na naszej stronie - publikujemy wspomnienie autorstwa Doroty Jareckiej. Jutro (27 sierpnia) o 11 będzie można pożegnać Wiesławę Wierzchowską osobiście na Cmentarzu Północnym w Warszawie.
***
Wspomnienie o Wiesławie Wierzchowskiej
Przyjaźń, lojalność, serdeczność. Te cechy ją wyróżniały. Paradoks: swoją niezwykłość zawdzięczała niezwykłej prostocie. Swoją odmienność: otwartości i szczerości. Była w tym mistrzynią niedościgłą. Kiedy w 2017 roku Polska Sekcja AICA postanowiła przyznać jej honorowe członkostwo z okazji jej dziewięćdziesięciolecia wskoczyła na podest z lekkością i żwawo. Mówiła o swojej misji, o życiu skierowanym ku artystom i sztuce. Na obchody przyjechała autobusem. Otrzymała bukiet kwiatów, z których jeden wyciągnęła i mi dała, a ja mam go ciągle. To był gest, wydawałoby się zupełnie nieznaczny, ale była w tym cała Sławka: wymiana, komunikacja, dialog, jesteśmy razem, jesteśmy sobie równe, niezależnie od daty urodzenia, musimy być razem, obdarzać się zainteresowaniem. Nagrody nie są ważne same w sobie, ale sam fakt spotkania. Trenowała i pielęgnowała stosunki międzyludzkie z łatwością i swobodą, o jakiej większość może tylko pomarzyć. Z każdej rozmowy z Nią, wychodziłam z poczuciem wzmocnienia, płynącym z bezwarunkowego zaufania i zasadniczej akceptacji.
Wiesława Wierzchowska była krytykiem. Tak właśnie należy o niej powiedzieć. Było to dla niej powołanie, idea i misja. Choć sama o sobie, bardzo skromnie, mówiła najwyżej jako o „uczestniczce” życia artystycznego. Mówiła też, że jej działalność, to jest coś takiego jak „bilet wstępu”, który pozwala jej być w świecie sztuki i obserwować jej przemiany, zbliżyć się do artystów i artystek. Tymczasem właśnie dla krytyki sztuki w Polsce zrobiła niezwykle dużo. I na tym polu w sposób znakomity i wybitny się spełniła.
Studiowała historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim i po studiach, a może jeszcze pod koniec studiów, została w Instytucie Historii Sztuki asystentką profesora Juliusza Starzyńskiego. Czuła jednak, że nie będzie i nie może być tradycyjnym historykiem sztuki, klasyczną badaczką, zanurzoną z książkach, że potrzebne jest jej do życia coś innego, coś więcej. Na początku lat sześćdziesiątych zatrudniła się w dziale edukacji Zachęty. Potem pracowała w „Biuletynie” wydawanym przez Związek Polskich Artystów Plastyków, które stało się wtedy profesjonalnym pismem o sztuce, następnie był „Projekt”, który za jej czasów osiągał najwyższe notowania. Nigdy by mi nie przyznała racji, że to jej zasługa. Nie, zawsze w jej opowiadaniach o „Projekcie”, gdzie praca - jak mówiła - była najlepszym, najwspanialszym okresem jej życia, pojawiali się inni. To był zespół, koleżanki i koledzy, a więc Danuta Wróblewska, Marcin Giżycki, Wojciech Skrodzki, Hubert Hilscher, Grażyna Balińska i sekretarz redakcji Magda Motyka. Potem przyszedł stan wojenny i ten gorzki moment, kiedy w 1983 roku w proteście przeciw cenzurze, redakcja złożyła wymówienie. Sławka również odeszła (legitymację partyjną oddała już przed stanem wojennym) i została bez pracy, a była wtedy u szczytu swoich zawodowych możliwości, pełna energii, pomysłów. Zaczęła robić wywiady z artystami. To znaczy robiła i publikowała je wcześniej, już w „Projekcie”, ale teraz zaczęła pracować nad wywiadami planowo i metodycznie. Najpierw były to rozmowy z artystami nagrane w 1984 roku w Paryżu, które ukazały się w 1991 roku jako Autoportrety. Następnie, na etapie, kiedy Autoportrety leżały jeszcze w wydawnictwie, Sławka wpadła na myśl, żeby porozmawiać także z krytykami. Właśnie dlatego, że jest w Polsce stan politycznego marazmu, a krytycy, których ceniła, wycofali się ze współpracy z oficjalną prasą i państwowymi instytucjami. Tymczasem ich praca nie ustaje, obserwują sztukę, są zanurzeni we współczesności. I tak powstało jedno z jej najważniejszych dokonań: Sąd nieocenzurowany, wydana w drugim obiegu w 1989 roku kolekcja wywiadów z dwudziestoma trzema polskimi krytykami i krytyczkami sztuki. Książka trudno dostępna, słabo wydrukowana, wygląda prawie jak maszynopis, ale mocna, ważna, i przełomowa. Krytyk i krytyczka sztuki mają tu głos, ukazani zostają jako pierwszorzędni aktorzy sceny artystycznej. Poddają refleksji nie tylko sztukę, ale własne miejsce w jej systemie. W 2021 roku w formie cyfrowej wznowiło ją Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, a Sławka niezwykle się z tej publikacji cieszyła. https://archiwum.artmuseum.pl/pl/archiwum/seria-wydawnicza-aaia/3200/151213.
Poszerzenie pola działania krytyka sztuki, łączenie dyscyplin i umiejętności, także i jej nie ominęło. Od słuchania i pisania przeszła wkrótce do działania bezpośredniego. Zawdzięczamy jej dwie duże wystawy: Jesteśmy, w Zachęcie w Warszawie w 1991 roku i Ars Erotica w Muzeum Narodowym w Warszawie w 1994 roku. Stworzyła je razem z Elżbietą Dzikowską. Był to świetny kuratorski tandem. W tej pierwszej wystawie sprowadziły do Polski dziesiątki twórczyń i twórców, którzy czuli się związani z krajem, ale z powodów politycznych musieli go kiedyś opuścić. W tej drugiej ukazały, że sztuka nie jest zawsze i tylko cierpieniem, co w naszym męczeńskim kraju było nie lada przesłaniem, ale potrafi być także afirmacją, a nawet mówić o szczęściu i rozkoszy. Wystawa ta wskazała na potężną i niedocenioną rolę kobiet w polskiej sztuce nowoczesnej.
W latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych była zarówno kuratorką jak redaktorką i krytyczką. Współpracowała z warszawską Galerią Pokaz. Robiła wystawy, pisała do katalogów, redagowała książki. Ale także własne książki pisała. Nie wszyscy wiedzą, że zajmowała się nie tylko sztuką współczesną i że w ostatnich latach opublikowała kilka książek o swej ukochanej kulturze i sztuce Grecji, Rozmowy Homera (2012), Atlantis dzień ostatni (2015) i Bogowie z Olimpu (2019). Sławka odkrywała w sobie talent fabularny, dzieliła się czytelnikami własnym światem wyobraźni, w którym postacie mityczne zamieniały się w postacie czujące i żywe, takie z krwi i kości.
Uwielbiałam Cię słuchać.
– Ale ja jestem gaduła straszna, musisz mnie hamować.
Na szczęście to oznaczało tylko, że chcesz nabrać powietrza, uporządkować myśli, i że mówisz dalej.
Dorota Jarecka