09/05/2026
Paweł Kasprzak:
Trudno znaleźć wśród pamiątek zdjęcie Andrzeja, na którym byłby sam.
Da się, jest ich trochę, ale ja wybrałem to, choć Andrzejowi twarz przysłania maseczka i stoi z tyłu -- każdy, kto Andrzeja zna, wie, że on właśnie taki był, że skromność była jego najbardziej widoczną cechą.
To zdjęcie lubię, po jest na nim też Emie, której dawno nie widziałem i tęsknię oraz Ania Szmel, która rok temu trzymała Andrzeja za rękę, kiedy on umierał. Jest tą, która go pożegnała, czego jej zazdrości wielu, ja też...
Andrzej Kowalski zmarł 13 maja.
Dla jego przyjaciół z Obywatele RP była to straszna, zaskakująca i rozdzierająco tragiczna wiadomość.
Był naszym nieodłącznym towarzyszem. Jego obecność dla wielu z nas oznaczała spokój. "O, tu jest Andrzej, jestem na miejscu", myśleliśmy przy każdej z niezliczonych okazji.
Wiele tysięcy ludzi znało jego twarz, choć być może nie kojarzyła nazwiska. Andrzej na miejscu był zawsze.
Stał się definicją miejsca właściwego.
Rocznica jego śmierci wypada w najbliższą środę.
Tu jest link google maps miejsca, w którym jest pochowany:
https://www.google.pl/maps/place/Parafia+%C5%9Bw.+Magdaleny+Zofii+Barat/@52.1485832,21.0124442,585m/data=!3m2!1e3!4b1!4m6!3m5!1s0x4719328abd45165f:0x99a31e4fa71c7db5!8m2!3d52.1485832!4d21.0150191!16s%2Fg%2F120n_n66?entry=ttu&g_ep=EgoyMDI2MDUwNi4wIKXMDSoASAFQAw%3D%3D
Mam ogromną prośbę do wszystkich spośród tych wielu tysięcy. Pójdźcie tam przed środowym popołudniem.
Zostawcie znicz i białą różę -- Andrzej ten symbol uwielbiał, był dla niego ważny.
Jego rodzina też ten znak rozpozna.
Niech w środę zobaczy tych róż wiele, bardzo Was wszystkich proszę.
Niech wie, że wszystko, co Andrzej robił, miało jakiś sens.
Bo miało.
Dla bardzo wielu ludzi, dla znacznie większej ich ilości niż tylko ci, którzy kojarzyli twarz z nazwiskiem.
W życiu liczy się przecież tylko ten sens. Bardzo Was proszę, zadajcie sobie ten umiarkowany przecież trud pamięci. Sprawmy, żeby róż na grobie Andrzeja było wiele.
Cmentarz zamykają o 20.00.
Od Puławskiej trzeba się przedostać na równoległą do niej Taneczną po prawej stronie jadąc od centrum -- przy niej pod nrem 65A jest parafia, do której cmentarz należy, a jeszcze dalej przy kolejnej równoległej ul. Poloneza (już bez numeru) jest sam cmentarz.
Dziś jest sobota, potem niedziela, poniedziałek, wtorek i środa do wczesnego popołudnia. Sporo czasu -- ale nie tyle, by zdążyły zwiędnąć przedwczesne kwiaty.
W poniedziałek sam dam radę tam pojechać i umieszczę tutaj bardziej szczegółowe wskazówki, jak ten grób znaleźć -- ale to nie będzie trudne i bez żadnych wskazówek, cmentarz jest maleńki.
Minął rok, a ja sam wciąż czuję ten sam nie dający normalnie oddychać rozdzierający smutek.
Nie da się powiedzieć, dlaczego tak silnie to odczuwamy -- my, Andrzeja przyjaciele, ale każda i każdy z nas to rozumie.
Kiedy od jego śmierci mijał miesiąc, miałem zilustrować zawiadomienie o tym, z zaproszeniem na mszę zamówioną przez Andrzeja rodzinę, klasyczną gitarową etiudką, którą ni z tego ni z owego płacząc ułożyłem, choć niezupełnie umiem grać, o komponowaniu etiudek nie wspominając.
Uciąłem sobie wtedy jednak kawałki palców i nawet przy własnej sporej sprawności w montażu dźwięku i obrazu, która przykryłaby każdą muzyczną niesprawność -- jednak nie mogłem tego zrobić.
Pomyślałem, że to nic, że na rocznicę się przyda -- stolarzem jednak okazuję się nawet gorszym niż gitarzystą i kolejny ciachnięty palec sprawia, że zagrać nie dam rady.
Opowiadam więc o tym, jak stworzony przez Wojtyszkę Gluś Filmowiec, który zapomniał włączyć kamerę i który na pokazie swego filmowego arcydzieła, jak ja teraz, opowiadał, o czym ono było -- bo w tej mojej etiudce był cytat-wariacja z tej pioseneczki o Jasieńku, co w wojence padł i o białej róży dla niego.
To najśliczniejsza ze smutnych pioseneczek i najsmutniejsza z pioseneczek ślicznych, jakie słyszałem.
Też ją znacie i pewnie też się od niej płaczliwi robicie.
Więc sobie puśćcie to skądś, albo sami zanućcie. Może z łezką w oku, a może bez.
I wiedzcie, że ta prościutka piosenusia pasuje do Andrzeja jak cholera, jakby ją właśnie o nim napisano, choć on nie był na żadnej wojence. Każdy, kto go znał to wie.
Myślę, że każdy, kto sobie choćby tylko w myślach skojarzy tę twarz z tą piosenusią, będzie wiedział to, czego się nie da wyrazić słowami: dlaczego to tak ważne, żeby tam być i żeby sobie nawzajem i Andrzeja rodzinie zbudować na tym smutku nadzieję.
Zróbmy to, proszę.
Bardzo proszę.
Nie śmiem marzyć o morzu białych kwiatów, ale gdybym śmiał...