Poland 2024: YEAR ZER0

Poland 2024: YEAR ZER0 Państwo mnie nie chroni. Mówię – więc kłamię. Płaczę – więc manipuluję. Kocham – więc przesadzam. Matka w systemie to wróg. ale ja już nie milczę. Dość milczenia.

I nie będę posłuszna.

ROK ZERO: Czas na przebudzenie. System, który karmi się łzami matek, obojętny na ich bezsilność, na lata upokorzeń i niewiary w ich słowa. Ile jeszcze dzieci musi zapłacić cenę za jego bezduszność? Ile matek musi poczuć gorzki smak zdrady? ROK ZERO. Nie bądźmy biernymi obserwatorami tej tragedii. Dołącz do walki o prawd

ziwą sprawiedliwość. ROK ZERO: Obnażamy rany systemu, który zawodzi najsłabszych w Polsce. Jest rok 2024. Matki są karane za odwagę, a dzieci cierpią w milczeniu, zagubione w cieniu zepsutego systemu prawnego. Absurd. Ogłuszająca cisza. To jest Rok Zero – wezwanie do radykalnej zmiany, żądanie sprawiedliwości. ROK ZERO to projekt artystyczny, który wykorzystuje surowe wizualizacje i bezkompromisowe historie, aby dać głos tym, których system uciszył. Współpracujemy z artystami, którzy nie boją się obnażać mroku, prowokować, rozpalać ogień w sercach tych, którzy zapomnieli, jak walczyć. W Polsce tysiące matek i dzieci są uwięzione w tym koszmarze. Nie będziemy stać bezczynnie i patrzeć. Dołącz do walki o sprawiedliwość:

>>Zostań Mecenasem: Kup ekskluzywne dzieła sztuki NFT i bezpośrednio wesprzyj naszą misję. Dochód zostanie przeznaczony na pomoc prawną, niezbędne zasoby i platformę dla tych, których głosy nie są słyszane. https://opensea.io/YEARZEROPOLAND
https://zora.co/
(Grafiki do pobrania - gumroad - link wkrótce)

>>Ulice to Twoja Galeria: Pobierz grafiki w wysokiej rozdzielczości - wkrótce za darmo lub w większym formacie za symboliczną opłatą. Drukuj, wklejaj, protestuj. Niech Twój głos będzie słyszalny.

>>Podziel się Swoją Historią: Anonimowo i bezpiecznie. Pozwól, aby ROK ZERO stał się głosem dla tych, którzy zostali uciszeni. Napisz. Porozmawiajmy. [email protected]

>>Każdy wkład napędza opór. Dochód finansuje również druk naklejek z mocną grafiką - symbolami buntu wysyłanymi do matek w całej Polsce. Wkrótce więcej szczegółów! Na początek planuję zamówić 5000-10 000 naklejek. Koszt jednej to około 20 groszy. Będę Was informować na bieżąco. Tymczasem pomóżcie nagłośnić projekt! Udostępnijcie, polajkujcie. Czekajcie na info o vlepkach. Solidarność naszą bronią!




Copyright:

"Bezpieczne Tatowanie"? Nie dajcie się ogłupić.W tym kraju właśnie skazany za gwałt tatuś zasiadł w sejmowej komisji i b...
10/08/2025

"Bezpieczne Tatowanie"? Nie dajcie się ogłupić.

W tym kraju właśnie skazany za gwałt tatuś zasiadł w sejmowej komisji i bez mrugnięcia okiem opowiadał o swoich "prawach rodzicielskich" i "ochronie praw dzieci".
W tym samym czasie kobiety, które chronią dzieci, słyszą, że są "alienatorkami".
Tracą dzieci. Mają sprawy w sądzie. Grożą im kajdanki.

To nie przypadek.
To nie "błędy systemu".
TO SYSTEM JEST PRZEMOCĄ.

Manifest "Bezpiecznego Tatowania" Strajku Ojców online wygląda jak laurka z przedszkola, ale śmierdzi jak policyjny protokół pisany po rękach przemocowca.

(bezpiecznetatowanie.pl/)

Za tymi PR-owymi frazesami o "równości" i "kontaktach" kryje się:

❌ delegalizacja granic kobiet,
❌ gaslighting dzieci,
❌ państwowa legalizacja przemocy w białych rękawiczkach.

Nie ma tam ani słowa o przemocy domowej.
Ani o traumie dzieci.
Ani o bezpieczeństwie.

Bo to nie chodzi o dzieci.
Tu chodzi o władzę.

Skoro facet z wyrokiem za przemoc wobec własnego dziecka może siedzieć w Sejmie i mówić o "alienacji" to znaczy, że państwo nie tylko splunęło w twarz ofierze. To znaczy, że państwo wybrało oprawcę.

💥 Dziecko to nie alibi.
💥 Nie ma równości, jeśli jedna strona milczy ze strachu.
💥 Nie ma "opieki naprzemiennej" po przemocy - jest trauma naprzemienna.

📢 Udostępnij, jeśli nie chcesz żyć w państwie, które nazywa przemoc "miłością ojcowską".










a nie chce być niemiła, serio, nie chce być ta co wbiega w salon z błotem na butach i przypomina że ściany są z kartonu,...
27/07/2025

a nie chce być niemiła, serio, nie chce być ta co wbiega w salon z błotem na butach i przypomina że ściany są z kartonu, a firanki wcale nie z tiulu tylko z przemilczeń.
ale jak się nazywa sytuacja w której ktoś wrzuca materiał o handlu ludźmi i reakcją redakcji nie jest: "robimy śledztwo", tylko: "robimy teatrzyk", z rozpisanym PR-em, narracją, z wybielonymi przemocowcami jakby to był nowy soft touch filtr w tiktokowym edytorze?
jak to się nazywa, kiedy aktywistki i feministki obwinia się za to że ordo iuris dochodzi do władzy, a nie za to że trzymają resztki frontu jak banda dziewczyn z harcerską latarką przed potworem z bagna?

a jak się mówi na to że ofiary przemocy muszą słuchać że są "za głośne", że są "toksyczne", że "niszczą reputację sprawców" - jakby reputacja była świętością a nie narzędziem, jakby nie była przezroczystą zbroją dla przemocy w wersji 2025?

to nie jest przypadek, to nie jest błąd, to jest system - kuratorsko odrestaurowany, medialnie wypolerowany, pełen wysokich słów i niskich intencji - system który działa dokładnie tak, jak ma działać: nagłaśnia krzyczących mężczyzn i wycisza krwawiące kobiety.
kiedy redakcje stają się agencjami PR dla cyberprzemocowców, a dziennikarka serwuje sprostowanie dopiero jak skończy swoje matcha latte, to nie mówcie że to przypadek, to nie mówcie że "nie wiedzieliśmy", bo wszyscy wiedzieli, tylko nikomu nie opłacało się mówić.

więc ja mówię.
dla zasady. dla tych, które już nie mogą.
dla tych, których głosy wygumkowano ze scenariusza.

to nie dziennikarstwo. to szmira.
i serio -
mam szczerą nadzieję że wasza niedzielna kawa ma smak zmydlonego wstydu.


















Nie musisz mnie lubić, żeby uznać, że to była przemoc.To nie casting na idealną ofiarę.To nie reality show, w którym "wy...
25/07/2025

Nie musisz mnie lubić, żeby uznać, że to była przemoc.
To nie casting na idealną ofiarę.
To nie reality show, w którym "wygrywa" ta, którą społeczeństwo uzna za wystarczająco cichą, miłą, bez skazy.
Przemoc seksualna to fakt - nie subiektywne odczucie publiczności.

Lubienie sprawcy nie unieważnia cierpienia.
Neutralność wobec przemocy to nie dystans - to współudział.

🔁 Udostępnij ten post..
📢 Głośno mów: sympatia nie unieważnia przemocy.






🖤 TL;DR – Natalia nie żyje, bo system nie działał.Miała sądowy zakaz zbliżania. On miał nóż.Spotkali się, bo system nie ...
16/07/2025

🖤 TL;DR – Natalia nie żyje, bo system nie działał.

Miała sądowy zakaz zbliżania. On miał nóż.
Spotkali się, bo system nie potrafił jej ochronić.
To nie „dramat rodzinny”. To zbrodnia z premedytacją.

🛑 Zakaz nie działa, jeśli nie ma jego egzekucji.
🛑 Nie było ochrony, choć były podstawy prawne.
🛑 Zawiodła prokuratura. Zawiódł sąd.

📣 Żądamy rozliczenia tych, którzy nie dopełnili obowiązku: – sędziego, który wydał zakaz
– prokuratury, która nie zadbała o jego wykonanie
– instytucji, które nie widziały przemocy, tylko „konflikt”

To nie był news z pierwszych stron gazet. Bo kobiece śmierci są za ciche.
















Kobieta. Rzeczownik rodzaju żeńskiego, ale przecież nie tylko rzeczownik. Raczej rzecz. Osobnik. Podmiot, co to był prze...
23/05/2025

Kobieta. Rzeczownik rodzaju żeńskiego, ale przecież nie tylko rzeczownik. Raczej rzecz. Osobnik. Podmiot, co to był przedmiotem. Kiedy mówimy "kobieta", język już nas oszukał, sprzedał w tanią narrację, zapakował w celofan jak kiełbasę w dyskoncie - gotową do konsumpcji, gotową do sądu, gotową do oceny, ważenia, a jakże, zawsze ważenia – bo ciało kobiety to towar, a słowo "kobieta" to jego etykieta. W języku zaklęta jest władza, a ta władza – przeważnie męska, ostra jak przecinek i głucha jak kropka – wyznacza, co mówimy, a jeszcze bardziej, co myślimy, zanim w ogóle zdążymy pomyśleć, bo język nas wyprzedza, wybiega przed nas jak pies przed panem, tropiąc stare szlaki patriarchatu.

Język, jak męski paszport, przechodzi przez granice kobiecej tożsamości bez kontroli. Niby niewinny, a kolonialny aż piszczy. To właśnie przez język kobieta zostaje skolonizowana – nie przez bagnet, nie przez armadę, ale przez niewinne słowa, przez zdrobnienia, przez zmiękczenia, przez te wszystkie „-eczki”, „-unie”, „-isie”, jakby kobiecość była czymś niepełnym, niedorosłym, domowym, kuchennym, godnym uwielbienia tylko pod warunkiem, że zmieści się w dłoni jak porcelanowa figurka, która ma błyszczeć, ale broń Boże nie mówić. "Dziewczynka" – mówi język, a zaraz potem "kobitka", "żonka", "panienka". Albo gorzej: "dz**ka", "s**a", "szmata". Od sacrum do profanum jednym językowym ruchem.

Nie ma ucieczki. Kobieta w języku to cień samej siebie, odbity przez gramatyczne lustro, które nigdy nie pokazuje prawdy, tylko to, co kultura chce widzieć. I tak kobieta staje się nie tyle kimś, co czymś – „ta”, „ona”, „jej” – odmieniana przez wszystkie przypadki, przez wszystkie uprzedzenia. A przecież język to nie lustro, tylko młot. Młot, którym rzeźbi się rzeczywistość, który formuje percepcję jak glinę, ubija ją, ugniata, aż się dopasuje do formy: patriarchalnej, kolonialnej, wykoślawionej jak kręgosłup po latach noszenia cudzych oczekiwań.

Kiedy mężczyzna mówi „kobieta”, nie mówi o niej, mówi o sobie – o tym, jak ją widzi, jak ją chce, jak ją ustawia w szeregu, jak ją umieszcza w narracji, która nigdy nie jest jej. A kobieta, próbując mówić o sobie, musi korzystać z języka, który jej nie należy, który ją zdradza przy każdej próbie – jak kochanek, który mówi, że kocha, ale patrzy innym oczami. Próbujesz opisać swój ból – dostajesz histerię. Próbujesz opisać swoją siłę – dostajesz babochłopa. Próbujesz mówić własnym głosem – a słyszysz echo cudzych słów.

Bo język to system. System przemocy. Niby neutralny, ale jak system sądowniczy – sprawiedliwy tylko z pozoru. Tam, gdzie mężczyzna jest domyślny, kobieta musi się dookreślić, dopełnić, dopowiedzieć. „Pisarka” – a czemu nie „pisarz”? „Lekarka” – a czemu nie „lekarz”? Bo forma żeńska to nie tylko gramatyka, to redukcja, to etykietka, to zmniejszenie rangi, jakby kobieta była tylko wersją demo, przedsmakiem czegoś pełniejszego, ważniejszego, męskiego.

Ale to nie tylko o nazwy chodzi. Chodzi o cały dyskurs, o całe pole semantyczne, o sposób, w jaki mówimy o ciele, o seksualności, o starzeniu się, o bólu, o gniewie. Wszystko to w języku kobiety zostaje oswojone, ujarzmione, podcięte jak włosy w klasztorze. Ból kobiety staje się melodramatem. Gniew kobiety staje się śmieszny. Seksualność kobiety staje się albo towarem, albo zagrożeniem. Starzenie się kobiety staje się klęską. Wszystko przez język – ten pieprzony kolonizator w garniturze, co wchodzi do ciała bez pytania i urządza się tam na dobre.

Ciało kobiety – opowiedziane przez język – przestaje być ciałem, staje się sceną. Sceną dla męskich fantazji, lęków, projekcji. Kobieta w języku nie istnieje dla siebie. Jest postacią drugoplanową we własnym życiu. Dopóki nie przejmie języka. Dopóki nie zacznie go dekonstruować, przewracać, rozbijać na kawałki, tworzyć neologizmów, zaklinać rzeczywistość na nowo. Nie chodzi tylko o to, żeby mówić inaczej. Chodzi o to, żeby myśleć inaczej. Bo język kształtuje myśl, a myśl kształtuje świat. I jeśli język jest męski, to i świat będzie męski – brutalny, prosty, czarno-biały. Kobieta w takim świecie to gość. Niewygodny gość. Zbędny dodatek.

Dlatego kobieta musi zostać barbarzyńcą. Musi spalić słownik. Zrobić językowi krzywdę. Zranić go jak on ranił ją przez stulecia. Nie przez agresję – przez dekonstrukcję. Przez grę. Przez ironię. Przez tworzenie. Musi mówić jakby pisała krwią. Musi zawłaszczyć język jak mężczyźni zawłaszczali jej ciało. I nie przepraszać. Nie prosić o zgodę. Nie tłumaczyć. Bo każda kobieta, która mówi własnym głosem, jest rewolucją. I każda rewolucja zaczyna się od języka. Od jego pęknięcia. Od jego brudu. Od jego bólu. Od jego hałasu.

Nie będzie nowej kobiety bez nowego języka. Języka, który nie skolonizuje, tylko otworzy. Języka, który nie redukuje, tylko rozszerza. Języka, który nie ocenia, tylko słucha. Języka, który nie mówi za, ale z. Języka, który nie dzieli świata na podbitych i podbijających. Tylko tak można odzyskać podmiotowość. Tylko tak można odzyskać siebie. Bo kobieta nie potrzebuje, by ktoś jej dał głos. Ona ma głos. Trzeba tylko zdjąć z niego kaganiec gramatyki, stereotypu, historii. I zacząć krzyczeć. Albo szeptać. Ale swoim językiem. Swoim, nie cudzym. Nawet jeśli ten język będzie połamany, kwaśny, pokręcony. Bo tylko taki język ma dziś sens. Tylko taki język jest wolny.















Bycie grzeczną cię nie uratujeGrzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą wszędzie. Ale zanim dojdą gdziekolwiek,...
08/05/2025

Bycie grzeczną cię nie uratuje

Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą wszędzie. Ale zanim dojdą gdziekolwiek, muszą przeżyć. A przeżyć – to znaczy: wyzbyć się tej trutki, którą z taką starannością sączyli im do ust od kołyski. Bądź miła. Nie krzycz. Nie przeszkadzaj. Nie pyskuj. Uśmiechnij się. Daj buziaka wujkowi. Załóż spódniczkę. No, przecież pan tylko żartował...

Nie. Bycie grzeczną cię nie uratuje. Grzeczność, ta puchowa kamizelka patriarchatu, nie chroni przed kulami. Ona tylko sprawia, że łatwiej się celuje.

Mamy w Polsce całe pokolenia kobiet tresowanych jak cyrkowe foki – nagradzanych za ciszę, karanych za niepokój. I to nie jest metafora. To jest codzienność ubrana w rajstopy i nakaz skromności. Bo tu nie chodzi o dobro. Tu chodzi o posłuszeństwo. A posłuszne ciała są łatwe do zgwałcenia. Posłuszne emocje – do wypalenia. Posłuszne umysły – do ujarzmienia.

Maria Janion pisała o kobiecie jako „Innej” – wykluczonej z historii, z narracji, z centrum. Ja ci powiem więcej: kobieta wychowana do grzeczności jest wykluczona z samej siebie. Z własnej wściekłości, z granic, z ciała, które powinno krzyczeć, kiedy ktoś je narusza. Ale ono szepcze: może przesadzam, może to moja wina.

Freud, choć wąsatym seksistą był, zostawił nam jedną perełkę: "Superego kobiety jest słabsze." Ale nie dlatego, że my słabsze jesteśmy – tylko dlatego, że nasze poczucie winy jest większe niż poczucie sprawczości. Winimy się za wszystko: za przemoc, za zbyt krótką spódnicę, za zbyt długi okres, za to, że powiedziałyśmy "nie", i za to, że nie powiedziałyśmy "nie" wystarczająco stanowczo.

To nie przypadek, że w procesach sądowych dotyczących gwałtów nadal pytają: A jak była ubrana? A czy piła? A dlaczego nie krzyczała? Nie krzyczała, bo całe życie uczono ją, że krzyk to wstyd. Że agresja to męska domena. Że histeria to choroba kobieca – a przecież chora nie chcesz być, prawda? Dostosuj się. Uładź. Wygładź.

Tymczasem historia nie była grzeczna. Nie była grzeczna Malala Yousafzai, gdy walczyła o prawo dziewczyn do edukacji, mimo że została postrzelona przez talibów. Nie była grzeczna Rosa Parks, gdy usiadła tam, gdzie nie wolno. Nie była grzeczna Emmeline Pankhurst, gdy prowadziła brutalną walkę o prawa wyborcze kobiet w Wielkiej Brytanii. I wreszcie: nie była grzeczna żadna z tych, które z ruin swojej traumy zbudowały pomniki z prawdy.

Grzeczność to dezaktywacja. To forma przetrwania, która z czasem staje się formą samowymazania. A my potrzebujemy kobiet niegrzecznych. Takich, które płoną. Które przeklinają. Które walą pięścią w stół, a nie tłumią płacz pod kołdrą.

Bo jeśli masz do wyboru bycie lubianą a bycie żywą – wybierz życie.

Bycie grzeczną cię nie uratuje.

Ale bycie sobą – może.

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

„Mail z urojonego Szczecina” czyli majówka z paranoją i patriarchatemNo więc tak: majówka. Ludzie grillują, jedzą karków...
07/05/2025

„Mail z urojonego Szczecina” czyli majówka z paranoją i patriarchatem

No więc tak: majówka. Ludzie grillują, jedzą karkówkę, dzieci dmuchają bańki, Polska oddycha po zimie, w końcu trochę słońca, może miłości. A ja – siedzę i tłumaczę się w internecie, że NIE WYSŁAŁAM MAILI, których NIGDY NIE MIAŁAM, do ludzi, których NIE ZNAM, bo facet z milionem followersów sobie to ubzdurał.

Nie, nie w sensie: „a może to było nieporozumienie”. Tylko w sensie urojenia paranoidalnego. Lacan o tym pisał pięknie – że podmiot paranoiczny nie zna granicy między „ja” a „oni”, że wszystko co go porusza, co go dotyka, staje się automatycznie dowodem spisku. Jeśli boli go serduszko – to znaczy, że jakaś „ona” to zrobiła. Jeśli coś się wali w życiu – to znaczy, że „kobiety się zmówiły”. Nie istnieje rzeczywistość obiektywna. Jest tylko jego cierpienie – wyolbrzymione, narcystyczne, dramatycznie opakowane i sprzedane jako content.

I teraz ja. Pisałam coś – literacko, abstrakcyjnie, językiem przerysowanym – o relacji z mężczyznami. O władzy. O przemocy symbolicznej. O codziennym lęku i micie męskiej niewinności. Nie o Krzysztofie Gonciarzu. A on? Uznał, że wszystko jest o nim. Że te literackie teksty to jego krzywda. Że każdy kafelek na story to dowód, atak, sabotaż. Maile? Listy? Głosówki? Nic nie istnieje, ale w jego głowie wszystko się zgadza. Jak w tanim serialu psychologicznym, który sam sobie reżyseruje.

Tyle że potem – jak to u narcyzów – wjeżdża armia. Fani. Fanki. Konta fejkowe i prawdziwe. Komentarze jak z ręcznika propagandowego: „przestań się znęcać”, „czemu atakujesz jego mamę?”, „on tylko się broni”. Ja nie atakuję jego mamy, ja – w odruchu desperacji – zwróciłam się do niej z pytaniem, czy mogłaby jakoś pomóc. Bo jej syn nie przestaje mnie publicznie prześladować. A on to przedstawia jako „atak na rodzinę”.

Ten sam mechanizm, który znamy z incelowych forów i patriarchalnych rodzin: mężczyzna krzyczy, grozi, przeinacza fakty – ale to kobieta jest histeryczką. On wytwarza symboliczną przemoc – ale ona ma się tłumaczyć, że nie jest sprawczynią. Przypisuje jej treści, których nie wypowiedziała, każe jej się gęsto tłumaczyć z narracji, którą sam wykreował. Gaslighting level expert. I najgorsze: on wie, że wy to kupicie. Bo przecież „Krzysztof zawsze był taki miły”.

System? Oczywiście, że system to żre. Cyberprzemoc nie istnieje w kodeksie. Urojenia nie są karalne. Ale ich skutki? Jak najbardziej. Zamykają kobiety w klatkach wstydu, wypychają je z internetu, odbierają im głos.

A może to wszystko performance? Może to nowy content, Krzysztof jako męska ofiara cancel culture? Jeśli tak, to gratuluję konceptu. Będzie się klikać. Oby tylko jego przyszłe partnerki wiedziały, że w jego świecie nie ma „ex” – są tylko „sprawczynie”.

I żeby nie było: nie mam do czynienia z człowiekiem chorym w sensie medycznym – ja nie stawiam diagnoz. Ale jako społeczeństwo, które chłepce narracje narcystycznych mężczyzn, my jesteśmy chorzy. I powinniśmy się z tego leczyć.

Bo nie będę więcej siedzieć cicho, kiedy ktoś przypisuje mi słowa, których nie powiedziałam. Nie będę czyimś ekranem projekcji.

A wy, drogie pelikany, betonowe czy nie – klikajcie dalej.

Ale przynajmniej klikajcie świadomie.

"Zostawcie mnie w tym chaosie, bo to nie ja jestem chora — to świat zbudowany na gwałcie."To nie będzie esej grzeczny. N...
02/05/2025

"Zostawcie mnie w tym chaosie, bo to nie ja jestem chora — to świat zbudowany na gwałcie."

To nie będzie esej grzeczny. Nie będzie esej elegancki. To będzie ryk. Głos kobiety, która już dawno przestała prosić. Która zrozumiała, że w tej krainie zaklętej w archetyp ojca, kata i funkcjonariusza, nie ma dla niej miejsca.

Mówię do Ciebie, siostro. Do Ciebie, która wiesz, że przemoc systemowa to nie wyjątek. To reguła. To fundament. To polskie DNA w koloratce, todze i mundurze.

I. Konflikt to za mało. Konflikt to wymówka.

Dajcie już spokój z tym chłopczykowatym gadaniem o walce klas. Jakbyśmy wszyscy byli w tej samej grze — tylko na różnych poziomach. Ja nie gram. Nie mam joysticka. Moje ciało było planszą do gry cudzych ambicji, cudzych żądz, cudzych praw.

Kiedy mówicie: „konflikt klasowy”, pytam: a gdzie w tym kobieta? Gdzie matka? Gdzie ofiara gwałtu, której powiedziano, że „sama się prosiła”? Gdzie ciało, które przestało należeć do siebie w momencie, gdy przekroczyło wiek 12 lat?

Teoria konfliktu to wytrych dla tchórzy. Dla tych, co nie chcą spojrzeć w oczy przemocy, która nie jest błędem systemu. Ona jest jego rdzeniem. System działa — tylko nie dla nas. Działa aż za dobrze: dla mężczyzn, dla białych, dla Kościoła, dla kapitału.

Zanim zaczniecie śpiewać swoje pieśni o równości w zniewolonym ciele kobiety — przeczytajcie Foucaulta. Biowładza — mówił — to kontrola nad ciałem, nad płodnością, nad życiem. A kto dziś decyduje, czy mogę przerwać ciążę? Czy mogę dostać terapię? Czy moje dziecko trafi do pieczy zastępczej, bo jestem samotną matką bez dochodów? Państwo. Kościół. Instytucja. Ojciec.

II. Mit ojca, mit kata, mit opiekuna

Ktoś jeszcze powie, że mamy równe prawa? Konstytucję? Prawo do głosu? Możliwość bycia prezydentką? Śmiech.

A ja wtedy wyciągnę z kieszeni swoje karty: Lilith. Medea. Demeter. Persefona. Kobiety mitów, które miały dość. Archetypy nie kłamią.

W tej kulturze bunt matki to zbrodnia. Medea nie zabiła dzieci z nienawiści. Zabiła, bo system odebrał jej wszystko. Macierzyństwo to nie świętość. To pole bitwy. A kiedy teoria mówi o dominacji klas, ja pytam: co z dominacją ojca nad dzieckiem? Lekarza nad macicą? Sędziego nad życiem kobiety?

Lilith — wyrzucona z raju, bo odmówiła uległości. Hekate — zdegradowana do wiedźmy, bo niosła wolność. To nasze matki duchowe. Jesteśmy ich dziedziczkami. Ciemne. Wściekłe. Niegrzeczne. I niezłomne.

III. Moje ciało to scena zbrodni legalnych

Kiedy mówię o przemocy systemowej, nie mam na myśli metafory. Mam na myśli NFZ, który nie uzna depresji, dopóki nie spróbujesz się zabić. Mam na myśli prokuratora, który umorzy sprawę, bo „nie było siniaków”. Mam na myśli sąd rodzinny, który mówi: „Ojciec też ma prawa” — nawet jeśli bije.

To nie konflikt interesów. To egzekucja. Legalna. Codzienna. Sankcjonowana przez państwo.

Polska nie jest matką. Jest macochą z bajki. Karmi swoje dzieci zgniłym mlekiem tradycji i każe im dziękować. A jak nie dziękujesz — jesteś histeryczką. Feminazistką. Roszczeniową dziwką.

IV. Nauka — nie zbawicielka, ale sojuszniczka

Nie potrzebuję zbawienia. Potrzebuję sojuszu.

Badania są jasne: kobiety częściej padają ofiarą przemocy seksualnej, ekonomicznej, instytucjonalnej. Patriarchat się nie skończył. Zmienił tylko kostium. Zrzucił mundur. Założył koloratkę i garnitur.

Z raportu NIK (2023): tylko 3% zgłoszeń przemocy domowej kończy się wyrokiem skazującym. 70% kobiet nie zgłasza gwałtu, bo nie wierzy w sprawiedliwość. I co wtedy mówi pan profesor? „To napięcia klasowe.”

Nie. To systemowa nienawiść do kobiecości. To lęk przed gniewem kobiet. To odmowa naszego prawa do wolności, do ciała, do głosu.

V. Nie proszę. Ostrzegam.

Nie piszę, by mnie zrozumiano. Piszę, by ostrzec.

Systemowa przemoc to nie dysfunkcja. To sedno. Jego jądro. Nie da się tego systemu naprawić. Trzeba go spalić. Do gruntu. A na popiele zbudować coś innego — nie władzę. Nie hierarchię. Sieć. Siostrzeństwo. Gniew jako fundament. Solidarność jako forma istnienia.

Nie jestem ofiarą. Nie jestem bohaterką. Jestem dowodem, że przeżyłyśmy. I nie zamilkniemy.

VI. "Konflikt" to przemoc w garniturze

Nie mówcie „konflikt”, kiedy jedna strona ma władzę, a druga — tylko krtań zdartą od krzyku.

Nie mówcie „konflikt”, kiedy sąd słyszy: „On mnie bił”, i odpowiada: „Ale pani też była nerwowa”.

Nie mówcie „konflikt”, bo to słowo myje ręce oprawcy i pluje w twarz ofierze.

To nie jest spór. To trauma. To wymazane zgłoszenia. To groby. To język, który chroni przemoc. To alibi systemu. To przemoc.

Nazwij to po imieniu.
To gwałt z pełnomocnictwem państwa.

Nie chcesz przykładów? To zamknij oczy. Ale nie mów, że nie widziałaś.

1. Matka samotna. Dwa etaty. A sąd każe jej płacić ojcu alimenty. On ma nową partnerkę. Ona — zaległości w czynszu.

2. Kobieta uciekła z dzieckiem od kata. Ośrodek tylko na trzy miesiące. Potem — powrót do piekła. Bo mieszkań nie ma.

3. „Ginekolog z sumieniem” odmówił tabletki „dzień po”. Dziewczyna jechała 120 kilometrów, żeby zdążyć przed końcem 72 godzin.

4. Policja po wezwaniu. On trzeźwy, elokwentny. Ona zapłakana. „Brak podstaw do interwencji.” Dzieci zasnęły przy dźwiękach pięści.

5. Kobieta z niepełnosprawnością. Opiekun się znęca. Ale milczy. Bo system to widmo. Rodzina? Z dala. Pomoc? Tylko w broszurach.

To wszystko się dzieje. Tu. Teraz. W Polsce, która wmawia nam, że „feminizm to fanaberia”, a „równość już była”.

To nie fanaberia.
To bunt.

---















Adres

Warsaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Poland 2024: YEAR ZER0 umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij