10/03/2026
Mocne!
Ale bardzo prawdziwe.
To niskie i podłe parafrazować staropolskie powiedzenie, że baba bez bolca dostaje pierdolca, więc jestem niska i podła, parafrazując to, co wielokrotnie, jako kobieta i samodzielna matka, słyszałam w swoją stronę. Bo mam te słowa w głowie często, gdy czytam o epidemii samotności mężczyzn, którzy chcą, och jak chcą, być z kobietą, a nie mogą, bo kobiety ich nie chcą, czyli – cytując – w dupach im się poprzewracało.
W Polsce jest ponad 2 miliony samotnych matek [w porównaniu samotnych ojców jest niecałe 400 tysięcy]. 2 miliony, po których jedzie się jak po burej s**e, bo rozłożyły nogi, są powalone i dlatego typ puścił je kantem, wychowują bombelki, bezrobotne lambadziary [choć liczba bezrobotnych kobiet jest niewiele większa od liczby bezrobotnych mężczyzn].
Od wieków słowo macierzyństwo jest synonimem samotności u większości kobiet, których mężowie nie mogą zajmować się dziećmi, bo przecież oni pracują, oni muszą wyjeżdżać, oni muszą się rozwijać, oni muszą się zrelaksować. I kobieta zostaje sama z tym pierdolnikiem potomstwa często płodzonego tylko dlatego, bo pan mąż lubi mieć dużą rodzinę.
Ale śmiesznie robić sobie bekę z matek.
Jakie to jest zabawne śmiać się z tych lachociągów, co dupy dały kiedyś typowi i teraz płaczą, że je z dzieckiem zostawił.
Zabawne wyłuskiwanie latami tych przypadków roszczeniowych mamusiek, kobiecych harpii wykorzystujących niewinnych mężczyzn.
14 lat jeżdżę regularnie po tej autostradzie śmiechu z matek i staram się ignorować, bo wiadomo, w dużej grupie zawsze się znajdzie jedna mniej lub bardziej powichrowana. I nie ma co dyskutować z pojedynczymi przypadkami.
Staram się ignorować te szyderstwa, bo tak od zawsze funkcjonował świat – baba z dzieckiem to baba “z plecakiem”, obciążenie, wstyd, pewnie liczy na to, że będzie na utrzymaniu, że ktoś jej dziecko wychowa.
Chłop z dzieckiem to uroczy tatuś, opiekuńczy i kochany, wiadomo. Jego dziecko NALEŻY wychować, bo jak to tak, on sobie przecież nie poradzi.
I mnie samą dziwi ten odwrót i co się dzieje, że po latach milczenia o samotności, o byciu porzucaną przez partnerów, zostawianą z niepełnosprawnymi dziećmi, zostawianą bez grosza przy duszy mimo lat prowadzenia chłopu chałupy i prania jego obsranych gaci, po ucieczkach od przemocowych partnerów, po tylu latach, gdy kobiety wreszcie stanęły na nogi, nagle najbardziej samotni poczuli się… mężczyźni.
Ojej, ale śmianie się z wrażliwości kobiet, ignorowanie ich praw, ich życia, kpienie że jeśli nie jest w kuchni to znaczy, że ma za długi łańcuch, lata przekonywania, że chłopiec nie powinien płakać, nie powinien się wzruszać, że trzeba go hartować – to wszystko sprawiło, że nagle tych panów nikt nie chce?
Jakim cudem?
No więc panowie są zaskoczeni i zachowują się, jakby im pierwszym ta samotność się przytrafiła.
Może też to działa tak, że czasy wojen nauczyły kobiety samotności i o wiele lepiej ją znosimy. W genach mamy, że ktoś nam tego chłopa zabije, coś mu na łeb odbije, gdzieś tam go wywieje i trzeba sobie radzić samej. I od lat siedzimy cicho godnie znosząc darcie z nas łacha, spychanie na margines, ignorowanie potrzeb, obecności samej. Lata udawania, że samodzielna matka sobie poradzi, że sobie na tę samotność zasłużyła, że widocznie tak wybrała i ona sobie OCZYWIŚCIE lepiej poradzi niż samotny ojciec.
A może, zapieprzając na trzy etaty, żeby utrzymać te pacholęcia, o których ojciec zapomniał, po prostu nie mamy czasu jęczęć, jak to nam źle, bo nie mamy przyjaciół. Że wszyscy w dupie mają, że jest nam ciężko związać koniec z końcem, zadbać o dzieci robiąc dorywki, żeby starczyło na buty, na spodnie, na jedzenie, c**j z tymi lekarzami, lekarze to dobro luksusowe.
Że ciężej nam znaleźć pracę, bo kto się twoim dzieckiem zajmie, jak jesteś z nim sama, ale śmiejemy się, że baba do roboty nie pójdzie, to szuka sponsora, no jakie to śmieszne, ciężej utrzymać przyjaciół [mam czas w nocy, kiedy dzieci śpią], że rodzina się odwraca, bo przecież twoja wina, że cię zostawił, ledwo cię dwa razy jebnął, ciotka 40 lat wytrzymała wujka pijaka i wreszcie umarł i jest szczęśliwa.
Ale nie słychać o pladze samotności matek. Kobiety nie lamentują, że są samotne. Nie ma setek artykułów, jak od lat robi się z macierzyństwa kabaret.
Nie ma nic o pladze samotnych kobiet wychowujących dzieci, które zarabiając ciut więcej niż średnia krajowa nie doproszą się alimentów, pladze samotnych kobiet w małżeństwie, które muszą ogarnąć dzieci w drodze do pracy, podczas gdy mąż musi spokojnie wypić kawę, kryzysie samotności wśród dziewcząt, wśród płci tak zjebanej, że nic tylko pośmiać się z nich na incelowej grupie, że mają wymagania z kosmosu odrzucając Romka oczekującego od przyszłej żony, że nie będzie z nim dyskutować.
Roztkliwiamy się nad biednymi samotnymi mężczyznami, którzy czekają aż porwie ich księżniczka na białym koniu, zawiezie do zamku, umyje dupę, zmieni pieluchę, poda obiad i powie mu:
– A kto tu teraz rządzi taki piękny chłopiec mój kochany? No kto? No kto tak pięknie zjadł obiadek i teraz rozkaże, co my, twoje kobiety, mamy zrobić ze swoim życiem?
– Ja! Ja! Ja! – wykrzyknie swoim ślicznym głosikiem potężny mężczyzna i pozwoli zdjąć sobie śliniaczek, zaprowadzić się do łóżeczka i szczęśliwy pójdzie spać, chrapiąc do rana i nie słysząc ani słowa o tym, że chrapanie można wyleczyć.
No i chcąc nie chcąc, budzi się to współczucie. Zamiast więc narzekać na swój los, na kolejne kłody pod nogi, na szyderę, na kpiny i krzywe spojrzenia, rozmawiamy o samotności mężczyzn i o braku dzielnych księżniczek, które za c**ja nie chcą na tych koniach jeździć i ich ratować, bo mają swoje rodziny na głowie.
Bo zamiast zastanawiać się, czy dorosły Piotruś, Pawełek czy Krystianek zjedli obiadek i mają czyste skarpetki i przypadkiem się nie nudzą, lecą z jednego etatu na drugi, usiłują wziąć L4, żeby ogarnąć wywiadówki dzieci i przedstawienia, w nocy kończą planowanie, skąd wziąć kasę na ortodontę i okulistę i głęboko w dupie mają, że dorosły Piotruś, Pawełek czy Krystianek chcieliby sobie z nią poleżeć i się poprzytulać i czują się źle, że ona zamiast nimi zajmuje się swoimi dziećmi, swoją karierą, swoim odpoczynkiem bo wie, że jak sama o to nie zadba, to zostanie z ręką w nocniku, gdy Piotruś, Pawełek czy Krystianek znudzą się lub poczują, że potrzebują wolności, bo się duszą, bo ich to przerosło, bo im jest ciężko.
To niskie i podłe wyśmiewać się z panów, którzy oburzają, że kobiety mają za wysokie wymagania i nawet przez chwilę nie pomyślą, że to nie wysokie wymagania, że to może oni skaczą za wysoko.
Że utrzymująca siebie [a często i swoje dzieci] kobieta, która ma pracę, ma swoje mieszkanie, ma swoje zainteresowania, swoich przyjaciół, swoje życie, oczywiście współczuje panu, który chciałby, żeby ona dla niego to wszystko rzuciła i zajęła się jego smutkiem, jego nieogarnięciem, jego potrzebą bycia zaopiekowanym, ale może mu tylko powiedzieć: hej, ja też się sama sobą opiekuję, zobacz jakie to proste, spróbuj!
A na histeryczną reakcję po takich słowach, może być tylko przykro. Tak jak mi jest przykro, gdy widzę pięciolatka, który płacze, bo nie może zjechać na zjeżdżalni, na którą wstęp jest od metra pięćdziesięciu. Mam ochotę wtedy podejść, przytulić takiego brzdąca i powiedzieć: Widzę, że ci źle, to smutne, że jeszcze nie masz tylu centymetrów, żeby zjechać na tej świetnej zjeżdżalni.
Mam ochotę. Ale tego nie robię.
Bo to nie ja jestem do cholery jego rodzicem.
Jestem kobietą, której w genach przekazano informację, że ostatecznie zostanie sama. Że mężczyźni mają ważniejsze sprawy niż zajmowanie się jej pierdololo, że jej życie nie ma znaczenia, bo trzeba mężczyźnie urodzić dzieci, że facet nie pomoże jej z tymi dziećmi, bo to ona potrafi je lepiej ogarnąć, że jeśli obiecuje, że zrobi coś jutro, to nie musisz mu przypominać co pół roku, że nawet alimenty można olać, bo ściągalność ich jest tak prosta jak ściąganie majtek przez głowę.
Jestem kobietą, którą uczono, że ostatecznie zostanie sama i że to absolutnie normalne.
Przywykniesz, mówili.
Tak to jest, wzdychali.
Trzeba się przyzwyczaić, pocieszali.
Więc panowie, jeśli wciąż siedzicie dupą w jakichś skostniałych przekonaniach sprzed pół wieku, jeśli wciąż z uporem maniaka twierdzicie, że to kobiety pojebało, bo nauczyły się dokładnie tego, do czego je latami przygotowywano, to moi drodzy: głowa do góry!
Da się przywyknąć.
Tak to jest.
Trzeba się przyzwyczaić.
Chyba że weźmiecie przykład z tych kolegów, którzy nauczyli się tworzyć partnerską relację i z szacunkiem traktować drugiego człowieka. Podobno jest się wtedy całkiem szczęśliwym. Podobno, bo zmęczona tym jojczeniem i biadoleniem, obrobiłam wam dupy podle i nisko, dając upust wszystkim tym historiom kobiet, które czytam na co dzień, więc co ja tam wiem. Przekazuję, co usłyszałam.
I nie mogę pominąć faktu, że przykro mi, że ktoś was, mężczyźni, wychował.
Ktoś w was wpoił przekonanie, że macie prawo oczekiwać i nic, prócz pieniędzy, nie dawać od siebie.
Ktoś wam powiedział, że troskliwość, wrażliwość, czułość to ne, ne, ne, dla bab takie rzeczy.
Ktoś was nauczył, że kobieta zrobi lepiej, dokładniej, zorganizuje bardziej logicznie, weźmie na siebie wszystko i że to będzie trwać jak trwało i nie musicie się niczym przejmować.
Ktoś wam sprzedał tę bajkę, że nie musicie mieć nic oprócz zawodu i pieniędzy, żeby was chciano nawet z dzieckiem, obitą mordą i bez kompletu zębów.
I byłyśmy to często my. Kobiety.
Bo nauczono nas być grzeczną i posłuszną, bezwolną kłodą zależną od woli mężczyzny, ale kiedy wyszłyśmy z niewygodnych butów, zrozumiałyśmy, że was nauczono być tylko balastem.
I zrzucamy ten balast, gdy tylko hamuje nam żeglowanie do przodu, nie patrząc, jak bardzo rozpaczacie na tratwach, i szukamy kogoś, kto zamiast rwać nam żagle i rz**ać do zęzy, potrzyma ten rumpel z nami i popłynie do przodu.
Ale większość z tych ktosiów dopiero wychowamy.
Bo dopiero teraz odkrywamy, jak bardzo poprzednie pokolenia zniszczyły, zdeptały i nie pozwoliły nam wszystkim uczyć się budować dorosłych, zdrowych i partnerskich relacji.
I doszliśmy do momentu, w którym lata poniżania, ignorowania, robienia sobie beki, zrodziły taki wkurw, że jedni siedzą na tratwach, drudzy płyną w siną dal i żadne nie umie rzucić ani złapać liny.
Dziękujemy, przodkowie. Good job!
daj 😲, jeśli za dużo tekstu :D