30/05/2026
W polskim internecie rozlewa się fala komentarzy o artystach, składkach i “dopłacaniu nierobom.” Przeczytałem ustawę. Całą. Przeczytałem uzasadnienie i obejrzałem film który tę falę wywołał. To co widzę to przepaść między dokumentem a tym co o nim mówiono. Chcę to opisać możliwie precyzyjnie, bez emocji i bez polityki.
Zacznę od tego co w tej debacie jest uczciwe. Pytanie o to, kto i dlaczego zmienił w trakcie prac legislacyjnych zapis dotyczący progu dochodowego, jest zasadne i powinno dostać publiczną odpowiedź. Mechanizm uśredniania dochodu z trzech lat może tworzyć lukę dla osób z nieregularnymi, ale wysokimi dochodami w poszczególnych latach. Struktura wynagradzania komisji per rozpatrzony wniosek tworzy niefortunne bodźce. To są realne wady projektu, które powinny być przedmiotem merytorycznej debaty ekspertów i mediów branżowych, zanim ustawa trafi pod głosowanie. To jest właśnie ten moment w procesie legislacyjnym, kiedy takie korekty są możliwe i potrzebne.
Na tym jednak rzetelność w tej debacie się kończy.
Film który wywołał lawinę komentarzy zawiera kilka konkretnych błędów, które warto nazwać po imieniu, bo to na ich podstawie buduje się obraz artystów jako pasożytów żyjących z cudzych pieniędzy.
Pierwsza kwestia. Obliczenie 528 złotych miesięcznie jako oryginalnego progu kwalifikującego wynika z dosłownej, ale błędnej interpretacji niejasnego zapisu. Bardziej naturalne odczytanie tego samego zdania daje dokładnie ten sam wynik co obecna wersja z “dwunastokrotnością.” To słowo mogło być doprecyzowaniem, nie zmianą progu. Nie wiemy tego na pewno i właśnie dlatego ministerstwo powinno to wyjaśnić. Ale przedstawianie tego jako pewnika i fundament całego wywodu jest nieuczciwością intelektualną.
Druga kwestia. Próg kwalifikujący do dopłat dla roku 2027 wynosi 68 715 zł rocznie, czyli 5 726,25 zł miesięcznie. Jest obliczany jako 125% dwunastokrotności średniej płacy minimalnej z lat 2024-2026. Pojawiła się uzasadniona wątpliwość czy próg ten dotyczy przychodu brutto czy dochodu po odliczeniu 50% kosztów uzyskania przychodu. Tabele w OSR używają pojęcia “przychody” przy obliczeniach, co jest zgodne z wypowiedzią Minister Cienkowskiej. Tymczasem Art. 4 pkt 3 lit. a ustawy definiuje dochód jako przychody pomniejszone o koszty. To jest realna niespójność między tekstem prawnym a dokumentem uzasadniającym, która powinna być jednoznacznie wyjaśniona w Sejmie przed głosowaniem.
Trzecia kwestia. Scenariusz 237 000 złotych zarobku dla każdego członka komisji wymaga założenia że wszyscy artyści w Polsce złożą wnioski jednocześnie. Ustawa przyznaje status na pięć lat. Realna skala wniosków w pierwszym roku będzie ułamkiem tej liczby. Problem struktury wynagradzania komisji jest realny, ale ta konkretna liczba jest fikcją publicystyczną.
Czwarta kwestia. Ustawa w Art. 42 ust. 2 wprost nakazuje ZUS-owi weryfikację dochodów przez Szefa Krajowej Administracji Skarbowej przed każdą wypłatą. Ukrycie dochodu wymagałoby niezgodności z deklaracją podatkową, co jest osobnym przestępstwem istniejącym niezależnie od tej ustawy. Ten przepis w debacie publicznej nie pada ani razu.
Piąta kwestia. Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej to przekształcenie istniejącego Centrum Edukacji Artystycznej, nie nowa instytucja tworzona od zera. Mówienie o 160 nowych etatach na państwowym payrollu jest po prostu nieprawdą.
Szósta kwestia. Ustawa wymaga udokumentowanych przychodów z działalności artystycznej w każdym z ostatnich trzech lat oraz udokumentowanego dorobku twórczego. Ktoś bez dokumentacji i bez przychodów nie kwalifikuje się do statusu artysty zawodowego. Nazywanie beneficjentów “artystami których rynek zweryfikował negatywnie” i “hobbystami których nikt nie chce oglądać” jest retoryką, nie opisem rzeczywistości. To są ludzie z trzyletnią udokumentowaną aktywnością zawodową i dochodami poniżej średniej krajowej.
Siódma kwestia. Często pada argument że artyści mogą dobrowolnie ubezpieczyć się w ZUS. ZUS wprost informuje że umowa o dzieło nie tworzy tytułu ubezpieczeniowego ani obowiązkowo ani dobrowolnie w standardowym trybie. Uzasadnienie ustawy wskazuje na nieadekwatność comiesięcznych składek do nieregularnych dochodów artystów jako główny powód dla którego istniejąca ścieżka miała 86 użytkowników. Co więcej projektodawca sam szacuje że bez mechanizmu dopłaty liczba chętnych na nowy tytuł pozostanie taka sama. Możliwość techniczna istnieje, ale nie działa bez mechanizmu finansowego który ją urealnia.
Teraz sedno sprawy, które w tej debacie prawie nie istnieje.
Polska ma dokładnie 62 423 zawodowych artystów według badań Uniwersytetu SWPS pod kierunkiem prof. Doroty Ilczuk, przeprowadzonych z błędem statystycznym 1%. 69% z nich osiąga przychody poniżej średniej krajowej. 30% poniżej minimalnego wynagrodzenia. 15,3% nie ma żadnego tytułu prawnego do ubezpieczenia, ani zdrowotnego ani społecznego. A według danych ZUS na wrzesień 2025 roku jako twórcy lub artyści zarejestrowanych było w ZUS 86 osób. Osiemdziesiąt sześć. Na 62 000. Nie dlatego że nie chcą płacić składek. Dlatego że comiesięczne składki są nieadekwatne do nieregularnych dochodów artystów, a istniejąca ścieżka nie działała bez mechanizmu finansowego który ją urealnia. System sam udowodnił że nie działa. To nie jest kwestia zaradności ani postawy. To jest luka strukturalna w systemie zaprojektowanym pod miesięczny model zatrudnienia.
Warto też dodać że Parlament Europejski w Rezolucji z 21 listopada 2023 roku wprost wezwał państwa członkowskie do stworzenia takich regulacji dla artystów. To nie jest polski wymysł ani polityczny kaprys. Niemcy mają analogiczny system od 1983 roku dla 190 000 artystów, bez zewnętrznej komisji eksperckiej, finansowany częściowo przez firmy korzystające z usług twórców. To jest model który Sejm powinien rozważyć przy dopracowywaniu polskiego projektu.
Koszt tej ustawy według OSR to ok. 353 mln zł rocznie, z czego 237,58 mln to dopłaty do składek, 95,2 mln to zasiłki chorobowe i macierzyńskie dla ubezpieczonych artystów, a 20,2 mln to koszty administracyjne. Skorzysta z niej do 27 861 osób według danych OSR. Artysta bez ubezpieczenia nie znika z systemu. Wraca do niego później jako pacjent bez ubezpieczenia korzystający z pomocy doraźnej, która jest wielokrotnie droższa niż profilaktyczna ochrona zdrowia. Wraca jako emeryt z minimalnym świadczeniem finansowanym z budżetu niezależnie od tej ustawy. Ten rachunek zapłacimy tak czy inaczej, pytanie tylko kiedy i ile. Bez tej ustawy płacimy drożej i bez żadnej kontroli kosztów. To jest właśnie gospodarne zarządzanie budżetem, nie jego trwonienie. Irlandia wprowadziła podobny program i po analizie kosztów społecznych okazało się że się opłacił, każda zainwestowana złotówka przyniosła 1,39 zł zwrotu, i program został przedłużony.
Sektor kreatywny generuje w Polsce ok. 4% PKB według danych MKiDN, więcej niż całe górnictwo. Napędza turystykę, edukację, media, eventy, transport, gastronomię. To nie jest zbędny wydatek budżetowy. To jest jeden z filarów gospodarki, który przez trzydzieści lat funkcjonował bez żadnych systemowych ram ubezpieczeniowych.
Rozumiem frustrację ludzi którzy widzą że państwo nie radzi sobie z finansowaniem ochrony zdrowia, że dzieci z rzadkimi chorobami potrzebują zbiórek internetowych, że system ma dziury o wiele poważniejsze niż ta jedna. Ta frustracja jest uzasadniona. Ale odpowiedzią na nią nie jest blokowanie każdego rozwiązania które pojawia się w zasięgu ręki. Odpowiedzią jest presja na to żeby tych rozwiązań było więcej i żeby były lepsze.
Ta ustawa ma wady. Powinna przejść przez rzetelną debatę ekspercką zanim trafi pod głosowanie. Powinna być poprawiona w Sejmie w tych miejscach gdzie zapisy są niejednoznaczne lub nieefektywne. W tej debacie pojawiła się zresztą konkretna i warta uwagi alternatywa: preferencyjny ZUS powiązany ze statusem artysty zawodowego, weryfikacja przez KSeF zamiast komisji opiniującej, próg dochodowy do utrzymania statusu i motywacja do aktywności zawodowej zamiast nagradzania niskiego dochodu. To jest kierunek który eliminuje najsłabsze punkty obecnego projektu i pokazuje że merytoryczna rozmowa o kształcie ustawy jest możliwa. Warto żeby trafił do Sejmu.
Ale wady konkretnych przepisów to jest zupełnie inny temat niż to, że 15% środowiska nie ma dostępu do lekarza i będzie miało emeryturę zero złotych. Te dwa tematy przez ostatnie dni zostały celowo i skutecznie pomieszane.
Nie piszę tego jako obrońca rządu ani konkretnej partii. Piszę jako ktoś kto przeczytał dokument i widzi przepaść między tym co w nim stoi a tym co o nim mówiono.
Chciałbym się zwrócić do dziennikarzy i mediów branżowych. Kiedy jak nie teraz jest moment żeby zabrać merytoryczny głos w tej sprawie. Nie po to żeby bronić rządu ani konkretnej ustawy, tylko po to żeby wyjaśnić ludziom czym naprawdę jest problem pracy projektowej i luki ubezpieczeniowej. To leży w interesie całej branży, nie tylko muzyków i aktorów. Bierność w tej chwili nie jest neutralna. Kiedy debatę publiczną definiują emocje i błędy faktyczne, milczenie tych którzy wiedzą więcej jest wyborem po czyjejś stronie. Smutne że do tego jesteśmy zmuszani, ale takie są czasy w których przyszło nam pracować.