Nie codzienne życie Moniki

Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: organizacja

Nie codzienne życie Moniki Nazywam się Monika Mosór mam 28 lat. Urodziłam się z przepukliną oponowo-rdzeniową Zapraszam do mojego świata.

Czasami najlepszym lekarstwem na trudne dni jest po prostu chwila oddechu i kontakt z naturą. Korzystając z ostatnich dn...
09/09/2026

Czasami najlepszym lekarstwem na trudne dni jest po prostu chwila oddechu i kontakt z naturą. Korzystając z ostatnich dni pięknej pogody, wybrałam się do Mini Zoo w Siedlcach.
Codzienność z przepukliną oponowo-rdzeniową to ciągła walka o sprawność, niezliczone godziny rehabilitacji i pokonywanie własnych ograniczeń. Jednak w tym wszystkim niezwykle ważne jest dla mnie zachowanie normalności — łapanie pięknych momentów, uśmiechu i ładowanie akumulatorów na kolejne wyzwania. Spotkania z takimi niezwykłymi mieszkańcami natury dają mi ogromną dawkę pozytywnej energii i siły do dalszej pracy nad swoim zdrowiem.
A ładowanie baterii bardzo mi się przyda, bo już za 11 dni melduję się w Płocku na koncercie Ewa Farna i LemON !
Miesięczny koszt mojego leczenia, rehabilitacji oraz codziennego zaopatrzenia w sprzęt i środki medyczne sięga kilkunastu tysięcy złotych. Żebym mogła nadal walczyć o swoją samodzielność i sprawność, potrzebuję Waszego wsparcia
Jak możesz mi pomóc?
Szybki SMS:
* Wyślij SMS o treści JESTEM 232 na numer 75142 (koszt 6,15 zł z VAT)
Przelew tradycyjny lub internetowy:
* Odbiorca: Fundacja „Serca dla Maluszka”
* Numer konta: 85 1160 2202 0000 0001 9214 1142
* Tytuł przelewu: 232 Monika Mosór
1,5% podatku:
* KRS: 0000387207
* Cel szczegółowy: 232 Monika Mosór
Każda wpłata, udostępnienie posta czy ciepłe słowo są dla mnie ogromnym wsparciem. Dziękuję, że jesteście na tej drodze ze mną!

Kiedy ktoś pyta: „I jak tam masażyki, przyjemnie?”, masz ochotę albo wybuchnąć śmiechem, albo... zacząć płakać. 😅Ten tur...
31/08/2026

Kiedy ktoś pyta: „I jak tam masażyki, przyjemnie?”, masz ochotę albo wybuchnąć śmiechem, albo... zacząć płakać. 😅
Ten turnus to absolutny rollercoaster! Od marca walczę z potwornym bólem nogi. Logika podpowiadałaby: "boli noga, męczmy nogę!". A gdzie tam! Schodzimy do samego źródła.
Poranki zaczynam od BOA na krążenie, potem laser na lędźwie, a co drugi dzień – terapia manualna. Oddałam się w ręce rehabilitantki, która zna mnie od 15 lat (śmieję się, że to już rodzina!), ale na stole nie ma taryfy ulgowej. Terapia manualna to nie relaksacyjne głaskanie, tylko twarda, bezlitosna i momentami cholernie bolesna praca na zablokowanych stawach i nerwach.
W tle powrócił też czarny charakter – rozmowy o operacji. TRZECIEJ w moim życiu operacji kręgosłupa. Tak, to ta sama, o której mówiłam kiedyś: „po moim trupie!”. Nadal boję się jej jak jasny gwint. Ale wiecie co? Zamiast panikować, rozmawiamy. Zaczynam powoli rozumieć jej sens i to, że może być moim wybawieniem.
A teraz hit tego turnusu: ćwiczenia oddechowe! Przez skoliozę moja klatka piersiowa jest tak ściśnięta, że płuca ledwo łapią tlen. Lekarz zlecił naukę oddychania, a ja mam komedię roku: całe życie robiłam wydech ustami, a tu nagle nakaz wydechu nosem! Moje ciało dęba staje przy takich zmianach 🙈
Bywa ciężko, ból daje w kość, a strach potrafi sparaliżować. Ale nie odpuszczam ani na krok.
I tu potrzebuję Was – moich ludzi. Błagam o kciuki, ciepłe słowo w komentarzu i udostępnienie tego posta dalej. Każde udostępnienie to dla mnie ogromne wsparcie i szerszy zasięg!
Jeśli chcesz pomóc mi w tej codziennej walce, rehabilitacji i leczeniu:
SMS: wysłany pod numer 75142 o treści JESTEM 232 (6,15 zł z VAT) BLIK: na numer 692 093 760 z tytułem: 232 Monika Mosór
Dziękuję, że jesteście ze mną w tym wszystkim!

Wróciłam na rehabilitację na oddział dzienny. Na moje „szczęście” jeszcze go nie zamknęli – i to właściwie jedyny „sukce...
25/08/2026

Wróciłam na rehabilitację na oddział dzienny. Na moje „szczęście” jeszcze go nie zamknęli – i to właściwie jedyny „sukces” tego dnia. Pamiętacie mój niedawny entuzjazm i te piękne plany o szkole policealnej? O nowym zawodzie, rozwoju i powrocie do starych kątów? Cóż, brutalna proza życia nie tyle zapukała do drzwi, co wjechała z buta i rozbiła cały ten zapał w drobny pył.
Po bezskutecznym, wiecznym wiszeniu na telefonie i czekaniu na jakiś znak życia ze strony szkoły, postanowiłam pojechać tam osobiście. Zaryzykowałam, dotarłam na miejsce… i serce po prostu mi pękło. Zamiast otwartości i profesjonalizmu dostałam prosto w twarz jedno krótkie, oszczędne: NIE.
Nagle, w XXI wieku, absolutną koroną inżynierii i problemem nie do przejścia okazał się otwarty podjazd oraz dostęp do klucza do łazienki dla osób z niepełnosprawnościami.

Ale najpiękniejsza w tym wszystkim jest logika placówki: szkoła przecież chętnie czerpie dofinansowania z budżetu na swoją działalność i rozwój, na ulotkach chwali się ofertą dosłownie „dla każdego”, ale gdy pojawia się ktoś, kto po prostu chce się uczyć, wywalczyć zawód i iść do przodu – sypią się genialne wymówki. Usłyszałam, że dofinansowanie jest „za niskie”, by spełnić moją prośbę, bo to wymagałoby… uwaga… innej umowy ze szkołą podstawową! Majstersztyk biurokracji. System bez mrugnięcia okiem zatrzaskuje drzwi przed nosem, a wykluczenie z edukacji zrzuca na brak odpowiednich papierków. To nie jest zwykły pech – to porażający brak wyobraźni, absurd i czysta bezsilność, która wywołuje we mnie łzy złości.
Boli to strasznie. Człowiek zbiera całą odwagę, podnosi głowę, planuje kolejny etap życia, a na miejscu dowiaduje się, że bariera architektoniczna i urzędnicza mentalność są nie do przebicia.
Ściskam zęby, przełykam te łzy i gorycz – wyjścia brak.
Zamiast na fajne wykłady, idę dzisiaj wylewać pot na sali ćwiczeń. Wracam do intensywnej walki na rehabilitacji, bo muszę skupić się na kręgosłupie i pogłębiającej się skoliozie. Jeśli sama nie wywalczę sobie siły, nikt mi jej przecież na tacy nie poda. Muszę mieć pancerne ciało i stalowe nerwy, żeby znosić te wszystkie absurdalne przeszkody i szukać innych dróg tam, gdzie system bezczelnie zamyka przed nami drzwi.
Ta codzienna batalia o zdrowie to ciągłe, ogromne koszty – leczenie, terapia i sprzęt pochłaniają astronomiczne środki. Jeśli macie ochotę dołożyć swoją cegiełkę do mojej walki o sprawność (i o przetrwanie w tym szaleństwie), będę Wam ogromnie wdzięczna za każde wsparcie:
Tradycyjny przelew:
• Fundacja: „Serca dla Maluszka”
• Nr konta: 85 1160 2202 0000 0001 9214 1142
• Tytuł przelewu: 232 Monika Mosór
SMS:
• Wyślij SMS o treści JESTEM 232 na numer 75142 (koszt 6,15 zł brutto)
Wpłata online: https://sercadlamaluszka.pl/podopieczny/monika-mosor/
Dzięki, że jesteście – szczególnie w takie dni, gdy trzeba zamienić czystą wściekłość w siłę i po prostu robić swoje mimo wszystko. Trzymajcie kciuki za mój kręgosłup!




Profil podopiecznego: Monika Mosór, nr księgowy 232. Przekaż darowiznę lub 1,5% podatku przez Fundację Serca dla Maluszka.

Często powtarzam sobie, że najtrudniejszy jest ten pierwszy krok – i wiecie co? Dzisiaj zrobiłam go z podniesioną głową!...
18/08/2026

Często powtarzam sobie, że najtrudniejszy jest ten pierwszy krok – i wiecie co? Dzisiaj zrobiłam go z podniesioną głową! Jestem z siebie naprawdę ogromnie dumna! 🥹
Niedawno na lokalnym portalu przeczytałam, że w budynku mojej dawnej szkoły podstawowej działa szkoła policealna. To dokładnie te same mury, w których spędziłam lata, chodząc tam do podstawówki i gimnazjum! Nagle pojawiła się myśl: a może by tak wrócić tam po latach i zrobić kierunek Administracja?
Powrót do miejsca, które tak dobrze znam, brzmi niesamowicie, ale w moim przypadku dochodzi do tego cała logistyka. Zamiast jednak odpuścić, chwyciłam za telefon. Dziś zadzwoniłam do szkoły i czekam na informacje, jak wygląda kwestia dostępności – czy drzwi od strony podjazdu będą otwarte oraz czy będę miała dostęp do kluczyka do łazienki dla osób z niepełnosprawnościami. Przełamałam się i pokazałam samej sobie, że moje marzenia o rozwoju są tego warte.
Chcę iść do przodu i się uczyć, ale żeby to było możliwe, stale potrzebuję sprawności i sił. Każdy taki krok przypomina mi, jak kluczowa w mojej codzienności jest ciągła rehabilitacja i leczenie. Jeśli chcesz dołożyć swoją cegiełkę do mojej walki i pomóc mi w pokryciu kosztów rehabilitacji oraz sprzętu, będę ogromnie wdzięczna za każde wsparcie:
💙 1,5% podatku:
* KRS: 0000387207
* Cel szczegółowy: 232 Monika Mosór
💙 Tradycyjny przelew:
* Fundacja „Serca dla Maluszka”
* Nr konta: 85 1160 2202 0000 0001 9214 1142
* Tytuł przelewu: 232 Monika Mosór
💙 SMS:
* Wyślij SMS o treści JESTEM 232 na numer 75142 (koszt 6,15 zł brutto)
Możesz też skorzystać z szybkiej wpłaty online bezpośrednio na moim subkoncie: https://sercadlamaluszka.pl/podopieczny/monika-mosor/
Trzymajcie mocno kciuki, żeby odpowiedź ze szkoły była pozytywna i żeby ten powrót do „starych kątów” doszedł do skutku! 🤞
A Wy z czego byłyście/byliście ostatnio dumni u siebie? Dajcie znać w komentarzach!

Profil podopiecznego: Monika Mosór, nr księgowy 232. Przekaż darowiznę lub 1,5% podatku przez Fundację Serca dla Maluszka.

17/08/2026

Są piosenki, które bawią, i są takie, które zostają w człowieku na znacznie dłużej. „Co zostało mi” Dawida Kwiatkowskiego to dla mnie wyjątkowo poruszający utwór. Dawid genialnie ujął w nim ten moment, kiedy człowiek staje twarzą w twarz ze swoimi słabościami, ograniczeniami czy trudniejszymi momentami i pyta samego siebie: „co dalej?”.
Dla mnie, osoby z przepukliną oponowo-rdzeniową, te słowa mają szczególne, bardzo głębokie znaczenie. Życie z tą diagnozą to codzienna, często niewidoczna dla innych walka z własnym ciałem i barierami. Ostatni czas jest dla mnie podwójnie trudny, bo do tej stałej rehabilitacji i codziennych zmagań doszedł uciążliwy ból kolana, z którym nieustannie walczę. Bywają chwile, kiedy zmęczenie bierze górę i człowiek zastanawia się, ile jeszcze przyjdzie mu udźwignąć.
Ale ten koncert i to nagranie przypominają mi o czymś niezwykle ważnym – o nadziei i o tym, że w tej drodze nie jestem sam.
W tym miejscu chcę z całego serca podziękować Wam – moim Darczyńcom. To dzięki Waszemu wsparciu, Waszej empatii i dobroci mam środki na leczenie, systematyczną rehabilitację i siłę, by stawiać czoła kolejnym barierom (jak to nieszczęsne kolano). Wasza pomoc to dla mnie najpiękniejszy dowód na to, że nawet w najtrudniejszych momentach człowiekowi zostaje to, co najważniejsze: drugie, pomocne serce.
Kiedy słyszy się te słowa na żywo, czuje się gigantyczną siłę. Czysta, szczera opowieść o walce, ale i o poszukiwaniu światła. Dziękuję, że jesteście moim światłem w tej drodze.

Za mną wyprawa do urokliwego Kazimierza Dolnego. Piękne widoki, historyczny klimat i... bezlitosne schody, które jak zwy...
01/08/2026

Za mną wyprawa do urokliwego Kazimierza Dolnego. Piękne widoki, historyczny klimat i... bezlitosne schody, które jak zwykle udają, że świat powstał tylko dla pieszych.
Na szczęście moja ekipa nie uznaje zwrotu „nie da się”. Dzięki mojej Mamie, Siostrze i Asystentce płynęłam statkiem po Wiśle! Bez ich siły, cierpliwości i absolutnej determinacji przy pokonywaniu stromych stopni mogłabym co najwyżej pomachać wodzie z daleka. Dziewczyny, jesteście niezastąpione! 🤍
Szybki bilans zysków i strat:
* Zyski: W Pijalni Czekolady Wedel wypiłam absolutnie najlepszą czekoladę w moim życiu (warto było wstać z łóżka choćby tylko dla tego jednego kubka! 😋).
* Kultura na kołach: Przejechałam się meleksem i wreszcie dowiedziałam się, o co właściwie chodzi z tym słynnym kazimierskim kogutem.
* Straty (szara rzeczywistość wózka): Góra Trzech Krzyży i Wąwóz Korzeniowy obejrzane jedynie w wyobraźni. Ukształtowanie terenu znowu wygrało, ale hej – przynajmniej nie spociłam się na podejściach! 😂
To dla mnie tym ważniejszy wyjazd, bo to najprawdopodobniej mój ostatni rok z asystencją osobistą. Dlatego nie zamierzam siedzieć w kącie – mam zamiar wycisnąć z tego czasu absolutnie wszystko, co się da, i brać z życia pełnymi garściami!
Kazimierz skradł moje serce, a ten wyjazd pokazał mi po raz kolejny, że mając u boku odpowiednich ludzi, da się przeskoczyć (albo chociaż wjechać wokół) niemal każdą przeszkodę.
A skoro o przeszkodach mowa...
Żeby takich podróży, samodzielności i wygranych walk ze stromymi podjazdami było w moim życiu jak najwięcej, potrzebuję stałej, intensywnej rehabilitacji i leczenia. To właśnie dzięki nim mam siłę, by ruszać w świat i łamać kolejne bariery.
Jeśli macie ochotę dorzucić swoją cegiełkę do moich kolejnych wypraw oraz codziennej walki o sprawność, będę ogromnie wdzięczna za każde wsparcie – wpłatę, SMS czy udostępnienie!
Możecie pomóc mi tutaj: https://sercadlamaluszka.pl/podopieczny/monika-mosor/
* Szybka wpłata / przelew: pod podanym wyżej linkiem
* SMS: numer 75142 o treści JESTEM 232 (koszt 6,15 zł brutto)
* 1,5% podatku: KRS 0000387207, cel szczegółowy: 232 Monika Mosór
Jednego jestem pewna: jeszcze tam wrócę i znowu sprawdzę, czy schody w Kazimierzu na pewno nie stopniały! Dziękuję moim bliskim za tę wspólną przygodę, a Wam polecam Kazimierz z całego serca! ❤️

Wielkie poszukiwania przed Lublinem, czyli jak zaplanować wyjazd i lekko się zestresować! 😅Dzień przed wyjazdem przyniós...
28/07/2026

Wielkie poszukiwania przed Lublinem, czyli jak zaplanować wyjazd i lekko się zestresować! 😅
Dzień przed wyjazdem przyniósł u nas absolutny chaos i nagły zwrot akcji. Plan był prosty: spakować się i spokojnie ruszyć w drogę. Życie miało jednak wobec nas zupełnie inne plany!
Cała sprawa rozbiła się o to, że musiałam zabrać ze sobą dwa wózki. W Lublinie miałyśmy dokładnie sprawdzić, który z nich jest dla mnie teraz idealny. Jeden to ten, którym poruszam się na co dzień, a drugi był odłożony wcześniej na boczny tor. Wtedy ten drugi był na mnie za duży, ale że ostatnio trochę przytyłam, doszłam do wniosku, że warto go przetestować.
I tu pojawił się problem, bo padło kluczowe pytanie: gdzie on właściwie jest?! 🙈
Mama weszła w pełny tryb detektywa i przetrzepała dosłownie cały dom. Z zakamarków wywróciła wszystko, a po wózku ani śladu. W głowie miałam już czarny scenariusz – byłam święcie przekonana, że zamiast sprawdzania moich wózków, czeka nas w Lublinie błyskawiczna przymiarka i zakup zupełnie nowego sprzętu.
Kiedy nadzieja powoli gasła, nastąpił przełom! Ślad powiódł poza nasz dom… do piwnicy u babci, która mieszka jakieś 2 km od nas!
Mama szybko tam podjechała i faktycznie – wózek stał tam, cały i zdrowy. Ulga niesamowita! Mogłyśmy spakować oba wózki i spokojnie ruszać do Lublina.
A jak wyszła sama wizyta?
Z technicznego punktu widzenia – super! Hamulce zostały zrobione, a koła porządnie napompowane, więc sprzęt śmiga jak trzeba.
Pojawił się też ciekawy wątek. Przymierzałam specjalną poduszkę dopasowaną do mojego kręgosłupa. Osobiście nie odczułam wielkiej różnicy ze względu na jej wysokość – przez nią moje nogi po prostu wisiały w powietrzu. Jednak żeby móc z niej prawidłowo korzystać, trzeba by było idealnie dopasować cały wózek, co w praktyce oznaczałoby zakup nowego.
Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak na niej siedzę! 👇
Wyjazd dał mi więc nie tylko sprawny wózek na teraz, ale też sporo przemyśleń na przyszłość.

UPDATE! Brakuje już tylko 37 wypełnień! Kochani, jesteście niesamowici – licznik bije, ale do mety i obrony magisterki m...
24/07/2026

UPDATE! Brakuje już tylko 37 wypełnień!
Kochani, jesteście niesamowici – licznik bije, ale do mety i obrony magisterki mojej siostry brakuje nam jeszcze 37 głosów!
Nadal bardzo potrzebujemy opinii:
• rodziców dzieci korzystających z hipoterapii,
• osób dorosłych, które same miały lub mają styczność z takimi zajęciami.
Ankieta jest w 100% anonimowa i zajmuje dosłownie chwilę, a dla mojej siostry to ogromny krok w stronę upragnionego dyplomu!
👉 Link do ankiety:https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSf3HNgcIXuvVIJz-TGtCqGUvc8NP7uKk3fL8fBPTF8Dhw3GVg/viewform
Będę ogromnie wdzięczna za każde wypełnienie i podanie wpisu dalej! Piękne dzięki za Wasze wsparcie! ❤️

Hejka! Przychodzę dziś do Was z czymś, co porusza moje serce wyjątkowo mocno i co jest mi niezwykle bliskie.
Wiecie doskonale, z czym mierzę się na co dzień i jak wiele barier stawia przede mną przepuklina oponowo-rdzeniowa. Ale był w moim życiu czas, który wspominam z ogromnym wzruszeniem – czas, kiedy mogłam usiąść na końskim grzbiecie.
Hipoterapia dawała mi coś niesamowitego: poczucie wolności, którego moje ciało na co dzień nie znało. Ten wyjątkowy ruch konia, jego ciepło, poczucie, że na chwilę uciekam własnym ograniczeniom... to było magiczne. Niestety, z biegiem lat postępujące problemy z kręgosłupem i biodrami odebrały mi tę możliwość. Zostały mi piękne wspomnienia i głębokie przekonanie, jak wielką moc mają te niezwykłe zwierzęta.
Właśnie dlatego tak bardzo zależy mi na tej prośbie. Moja siostra pisze pracę magisterską o hipoterapii dzieci i bada, jak te zajęcia realnie wpływają na ich życie. Jest już na samym końcu tej drogi, ale do zamknięcia badań brakuje jej już tylko 57 ankiet od rodziców!
Kto pisał magisterkę, ten wie, jaki to stres i jak trudno dotrzeć do odpowiednich osób na ostatniej prostej.
Jeśli Wasze pociechy korzystają lub korzystały z hipoterapii – błagam, pomóżcie nam! Wypełnienie ankiety zajmie Wam dosłownie chwilę, jest w 100% anonimowe, a dla mojej siostry to gigantyczny krok w stronę obrony.
Link do ankiety:https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSf3HNgcIXuvVIJz-TGtCqGUvc8NP7uKk3fL8fBPTF8Dhw3GVg/viewform
Będę Wam przeogromnie wdzięczna za każde kliknięcie, a jeśli znacie innych rodziców w temacie – udostępnijcie ten post dalej. Pomóżmy jej zamknąć ten etap!
Dziękuję Wam z całego serca i życzę pięknego dnia!

23/07/2026

Hej kochani!
Nadchodzi ten cudowny moment, którego każdy użytkownik wózka po prostu wyczekuje z utęsknieniem... Przegląd sprzętu.
Jak doskonale wiecie, wózek to moje nogi. Bez niego ani rusz, więc musi być sprawny w 100%. Niestety, utrzymanie moich „nóg” w pełnej gotowości to finansowy sport ekstremalny.
Mój obecny priorytet? Wymiana hamulców. Koszt? Skromne 650 zł za sztukę. Tak jest, ponad 1300 zł za luksus niekontrolowanego niestaczania się ze wzniesień. Poszukałam pomocy w NFZ, ale okazało się, że mój potężny limit na naprawy (całe 900 zł) zdążyłam już całkowicie wyczerpać. Premiła pani z funduszu wielkodusznie zaproponowała mi wniosek o nowy wózek i dofinansowanie w wysokości 4500 zł. Brzmi wręcz bajecznie – dopóki nie przypomnisz sobie, że nowy, dopasowany wózek kosztuje minimum 20 000 zł. Matematyka NFZ jak zwykle nie zawodzi! Zakup nowego sprzętu odkładamy więc na bliżej nieokreśloną przyszłość i ratujemy to, co mam.
Żeby nie było jednak zbyt pesymistycznie – mam genialne wieści!
Cuda się zdarzają i części dojechały szybciej, niż zdążyłam się zestarzeć! Hamulce już czekają w Centrum Wózków Inwalidzkich w Lublinie, a ja mam już zaklepany termin: wtorek, godzina 12:00.
Trzymajcie mocno kciuki, żeby panowie w serwisie nie znaleźli przy okazji kolejnych usterek wartych rocznej pensji. Sprawne nogi to moja wolność, więc zaciskam zęby i działamy!

Adres

Warsaw

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Nie codzienne życie Moniki opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Organizacja

Wyślij wiadomość do Nie codzienne życie Moniki:

Skróty

Udostępnij