25/08/2026
Wróciłam na rehabilitację na oddział dzienny. Na moje „szczęście” jeszcze go nie zamknęli – i to właściwie jedyny „sukces” tego dnia. Pamiętacie mój niedawny entuzjazm i te piękne plany o szkole policealnej? O nowym zawodzie, rozwoju i powrocie do starych kątów? Cóż, brutalna proza życia nie tyle zapukała do drzwi, co wjechała z buta i rozbiła cały ten zapał w drobny pył.
Po bezskutecznym, wiecznym wiszeniu na telefonie i czekaniu na jakiś znak życia ze strony szkoły, postanowiłam pojechać tam osobiście. Zaryzykowałam, dotarłam na miejsce… i serce po prostu mi pękło. Zamiast otwartości i profesjonalizmu dostałam prosto w twarz jedno krótkie, oszczędne: NIE.
Nagle, w XXI wieku, absolutną koroną inżynierii i problemem nie do przejścia okazał się otwarty podjazd oraz dostęp do klucza do łazienki dla osób z niepełnosprawnościami.
Ale najpiękniejsza w tym wszystkim jest logika placówki: szkoła przecież chętnie czerpie dofinansowania z budżetu na swoją działalność i rozwój, na ulotkach chwali się ofertą dosłownie „dla każdego”, ale gdy pojawia się ktoś, kto po prostu chce się uczyć, wywalczyć zawód i iść do przodu – sypią się genialne wymówki. Usłyszałam, że dofinansowanie jest „za niskie”, by spełnić moją prośbę, bo to wymagałoby… uwaga… innej umowy ze szkołą podstawową! Majstersztyk biurokracji. System bez mrugnięcia okiem zatrzaskuje drzwi przed nosem, a wykluczenie z edukacji zrzuca na brak odpowiednich papierków. To nie jest zwykły pech – to porażający brak wyobraźni, absurd i czysta bezsilność, która wywołuje we mnie łzy złości.
Boli to strasznie. Człowiek zbiera całą odwagę, podnosi głowę, planuje kolejny etap życia, a na miejscu dowiaduje się, że bariera architektoniczna i urzędnicza mentalność są nie do przebicia.
Ściskam zęby, przełykam te łzy i gorycz – wyjścia brak.
Zamiast na fajne wykłady, idę dzisiaj wylewać pot na sali ćwiczeń. Wracam do intensywnej walki na rehabilitacji, bo muszę skupić się na kręgosłupie i pogłębiającej się skoliozie. Jeśli sama nie wywalczę sobie siły, nikt mi jej przecież na tacy nie poda. Muszę mieć pancerne ciało i stalowe nerwy, żeby znosić te wszystkie absurdalne przeszkody i szukać innych dróg tam, gdzie system bezczelnie zamyka przed nami drzwi.
Ta codzienna batalia o zdrowie to ciągłe, ogromne koszty – leczenie, terapia i sprzęt pochłaniają astronomiczne środki. Jeśli macie ochotę dołożyć swoją cegiełkę do mojej walki o sprawność (i o przetrwanie w tym szaleństwie), będę Wam ogromnie wdzięczna za każde wsparcie:
Tradycyjny przelew:
• Fundacja: „Serca dla Maluszka”
• Nr konta: 85 1160 2202 0000 0001 9214 1142
• Tytuł przelewu: 232 Monika Mosór
SMS:
• Wyślij SMS o treści JESTEM 232 na numer 75142 (koszt 6,15 zł brutto)
Wpłata online: https://sercadlamaluszka.pl/podopieczny/monika-mosor/
Dzięki, że jesteście – szczególnie w takie dni, gdy trzeba zamienić czystą wściekłość w siłę i po prostu robić swoje mimo wszystko. Trzymajcie kciuki za mój kręgosłup!
Profil podopiecznego: Monika Mosór, nr księgowy 232. Przekaż darowiznę lub 1,5% podatku przez Fundację Serca dla Maluszka.