Nie codzienne życie Moniki

Nie codzienne życie Moniki Nazywam się Monika Mosór mam 28 lat. Urodziłam się z przepukliną oponowo-rdzeniową Zapraszam do mojego świata.

Hej wszystkim! Od dziś robię sobie małą przerwę od codziennego prowadzenia tego fanpage'a. Będę się tu pojawiać rzadziej...
12/06/2026

Hej wszystkim!
Od dziś robię sobie małą przerwę od codziennego prowadzenia tego fanpage'a. Będę się tu pojawiać rzadziej – tylko z najważniejszymi informacjami.
A skoro o nich mowa: W poniedziałek oficjalnie zakończyłam swój turnus na oddziale rehabilitacji dziennej dla dorosłych! 💪 To był intensywny czas walki o sprawność.
Dla tych z Was, którzy lubią czytać moje głębsze przemyślenia i chcą bliżej poznać moją duszę, mam dobrą wiadomość. Zapraszam Was bardzo serdecznie na mojego bloga – to tam będę teraz przelewać swoje myśli: https://pomagamymonice.blogspot.com/?m=1
Korzystając z okazji, zostawiam tutaj dla Was tę grafikę. Moja codzienna walka trwa nieprzerwanie, a każda pomoc ma dla mnie ogromne znaczenie. Jeśli zechcecie wesprzeć mnie w drodze po lepsze jutro, możecie to zrobić na kilka prostych sposobów (dane do skopiowania poniżej i na zdjęciu):
Przekazując 1,5% podatku:
Numer KRS: 0000387207
Cel szczegółowy:232 Monika Mosór
Robiąc tradycyjny przelew darowizny:
Numer konta:85 1160 2202 0000 0001 9214 1142
Tytuł przelewu: 232 Monika Mosór
Wysyłając szybki przelew BLIK na telefon
Numer telefonu: 692 093 760
Tytuł: 232 Monika Mosór
Wszystkie wpłaty trafiają na moje subkonto w Fundacji „Serca dla Maluszka”.
To nic nie kosztuje, a może odmienić mój los. Dziękuję z całego serca, że jesteście ze mną i do zobaczenia na blogu! 💗

UWAGA, NEUROLOGIA WŁAŚNIE DOSTAŁA ZAWAŁU! Hej! Dziś przychodzę do Was z krótką historią o tym, jak moje własne ciało pos...
11/06/2026

UWAGA, NEUROLOGIA WŁAŚNIE DOSTAŁA ZAWAŁU!
Hej! Dziś przychodzę do Was z krótką historią o tym, jak moje własne ciało postanowiło zrobić mnie w konia.
Od urodzenia dzielnie walczę z przykurczami w palcach u stóp. Moja absolutna życiowa zmora. Efekt? Regularnie dewastuję swoje własne paznokcie. I tutaj, cała na biało, wkracza Karolina – moja niezastąpiona podolożka.
Dla niewtajemniczonych: Podolog to taki czarodziej od stóp. Nie bawi się w malowanie wymyślnych kwiatuszków, tylko ratuje ludzkość przed wrastającymi paznokciami, odciskami i innymi „atrakcjami”. Taki superbohater od dolnych kończyn. Co prawda na moich stopach można czasem zobaczyć kolor, czyli hybrydę, ale umówmy się – to nie dla rewii mody. Chodzi wyłącznie o to, żeby maksymalnie utwardzić paznokcie i pozwolić na dłużej utrzymać efekty ciężkiej pracy Karoliny, zanim moje przykurcze znów spróbują ich dokonać sabotażu.
No i właśnie ostatnio Karolina PodoLala Karolina Zawadka odwiedziła mnie na kolejny pedicure podologiczny. Siedzimy, pełne skupienie, Karolina działa, ja się relaksuję... i nagle wydarzył się absolutny hit.
Poczułam łaskotki w prawej stopie. 🤯
Dla jasności: przy moim niedowładzie kończyn dolnych, każda taka akcja to jak wygrana w totka i totalny szok kulturowy. Ja w ryk – śmieję się jak szalona, a Karolina patrzy na mnie z totalnym zdezorientowaniem, kompletnie nie ogarniając, z czego ja właściwie rżę wniebogłosy podczas rutynowego piłowania. Dopiero jak wykrztusiłam, o co chodzi, obie zbierałyśmy szczęki z podłogi.
Oczywiście mam świadomość, że to mógł być jednorazowy błąd Matrixa. Moje nerwy już kiedyś pokazały, że mają specyficzne poczucie humoru. Lata temu miałam wycinane znamię na stopie. Dumna i pewna siebie stwierdziłam: "Eee tam, daj spokój panie doktorze z tym znieczuleniem miejscowym, przecież ja i tak tam nic nie czuję". Lekarz jednak uznał, że procedury to procedury, lepiej podać.
Wbił igłę w stopę... i ku absolutnemu zaskoczeniu mojej mamy, pielęgniarki, samego lekarza (i moim własnym!), moja noga odpaliła tryb ninja. Odskoczyła tak widowiskowo, że powędrowała prosto w kierunku twarzy doktora. Prawie go znokautowałam "niewładną" nogą.
Więc tak – u mnie reakcje czuciowe bywają rzadkie, gwałtowne i bardzo niebezpieczne dla otoczenia.
Jak możesz mi pomóc?
Żeby moje stopy mogły częściej testować refleks Karoliny (i innych specjalistów), potrzebuję stałej, intensywnej opieki i rehabilitacji. Walka z przykurczami i dbanie o to, by te moje "stopy ninja" jako tako funkcjonowały, niestety kosztuje fortunę.
Jeśli macie ochotę dorzucić grosik do mojej walki z oporną materią mojego własnego ciała, będę ogromnie wdzięczna! Każda złotówka to krok bliżej do kolejnych neuro-niespodzianek.
• Przekaż darowiznę:
https://sercadlamaluszka.pl/podopieczny/monika-mosor/

W związku z tym mam oficjalny komunikat końcowy:
Karolina, zapraszam Cię częściej z tą Twoją frezarką! Pobudzaj moje nerwy – tylko błagam, rób to w kasku ochronnym, bo jak widać, moje stopy żyją własnym, bokserskim życiem! 😂

Czerwiec to Miesiąc Świadomości Skoliozy. Czas na odrobinę zielonego brokatu na moim i tak już mocno pokręconym życiu.Dl...
10/06/2026

Czerwiec to Miesiąc Świadomości Skoliozy. Czas na odrobinę zielonego brokatu na moim i tak już mocno pokręconym życiu.
Dla większości z Was skolioza to pewnie to legendarne „garbienie się w ławce” albo dramat pod tytułem „krzywo nosiłeś plecak”. U mnie wersja jest znacznie bardziej luksusowa, bo neurologiczna – taki uroczy bonus od przepukliny oponowo-rdzeniowej, z którą znam się od kołyski.
Zanim jednak przeszłam do ekstraklasy, miałam świetny wstęp jako 8-10 latka. Moja rehabilitantka namiętnie oklejała mnie kolorowymi tejpami. I wtedy wjechały one: „Dobre Rady Znajomych”. Ktoś genialny uznał, że profesjonalna fizjoterapia to bzdura i moja mama powinna zainwestować w Pajączka – ten hit z telezakupów, który piszczał, jak tylko się krzywiłaś. Mama skwitowała to krótkim śmiechem i uwagą, że na mój kręgosłup musiałaby chyba wykupić roczny zapas baterii z całej hurtowni, bo sprzęt z TV raczej nie udźwignie tej konstrukcji. I miała rację.
Prawdziwy festiwal absurdu zaczął się, gdy miałam 14,5 roku. Zaczęło się z grubej rury – od... bólu w kolanach. Bo przecież jak boli kolano, to na pewno winny jest kręgosłup, logiczne, prawda? Po rezonansie moje wyniki wylądowały na tzw. kominku neurochirurgów. Wyobrażam sobie to zacne konsylium, na które przypadkiem zaplątał się ortopeda z innego szpitala. Naradzali się, naradzali i w przypływie natchnienia uznali: „O, zoperujmy jej skoliozę!”.
Wstawili mi krótki implant. Taki medyczny „teaser” – miał mnie wyprostować tylko na tyle, żeby lekarze mogli sprawdzić, czy da się uniknąć wersji rozszerzonej, czyli długiego implantu.
Rehabilitacja pooperacyjna? Czysta sielanka. Do dziś z łezką w oku (i lekkim dreszczem) wspominam ponowną naukę tak skomplikowanych i ekscytujących czynności jak siadanie, wstawanie i spacerowanie w ortezach. Żeby nie było nudno, w pakiecie dostałam bonus: ropień pod najprawdopodobniej cudownie niedopasowanym gorsetem.
Dzięki temu ropniowi trafiłam do ortopedy, który współoperował mnie z neurochirurgiem. Pan doktor po kilku miesiącach z rozbrajającą szczerością wyznał, że jak otwierał mój kręgosłup, to był święcie przekonany, że zaraz zobaczymy się znowu, żeby wbić mi długi implant aż do miednicy.
I tu niespodzianka: popsułam im statystyki. Powiedziałam: NIE.
Wizja śrub wkręconych w miednicę jakoś nie brzmiała jak przepis na udany weekend. Potwornie się bałam, że ta medyczna innowacja zabierze mi coś tak mało istotnego jak... moja samodzielność i niezależność. Postawiłam wszystko na jedną kartę, zaufałam intuicji i olałam drugi etap.
Dzisiaj temat operacji wraca jak bumerang – tym razem dla odmiany to rehabilitanci z troską przebąkują, że może jednak warto dać się pokroić. A ja, patrząc na spektakularne „sukcesy” podobnych operacji w moim otoczeniu, siedzę sobie spokojnie i ani trochę nie żałuję tamtego „nie”. Przez te lata zdążyłam się ze swoją skoliozą całkiem nieźle skumplować. Ba! Nauczyłam się z nią żyć i momentami ten mój krzywy kręgosłup potrafi nawet w czymś pomóc! 😅
Żeby jednak nie było za różowo, od marca moje kolano postanowiło przypomnieć o swoim istnieniu i boli jak za starych, dobrych czasów. Mam głęboką nadzieję, że to nie jest mało subtelne zaproszenie na salę operacyjną, bo za bardzo lubię swoje życie na własnych warunkach, żeby oddać je za komplet nowych śrub.
Żeby jednak ta moja niezależność i "krzywa stabilność" mogły trwać jak najdłużej, muszę dbać o tę moją unikalną konstrukcję. A to – jak zapewne się domyślacie – kosztuje sporo potu, czasu i... funduszy na porządną, skrojoną pod moją neuro-wersję fizjoterapię (bo pajączek z telezakupów, jak już wiemy, odpada). Jeśli macie ochotę dorzucić parę groszy do mojego "funduszu anty-śrubowego" i pomóc mi utrzymać samodzielność na własnych zasadach, będę ogromnie wdzięczna za każde wsparcie!
Jak możesz mi pomóc?
• Przekaż darowiznę:
Nr konta: 85 1160 2202 0000 0001 9214 1142
Tytuł przelewu: 232 Monika Mosór
• Podaruj 1,5% podatku:
KRS: 0000387207
Cel szczegółowy: 232 Monika Mosór
(Fundacja Serca dla Maluszka)
W tym Miesiącu Świadomości Skoliozy życzę Wam prostych kręgosłupów i równie prostej asertywności, kiedy system medyczny próbuje Was trochę za bardzo „wyprostować”. Trzymajcie kciuki za moje kolano! 💪

Kochani, kto zna mnie bliżej, ten doskonale wie, że bardzo kocham zwierzęta!  Alpakoterapia i bliski kontakt z naturą to...
08/06/2026

Kochani, kto zna mnie bliżej, ten doskonale wie, że bardzo kocham zwierzęta! Alpakoterapia i bliski kontakt z naturą to dla mnie coś niesamowitego. Ostatnio miałam okazję spędzić cudowny dzień na Farma Goławice – miejscu pełnym uroczych stworzeń. Alpaki, osiołki, a nawet kapibary zupełnie skradły moje serce (sami zobaczcie na zdjęciach, ile było w tym czystej radości! 🥰).
Ta wizyta miała dla mnie jeszcze jedno, wyjątkowe znaczenie. Od końca marca zmagam się z silnym, nieustannym bólem kolana, który bardzo daje mi się we znaki. Jednak tam, na farmie, stał się prawdziwy cud – dzięki tym wszystkim cudownym zwierzakom chociaż na chwilę mogłam całkowicie zapomnieć o bólu. Ich obecność przyniosła mi niesamowitą ulgę i dała potężnego kopa motywacyjnego do dalszej walki.
Moja codzienność to jednak nie tylko tak piękne wycieczki, ale przede wszystkim intensywna, nieprzerwana i bardzo kosztowna rehabilitacja związana z przepukliną oponowo-rdzeniową. Aby móc dalej cieszyć się życiem, łagodzić skutki dolegliwości, przełamywać kolejne bariery i dążyć do jak największej sprawności, potrzebuję Waszego wsparcia.
Zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc w finansowaniu mojego leczenia i rehabilitacji. Każda, nawet najmniejsza wpłata, ma dla mnie ogromne znaczenie!
Jak możesz mi pomóc?
Przekaż tradycyjną darowiznę:
Wpłat można dokonywać bezpośrednio na konto fundacji:
Numer konta:85 1160 2202 0000 0001 9214 1142
Tytuł przelewu: 232 Monika Mosór
Ogromną pomocą będzie dla mnie również udostępnienie tego posta dalej. Każde udostępnienie zwiększa szansę, że ta prośba trafi do kolejnych dobrych serc!
Dziękuję z całego serca, że jesteście ze mną na tej drodze i pomagacie mi walczyć o samodzielność oraz chwile bez bólu! ❤️

Pamiętacie jeszcze mój post o czerwonej sukience kupionej na rodzinną uroczystość? 31 maja, podczas komunii mojego kuzyn...
05/06/2026

Pamiętacie jeszcze mój post o czerwonej sukience kupionej na rodzinną uroczystość?
31 maja, podczas komunii mojego kuzyna, nadszedł dzień jej oficjalnej premiery. I wiecie co? To nie był po prostu kolejny dzień w ładnym stroju. Dla mnie to było coś znacznie, znacznie większego.
Tego dnia nie byłam „tą biedną Monisią”. Byłam Moniką – kobietą, która ma swoje pasje, cele i wielkie marzenia. Kobietą silną, dumną i świadomą siebie.
Na co dzień moja samoocena bywa naprawdę niska i często walczę z brakiem wiary w siebie. Jednak w takich momentach jak ten, nagle wszystko się zmienia – czuję się wtedy absolutnie wyjątkowo i niepowtarzalnie.
Czułam się tamtego dnia po prostu przepięknie. Cudowny makijaż, idealna fryzura, ta czerwień… Wszystko współgrało z tym, co noszę w sercu. Poczułam niesamowitą pewność siebie i czystą, niczym niezmąconą radość.
Te kadry, które możecie zobaczyć, nie byłyby jednak takie same bez jednej, wyjątkowej osoby. Z całego serca chcę podziękować pani fotograf, Magdalena Pawlak Fotografia . Przez tych kilka wspólnych godzin bez przerwy powtarzała mi Pani, że jestem piękną kobietą i że aparat mnie kocha. Pani słowa, profesjonalizm i niesamowite wsparcie sprawiły, że całkowicie się otworzyłam i uwierzyłam w to, co widzę w lustrze. Dziękuję Pani za to z całego serca!
Dzielę się z Wami tą energią, bo każda z nas, bez względu na codzienne potyczki z własnymi myślami, zasługuje na to, by czuć się piękną, silną i widoczną. Dokładnie taką, jaką chce być.
Dziękuję, że jesteście tu ze mną i wspieracie mnie w drodze po te wszystkie marzenia!
Jak możesz mi pomóc?
Moja codzienna walka o niezależność i realizację marzeń wymaga stałego wsparcia. Jeśli zechcesz mi pomóc, możesz to zrobić na kilka prostych sposobów, które dla mnie znaczą ogromnie wiele:
• Przelew tradycyjny (darowizna):
◦ Numer konta: 85 1160 2202 0000 0001 9214 1142
◦ Tytuł przelewu: 232 Monika Mosór
• Szybki przelew BLIK:
◦ Wyślij na numer telefonu: 692 093 760
◦ Tytuł: 232 Monika Mosór
Każde udostępnienie tego posta, każde dobre słowo i każda złotówka przybliżają mnie do realizacji moich celów. Dziękuję, że jesteście!

Hejka Kochani! Słuchajcie, sprawa jest i to z tych dość pilnych. Zostały mi dosłownie 2 dni do końca obecnego turnusu na...
03/06/2026

Hejka Kochani!
Słuchajcie, sprawa jest i to z tych dość pilnych. Zostały mi dosłownie 2 dni do końca obecnego turnusu na oddziale dziennym rehabilitacji.
Mało tego, zmagam się z niezłym lękiem o to, co będzie dalej... Wszystko wskazuje na to, że to mój ostatni pobyt w tym miejscu, bo nasz ośrodek w Garwolinie niestety dąży do upadłości. Trochę mnie ta wiadomość wbiła w ziemię. Dzięki temu oddziałowi tutaj, na miejscu, miałam super szansę, żeby chociaż raz w roku ogarnąć 3 tygodnie intensywnych ćwiczeń z tego, co i tak co miesiąc legalnie odkładamy w składkach na NFZ. Dla mojego zdrowia to była absolutna baza.
Zerknijcie na zdjęcia – pokazują kawałek mojej walki. To właśnie te ćwiczenia rąk na masterce oraz tak ważna praca nad moim kręgosłupem i miednicą pozwalają mi wierzyć, że będzie lepiej!
Teraz to miejsce i moja jedyna opcja na tak kompleksową pomoc w ramach ubezpieczenia po prostu znikają. Nie mam wyjścia – rehabilitacja prywatna zostaje w tym momencie moim jedynym fundamentem, żeby utrzymać sprawność i nie zaprzepaścić tego, co już wywalczyłam. A wiadomo, jak jest – prywatne ćwiczenia kosztują i to niemało, a sama tego finansowo nie udźwignę.
Mam dla Was jednak genialny i prosty sposób na to, jak możecie mnie wesprzeć... i to bez wydawania ani jednej dodatkowej, własnej złotówki!
Wystarczy, że robicie codzienne zakupy w internecie przez portal FaniMani. Sklepy (jest ich prawie 1000, w tym Allegro, Zalando, Empik, Booking czy Media Expert) same oddają część swojego zysku z Waszego zamówienia na moje konto w Fundacji Serca dla Maluszka.
Dla Was cena ubrań, butów czy elektroniki zostaje dokładnie taka sama, a mi kapie grosz do grosza na ten nowy, prywatny fundament rehabilitacji, kiedy Garwolin zamknie drzwi.
Jak to ogarnąć w 2 minuty?
1. Wpadajcie pod ten link zaproszeniowy (dzięki temu dostanę dodatkowe wsparcie na start!): https://fanimani.pl/zaproszenie/5313/b8968a6135fb46f2aadd74d86212769b
2. Zainstalujcie „przypominajkę” do przeglądarki – dzięki temu system sam Wam podpowie przy zakupach, kiedy możecie mi pomóc jednym kliknięciem.
3. Kliknijcie „WSPIERAJ” na moim profilu i róbcie zakupy tak jak zwykle. Sklep dzieli się zyskiem, Wy nie dopłacacie ani grosza!
Wszystkie zebrane dzięki Wam kwoty możecie w każdej chwili podejrzeć w zakładce „Moje darowizny” na swoim profilu FaniMani. Full przejrzystość.
Nie przewijajcie tego posta dalej obojętnie. Te 3 dni, które mi zostały, to koniec pewnego etapu, ale ja się nie poddaję i walczę dalej. Potrzebuję Waszej energii i wsparcia teraz bardziej niż kiedykolwiek!
Będę ogromnie wdzięczna za każde udostępnienie! Podajcie info dalej w świat. Wielkie dzięki, że jesteście!

Zanim przejdziemy do mojej „cukierkowej” opowieści – szybkie pytanie do Was: O czym marzyliście jako dzieci? I jak bardz...
01/06/2026

Zanim przejdziemy do mojej „cukierkowej” opowieści – szybkie pytanie do Was: O czym marzyliście jako dzieci? I jak bardzo dorosłość zweryfikowała te plany, strzelając Wam klasycznego liścia w twarz? Śmiało, zostawcie komentarz, chętnie poczytam, że nie tylko ja mam pod górkę!
Kiedy nadchodzi 1 czerwca, internet dosłownie rzyga tęczą. Wszędzie te same zdjęcia z dopiskiem o „beztroskim bieganiu po soczystej łące”. No cóż... moje dzieciństwo miało zupełnie inny scenariusz. Podczas gdy rówieśnicy zaliczali zdarte kolana na trzepaku, ja uczyłam się, jak sprawnie manewrować wózkiem inwalidzkim. Przepuklina oponowo-rdzeniowa od urodzenia dba o to, żebym się przypadkiem nudą nie przejadła. Jako dzieciak miałam jedno, naiwne marzenie – po prostu być zdrową. Chciałam, żeby ból w końcu spakował walizki i dał mi święty spokój. Spoiler: nie spakował.
W dokumentacji medycznej jestem tylko kolejnym nudnym przypadkiem, zestawem łacińskich terminów i diagnoz. Ale, niespodzianka! Poza niedziałającym jak trzeba ciałem mam też uczucia, charakter, niezły upór i potężny apetyt na życie!
Z wiekiem moje marzenia musiały przejść brutalny, życiowy lifting. Niektóre wylądowały na najwyższej półce z napisem „całkowite science-fiction”. Na przykład takie, żeby po kilkunastu latach znowu wsiąść na grzbiet konia i poczuć tę cholerną wolność... Za dzieciaka brałam przecież udział w hipoterapii i pamiętam to niesamowite uczucie.Tęsknię za tym potwornie. Piękna, filmowa wizja powrotu do tego, ale bądźmy realistami – mój kręgosłup na samą myśl prawdopodobnie zwinąłby się w paragraf i strzelił focha na kolejny rok. Więc zamiast tego, z solidną dawką czarnego humoru, codziennie toczę mało romantyczną bitwę na materacu rehabilitacyjnym. O co? O mniejszy ból, o odrobinę niezależności i o to, by system znowu nie wygrał.
Aliści, żeby nie było, że potrafię tylko narzekać – żyć też trzeba i to na własnych, twardych warunkach! W tym roku zamierzam absolutnie zaszaleć i spełnić marzenia, które dają mi potężnego kopa do działania:
Zobaczę PONOWNIE NA ŻYWO mój ukochany zespół LemON – po aż 11 latach przerwy!** (Tak, wciąż pamiętam jak brzmią).
I pierwszy raz w życiu usłyszę na żywo Ewę Farną!
To są właśnie moje momenty światła w tym całym tunelu. Żebym jednak mogła tam w ogóle dojechać, dalej ćwiczyć i nie zwiędnąć w czterech ścianach, potrzebuję bardzo przyziemnego, finansowego paliwa. Miesięczne utrzymanie mojego zdrowia w jakimkolwiek ładzie to około 3400 zł. W ten Dzień Dziecka zamiast kupować mi wirtualne czekoladki, możesz dorzucić mi cegiełkę do tej walki. Obiecuję, że wykorzystam to najlepiej, jak potrafię!
Jak możesz mnie wesprzeć? (Zamiast rzucania pustych frazesów)
Szybki SMS z serca (mniej niż koszt kawy na mieście):
Wyślij SMS o treści JESTEM 232 pod numer 75142(koszt 6,15 zł brutto)
Tradycyjny przelew na konto:
Numer konto: 85 1160 2202 0000 0001 9214 1142
Tytuł przelewu: 232 Monika Mosór
Ekspresowy BLIK (dwa kliknięcia i zrobione):
Numer telefonu:692 093 760
Tytuł:232 Monika Mosór
Każde udostępnienie tego posta robi potężną robotę i pcha moje marzenia do przodu. Dzięki, że jesteście ze mną i pomagacie mi bezczelnie wyrywać losowi te małe zwycięstwa!

Ten rok? Cudowny. Po prostu, cholera, „rok marzeń”.Najpierw przez kilka tygodni moja głowa postanowiła urządzić sobie fe...
30/05/2026

Ten rok? Cudowny. Po prostu, cholera, „rok marzeń”.
Najpierw przez kilka tygodni moja głowa postanowiła urządzić sobie festiwal bólu – tak potężnego, że do dziś szanowni lekarze nie mają pojęcia, o co właściwie chodziło. No bo po co ograniczać się do jednej jasnej diagnozy, skoro lista moich schorzeń daje tak niesamowite pole do popisu i nieskończony wachlarz opcji? Przecież nuda w dokumentacji medycznej to najgorsze, co może człowieka spotkać, prawda?
Gdy ból głowy łaskawie nieco odpuścił – pewnie tylko po to, żeby dać mi chwilę na złapanie oddechu przed kolejnym uderzeniem – do akcji wkroczyło kolano. Żeby nie było za łatwo. Od kilku tygodni walczę z nim każdego dnia i wygląda na to, że zbliża się moment na kolejną „atrakcję” sezonu: decyzję o operacji. Po spędzeniu cudownego, pasjonującego czasu na oddziale dziennym, właśnie pakuję kilogramy dokumentacji i zapisuję się do poradni ortopedycznej w Otwocku. Mam głęboką nadzieję, że tamtejszy ortopeda spojrzy na to moje nieszczęsne kolano i w końcu zrobi coś, co zadziała, bo moja cierpliwość właśnie zalicza spektakularne dno.
I teraz absolutny hit, czyli coś, co pewnie wielu z Was podświadomie zastanawia: „Monika, o czym ty w ogóle mówisz? Przecież jesteś sparaliżowana od pasa w dół, nie czujesz nóg, więc jakim cudem boli cię kolano?!”.
No właśnie, niespodzianka! Anatomia porażonego ciała to potrafi człowieka zaskoczyć. To nie jest zwykły, „cywilizany” ból, który można załatwić ibupromem po obiedzie. Nie czuję precyzyjnie miejsca, nie wiem, dokąd promieniuje – czuję po prostu wielką, pulsującą, rozrywającą, bolącą przestrzeń. I mam pełną, cholerną świadomość jednego: skoro ten ból potrafi przebić się przez moje martwe, porażone nerwy i z pełnym impetem dotrzeć do mózgu, to zdrowy człowiek prawdopodobnie zwijałby się z wrzasku na podłodze i nie wytrzymałby tego nawet przez pięć minut. Ironia losu w najczystszej, najbardziej złośliwej postaci – nie móc chodzić, a czuć ból, który rozrywa ci nogę. Genialne.
To wszystko sprawiło, że ostatnie miesiące po prostu przeczołgały mnie psychicznie i fizycznie. Bywały dni, kiedy potwornie potrzebowałam pomocy, ale wiecie, co robiłam? Milczałam. Dlaczego? Bo włączał mi się mój własny, genialny mechanizm toksycznego poczucia winy: „Jak możesz w ogóle pisnąć o swoich problemach, Monika, skoro wokół dzieją się takie tragedie? Zamknij się”.
Bo wystarczy włączyć internet i zobaczyć, co się dzieje. Łatwogang robi właśnie dwie potężne akcje:
• Zbiórkę dla dzieciaków z fundacji Cancer Fighters, które każdego dnia stają oko w oko z rakiem, strachem i śmiercią.
• Wsparcie dla trzech chłopców ze śmiertelną dystrofią mięśniową Duchenne’a (DMD) – chorobą, która bezczelnie, kawałek po kawałku, odbiera im siły i życie.
Patrzysz na coś takiego i automatycznie czujesz się malutka. Myślisz: „Dobra, zwiń ten swój wózek, nie zawracaj ludziom głowy, inni mają prawdziwe piekło”. Przecież moja walka i tak nigdy nie będzie o pełne zdrowie. Z przepukliną oponowo-rdzeniową, wodogłowiem, zespołem Arnolda-Chiariego i padaczką na stałe podpisałam cyrograf o „współistnienie”. Ja tu nie walczę o maratony. Walczę „tylko” o życie z mniejszym bólem, o nędzne resztki niezależności i o to, by w tym wszystkim nie stracić resztek ludzkiej godności. A to wszystko kosztuje miesięcznie tyle, że normalny człowiek łapie się za głowę i sprawdza, czy to nie pomyłka w rachunku.
I choć ten ciężar momentami fizycznie mnie przygniatał, to przez to całe cierpienie dookoła po prostu wstydziłam się otworzyć usta.
Ale wiecie co? Uczę się. Bardzo opornie, z oporami materii, ale jednak: cierpienia nie da się licytować na punkty w jakimś chorym teleturnieju. To, że ktoś przechodzi przez absolutne, niewyobrażalne piekło, nie sprawia, że mój własny plecak z kamieniami nagle robi się lekki jak piórko. Każdy z nas niesie swój ciężar i proszenie o pomoc to nie egoizm. To po prostu bycie człowiekiem. Nie jestem tylko „ciekawym przypadkiem medycznym” z podręcznika – jestem młodą kobietą, mam swoje marzenia i potężną, cholernie upartą chęć, żeby z tego życia uszczknąć coś dla siebie, zanim reszta zdrowia powie mi „do widzenia”.
Cud w tym całym bagnie!
Niedawno pisałam do Was z krzykiem o pomoc w zebraniu środków na intensywny turnus rehabilitacyjny. I stało się coś niesamowitego – dzięki Waszym wielkim sercom zbiórka na ten konkretny cel została zakończona! Pojadę na turnus. Zyskam szansę, by chociaż na chwilę dać w kość temu potwornemu bólowi. Nie mam słów, by wyrazić swoją wdzięczność – daliście mi gigantyczny zastrzyk realnej nadziei.
Jednak moja codzienna rzeczywistość nie znika magicznie wraz z końcem jednej zbiórki. Mój „pakt o współistnienie” z chorobami trwa w najlepsze, a koszty stałego leczenia, drogich konsultacji u specjalistów (jak ta nadchodząca w Otwocku), leków oraz codziennej, nieprzerwanej rehabilitacji po prostu co miesiąc bezczelnie czyszczą moje konto do zera.
Dlatego, choć ten najważniejszy, październikowy krok mamy już z głowy, ogromnie i z całego serca proszę Was o dalsze wsparcie w mojej codziennej, tej cichej walce. Każda złotówka pozwala mi trzymać się pionu, zachować niezależność i godność, które te choróbska tak bardzo próbują mi odebrać.
Dziękuję każdemu, kto wspiera wielkie akcje Łatwoganga – robicie dla tych dzieciaków kosmiczne rzeczy. I dziękuję tym, którzy w tym całym szumie potrafią dostrzec moją cichszą, ale równie ważną walkę i zostają ze mną na co dzień.
Pomożecie mi przetrwać resztę tego „roku marzeń”?
Jak można mnie wesprzeć?
• Przekaż darowiznę przelewem:
◦ Numer konta: 85 1160 2202 0000 0001 9214 1142
◦ Tytuł przelewu: 232 Monika Mosór
• Przelew BLIK na telefon:
◦ Numer telefonu: 692 093 760
◦ Tytuł: 232 Monika Mosór
(Wszystkie wpłaty i rozliczenia realizowane są subkontem w Fundacji Serca dla Maluszka).​ ​ ​

28/05/2026

Co to był za wieczór! 🥰 Usłyszenie na żywo 3 moich ukochanych utworów to. było coś niesamowitego. Każde słowo wyśpiewane razem z tłumem, niesamowite światła i ta jedyna w swoim rodzaju energia.
​Muzyka daje ogromną siłę do walki, a ja codziennie walczę o swoje zdrowie i sprawność.
​Jaki jest Twój bezpieczny azyl muzyczny? Które 3 piosenki mógłbyś/mogłabyś zapętlać bez końca? Podziel się w komentarzu!

17:48. Leżę po rehabilitacji, zmęczona, obolała, ale spokojna. Myślę sobie: zobaczę, jak tam zbiórka.Klikam… i nagle wid...
26/05/2026

17:48.
Leżę po rehabilitacji, zmęczona, obolała, ale spokojna. Myślę sobie: zobaczę, jak tam zbiórka.
Klikam… i nagle widzę 15072 zł.
Zamarłam. Serce mi stanęło, potem przyspieszyło jak szalone. Myślę: nie, to niemożliwe, coś mi się przewidziało.
Zjeżdżam niżej.
I wtedy widzę wpłatę od anonimowego Darczyńcy: 3300 zł.
Patrzę. Mrugam. Patrzę znowu. Dalej nie wierzę.
Piszę do siostry, bo może mi oczy odmówiły współpracy.
A ona potwierdza.
I wtedy to do mnie dociera.
Mogę jechać na turnus do Polaniki.
Naprawdę mogę.
Mało tego – mogę dokupić dodatkowe zabiegi. Mogę pokryć koszty podróży. Mogę zrobić dla swojego ciała i zdrowia więcej, niż odważyłam się marzyć.
Siedzę sama w domu, a czuję, jakbyście wszyscy byli tu ze mną.
Jakbyście trzymali mnie za rękę.
Jakby ktoś właśnie zapalił światło w miejscu, w którym długo było ciemno.
Z całego serca dziękuję każdemu, kto wpłacił choć złotówkę.
Dziękuję za każde udostępnienie, każde dobre słowo, każdą myśl wysłaną w moją stronę.
To dzięki Wam dzisiejszy Dzień Mamy stał się jeszcze piękniejszy.
Bo dziś dziękuję nie tylko swojej Mamie – za to, że mnie urodziła, wychowała i od 28 lat walczy ze mną o każdy krok, każdy oddech, każdy dzień bez bólu.
Dziś dziękuję także Wam.
Tym, którzy pomagają nam iść dalej.
Krok po kroku.
W stronę mojej niezależności.
W stronę życia, które boli trochę mniej, a daje trochę więcej.
Dziękuję.
Naprawdę.
Z całego serca. ❤️




Adres

Warsaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Nie codzienne życie Moniki umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Nie codzienne życie Moniki:

Udostępnij