27/06/2026
Najczulszy punkt.
Przywiozłam w bagażu do Polski dwadzieścia ogromnych fetyszy i mnóstwo mniejszych prac. Wszystko AVOVi Art., stworzone przez dzieci z Beninu – z Avlo i z Ewe Condji. Przywiozłam z nadzieją na wystawę, na spotkanie, na zrozumienie.
A tutaj ściana. Strzała wymierzona w sam środek czegoś, czym żyję, co daje mi poczucie spełnienia i sensu.
Kołaczą się natrętne myśli:
„AVOVi nie klika. Może nie klika, bo jest dziwne. Może, że zrobione przez dzieci, a dzieci nie tworzą sztuki, tylko rysunki. No i to jakieś takie... mało afrykańskie. Gdzie żyrafy? Gdzie zachód słońca zatopiony w czerwieni? Gdzie ruda ziemia? Gdzie kobiety noszące na głowach towary i dzieci na plecach? No nie widać tego. A skoro nie widać to jest to takie nie do końca afrykańskie. Jakieś inne. Może …”?
Ale po pierwszym bólu przychodzi chłodna refleksja.
To nie AVOVi ART nie zasługuje na uwagę.
To oczekiwania mainstreamowego odbiorcy wciąż nie dorastają do autentyczności.
Pułapka egzotycznego kiczu
Europejski odbiorca (konsument) kultury często wcale nie chce widzieć prawdziwej, autonomicznej sztuki. Chce widzieć swoje własne, zakorzenione od dekad wyobrażenie – bezpieczny, pocztówkowy kicz, skansen dla turystów. Odrzuca sztukę tylko dlatego, że nie przedstawia akacji na tle zachodzącego słońca?
Czy Avlo i Ewe Condji są dostatecznie afrykańskie?
Prace z Avlo i Ewe Condji to nie są pamiątki z wakacji.
Używamy popularnych w Afryce tkanin jako pełnoprawnego tworzywa plastycznego. Kolor i faktura mają zastosowanie absolutnie wszędzie. Wychodzimy poza ramy, poza dosłowność ubrania. Materiał przestaje służyć do zakrywania postaci, a zaczyna być sposobem na przedstawienie bogactwa świata.
Dlatego te prace są inne. Są surowe, gęste i głęboko zakorzenione w lokalnym duchu. Uciekają przed próbą przypodobania się turystycznemu popytowi.
„Zrobione przez dzieci - to nie sztuka”
To najbardziej absurdalny argument tych, którzy nie rozumieją współczesnej ekspresji.
Pablo Picasso przez całe życie szukał dokładnie tej dziecięcej, nieskażonej szkolnym schematem i „kaligraficznym demonem” czystości form.
Mówił: „W wieku czterech lat malowałem jak Rafael, ale zajęło mi całe życie, by nauczyć się malować jak dziecko”
W tradycyjnej szkole dziecko uczy się piktogramów – odtwarzania uproszczonego schematu domku, owalu mango czy człowieka-patyczaka. To powtarzany od dziesięcioleci, zabijający kreatywność zestaw znaków.
Tworząc AVOVi Art wykraczamy daleko poza ten szkolny schemat. Dzieci stają się kreatorami. Nie mają poprawnej instrukcji obsługi, dlatego ich sztuka jest czysta i potężna. Stwierdzenie „to tylko dziecięce rysunki”, świadczy jedynie o braku wrażliwości na piękno, strukturę, ładunek emocjonalny i kompozycję. To twórczość osadzona w autentycznej potrzebie tworzenia i wyrażania siebie i swojego świata.
AVOVi Art nie powstaje po to, by zaspokoić oczekiwania europejskich odbiorców i ozdabiać salony. Powstaje jako wyraz głębokiej potrzeby każdego dziecka, każdego twórcy.
Jest głosem godności afrykańskiego dziecka, którego twórczość może, jest i powinna być podniesiona do rangi sztuki. Uczy, że piękno i sztuka nie przyjeżdżają z zewnątrz, w wielkiego nieznanego i bogatego świata, ale tkwią w nich samych w ich świecie i kulturze.
Te 20 fetyszy w moim bagażu to nie jest balast. To dowód na to, że przekroczyliśmy granicę, której masowy odbiorca nawet nie widzi na horyzoncie.
AVOVi jest bezkompromisowe. I być może właśnie dlatego, zamiast „klikać” w tradycyjnych, skostniałych przestrzeniach, potrzebuje własnych, alternatywnych ścieżek. Bo prawdziwa sztuka nigdy nie była od tego, żeby grzecznie pasować do ram.
Prezentowane prace nie są przeznaczone na sprzedaż. Dostępne będą jedynie reprodukcje.