Walczymy o Pamięć i Prawdę.

Walczymy o Pamięć i Prawdę. WoPiP to org. patriotyczna mająca na celu upamiętnianie kaźni i walk Polaków.

Walczymy o Pamięć i Prawdę to organizacja patriotyczna mająca na celu upamiętnianie miejsc i walk Polaków. W tej chwili naszymi celami jest godne upamiętnienie obozu koncentracyjnego dla Polaków KL Warschau oraz historycznej Reduty Ordona opisanej w wierszu Adama Mickiewicza o tej samej nazwie.

27/05/2026

Wraz z Konfederacja Korony Polskiej i Fundacja Konfederacja Gietrzwałdzka zapraszam do udziału... 👇

W uroczystościach upamiętniających śp. Pawła Sudnika, Żołnierza Wojska Polskiego, w 80. rocznicę zbrodni wojennej w bieszczadzkim Jasielu 🇵🇱

📅 30 maja (sobota) 2026
📌 , Kościół Mariacki,
ul. św. Jana Pawła II 1

Program uroczystości:
🔸 godz. 9:00 - odsłonięcie tablicy na grobie - cmentarz komunalny, ul. Słowiańska 1
🔸 godz. 10:00 - Msza Święta - Kościół Mariacki
🔸 godz. 12:00 - wykład historyczny - dr K. Żabierek: Walka społeczeństwa polskiego przeciwko UPA po 1944 roku w granicach obecnej Polski - tamże.


25/05/2026

Mamy to! Kraków powiedział: DOŚĆ! 🇵🇱

Według sondaży exit poll mieszkańcy właśnie pokazali czerwoną kartkę Aleksandrowi Miszalskiemu oraz całemu układowi rządzącemu miastem.

Partyjne kolesiostwo, ignorowanie głosu mieszkańców i wojna prowadzona przeciw własnym obywatelom zawsze powinno kończyć się tak samo sprzeciwem społecznym i utratą zaufania.

Krakowianie pokazali dziś, że miasto należy do mieszkańców, a nie do partyjnych układów.

Teraz czas na kolejne miasta 😉

25/05/2026

Mamy to! Kraków powiedział: DOŚĆ!

Według exit poll mieszkańcy właśnie wyrzucili Miszalskiego i całą radę miasta.

Partyjne kolesiostwo i wojna z własnymi mieszkańcami zawsze kończą się tak samo - czerwoną kartką od obywateli. Teraz czas na kolejne miasta 😉

23/05/2026

Polecam Państwa uwadze naszą dzisiejszą rozmowę z Sz. Red. Marek Skalski na kanale „Biblioteka Wolności” 🔥👇

Link w komentarzu.

23/05/2026
21/05/2026

Ukraiński rząd podjął decyzję o przeniesieniu z Luksemburga szczątków Andrija Melnyka i jego ponownym pochówku z honorami wojskowymi. Przywódca jednej z frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i organizator kolaboracji z III Rzeszą ma spocząć w kwaterze honorowej na Narodowym Cmentarzu Wojennym w Kijowie.

Decyzję o ponownym pochówku Andrija Melnyka podjął rząd Julii Swyrydenko. Zarządzenie w tej sprawie jest datowane na 15 maja br. W jego myśl, Melnyk zostanie ponownie pochowany, tym razem z honorami wojskowymi, na Narodowym Cmentarzu Wojennym w Kijowie. Wraz z nim spocząć ma jego żona Sofia Fedak-Melnyk.

Jeszcze przed wybuchem wojny kierowana przez niego OUN współpracowała z niemieckim wywiadem wojskowym (Abwehrą), co miało na celu wsparcie niemieckich planów wymierzonych w II Rzeczpospolitą. Były to więc działania antypolskie mające na celu osłabić nasz kraj ułatwiając Hitlerowi późniejsze podbicie Polski. W czasie II wojny światowej Melnyk był orędownikiem współpracy z III Rzeszą. Prawdziwy ukraiński bohater ...

Jeśli podoba Ci się to co robimy, to postaw nam wirtualną kawę buycoffee.to/wspomoz-nas - to pomoże na wykupienie reklamy abyśmy mogli docierać do jeszcze większej grupy ludzi i otwierać im oczy na to co się wokół nas dzieje.

21/05/2026

Pierwszy powojenny rok, wiosna, maj 1946 r. a we wsi Nastała wiosna, przyszedł maj 1946 r. a we wsi Ulucz w pow. Brzozów nadal nie było spokojnie... Ukraińcy z UPA nadal działali.

Bronisław Zielecki - Moje życie czyli Historia Polaka z Ulucza:

"Tragiczniejszy los spotkał pododdział stacjonujący w okresie przedreferendalnym we wsi Tyrawa Solna. Wiosną 1946 r. pododdział ten pomaszerował (nie wiadomo po co) drogą polną, wzdłuż Sanu po jego prawej stronie, przez Dobrą do Ulucza. Pasąc konia po drugiej stronie rzeki obserwowałem ten przemarsz. Na czele jechał na koniu dowódca w stopniu chorążego a za nim gęsiego maszerowali jego żołnierze w liczbie około 30. Nieśli trzy karabiny maszynowe i broń osobistą (karabiny i pistolety maszynowe). Szli do Ulucza bez elementarnego rozpoznania. W Uluczu w tym czasie kwaterował cały kureń (batalion) UPA. Banderowcy wpuścili cały pododdział do środka wsi, zwanego Kątem. Dowódca oddalił się na koniu od swoich żołnierzy i w tym momencie z chat wyskoczyło kilku banderowców i bez jednego wystrzału pochwycili go żywcem. Żołnierze tego zdarzenia nie zauważyli. Dopiero jeden z nich, przechodząc między chatami zauważył, jak stojący w progu swego domu chłop coś gestykuluje rękami, chcąc w ten sposób ostrzec przed niebezpieczeństwem. Żołnierze zorientowali się, że coś jest nie w porządku i zaczęli się wycofywać. W tym momencie zostali, ze wszystkich stron, ostrzelani gradem pocisków. Doświadczeni, frontowi żołnierze podpalili kilka zabudowań i w ten sposób stworzyli zamieszanie wśród banderowców. Większa część żołnierzy wycofywała się przez pola w kierunku Witryłowa, który leży po drugiej stronie Sanu. Akcją wycofywania kierował dzielny sierżant. Połowa grupy prowadziła ogień do ścigających ich banderowców a druga część wycofywała się na dogodne pozycje. Teraz ci prowadzili ogień a reszta się wycofywała. Takimi skokami zbliżali się do Sanu. W tym czasie, z Witryłowa pośpieszyła na pomoc wycofującym się żołnierzom, uzbrojona grupa miejscowej samoobrony. Ustawione nad Sanem karabiny maszynowe skutecznie studziły zapały ścigających banderowców. Żołnierze byli uratowani. Podczas wycofywania padło dwóch zabitych. Jeden z żołnierzy ukrył się w piwnicy rozebranego żydowskiego domu. Zbierające łuski miejscowe dzieciaki, zauważyły ukrywającego się żołnierza i natychmiast powiadomiły banderowców, a ci postanowili zlikwidować tego żołnierza. Do wykonania tego zadania zgłosił się jeden z banderowców, mieszkaniec Ulucza. Skrycie podszedł do włazu piwnicy i zaczął na oślep strzelać. Żołnierz siedział cicho i na ostrzał nie odpowiadał. Banderowiec podszedł bliżej włazu i wtedy otrzymał serię z pistoletu maszynowego. Padł trupem na miejscu. Następnego ochotnika już nie było. Postanowiono zlikwidować nieszczęsnego żołnierza granatami ręcznymi. Żołnierz dwukrotnie zdołał odrzucić wrzucone do środka granaty, ale trzeci rozerwał się w jego ręce. Słysząc wybuch granatu w piwnicy, banderowcy zbliżyli się do włazu, myśląc, że żołnierz nie żyje. Ten jednak nadal strzelał, trzymając broń w jednej ręce. W końcu uduszono go dymem wrzucanych do środka, palących się wiązek słomy. Był to trzeci poległy żołnierz. Ośmiu zdołało się w porę wycofać drogą w kierunku Dobrej. Tych żołnierzy widziałem, biegnących przez Hłomczę w kierunku Mrzygłodu. /.../

Pojmanego żywcem dowódcę oddziału przyprowadzili banderowcy na Krajniki, do domu Mikołaja Polańskiego. Tam zdjęto z niego mundur i ubrano w podarte łachmany. Związano mu ręce łańcuchem i poprowadzono do lasu. Miejscowa młodzież i dzieci szli za prowadzonym chorążym, okładając go kijami. Ślad po nim zaginął. Po kilku dniach, przyjechali do Hłomczy rodzice zaginionego. Wysłali przez posłańca list do banderowców, z prośbą o uwolnienie syna. Żadnej odpowiedzi nie było. Po zlikwidowaniu band UPA, jeden z mieszkańców Ulucza twierdził, że gdyby wojsko wzięło zakładników, to chorąży byłby zwolniony. Zrozpaczeni rodzice postanowili szukać syna poprzez Czerwony Krzyż. W roku 1948 otrzymali wiadomość, że syn mieszka we Wrocławiu. Powiadomiona o tym milicja zatrzymała owych rodziców, uniemożliwiając im wyjazd pod wskazany przez PCK adres. Osobnikiem o nazwisku chorążego okazał się jeden z dowódców UPA. Został on zatrzymany. Zatrzymał on dokumenty po zamordowanym żołnierzu i w ten sposób chciał sobie zapewnić spokojne życie". nadal nie było spokojnie. oto kolejny dowód na to jak bardzo była potrzebna Akcja Wisła, akcja która wbrew współczesnym propagandystom zapoczątkowała kres ukraińskim zbrodniom na polskim narodzie.

Bronisław Zielecki - Moje życie czyli Historia Polaka z Ulucza:

"Tragiczniejszy los spotkał pododdział stacjonujący w okresie przedreferendalnym we wsi Tyrawa Solna. Wiosną 1946 r. pododdział ten pomaszerował (nie wiadomo po co) drogą polną, wzdłuż Sanu po jego prawej stronie, przez Dobrą do Ulucza. Pasąc konia po drugiej stronie rzeki obserwowałem ten przemarsz. Na czele jechał na koniu dowódca w stopniu chorążego a za nim gęsiego maszerowali jego żołnierze w liczbie około 30. Nieśli trzy karabiny maszynowe i broń osobistą (karabiny i pistolety maszynowe). Szli do Ulucza bez elementarnego rozpoznania. W Uluczu w tym czasie kwaterował cały kureń (batalion) UPA. Banderowcy wpuścili cały pododdział do środka wsi, zwanego Kątem. Dowódca oddalił się na koniu od swoich żołnierzy i w tym momencie z chat wyskoczyło kilku banderowców i bez jednego wystrzału pochwycili go żywcem. Żołnierze tego zdarzenia nie zauważyli. Dopiero jeden z nich, przechodząc między chatami zauważył, jak stojący w progu swego domu chłop coś gestykuluje rękami, chcąc w ten sposób ostrzec przed niebezpieczeństwem. Żołnierze zorientowali się, że coś jest nie w porządku i zaczęli się wycofywać. W tym momencie zostali, ze wszystkich stron, ostrzelani gradem pocisków. Doświadczeni, frontowi żołnierze podpalili kilka zabudowań i w ten sposób stworzyli zamieszanie wśród banderowców. Większa część żołnierzy wycofywała się przez pola w kierunku Witryłowa, który leży po drugiej stronie Sanu. Akcją wycofywania kierował dzielny sierżant. Połowa grupy prowadziła ogień do ścigających ich banderowców a druga część wycofywała się na dogodne pozycje. Teraz ci prowadzili ogień a reszta się wycofywała. Takimi skokami zbliżali się do Sanu. W tym czasie, z Witryłowa pośpieszyła na pomoc wycofującym się żołnierzom, uzbrojona grupa miejscowej samoobrony. Ustawione nad Sanem karabiny maszynowe skutecznie studziły zapały ścigających banderowców. Żołnierze byli uratowani. Podczas wycofywania padło dwóch zabitych. Jeden z żołnierzy ukrył się w piwnicy rozebranego żydowskiego domu. Zbierające łuski miejscowe dzieciaki, zauważyły ukrywającego się żołnierza i natychmiast powiadomiły banderowców, a ci postanowili zlikwidować tego żołnierza. Do wykonania tego zadania zgłosił się jeden z banderowców, mieszkaniec Ulucza. Skrycie podszedł do włazu piwnicy i zaczął na oślep strzelać. Żołnierz siedział cicho i na ostrzał nie odpowiadał. Banderowiec podszedł bliżej włazu i wtedy otrzymał serię z pistoletu maszynowego. Padł trupem na miejscu. Następnego ochotnika już nie było. Postanowiono zlikwidować nieszczęsnego żołnierza granatami ręcznymi. Żołnierz dwukrotnie zdołał odrzucić wrzucone do środka granaty, ale trzeci rozerwał się w jego ręce. Słysząc wybuch granatu w piwnicy, banderowcy zbliżyli się do włazu, myśląc, że żołnierz nie żyje. Ten jednak nadal strzelał, trzymając broń w jednej ręce. W końcu uduszono go dymem wrzucanych do środka, palących się wiązek słomy. Był to trzeci poległy żołnierz. Ośmiu zdołało się w porę wycofać drogą w kierunku Dobrej. Tych żołnierzy widziałem, biegnących przez Hłomczę w kierunku Mrzygłodu. /.../

Pojmanego żywcem dowódcę oddziału przyprowadzili banderowcy na Krajniki, do domu Mikołaja Polańskiego. Tam zdjęto z niego mundur i ubrano w podarte łachmany. Związano mu ręce łańcuchem i poprowadzono do lasu. Miejscowa młodzież i dzieci szli za prowadzonym chorążym, okładając go kijami. Ślad po nim zaginął. Po kilku dniach, przyjechali do Hłomczy rodzice zaginionego. Wysłali przez posłańca list do banderowców, z prośbą o uwolnienie syna. Żadnej odpowiedzi nie było. Po zlikwidowaniu band UPA, jeden z mieszkańców Ulucza twierdził, że gdyby wojsko wzięło zakładników, to chorąży byłby zwolniony. Zrozpaczeni rodzice postanowili szukać syna poprzez Czerwony Krzyż. W roku 1948 otrzymali wiadomość, że syn mieszka we Wrocławiu. Powiadomiona o tym milicja zatrzymała owych rodziców, uniemożliwiając im wyjazd pod wskazany przez PCK adres. Osobnikiem o nazwisku chorążego okazał się jeden z dowódców UPA. Został on zatrzymany. Zatrzymał on dokumenty po zamordowanym żołnierzu i w ten sposób chciał sobie zapewnić spokojne życie".

foto: Ulucz przed wysiedleniem

20/05/2026

Adres

Wspólna 51 Śródmieście
Warsaw
00-684

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Walczymy o Pamięć i Prawdę. umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij