20/09/2026
Porucznik Dzięcioł Czarny od dobrych pięciu minut siedział nad fotografią. Nie był pewien co przedstawia. A w pracy śledczej niepewność jest bardzo ważna. Pozwala sporządzić raport liczący sześć stron zamiast jednej.
Na fotografii znajdował się komar, co do tego porucznik był pewien. Komar znajdował się w pajęczynie. Na pajęczynie znajdowały się krople rosy.
(Krople rosy nie znajdowały się jeszcze w żadnej kartotece, ponieważ dotychczas nie wykazywały cech działalności przestępczej.)
Sierżantka Sójka zajrzała porucznikowi przez ramię.
– No i? To komar?
– Widać owada. Nie widać gatunku.
Sójka zmrużyła oczy.
– A co z nim nie tak?
Dzięcioł Czarny jeszcze raz przyjrzał się fotografii.
– Na tym etapie postępowania wyczerpuje znamiona komara. Ma sześć nóg. Skrzydła. Ciało podzielone na części. Wygląda na komara.
– To chyba wystarczy?
– Do stwierdzenia, że jest komarem, owszem.
– A do stwierdzenia, że jest komarem japońskim?
Dzięcioł pokręcił głową.
– Materiał dowodowy jest niewystarczający.
– Dużo tych rzeczy, których nie wiemy.
– Dlatego właśnie mamy kartoteki.
Wtedy drzwi otworzyły się bez pukania. Do pokoju wszedł stażysta Kowalik. Trzymał w dziobie kilka liści.
– Co masz?
Kowalik położył liście na biurku. Wyprostował się z dumą.
– Informację. Na jednym z nich siedział komar. Rudzik widział go rano. Twierdzi, że komar był przy tej samej pajęczynie.
– Na razie mamy lokalizację i zeznanie ptaka – odparł porucznik. – Rudzik jest wiarygodny?
Sójka wzruszyła skrzydłami.
– Zależy, czy coś jadł przed zeznaniem.
Kowalik natychmiast to zapisał.
– Dobrze. Sprawdzę.
Kowalik wyszedł. Dzięcioł sięgnął po formularz.
AKTA SPRAWY 47/26
Przedmiot postępowania: osobnik z rodziny komarowatych.
Miejsce ujawnienia: pajęczyna na krzewie.
Stan osobnika: nieaktywny.
Sójka zerknęła mu przez ramię.
– Nieaktywny?
– Nie żyje.
– To napisz.
– Nieaktywny brzmi bardziej urzędowo.
– I mniej prawdziwie.
Dzięcioł wykreślił słowo. Napisał: martwy.
Po chwili dopisał:
Przyczyna śmierci: nieustalona.
W tym momencie zza drzwi dobiegł głos Kowalika.
– Panie poruczniku!
Dzięcioł zamknął oczy.
– Co?
– Mam rudzika!
– Żywego?
– Oczywiście!
– To dobrze.
Kowalik podniósł skrzydło.
– Mogę wpisać „sprawa rozwojowa”?
– Nie.
– „W toku”?
– Tak.
Kowalik zapisał. Dzięcioł dopisał w raporcie:
Ustalenia na obecnym etapie postępowania nie pozwalają na jednoznaczne oznaczenie gatunkowe osobnika.
Pod spodem:
Należy prowadzić dalsze czynności.
A jeszcze niżej, po chwili namysłu:
Nie wyklucza się udziału pająka.
Sójka przeczytała.
– Bardzo ostrożnie.
– Tego wymaga materiał dowodowy.
– A komar?
Dzięcioł spojrzał na fotografię.
– Na tym etapie postępowania nadal wyczerpuje znamiona komara.
Za oknem odezwał się rudzik. Kowalik natychmiast sięgnął po ołówek.
– Co powiedział?
Sójka spojrzała na niego ze zdziwieniem.
– Nic.
– Skąd wiesz?
– Bo jeszcze nie przestał śpiewać.
Kowalik opuścił ołówek. Raport pozostał otwarty. Śledztwo trwało.
Następnego ranka Dzięcioł Czarny wrócił na miejsce znalezienia komara. Towarzyszyła mu sierżant Sójka oraz stażysta Kowalik. Nadleśniczy polecił im ustalić, czy znaleziony osobnik był przypadkowym przybyszem, czy też w lesie pojawiło się coś, czego wcześniej nie było.
Nie było to łatwe zadanie. Las był duży. Komary małe. A dokumentacja terenowa miała tę szczególną właściwość, że im bardziej człowiek jej potrzebował, tym mniej była skłonna współpracować.
Dzięcioł zatrzymał się przy krzewie. Pajęczyna wciąż tam była. Komara już nie było. Krople rosy zniknęły.
– Jeśli to naprawdę komar japoński, jeden osobnik jeszcze niczego nam nie mówi – powiedziała Sójka.
Stażysta Kowalik spojrzał na miejsce, w którym jeszcze wczoraj wisiał owad.
– Trzeba znaleźć miejsce, w którym mogły się rozmnożyć.
Porucznik spojrzał na niego z uznaniem.
– Czyli szukamy wody?
– Szukamy małej ilości wody, która utrzyma się wystarczająco długo, żeby komar mógł wykorzystać ją do rozrodu.
Sójka rozejrzała się po lesie.
– Czyli pół naszego nadleśnictwa.
– Jeśli mamy pecha.
Ruszyli w głąb lasu. Po kilkudziesięciu metrach Sójka zatrzymała się przy przewróconym pniu. W jego zagłębieniu zebrała się woda. Było jej niewiele. Ciemna, nieruchoma powierzchnia odbijała fragment nieba.
– Tutaj – powiedziała.
Kowalik zajrzał do środka.
– Jest coś.
– Larwy?
Kowalik pochylił się jeszcze niżej.
– Poruszają się. Mają takie ruchy…
Dzięcioł przyjrzał się wodzie.
– Komarowate.
– Skąd pan wie?
– Po sposobie poruszania się.
Kowalik spojrzał na niego z podziwem.
– To można rozpoznać?
– Żeby podejrzewać rodzinę. Nie żeby zamknąć sprawę.
– A gatunek?
– Nie.
– Szkoda.
Sójka przyjrzała się larwom.
– Pobieramy próbkę?
– Tak.
– A potem?
– Oznaczenie.
– Genetyczne?
– Jeśli morfologia nie wystarczy.
Kowalik zamknął pojemnik.
– Czyli sprawa robi się poważna.
– Nie używaj tego słowa w raporcie.
– Dlaczego?
– Nadleśniczy nie lubi ironii.
Kowalik zapisał również tę uwagę. Poszli dalej. Tym razem Kowalik zaczął sam wypatrywać niewielkich zbiorników wody. Znalazł starą butelkę. Potem fragment wiadra. Następnie zagłębienie w pniu. Później jeszcze jedną puszkę. Las zaczął ujawniać przed nimi swoje małe, wodne archiwum. Każde zagłębienie mogło zawierać larwy. Każde było kolejnym pytaniem.
_____
Komar japoński pochodzi z Azji Wschodniej. Jego rodzimy zasięg obejmuje przede wszystkim Japonię, Półwysep Koreański, Tajwan, południowe Chiny oraz część rosyjskiego Dalekiego Wschodu. Poza rodzimym obszarem zaczął pojawiać się pod koniec XX wieku. Jedną z najważniejszych dróg jego przemieszczania się jest międzynarodowy transport używanych opon, w których może znajdować się niewielka ilość wody oraz jaja komarów. Jaja tego gatunku są odporne na wysychanie i niską temperaturę, co bardzo pomaga w podróżowaniu razem z człowiekiem.
W Europie pierwszy stwierdzony przypadek pochodzi z Francji z 2000 roku. Później gatunek pojawił się w innych krajach. Jego europejski zasięg powiększa się.
W Polsce pierwsze obserwacje komara japońskiego pochodzą z 2022 roku, kiedy sfotografowane osobniki z Kielc pojawiły się w serwisie iNaturalist. Pierwsze genetycznie potwierdzone stwierdzenie pochodzi jednak z października 2023 roku z Mikołowa na Śląsku. W kolejnych latach gatunek wykrywano w coraz większej liczbie miejsc. Badania opublikowane w 2025 roku wykazały jego obecność w połowie polskich województw. Najwięcej obserwacji pochodziło z Małopolski, Śląska i województwa łódzkiego. W badaniach terenowych larwy znajdowano przede wszystkim w sztucznych pojemnikach z wodą, takich jak wiadra, beczki na deszczówkę czy basen, ale odnotowano je również w wodzie zgromadzonej w dziupli drzewa. To właśnie czyni ten gatunek interesującym z ekologicznego punktu widzenia. Nie potrzebuje wielkiego mokradła. Wystarczy mu mały, zacieniony zbiornik z wodą. Dorosłe osobniki często występują w środowiskach leśnych i są aktywne przede wszystkim w dzień oraz o zmierzchu. Samice żywią się głównie krwią ssaków. Ważne jest jednak, żeby nie robić z niego biologicznego potwora. Ten gatunek ma laboratoryjnie potwierdzoną zdolność do przenoszenia niektórych wirusów, między innymi wirusa Zachodniego Nilu, ale w badaniu 137 osobników zebranych w 2024 roku w Kielcach, Mikołowie i Krakowie nie wykryto materiału genetycznego wirusa Zachodniego Nilu. Obecność gatunku nie oznacza więc automatycznie, że lokalna populacja obecnie przenosi choroby.
I chyba właśnie dlatego Dzięcioł Czarny nie wpisał do raportu słowa „inwazja”.
Wpisał:
„Wymaga dalszego monitorowania.”
Jeśli te historie zostają z Tobą dłużej niż poranna mgła, możesz zostawić po sobie ślad tutaj: buycoffee.to/lesnolaz.
Napisałem powieść o mokradle. O dojrzewaniu do głębszego i empatycznego spojrzenia na Przyrodę:
https://www.empik.com/przed-pierwszym-slowem-lesnolazowy-lesnolaz,p1785634741,ksiazka-p
Wszystkie moje książki znajdziesz tu:
https://www.empik.com/szukaj/produkt?author=le%C5%9Bno%C5%82azowy+le%C5%9Bno%C5%82az