02/04/2026
Mamy swoje rytuały. Nie zawsze są przyjemne. Wręcz odwrotnie.
„Pasja” wraca do mnie co roku. I za każdym razem mam chwilę zawahania – czy znowu chcę przez to przejść. Bo dla mnie to nie jest zwykły seans. To jest coś między patrzeniem, a uczestnictwem.
Trochę jak modlitwa, tylko bez słów.
Trochę jak pokuta, tylko nikt mi jej nie narzucił.
I nie chodzi o sam film. Bardziej o to, co się we mnie wtedy dzieje. Co jeszcze mnie rusza. Gdzie mam granicę. Czy coś się stępiło, czy wręcz przeciwnie – zaczęło boleć bardziej.
Z roku na rok inaczej.
Czasem łapię się na tym, że oglądam spokojniej. Jakby coś we mnie przyjęło tę historię i przestało się szarpać. A czasem jest dokładnie odwrotnie - jakby pierwszy raz.
Dziś przyszła taka cicha myśl, że tu chodzi o czucie. Bo czuć – to wybór.
I co roku się zastanawiam, kiedy wyłączam ekran – czy ja wracam do tego filmu… czy do siebie sprzed roku?
Bo Wielkanoc nie jest o ładnych stołach i kolorowych jajkach.
To historia o końcu.
O bólu.
O ciszy, która ciągnie się dłużej, niż powinna.
I dopiero potem - wbrew logice, wbrew temu, co widać - coś wraca do życia.
Jeśli jesteś dziś w takim miejscu - gdzie jeszcze jest ciemno - to niech te Święta będą choć małym sygnałem, że to nie jest koniec.
Że życie ma dziwną siłę wracania.
Spokojnych, zdrowych Świąt Wielkanocnych. Takich, które coś w nas poruszą. Albo zostawią nas w ciszy, jeśli tego bardziej potrzeba.
Dobrych Świąt 🌿
Twoja Fundacja La Cinta