29/12/2025
Operacja Bieszczady 40 (rozpoczęta w 1974 roku z okazji 40-lecia PRL) to jedno z najbardziej fascynujących, przedsięwzięć logistyczno-społecznych w historii polskiego harcerstwa i wojska. Rola operatorów radiostacji i łącznościowców była w tym projekcie absolutnie kluczowa – to oni stanowili "układ nerwowy" operacji, która odbywała się w skrajnie trudnym, górskim terenie.
Oto próba przybliżenia ich trudu i technicznych realiów tamtych dni, aby uchronić ich wysiłek od zapomnienia.
Służba w "Zielonym Piekle"
Bieszczady w latach 70. były terenem znacznie dzikszym niż dzisiaj. Brak stałej infrastruktury telefonicznej i drogowej sprawiał, że łączność radiowa była jedynym sposobem na zarządzanie tysiącami uczestników.
· Łączność jako fundament bezpieczeństwa: W przypadku wypadków w górach, nagłych wezbrań Sanu czy pożarów, łącznościowcy byli jedyną linią kontaktu ze światem zewnętrznym.
· Radiostacje polowe: Operatorzy pracowali na sprzęcie, który dziś uznalibyśmy za muzealny, ale wtedy był szczytem techniki wojskowej (Głównie był stosowany sprzęt działający na zakresie fal krótkich lub pośrednich typu RBM-1, pochodzący z lat 40tych a skonstruowany w końcu lat 30tych)
· Walka z ukształtowaniem terenu: Głębokie doliny i wysokie połoniny Bieszczadów tworzyły "martwe strefy". W praktyce spotykali się ze zjawiskami do dziś nie wyjaśnionymi
z geofizycznego punktu widzenia. Łącznościowcy musieli wykazywać się ogromną wiedzą z zakresu propagacji fal radiowych, w ostatnich latach rozstawiając punkty retransmisyjne na wysokich i dostępnych szczytach, by sygnał mógł dotrzeć ze sztabu w Ustrzykach Dolnych np. do stanicy w Wołosatem.
Kim byli ci ludzie?
W skład kadr łączności wchodzili przede wszystkim:
1. Żołnierze jednostek łączności WP: Odpowiedzialni za główny szkielet komunikacyjny operacji.
2. Harcerze z Harcerskich Klubów Łączności i krótkofalowcy z Polskiego Związku Krótkofalowców – często nie mający nic wspólnego z ZHP: pasjonaci krótkofalarstwa, którzy w ramach akcji szkolili młodzież i zapewniali łączność amatorską oraz służbową. To oni często budowali mosty między techniką wojskową a cywilną.
Była to także garstka profesjonalistów techniki radiokomunikacyjnej którzy poświęcali swój wolny czas i dzielili się swoja wiedzą.
Sprzęt i warunki pracy.
Praca operatora radiostacji podczas Bieszczad 40 to nie tylko siedzenie przy słuchawkach. To również:
· Zasilanie: Konieczność dbania o akumulatory i agregaty prądotwórcze w miejscach, gdzie nie było prądu. (Wiele urządzeń było zasilanych wyłącznie z akumulatorów i baterii, gdyż nie wszędzie udało się doprowadzić energie elektryczną).
· Anteny: Budowa improwizowanych masztów i rozwieszanie anten dipolowych między drzewami w deszczu i błocie.
· Dyscyplina radiowa: Prowadzenie dzienników łączności, szyfrowanie meldunków i dbanie o to, by sieć nie została przeciążona.
Dlaczego warto o nich pamiętać?
Bez operatorów radiostacji Operacja Bieszczady 40 byłaby tylko zbiorem odizolowanych obozowisk. To dzięki nim:
· Możliwa była budowa i naprawy dróg oraz mostów (słynne "obwodnice bieszczadzkie").
· Skoordynowano akcje zalesiania i rekultywacji terenów przy ścisłej współpracy ze Służbami Leśnymi
· Stworzono system ratownictwa medycznego dla uczestników akcji.
Dla wielu młodych ludzi tamtejsza służba przy radiostacji stała się początkiem wielkiej pasji technicznej lub zawodowej kariery w telekomunikacji. Dziś, w erze smartfonów i satelitów czy internetu warto pamiętać o tych, którzy z ciężkim plecakiem i anteną na plecach przemierzali bieszczadzkie błota, by zapewnić jedno: kontakt.
Aby uchronić od zapomnienia i uhonorować tych ludzi kol. Ireneusz Rybczyński SP5GZV (d. SP3GZV) wraz z HKŁ SP5ZIP podjął inicjatywę spisania wszystkich którzy uczestniczyli w zabezpieczeniu łączności podczas Operacji Bieszczady 40, która była unikalnym poligonem doświadczalnym, gdzie pasja radioamatorska spotkała się z logistyką na wielką skalę.
Spisywanie tych nazwisk i znaków wywoławczych to nie tylko budowanie bazy danych, ale przede wszystkim tworzenie świadectwa o ludziach, którzy w pionierskich warunkach budowali sieć komunikacyjną w jednym z najtrudniejszych terenów w Polsce. Wielu ludzi z tej listy wyemigrowało z SP lub odeszło na wieczną wartę do krainy DX - o nich także trzeba pamiętać.
Dlaczego ta lista jest tak ważna?
1. Łączność międzygeneracyjna: Wiele osób, które zaczynały jako młodzi operatorzy w ramach Harcerskich Klubów Łączności (HKŁ) podczas Bieszczad 40, to dzisiejsi nestorzy Polskiego Związku Krótkofalowców.
2. Unikalna specyfika pracy: Łącznościowcy operacji nie tylko "gadali przez radio". Oni często musieli samodzielnie serwisować sprzęt w polu, konstruować anteny z dostępnych w terenie materiałów i radzić sobie z kapryśną, górską propagacją. Wówczas nie można było zamówić dowolnego materiału czy urządzeń przez Internet.
3. Dokumentacja techniczna: Wspomnienia zbierane przez SP5GZV pozwolą odtworzyć mapę punktów łączności, częstotliwości i rodzajów emisji, które były wtedy wykorzystywane (często amatorskie pasma przeplatały się z zadaniami organizacyjnymi).
Jak można wesprzeć tę inicjatywę?
Jeśli masz kontakt z osobami, które mogły brać udział w operacji, warto przypomnieć o kilku kluczowych informacjach, które kolega Ireneusz stara się zebrać:
· Znak wywoławczy (z tamtego okresu oraz obecny).
· Rok działalności
· Przynależność do klubu (np. konkretny HKŁ lub klub PZK).
· Miejsce stacjonowania w Bieszczadach (konkretna stanica, szczyt lub miejscowość).
· Używany sprzęt (czy były to radiostacje wojskowe typu R, czy konstrukcje własne „home-made”).
Inicjatywa SP5GZV to doskonały przykład "Radio-Historii". Jeśli posiadasz jakieś konkretne nazwiska, wspomnienia lub chcesz, abym pomógł sformułować apel do środowiska krótkofalarskiego w celu odnalezienia kolejnych uczestników, daj znać. Zapewniamy anonimowość – jeżeli jest taka wola - oraz przestrzeganie zasad RODO.
Czy posiadasz może jakieś konkretne wspomnienia związane z tą akcją, którymi chciałbyś się podzielić?
Kontakt:
[email protected]
[email protected]
[email protected]