AthleticBilbao.pl

AthleticBilbao.pl FAN PAGE - Athletic Club de Bilbao

www.athleticbilbao.pl

ESTO "NO" ES CUENTA OFICIAL DEL ATHLETIC CLUB

FAN PAGE

AUPA ATHLETIC !!! (...) regionach.

Hay equpios que hacen historia...el Athletic hace leyenda (...) Athletic Bilbao (Athletic Club de Bilbao) - to Baskijski (hiszpański) klub piłkarski założony w 1898 roku w prowincji Biscay (Kraj Basków). Polityka klubu jest dość nietypowa, gdyż w porównaniu do innych zespołów piłkarskich Athletic zatrudnia tylko piłkarzy pochodzenia baskijskiego. Athletic Bilbao jako jeden z trzech klubów gra w na

jwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii - Primera Division od momentu jej powstania (czyli od 1928 roku) i od tego czasu ani razu klub nie został zdegradowany do Segunda Division. Ta sztuka udała się jeszcze FC Barcelonie oraz Realowi Madryt. W swojej historii drużynie z Bilbao 8 razy udało się zdobyć mistrzostwo Hiszpanii, 24 razy Puchar Hiszpanii oraz 2 razy Superpuchar Hiszpanii. HISTORIA

Historia
Poczatki klubu ze stolicy Kraju Basków siegaja konca XIX wieku kiedy to Europe opanowala fala industrializacji. Wtedy tez do portowego miasteczka Bilbao przybyli z Sunderland, Southampton oraz Portsmouth robotnicy angielscy, którzy pracowali w miejscowych fabrykach i stoczniach i którzy to dla zabicia wolnego czasu zaczeli grac w pilke nozna. Wkrótce tez zalozyli oni pierwszy klub w miescie o nazwie Bilbao Football Club. W tym samym czasie równiez z Wielkiej Brytanii powrócila duza liczba studiujacych tam mlodych Basków. Przywiezli oni ze soba nie tylko ogromna ilosc wiedzy i umiejetnosci, która pozwolila stac sie Krajowi Basków wielkim centrum przemyslowym Hiszpanii ale równiez fascynacje nowym sportem jakim byl football. Regularnie spotykali sie z angielskimi robotnikami w celu gry w pilke nozna. W 1898 roku wraz ze uczniami Gimnasium Zamacois zalozyli klub o nazwie Athletic Club. W 1901 roku na spotkaniu w Cafe Garcia ustalili oni ostateczny statut i reguly jakie maja panowac w klubie. W 1902 roku z polaczenia obydwu zespolów powstal jeden klub o nazwie Club Vizcaya który wywalczyl swoje pierwsze trofeum jakim byl Puchar Króla pokonujac w finale katalonski zespól FC Barcelona. Ostateczna nazwa Athletic Club de Bilbao zostala nadana w 1903 roku. W tym samym roku studenci z Bilbao stworzyli w Madrycie filie druzyny z Bilbao o nazwie Athletic Club de Madrid który pózniej zostal przemianowany na Atletico Madryt i jest obecnie rywalem Basków w Primera Division. W 1912 klub wprowadzil zasade Cantery której jest wierny do dzisiaj. Znaczy to ze nie zatrudnia on innych graczy poza tymi, którzy maja baskijskie korzenie i pochodza z jednej z siedmiu prowincji: Biscay, Guipuzcoa, Alava, Navarra, Labourd, Soile i region Navarry we Francji. Zdarzaja sie równiez przypadki zatrudniania Basków mieszkajacych w regionach graniczacych z Krajem Basków a mianowicie Cantabrii i La Rioja. Zasada Cantery budzi zarówno podziw jak i krytyke ze strony pilkarskiego srodowiska. Zwolennicy tej polityki argumentuja ze w ten sposób buduje sie swiadomosc narodowa i lojalnosc wsród zawodników jak i mieszkanców regionu. Natomiast przeciwnicy oskarzaja klub o skrajny nacjonalizm. Na chwile obecna polityka Cantery zostala troszke zluzowana i zdarzaly sie przypadki ze klub ze stolicy Kraju Basków zatrudnial graczy których rodzice/rodzic byli Baskami a on juz niekoniecznie urodzil sie w ww. Jednakze dotyczy to raczej druzyn mlodziezowych a nie pierwszego zespolu. Poczatki XX wieku to pasmo triumfów zespolu z Bilbao. Do 1928 roku kiedy to powstala La Liga czyli oficjalne ligowe rozgrywki w Hiszpanii, Athletic zdobywalo dziesieciokrotnie Puchar Krola oraz tyle samo razy Puchar Kraju Basków. W tym czasie w druzynie brylowal Rafael Moreno Aranzadi znany pod pseudonimem Pichichi. Na jego czesc król strzelców zarówno pierwszej jak i drugiej ligi hiszpanskiej otrzymuje Trofeo Pichichi. W 1928 roku wraz z trzema innymi zespolami z Kraju Basków (Real Union, Real Sociedad oraz Arenas Club de Getxo) dolacza do utworzonej przez Hiszpanska Federacje Pilki Noznej Primera Division. Pozostale zespoly zalozyciele to: Real Madryt, FC Barcelona, Atletico Madryt, Espanyol, CE Europa oraz Racing Santander. Athletic Bilbao pozostaje jedynym obok Realu Madryt i Barcelony klubem który nigdy nie spadl z najwyzszej klasy rozgrywkowej od poczatku jej powstania. Zaraz po powstaniu ligi Athletic szybko wspina sie na sam szczyt zdobywajac w pierwszej dekadzie istnienia 4 tytuly (1930, 1931, 1934 oraz 1936) oraz 4 razy Puchar Krola (1930 1933). Jednakze nadejscie wojny domowej w Hiszpanii przerywa to pasmo sukcesów. Hiszpania pod rzadami generala Franco nie sprzyja rozwojowi futbolu w prowincjach które nie sprzyjaly aktualnie panujacej wladzy co tez dotknelo w wymierny sposób zespól Basków. W tym czasie druzyna Los Leones odnosi sukcesy glownie w rozgrywkach Pucharu Króla (przemianowany przez rezim na Copa del Generalisimo). W miedzyczasie klub zostaje zmuszony do zmiany nazwy na Atletico Bilbao co bardzo nie jest w smak kibicom baskijskim i wzmaga juz i tak duze antagonizmy pomiedzy wladzami w Madrycie oraz Krajem Basków. Do tego stopnia ze niemal swietem bylo gdy kapitan zespolu Ignacio Kortabarria przed meczem z Realem Sociedad w 1975 roku wywiesil w centrum Bilbao Ikurrine, oficjalna flage Kraju Basków bylo to pierwsze oficjalne pokazanie flagi od smierci generala Franco i jedna z nielicznych od czasu objecia przez niego wladzy. Klub tez wrócil do dawnej nazwy Athletic Club de Bilbao. W 1977 roku osiagnal swój najwiekszy sukces na arenie miedzynarodowej dochodzac do finalu PUEFA gdzie ulegli przewaga goli na wyjezdzie Juventusowi Turyn. W 1981 roku stery na lawce trenerskiej obejmuje Javier Clemente. Jest on ostatnim trenerem który osiagnal z Baskami sukcesy. Wprowadzil on do skladu zespolu wielu mlodych zawodników i juz na poczatku swojej przygody zdobyl czwarte miejsce. Ograni przez pierwszy sezon mlodzi gracze Clemente nie dali rywalom szans w nastepnym sezonie pewnie zdobywajac tytul Mistrzów Hiszpanii. Powtórzyli ten sukces w rok pózniej dorzucaja jeszcze do tego 24-ty Puchar Króla. Clemente odszedl z klubu w 1986 roku i sa to jak dotychczas ostatnie trofea zespolu Los Leones w historii. Clemente stworzyl niepowtarzalny styl jaki cechuje Basków agresywna, nieustepliwa i szybka gre do ostatniego gwizdka sedziego bez wzgledu na wynik spotkania. Niektórzy posadzaja ich nawet o brutalnosc ale jest do stanowczo za daleko idace stwierdzenie. Baskowie zawsze grali ostro i agresywnie ale tez zawsze fair play, bez zadnych zlosliwych fauli. Najblizszy nam okres to lata lata 90 XX oraz poczatek XXI wieku. Jest to era niesamowitego Julena Guerrero Perly Lezamy, Królewskiego Lwa. Jego niesamowita gra, pelna polotu, dynamiki i poswiecenia doprowadzila Basków do wicemistrzostwa w sezonie 1997/1998. Od tego czasu klub przewaznie zajmuje miejsce w srodku tabeli lub tez broni sie przed spadkiem. Jednak podobnie jak wszyscy kibice Basków wierzymy ze klub wkrótce wróci na szczyt tam gdzie jest jego miejsce. Wszak jest obok Realu Madryt, FC Barcelony i Atletico najbardziej utytulowanym klubem w Hiszpanii oraz jedynym obok Barcy i Królewskich który nigdy w historii nie zaznal goryczy relegacji do nizszej klasy rozgrywkowej. Jako ciekawostke mozna podac ze zaraz po Realu Madryt, Athletic Club de Bilbao jest druzyna która dostarczyla najwieksza ilosc reprezentantów w historii do kadry narodowej Hiszpanii. W momencie debiutu Hiszpanii na arenie miedzynarodowej na igrzyskach olimpijskich w Belgii w 1920 roku, na 21 zawodników w kadrze az 14 bylo Baskami, w których wiekszosc pochodzila wlasnie ze stolicy Kraju Basków. Zródlo: Wikipedia, Oficjalna strona Athletic Club de Bilbao

Autor : Krasnowski

🎥 Skrót katastrofy z Valencią :(https://www.youtube.com/watch?v=lRPilvPPzhM&feature=oneboxAUPA ATHLETIC 🦁🟥🟥⬜️⬜️🟥🟥⬜️⬜️🟥🟥
12/05/2026

🎥 Skrót katastrofy z Valencią :(

https://www.youtube.com/watch?v=lRPilvPPzhM&feature=onebox

AUPA ATHLETIC 🦁
🟥🟥⬜️⬜️🟥🟥⬜️⬜️🟥🟥

El Valencia CF logró una valiosa victoria ante el Athletic Club en San Mamés en un partido muy trabajado por el conjunto de Carlos Corberán. Los rojiblancos ...

📸Mecz podsumowujący obecny sezon...Edin Terzić będzie miał mnóstwo roboty... 🗓️ 10.05.2026📌 35 kolejka La Liga 🏟️ Athlet...
11/05/2026

📸

Mecz podsumowujący obecny sezon...Edin Terzić będzie miał mnóstwo roboty...

🗓️ 10.05.2026
📌 35 kolejka La Liga
🏟️ Athletic Club 🆚 Valencia CF 0-1 🥅
⚽ Umar Sadiq

AUPA ATHLETIC 🦁
🟥🟥⬜⬜🟥🟥⬜⬜🟥🟥

📸 fot Athletic Club

🥺🥺 Jeden z naszych kapitanów "One Club Man" Iñigo Lekue wraz z końcem sezonu zawiesza korki na kółku‼️11 sezonów w pierw...
11/05/2026

🥺🥺 Jeden z naszych kapitanów "One Club Man" Iñigo Lekue wraz z końcem sezonu zawiesza korki na kółku‼️

11 sezonów w pierwszej drużynie, zawsze gotowy do gry i zawsze zostawiający serce na boisku ⚽

281 rozegranych spotkań i 4 strzelone gole ⚽

🏆🏆 Superpuchary Hiszpanii
🏆 Puchar Króla

DZIĘKUJEMY IÑIGO 🦁
ESKERRIK ASKO IÑIGO 🦁
🟥🟥⬜⬜🟥🟥⬜⬜🟥🟥

Cztery mecze do końca sezonu: Athletic vs. Valencia na San Mames... zapowiedź!https://athleticbilbao.pl/index.php/1938-c...
10/05/2026

Cztery mecze do końca sezonu: Athletic vs. Valencia na San Mames... zapowiedź!

https://athleticbilbao.pl/index.php/1938-cztery-mecze-do-konca-sezonu-athletic-vs-valencia-na-san-mames-zapowiedz

Opublikowano: niedziela, 10, maj 2026 03:27 | Joxer

Kolejka numer 35 i wracamy na San Mames. Los Leones podejmą w tej rundzie spotkań walczącą o utrzymanie Valencię. Zespól trenera Carlosa Corberana wciąż walczy o utrzymanie i musi zdobywać punkty by uniknąć nerwówki w końcówce rozgrywek. Wprawdzie Los Ches zajmują 12 pozycję w tabeli, ale przewaga nad otwierającym strefę spadkową Alaves wynosi zaledwie 3 oczka. Tak więc każda zdobycz punktowa jest na wagę złota. Los Leones z kolei po ostatniej wygranej, właśnie z Deportivo, nieco uspokoili swoją sytuację jeśli chodzi o kwestie utrzymania, ale wciąż jest za wcześnie na odpuszczenie bo to się szybko może zmienić gdyż do końca sezonu czekają Basków naprawdę ciężkie mecze. Do tych niewątpliwie należy starcie z walczącymi o utrzymanie Valencią i Espanyolem (wyjazd), grającą o puchary Celtą i ostatni pojedynek na zakończenie sezonu z Realem Madryt na Santiago Bernabeu. Tak więc może to być ekstremalne wyzwanie i obydwaj dzisiejsi rywale będą liczyć i walczyć o każdy punkt, który w ostatecznym rozliczeniu może być bezcenny. Niestety stawka tego spotkania może sparaliżować obydwie drużyny więc oczekiwanie na jakieś super widowisko może być zbyt optymistycznym założeniem, bo teraz liczy się chłodna kalkulacja, a styl, efektowna gra odchodzą na dalszy plan. Początek spotkania w niedzielne popołudnie o godzinie 16:15. Mecz poprowadzi sędzia Ortiz Arias.

W poprzedniej kolejce lepsze wrażenie i przede wszystkim komplet punktów zdobyli zawodnicy Los Leones. Baskowie zmierzyli się na Mendizorroza z będącą w niezłej formie ekipą Alaves. Athletic mimo że przegrywał 1-0 (Blanco), a później 2-1 (Tenaglia – Navarro), to jednak zdołał odwrócić losy spotkania dzięki wyrównaniu Sanceta, a następnie dwóm trafieniom Nico Williamsa. Wynik 2-4 pozwolił ekipie trenera Valverde na poprawienie swojej pozycji o dwie lokaty – z 10 na 8. Valencia miała trudniejszego rywala, na pewno na papierze gdyż było nim Atletico. Tyle że Los Ches grali u siebie, a dodatkowo Los Colchonerros zaangażowani w walkę w półfinale Ligi Mistrzów z Arsenalem wstawili w dużej mierze rezerwy skład, w tym kilku zawodników rezerw. To nie pomogło ekipie trenera Corberana, która dość gładko przegrała 0-2, a obydwa trafienia zaaplikowali młodzieżowcy Atletico, którzy pojawili się w drugiej połowie meczu – Iker Sierra i Miguel Llorente. Porażka dość mocno skomplikowała sytuację drużyny z Mestalla w tabeli, która utrzymała 12 pozycję w tabeli, ale tylko dlatego że znajdujące się za plecami Espanyol, Elche i Girona przegrały swoje spotkania.

Valencia można powiedzieć wróciła do „normalności". Corberan, który z przytupem wszedł do La Liga i z Valencii zrobił klasową drużynę, teraz cały sezon kopie się po czole. Można powiedzieć że efekt nowej miotły minął i gdy przyszedł nowy sezon zespół wrócił do swojego starego stylu. Trudno powiedzieć dlaczego bo transfery na papierze były całkiem dobre jak na standardy klubu z Mestalla. Osłabienia wprawdzie spore, szczególnie w linii obrony ale i tak ta formacja pozostawała mocna. Dodatkowo w zimie udało się dokonać kolejny wzmocnień. I wciąż patrząc z perspektywy czasu trudno zrozumieć co takiego Corberan widzi w Umarze Sadiqu, że ciągle na niego stawia kosztem Hugo Duro, który jest najlepszym strzelcem zespołu z 9 bramkami. Wprawdzie Duro nie jest jakimś topowym snajperem, ale na pewno lepiej spisuje się niż były zawodnik Sociedad. Zresztą takich kwiatków jest więcej bo np. pod koniec lutego ściągnięto na zasadzie wolnego transferu prawego obrońcę Argentyńczyka Renzo Saravię. 32 letni defensor przez prawie 2 miesiące był klubu po tym jak podziękowano mu w brazylijskim Atletico-MG. Co takiego zobaczył w nim Corberan poza narodowością trudno powiedzieć, szczególnie że w składzie było już 2 prawych obrońców. Wprawdzie na początku lutego poważnego urazu kolana doznał Folquier, ale w drużynie wciąż był Correa. Trener jednak wolał ściągnąć swojego krajana niż spróbować dać pograć młodzieżowcowi z rezerw. Na ławkę i tak się by taki nadał bo i tak grałby Portugalczyk. No chyba że Corberan potrafi przewidywać przyszłość bo Correa już parę razy złapał urazy i zastępował go Saravia i pewnie dalej tak będzie bo znowu Portugalczyka dopadł uraz. W każdym razie niespodziewanie nowy obrońca się przydał i pewnie dalej będzie się przydawał bo Correa nieprędko chyba wróci na murawę. Zresztą defensywa przeżywa wciąż spore problemy kadrowe bo wyłączony z gry (od stycznia) do końca sezonu jest stoper Diakhaby, choć ostatnio zaczął trenować. Posypali się jeszcze kolejny środkowy obrońca Copete no i bramkarz Julen Agirrezabala, który doznał urazu menisku, przeszedł operację w marcu i w tym sezonie już raczej nie zagra mimo powrotu do treningów. Czterech obrońców jest więc wyłączonych. Do tego od minionego tygodnia na uraz kolana narzeka Beltran i też raczej nie zagra z Athletic. Jak więc widać sytuacja wydawałaby się dramatyczna w defensywie, choć akurat po zimowych wzmocnieniach wciąż jest w składzie 3 stoperów (Tarrega, Comert, Unai Nunez). Ale z nich regularnie gra tylko Tarrega, a ostatnio w meczu z Atletico jego partnerem był defensywny pomocnik Pepelu. Dziwna decyzja no ale patrząc na przekrój całego sezonu to przestaje to dziwić bo Argentyńczyk strasznie miesza składem. Mamy już za sobą 34 kolejki i podstawowi zawodnicy powinni spokojnie mieć ponad 2000 rozegranych minut. W składzie Valenci takich zawodników jest czterech: Jose Gaja, który rozegrał 30 spotkań i ma na koncie 2310 minut, Cesar Tarrega – 28/2239, Pepelu - 27/2001) i Luis Roja – 33/2299). Można zrozumieć jeszcze kontuzje które ograniczają grę ale np. taki Diego Lopez ma na swoim koncie 30 spotkań i zaledwie 1489 minut, Hugo Duro nawet 32 mecze i tylko 1710 minut, Javi Guerra 32 spotkania i 1756 minut czy też Danjuma, który rozegrał 30 spotkań w których zgromadził 1639 minut. Jeszcze tylko Copete ma większą liczbę minut spędzonych na murawie bo w 21 meczach zagrał 1763 minuty. Reszta już słabiutko. I to są właściwie wszyscy piłkarze z największą liczbą minut. Wygląda to mniej więcej tak jakby Corberan cały czas rotował składem, pytanie tylko po co skoro zespół nie gra w Europie a i w Copa del Rey za wysoko nie zaszedł. Trudno powiedzieć jaki też jest szkielet zespołu. Obronę jeszcze można jakoś zrozumieć bo tam jest plaga kontuzji, ale reszta w tym druga linia i napad. Jak zawodnicy maja się zgrać, uzyskać wysoką formę jak grają tak mało. Oczywiście można zrozumieć że jak drużynie nie idzie, a takich meczów było sporo w obecnym sezonie to zmiany są niezbędne, ale tutaj to poszło chyba jednak zbyt daleko. Trochę więc nie dziwi fakt że Valencia spisuje się tak jak spisuje. Pytanie jednak co dalej. Zespół z Mestalla raczej się powinien utrzymać, chyba że przydarzy się coś nieoczekiwanego. Tyle że jakichś specjalnych planów na jego rozwój nie widać. Jeszcze rok temu drużyna miała wielu młodych obiecujących zawodników, wcześniej jedną z najmłodszych jeśli nie najmłodszą drużynę w La Liga i to mógł być jakiś plan na klub bo rozwój młodzieży był spory, wykreowano kilka ciekawych zawodników. Natomiast teraz i brak młodych i brak jakichś piłkarzy na których można by oprzeć skład. Od grupa przeciętniaków bo nawet Javi Guerra, Diego Lopez czy Vazquez przestali się rozwijać. No i kolejne pytanie czyli co zrobi Lim i jego zarząd po sezonie bo tutaj można się wszystkiego spodziewać. No ale to melodia przyszłości i decyzje zapadną po sezonie, który trzeba najpierw dokończyć. Przed meczem z Athletic Corberan ma sporo zmartwień. Przede wszystkim jak już wspomniałem w tyłach gdzie jest sporo kontuzji. Agirrezabala, Diakhaby, Copete, Folquier i Correia to w zasadzie pewne absencje. Nie wiadomo co z napastnikiem Beltranem, choć może się wyleczy. Mógłby do zespołu jeszcze dołączyć Agirrezabala, który dołączył do treningów po urazie meniscu ale trenera raczej nie będzie ryzykował jego występu i da mu czas na powrót do pełnej dyspozycji. A jaki skład wystawi na niedzielny mecz trener Corberan? Prawdopodobnie będzie w większość powtórka z tego co zobaczyliśmy w pojedynku z Atletico. W bramce stanie Dimitrivski. Pewnej modyfikacji może ulec obrona, która być może przejdzie na ustawienie z 3 stoperami, a tym który straci miejsce w składzie będzie Saravia. W jego miejsce może wejść Nunez, którzy uzupełni formację w której powinni znaleźć się jeszcze Tarrega i Pepelu. Dalsze zmiany, ale tym razem kosmetyczne mogą być w drugiej linii gdzie rolę cofniętych pomocników przejmą Rioja, który będzie cofnięty z ataku oraz przesunięty nieco do przodu Gaya. Będzie to oznaczało że Valencia zagra na typowych trzech środkowych pomocników w których role powinni się wcielić Guido Rodriguez, Javi Guerra i Ugrinic. Parę atakujących stworzą Ramazani oraz Sadiq. Tak więc ustawienie zamiast 4-3-3 jakie było z Atletico powinno przejść w 3-2-3-2 lub 3-5-2. Valencia zagra raczej z kontry więc trzeba będzie uważać na straty i szybkich zawodników, którzy są do tego wręcz stworzeni jak Ramazani czy Rioja. Słabym punktem może być obrona, ale jeśli drużyna z Mestalla zagra 3 stoperami to Baskom może być ciężko się przebić, choć nie jest to taki monolit jakby się wydawało.

Zwycięstwo nad Alaves i przede wszystkim dobra gra i skuteczność mocno poprawiły humory w zespole. Dodatkowo bramki Nico Williamsa i Sanceta, a więc dwóch niewątpliwych gwiazd zespołu dają kolejne powody do optymizmu. Teraz pytanie czy to chwilowa zwyżka formy czy może w końcu zawodnicy złapali właściwy rytm. O tym przekonamy się w kolejnych spotkaniach które nadejdą bo w kolejnym tygodniu będzie ich sporo gdyż czeka nas dodatkowa kolejka w środku tygodnia. Cieszy też można powiedzieć „dojechanie" na czas Txingurriego, który naprawdę spisał się na medal w tym spotkaniu, zresztą swoim jubileuszowym nr 500, co zostało uczczone w szatni przez zawodników. Oczywiście nie tylko Txingurri był jubilatem bo wraz z nim jego asystent, który jest z nim od początku jego pracy czyli Jon Aspiazu, który również dał się wciągnąć w nastrój imprezowy. No ale to już za nami a przed nami kolejne mecze. Niestety sytuacja w tabeli nieco się pogmatwała od kiedy Sociedad po zdobyciu Copa del Rey postanowił odpuścić rozgrywki ligowe i dał się pokonać Sevilli przez co dalej trzeba walczyć o utrzymanie bo przewaga nad Alaves, które zajęło pozycję Los Nervionenses to 8 oczek. To dużo i jednocześnie mało. Raczej nie do stracenia na 4 kolejki przed końcem rozgrywek, ale lepiej dm***ać na zimne mając w perspektywie mecz z Realem Madryt na Santiago Bernabeu w ostatniej kolejce. Tak więc punkty trzeba zdobywać i to w szczególności na San Mames. Valverde będzie miał do dyspozycji w zasadzie pełny skład. No prawie bo niestety Prados nie może dojść do dyspozycji która pozwalałaby mu wziąć udział w meczu i może być tak że po prostu nasz pomocnik nie zdąży już przed końcem rozgrywek. Najważniejsze żeby jednak był gotowy na nowy sezon. Poza tym raczej nie powinno być żadnych absencji zdrowotnych, chyba że coś się stanie w ostatniej chwili. Były pewne obawy o Yuriego i Laporte'a, którzy odpowiednio we wtorek i w środę nie uczestniczyli w zajęciach, ale klub nie wydał żadnego komunikatu medycznego w tej sprawie, więc pewnie chodziło o jakieś indywidualne sprawy, być może drobne problemy które wymagały indywidualnego treningu. No ale obaj wrócili finalnie do składu i Valverde ma w zasadzie pełny wybór przed tym meczem. To na pewno dobra informacja, zresztą nie jedyna bo kibice dostali jeszcze dwie w minionym tygodniu. Pierwsza i chyba najważniejsza to taka że znamy nazwisko nowego trenera Athletic na przyszły sezon, a właściwie na dwa sezony bo na tyle podpisał umowę w klubem Edin Terzić. Okazało się że dziennikarze mieli dobrego nosa, a właściwie dobre informacje mimo że wszystkie strony uparcie milczały w tym temacie. Wizyty byłego szkoleniowca ekipy z Dortmundu w Barcelonie u Hansiego Flicka nie okazały się więc wizytami tylko szkoleniowymi. Prezentacja nowego trenera odbędzie się jednak po zakończeniu sezonu. Drugą pozytywną wiadomością jest przedłużenie o 2 lata wygasającej w czerwcu umowy z Yerayem Alvarezem, który zostanie w klubie co najmniej do czerwca 2028 roku. W środę przed treningiem zawodnicy oficjalnie pogratulowali swojemu koledze nowego kontraktu. Tak więc klub ma zabezpieczony komplet stoperów na przyszły sezon. W sumie nawet z nadwyżką bo jest jako piąty Egiluz. Tak więc nowy szkoleniowiec raczej nie powinien narzekać na brak konkurencji na poszczególnych pozycjach, gdzie na niektórych będzie wręcz nadmiar zawodników. Valverde też nie ma na co narzekać przed meczem z Valencią bo musiał zrezygnować z aż czterech piłkarzy, którzy obejrzą mecz z perspektywy trybun gdyż kadra może liczyć tylko 23 zawodników. Wybór padł na Lekue, Sannadiego, Egiluza i Pradosa, czyli tych samych którzy nie pojechali do Vitorii na mecz z Alaves. Tak więc kadra przedstawia się następująco:
Bramkarze: Simon, Padilla
Obrońcy: Gorosabel, Vivian, Paredes, Yeray, Areso, Laporte, Yuri, Adama
Pomocnicy: Vesga, Berenguer, Sancet, Galarreta, Jauregizar, Unai Gomez, Rego
Napastnicy: Inaki Williams, Nico Williams, Guruzeta, Nico Serrano, Navarro, Izeta.
W podstawowej jedenastce na dzisiejszy mecz w porównaniu ze starciem z Alaves powinny zajść tylko dwie zmiany. O ile oczywiście Txingurri czegoś dziwnego nie wymyśli gdyż w środku tygodnia odbędzie się kolejna seria spotkań i Los Leones jadą w środę na Cornella El Prat na mecz z Espanyolem. Rego powinien zastąpić Galarreta a Unaia Gomeza Oihan Sancet. Punkty na San Mames są niezbędne więc raczej wyjdzie bardziej kreatywne i ofensywne ustawienie.

Faworytem wydaje się ekipa trenera Valverde. Los Leones wygrali z Osasuną gdzie mieli świetną pierwszą połowę i dużo gorszą drugą, ale zdołali przy odrobienie szczęścia utrzymać wynik, Potem zagrali całkiem dobrze przeciwko Atletico i to nawet obie połowy, ale przegrali z powodu błędów w defensywie, które niestety bezwzględnie wykorzystała ekipa Los Colchonerros. Mecz z Alaves można powiedzieć był kompletny. No i naprawdę bardzo dobry, przede wszystkim pod względem skuteczności pojedynek wyjazdowy z Alaves. Jest więc spory progres w grze Basków i dobrze byłoby go utrzymać. Valencia nie grzeszy i formą i skutecznością. Wprawdzie wygrała z beznadziejną ostatnio Gironą u siebie, ale poległa z praktycznie rezerwami Atletico u siebie, za co została wygwizdana przez własnych fanów. Wcześniej zremisowała z Mallorcą na San Moix, ale to raczej Wyspiarze stracili dwa oczka niż Los Ches zdobyli jedno bo mecz też był słabiutki. Oczywiście nie należy lekceważyć rywala bo to pierwszy stopień do przegrania meczu, ale jeśli Los Leones i trener podejdą właściwie do sprawy to 3 punkty powinny zostać na La Catedral. Tym bardziej że Los Ches wyjątkowo słabo idzie w Bilbao. W ostatnich 15 latach tylko 3 razy wygrali (poza tym 7 remisów i 5 porażek). Ostatni raz w sezonie 2019/2020 gdy prowadził ich Albert Celades a bramkę na wagę dośc fartownego zwycięstwa strzelił Cheryshev. Pozostałe wygrane miały miejsce w sezonach 2010/2011 (1-2) i 2011/2012 (0-3), ale wtedy to była inna Valencia, walcząca co roku o Ligę Mistrzów. Jeśli z kolei podsumujemy wszystkie występy ekipy z Walencji na San Mames to też nie wygląda to dobrze bo 51 razy przegrywali, 22 razy padły remisy i tylko 17 razy wywieźli komplet oczek. Oby i tym razem powiększyli statystykę punktową po stronie wygranych, ale to już jest w głowach piłkarzy i trenera oraz w nogach tych którzy wyjdą na murawę w niedzielne popołudnie. A może uda się zaliczyć mały jubileusz bo według statystyk na nowym San Mames Los Leones trafili już 498 razy do siatki rywali w 308 meczach. Brakuje więc tylko dwóch goli do osiągnięcia tej bariery. Pierwszy gol dla Athletic padł tutaj 16 września 2013 roku i jego autorem był Mikel San Jose. Z kolei najlepszym strzelcem jest Aritz Aduriz, który ma na koncie 88 trafień z dotychczasowych 498. Na razie obecnym zawodnikom daleko do tego osiągnięcia.

Przewidywane składy:
Athletic: Simon – Gorosabel, Yeray/Vivian, Laporte/Paredes, Yuri – Jauregizar, Galarreta – Inaki Williams, Sancet, Nico Williams – Guruzeta.
Trener: Ernesto Valverde

Valencia: Nunez, Tarrega, Pepelu – Rioja, Guido Rodriguez, Guerra, Ugrinic, Gaya – Ramazani, Sadiq.
Trener: Carlos Corberan

Data: 10.05.2026 godz. 16:15
Miejsce: Bilbao, Estadio San Mames (poj. 53331)
Sędzia: Ortiz Arias

Oficjalnie: Edin Terzić nowym trenerem Athletic!https://athleticbilbao.pl/index.php/1937-oficjalnie-edin-terzic-nowym-tr...
10/05/2026

Oficjalnie: Edin Terzić nowym trenerem Athletic!

https://athleticbilbao.pl/index.php/1937-oficjalnie-edin-terzic-nowym-trenerem-athletic

Opublikowano: niedziela, 10, maj 2026 03:24 | Joxer

Athletic ma nowego trenera. Zarząd Los Leones postanowił nie trzymać w niepewności kibiców i w miniony wtorek ogłosił nazwisko szkoleniowca, który poprowadzi Basków w kolejnym sezonie, a być może nawet dwóch bo na tyle na razie podpisano kontrakt. Zgodnie z oczekiwaniami i sygnałami jakie już od pewnego czasu dochodziły ze strony środowiska dziennikarskiego opiekunem ekipy z Bilbao będzie 43-letni niemiecki manager Edin Terzić. Tym sposobem będzie co najmniej czwartym szkoleniowcem z Bundesligi, który w przyszłych rozgrywkach będzie prowadził drużynę z La Liga po Hansi Flicku (Barca), Pellegrino Matarazzo (Sociedad) oraz Martinie Demichelisie (Mallorca). Oznacza to też że upadł temat powrotu na San Mames ulubieńca kibiców czyli Andoniego Iraoli, czy też jego ucznia Inigo Pereza, który właśnie awansował do finału Ligi Konferencji z Rayo Vallecano. Terzić będzie drugim w historii szkoleniowcem Athletic pochodzącym z Niemiec po Juppie Heynckesie, który miał okazję prowadzić drużynę z Kraju Basków w latach 1992 – 1994 i 2001 – 2003.

Wprawdzie przy okazji opisywania potencjalnych kandydatów na stanowisko szkoleniowca Athletic już pisałem o Terziciu, ale przypomnę jeszcze raz sylwetkę naszego nowego szkoleniowca. Terzić urodził się w Memden w Zachodnich Niemczech 30 października 1982 roku w rodzinie emigrantów z Bośni (ojciec) i Chorwacji (matka). Poza obywatelstwem niemieckim posiada też chorwackie. Kariery piłkarskiej nie zrobił żadnej grając amatorsko w klubach z niższych lig niemieckich gdzie grał na pozycji napastnika. Zakończył karierę piłkarską w wieku niespełna 31 lat. Zanim jeszcze to się stało to przez dwa ostatnie lata łączył kopanie w piłkę z pracą skauta i asystenta trenera z Akademii piłkarskiej Borussii Dortmund gdzie wciągnął go jego starszy brat Alen, który był tam skautem a później rówież zaczął pracę jako trener młodzieży, a nawet miał okazję przejąć stery jako tymczasowy szkoleniowiec rezerw klubu z Zagłębia Ruhry. Zapewne drogę do Dortmundu utorowało Edenowi też wykształcenie bo w czasie gry w piłkę ukończył studia na Uniwersytecie w Bochum gdzie studiował „Sport Science". W klubie z Dortmundu już na początku zwrócił uwagę trenera Jurgena Kloppa, któremu raportował i przesyłał analizy w występów młodzieży. Umiejętności młodego trenera nie uszły uwadze kadry narodowej Chorwacji, która skorzystała z jego usług przy okazji analizy rywali w czasie Euro 2012. Tam nawiązał znajomość ze Slavenem Biliciem, u którego wkrótce został asystentem w czasie jego pracy w Beskitasie (2013 – 2015) oraz West Hamie (2015 – 2017). Panowie spędzili razem 4 lata choć początkowo Terzić odmówić dołączenia do zespołu szkoleniowego gdy Bilić prowadził Lokomotiv Moskwa. Drogi obydwu trenerów rozeszły się gdy Bilić został zwolniony z „The Hammers" w listopadzie 2017 roku. W czasie swojego pobytu na Wyspach, Terzić zrobił 18 miesięcy kurs trenerski na licencję UEFA Pro, co otworzyło mu drogę do trenowania innych zespołów już jako pierwszy szkoleniowiec. Jego kolegami na szkoleniu byli mi.in. Graham Potter, Nicky Butt czy Nemanja Vidić. Po pół roku „bezrobocia" wrócił do Drotmundu gdzie stanowisko objął Lucien Favre i zaprosił Terzicia do swojego sztabu szkoleniowego jako asystenta. I tutaj zaczęła się jego błyskotliwa kariera trenerska. Favre wyleciał w grudniu 2020 roku po porażce ze Stuttgartem 5-1, ale szefostwo postanowiło powierzyć stery klubu właśnie Terziciowi, któremu zdobycie pierwszego i jak na razie jedynego trofeum w karierze zajęło zaledwie pół roku. W maju po wygranej z RB Leipzig wzniósł w górę Puchar Niemiec. Tyle że nie chciał już dalej trenować i jego miejsce zajął Marco Rose, a Terzić pozostał w Drotmundzie na stanowisku Dyrektora Technicznego. Na ławkę powrócił sezon później jak odszedł Rose, tym razem jako pełnoprawny a nie tymczasowy trener z kontraktem na 2 sezony do 2025 roku. W swoim pierwszym sezonie walczył do ostatniego meczu z Bayernem o tytuł przegrywając go w ostatniej kolejce przez zremisowanie meczu z Mainz 2-2. O tytule decydowała lepsza różnica bramek klubu z Bawarii. W kolejnym sezonie już nie było tak dobrze w Bundeslidze bo zespół zajął 5 miejsce, ale zagrał w Champions League dzięki dobrej punktacji zespołów niemieckich w rozgrywkach europejskich, które dawało 5 ekipie na koniec sezonu właśnie start w tych elitarnych rozgrywkach. Za to prawie kapitalnie poszło mu w Lidze Mistrzów gdzie dotarł do finału bijąc po drodze PSG w dwumeczu 2-0. Niestety w finale musiał uznać wyższość Realu Madryt (2-0). Po tym meczu zdecydował zrobić sobie przerwę od trenerki i odszedł z klubu za porozumieniem stron. Od lata 2024 roku nie pracuje nigdzie.

Nowy trener Athletic jest zadeklarowanym fanem Borussii Dortmund. Trudno się dziwić bo urodził się zaledwie 30 kilometrów od stadionu, a już w wieku 9 lat uczestniczył w pierwszym meczu klubu z Westfalenstadion. Bardzo przeżywał każdy sukces i porażkę klubu. W internecie można znaleźć filmiki na których widać go świętującego tytuł w sezonie 2011/2012 gdy stoi z owiniętym wokół szyi klubowym szalikiem naprzeciwko „Yellow Wall" czyli słynnej stojącej trybunie na obiekcie klubu z Dortmundu, a także mocno kontrastujące z nim inne nagranie na którym płacze, po zremisowanym 2-2 meczu z Mainz, gdy jego drużyna straciła tytuł.

Edin Terzić przyjedzie do Bilbao wraz ze swoimi dwoma asystentami Sebastianem Geppertem (42 lata) i Florianem Wanglerem (46 lat), z którymi pracował w Dortmundzie. Wangler jest specjalistą od przygotowania fizycznego. Większość sztabu technicznego, który jest w Athletic zapewne pozostanie na swoich stanowiskach. Niemiec hołduje taktyce 4-2-3-1, rzadziej 4-3-3. Jego zespoły grają bardzo wertykalny futbol, stosują wysoki pressing a po odzyskaniu piłki preferują szybkie przejście do ataku. Gra staje się agresywniejsza na własnej połowie, a każdy odbiór ma się kończyć szybkim kontratakiem. W taktyce dominuje ofensywny futbol, czemu dał wyraz przed finałem gdy dziennikarze cytowali jego wypowiedź podsłuchaną przy odprawie przy linii bocznej: „Gramy do przodu! Jeśli gramy wieloma podaniami to gra do tyłu jest zabroniona". Świetnie współpracuje z młodzieżą, czego najlepszym przykłądem jest rozwój takich zawodników jak Haaland, Bellingham czy Jadon Sancho, na których klub zarobił krocie. Bardzo chwalili go zawodnicy Borussi, którzy szczególnie cenili go za jego rozmowy motywacyjne i strategię. Z kolei Hannes Wolf, trener młodzieży w Borussii, u którego zaczynał swoją przygodę z trenerską i którego był asystentem chwalił go za charyzmę, świetną komunikację z zawodnikami olbrzymie poczucie humoru. Przede wszystkim jednak w jego filozofii dominuje ofensywny futbol. Jak sam powiedział w jednym z wywiadów: „Na mojej pierwszej konferencji prasowej zapytano mnie jaką filozofię futbolu chcę zaprezentować. Moja odpowiedź była następująca: Są dwa sposoby na wygrywanie meczów. Pierwszy to zdobyć jedną bramkę więcej niż rywal, a drugą to stracić jedną mniej niż rywal. Wolę zdobyć jedną więcej bramkę niż rywal. Ale z czasem doszedłem do wniosku że to nie wystarczy bo nie tylko chodzi o zwycięstwo, ale również o styl wygrywania. Teraz chcę wygrywać dwoma bramkami strzelonymi więcej niż rywal. Chcemy dominować, grać aktywnie, atrakcyjnie i z sukcesami. Chcę żebyśmy grali razem w ataku i dla siebie kiedy bronimy. Chcę żebyśmy pokazali swój talent w ataku i charakter w obronie."

Nowy trener Athletic wpisuje się w nowe trendy jakie zapanowały w La Liga czyli zatrudnianie szkoleniowców z przeszłością w Bundeslidze. Nowy trend zaczęła Barcelona biorąc Hansiego Flicka, co wyraźnie odbiło się pozytywnie na jej grze, choć nie do końca wszystko funkcjonuje tam tak jak powinno. No ale kolejne błyskotki do gabloty trafiają. Kompletnym niewypałem okazało się zatrudnienie przez Real Madryt Xabiego Alonso, tyle że akurat niekoniecznie jest to wina trenera, który miał sporo uwag do swoich zawodników i w pewnym momencie padła słynna już w Hiszpanii fraza o trenowaniu żłobka. Alonso został zwolniony, ale w kontekście jego słów i tego co się dzieje w drużynie i jaki dochodzą informacje z szatni to chyba dobrze się stało że Bask nie firmuje już tego swoim nazwiskiem. Świetnym posunięciem było ściągnięcie przez Sociedad mało znanego Pellegrino Matarazzo, który wyciągnął zespół z niemal dna tabeli i zdobył Copa del Rey będąc przez krótki czas nawet zaangażowany w walkę o 5 miejsce dające Ligę Mistrzów. Tyle że po wygraniu Pucharu Sociedad mocno spuścił z tonu mając zapewnioną grę w Lidze Europy w przyszłym sezonie. A szkoda bo mogli powalczyć o coś więcej. No ale i tak progres zespołu jest niesamowity. Ostatnim trenerem, który zawitał z Bundesligi do La Liga jest Martin Demichelis, który objął stery Mallorci. Szkoleniowiec młodzieży w Bayernie również świetnie się znalazł na boiskach Primera Division i odmienił grę zespołu z Balearów na tyle że z pogrążającej się w marazmie drużyny, która wydawała się pogodzona ze spadkiem wyciągnął ją ponad kreskę i szanse na utrzymanie są naprawdę duże.

Cóż, miejmy nadzieję że Edin Terzić będzie miał udaną kadencję na stanowisku trenera Athletic i pozwoli Baskom wznieść się o poziom wyżej w grze i umiejętnościach. Na pewno talentu w zespole jest sporo a i trener wpisuje się standardy drużyny, która gra intensywnie, szybko i agresywnie. Na pewno nie bez znaczenia jest też świetna praca Terzicia z młodzieżą i potrafienie wynaleźć perełki w niższych zespołach, co przyda się w klubie, który w sporej ilości korzysta z własnych wychowanków. Miejmy też nadzieję że naprawi zespół po słabym obecnym sezonie i da mu to czego często brakowało czyli taktykę i świetne przygotowanie pod rywala, czego niestety trenerzy hiszpańscy nie potrafią za bardzo robić.

Witamy na pokładzie Senior Terzić.

fot. Sportschau.de

Kapitalna remontada na Mendizorroza - relacja!https://athleticbilbao.pl/index.php/1936-kapitalna-remontada-na-mendizorro...
10/05/2026

Kapitalna remontada na Mendizorroza - relacja!

https://athleticbilbao.pl/index.php/1936-kapitalna-remontada-na-mendizorroza-relacja

Opublikowano: niedziela, 10, maj 2026 03:22 | Joxer

Ależ meczycho Athletic na Mendizorroza. Los Leones mimo spory przeciwności losu dwukrotnie zdołali odrobić straty bramkowe i zadać ostateczny cios wygrywając z rywalem z Vitorii 2-4. Po pierwszej połowie nic nie wskazywało na to że ekipa z Bilbao zdoła ugrać cokolwiek bo po bramce Blanco przegrywała 1-0. Jednak świetne otwarcie drugiej części meczu za sprawą Navarro pozwoliło na odrobienie strat. Wprawdzie później ponownie rywali na prowadzenie wyprowadził tym razem Tenaglia po rzucie rożnym ale potem kapitalny pokaz gry dali Sancet, który wyrównał stan meczu i następnie Nico Williams, który dwukrotnie pokonał bramkarza Babazorros w końcówce meczu i pozwolił wywieźć komplet oczek na San Mames. Athletic zdobył bezcenne 3 oczka w tabeli i coraz bliżej jest nie tylko utrzymania, ale i być może przy sprzyjających okolicznościach włączenia się do walki o ostatnie miejsce pucharowe.

Pierwsza połowa nie zapowiadała późniejszych emocji. Athletic prowadził grę, miał przewagę i próbował dobrać się do skóry Alaves, ale niestety nie potrafił. Dobrze grająca obrona rywali i trochę brak pomysłu Los Leones stawały na drodze do bramki Sivery. Za to Alaves wykazało się wręcz kliniczną precyzją. Pierwszy atak w 8 minucie spotkania i już gol. Angel Perez przedarł się prawą stroną podał w pole karne do wchodzącego Blanco, którego nie zdążył pokryć żaden z pomocników Athletic i środkowy pomocnik gospodarzy z pierwszej piłki uderzył nie do obrony dla Simona. Można trochę winić Unaia za nieco złe ustawienie bo gol poszedł w krótki róg, ale nasz portero był zasłonięty przez kolegów i nawet nie widział piłki, która uderzał zawodnik Alaves, więc czasu na reakcję było bardzo mało a samo uderzenie bardzo precyzyjne, tuż przy słupku. A nikt nie krył Blanco, a nawet nie próbował blokować tego uderzenia. Potem właściwie już grali tylko przyjezdni bo podopieczni trenera Quique Sancheza Floresa ograniczyli się do sporadycznych kontrataków. Z ciekawszych rzeczy należy wspomnieć wygłupienie się sędziego Alejandro Quintero, który zagwizdał w 44 minucie rzut karny za rzekomy faul Rego na Tonim Martinezie. Sprawę uratował VAR, który dopatrzył się..... spalonego Angela Pereza z dobrą minutę wcześniej bo szczerze mówiąc wstyd było wołać arbitra do monitora gdyż nawet z perspektywy kamery ustawionej na trybunach było widać, że Rego nie zrobił absolutnie nic żeby powalić napastnika Alaves, a powtórki z bliska tylko to potwierdziły. Co więc widział oddalony kilka metrów od całego zdarzenia sędzia naprawdę trudno powiedzieć. No ale na szczęście VAR znalazł coś by uratować sytuację i paranoję sędziego głównego. Arbiter już w doliczonym czasie gry postanowił jeszcze dolać oliwy do ognia swojej kompromitacji gdy zagwizdał zakończenie pierwszej połowy w momencie gdy Nico Williams szedł na bramkę mając przed sobą tylko jednego obrońcę i nie doliczając dodatkowego czasu, który upłynął na długiej analizie VAR tego urojonego karnego. I właściwie to było tyle jeśli chodzi o pierwszą część meczu.

Valverde pozostawił w szatni kompletnie bezproduktywnych Jauregizara, Inakiego i Unaia Gomeza i na drugą połowę wyszli Galarreta, Navarro i Sancet. Do tego doszła zmiana taktyki gdzie Valverde nakazał skrzydłowym schodzenie do środka żeby zniwelować przewagę trójki stoperów w obronie. I to szybko odniosło skutek bo już w 47 minucie mieliśmy remis. Wprawdzie pierwszą groźną akcję przeprowadzili gospodarze gdy Toni Martinez rozegrał piłkę z Diabate, który wpadł w pole karne i uderzył minimalnie niecelne, ale odpowiedź Basków była piorunująca. Simon wybił piłkę z pola bramkowego, ta trafiła do Sanceta, który zgrał głową do Nico, który właśnie zszedł ze skrzydła do środka i oddał piłkę również schodzącemu ze skrzydła Navarro. Robert ścią w kierunku lewej flanki, minął bodajże 3 obrońców, wpadł w pole karne i uderzył na bramkę. Sivera dobrze wyczuł róg, ale futbolówka uderzyła w nogę interweniującego obrońcy i kompletnie zmyliła bramkarza wpadając do siatki. 1-1 na Mendizorroza. Mecz zaczął się właściwie od początku, a ponieważ obie drużyny były zainteresowane wygraną to mieliśmy kapitalne widowisko. Z jednej strony szalał Toni Martinez wspomagany przez Angela Pereza i Denisa Suareza, który starali się napędzać akcje swojego zespołu. Z drugiej strony był wszędobylski Nico Williams, rozrzucający i nadający tempo akcjom Galarreta oraz Rego a także kapitalnie spisujący się w defensywie Yeray Alvarez, którego od czasu do czasu wspomagał Laporte. Niestety w 68 minucie padła bramka dla gospodarzy. Wprawdzie Laporte przyjął na siebie strzał Toniego Martineza, ale chwilę później po rzucie rożnym naszi zawodnicy nie upilnowali wchodzącego Tenaglię, pod którego nogi spadła piłkę i z bliskie odległości mocnym uderzeniem nie dał szans Simonowi. Trudno powiedzieć kto popełnił błąd w kryciu, ale zabrakło przede wszystkim próby zablokowania tego uderzenia bo nikt się nie pofatygował do defensora Alaves. Tyle że radość gospodarzy trwała krótko. W 74 minucie na lewej flance ładnie znalazł się Yuri, podał do Sanceta, który w swoim starym dobrym stylu przyjął piłkę w półobrocie czym zgubił jednego defensora, wpadł w pole karne, przebiegł kilka metrów wzdłuż w kierunku prawego skrzydła szukając dziury w defensywie, a jak już ją znalazł wypalił pod poprzeczkę nie dając żadnych szans Sivierze. 2-2. Tym razem jednak ekipa z Vitorii nie dostała możliwości rozwinięcia skrzydeł bo Los Leones postanowili kuć żelazo póki gorące i przycisnęli jeszcze mocniej. I w 83 minucie było 2-3. Kapitalnie środkiem pola poszedł Navarro, oddał piłkę do znajdującego się przed polem karnym Nico, ten rozegrał klepkę z Guruzetą i otrzymawszy piłkę w polu karnym gdy zbiegał w kierunku prawego skrzydła zdecydował się na natychmiastowe uderzenie w kierunku dalszego słupka. Zasłonięty Sivera nie miał żadnych szans. Deportivo próbowało ruszyć do przodu by przynajmniej uratować remis, ale momentalnie zostało posłane na deski. W 86 minucie rywale stracili piłkę na połowie Athletic, którą odebrał Yeray i podał do Guruzety. Nasz napastnik zobaczył wychodzącego lewym skrzydłem Nico i posłał dalekie może kilkudziesięciometrowe podanie. Tenaglia nie zdołał przejąć piłki, do której dopadł nasz skrzydłowy, pognał na bramkę i z wielkim spokojem w sytuacji sam na sam przelobował wychodzącego bramkarza. 2-4 i praktycznie po zawodach. Wprawdzie Alaves w samej końcówce wypracowało sobie świetną okazję do zdobycia bramki i zmniejszenia rozmiarów porażki, ale Guridi przegrał pojedynek sam na sam z Simonem i wynik pozostał bez zmian. Athletic wygrał po kapitalnej drugiej połowie 2-4 i zdobył bezcenne 3 punkty do klasyfikacji. Po meczu cały zespół mógł świętować nie tylko wygraną, ale i 500 mecz Valverde oraz jego asystenta Jona Aspiazu na ławce trenerskiej Los Leones.

W końcu dobry mecz Athletic i przede wszystkim skuteczny. Szkoda jedynie błędów w obronie, z których dwa skończyły się bramkami dla gospodarzy. To jest zdecydowanie największy problem zespołu trenera Valverde, który raczej już nie ulegnie poprawie w tym sezonie i będzie musiał nad tym mocno popracować nowy trener czyli Edin Terzić. Na szczęście atak dowiózł i tutaj trzeba oddać trenerowi Valverde bardzo dobre zmiany w przerwie meczu i przede wszystkim dobranie taktyki do gry przeciwko systemowi z trzema stoperami. Tutaj świetnie sprawdziło się schodzenie skrzydłowych do środka pola i niwelowanie przewagi obrońców. Tak padła bramka wyrównująca na 1-1, a także bramka dająca prowadzenie 2-3. Naprawdę tym razem nasz szkoleniowiec spisał się naprawdę świetnie. Szkoda jedynie że nasz zespół nie zagrał tak od początku meczu, ale lepiej późno niż wcale. Kolejne pozytywy to dwa gole i asysta Nico Williamsa. Nasz skrzydłowy powoli wraca do formy i miejmy nadzieję że utrzyma tą dyspozycję do końca sezonu, co może dać mu przepustkę do kadry na mundial. Aż szkoda że wcześniej nie zdecydowano się na kurację tylko kombinowano z jakimiś „chałupniczymi" metodami. Bardzo ładnego gole strzelił Oihan Sancet, który był niemal kompletnie niewidoczny do tego czasu na murawie, ale kiedy przyszła ta można powiedzieć jedna jedyna akcja spisał się na medal. Może nasz ofensywny pomocnik również odzyska formę bo na pewno to trafienie powinno go podbudować bo można powiedzieć było zupełnie w stylu Oihana z poprzedniego sezonu czyli ładne przyjęcie ze zwodem, zgubienie obrońców i potężne uderzenie do siatki. Na pewno świetna akcja naszego mediapunty. Bardzo dobre zawody rozegrał też Gorka Guruzeta, który tym razem do siatki nie trafił, ale zaliczył dwie asysty przy trafieniach Nico Williamsa, popisując się naprawdę kapitalnymi podaniami. Najsłabiej z całej przedniej formacji spisał się Inaki Williamsa i wcale nie jest dziwne że na drugą połowę nie wyszedł na murawę będąc zastąpionym przez Roberta Navarro, który zresztą już w pierwszej swojej akcji strzelił gola. Jeśli chodzi o drugą linię to tutaj niestety zjazd formy zalicza Jauregizar, no ale to nie dziwne skoro to najbardziej wykorzystywany zawodnik z pola przez trenera Valverde, który grał praktycznie wszystko bez odpoczynku (chyba że pauzował za kartki), tak więc akurat On ma prawo mieć dołek formy bo nie da się rozegrać całego sezonu na takich obrotach jakie zafundował Txingurri swojemu podopiecznemu. Całkiem nieźle spisał się Rego, który tym razem zagrał odważniej do przodu, ale i dość skutecznie w tyłach. Tutaj na pewno występ na plus. O obronie już pisałem i nie będę rozpisywał gry poszczególnych zawodników. Generalnie było całkiem dobrze, ale niektóre błędy po prostu nie miały prawa się przydarzyć. Jeszcze bramkę na 1-0 jakoś można by pominąć, ale gol Tenaglii na 2-1 to katastrofa w defensywie bo praktycznie nikt nie pilnował zawodnika rywali, piłka spadła na około 7 metr gdzie rozpędzony obrońca rywali wpakował ją nogą do siatki. Piłka powinna być wybita wcześniej i zupełnie nie była kontrolowana przez obrońców Los Leones. Jedyne co cieszy to forma Yeraya, który akurat zagrał najlepiej z całej formacji, wielokrotnie przerywając groźne ataki rywali. Wydaje się że nasz stoper szybko dochodzi do dobrej formy i oby tak dalej bo naprawdę może się przydać, tym bardziej że Laporte i Vivian mają sporo meczów w nogach. Szkoda że Txingurri nie próbuje rotować bardziej na środku obrony bo Aymericowi przydałby się odpoczynek jeśli ma jechać na Mundial, a Vivian ma sporą obniżkę formy. Inna sprawa że na drużyny pokroju alaves dysponując szybkimi zawodnikami ofensywnymi akurat Alvarez, który jest właśnie dość szybki i zwinny nadaje się idealnie. Teraz pozostaje powtórzyć formę w kolejnych meczach bo patrząc na ligową tabelę, która jest bardzo spłaszczona to wciąż można nie tylko wiele zyskać ale i wiele stracić.

Statystyka meczu:
Składy:
Alaves: Sivera – Jonny, Tenaglia, Parada – Angel Perez, Ibanez (62' Guevara), Blanco, Suarez (62' Guridi), Rebbach – Toni Martinez, Diabate (73' Alena).
Trener: Quique Sanchez Flores

Athletic: Simon – Gorosabel (73' Areso), Yeray, Laporte, Yuri – Jauregizar (46' Galarreta), Rego – Inaki Williams (46' Navarro), Unai Gomez (46' Sancet), Nico Williams (89' Adama) – Guruzeta.
Trener: Ernesto Valverde

Wynik: 2 – 4
Bramki: 8' Blanco, 68' Tenaglia – 47' Navarro, 74' Sancet, 83' i 87' Nico Williams
Żółte kartki: Toni Martinez, Ibanez, Blanco, Alena – Valverde (trener), Guruzeta, Nico Williams, Jauregizar (poza boiskiem)
Posiadanie piłki: 50% - 50%
Strzały: 7 – 9
Strzały celne: 4 – 4
Rzuty rożne: 4 – 7
Podania: 402 – 404
Spalone: 4 – 0
Faule: 8 – 13
Dośrodkowania: 18 – 23
Widzów: 19123
Sędzia: Alejandro Quintero

Adres

Warsaw

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy AthleticBilbao.pl umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij