10/08/2026
„Autor nie jest dojną krową” – pisze Jacek Dehnel w polemice ze Zbigniewem Czerwińskim, komentując dyskusję wywołaną powstaniem Spółki Autorskiej Heca.
Po dwudziestu latach kariery Zygmunt Miłoszewski zdecydował się założyć własne wydawnictwo. „Pytacie: dlaczego? Oczywiście dla hecy, jakżeby inaczej. A poza tym ja się muszę w końcu na własnej skórze przekonać, czy prowadzenie wydawnictwa fair trade jest możliwe. Przez dwadzieścia lat kariery pisarza i społecznika dowiedziałem się rzeczy, których nie da się oddowiedzieć. Niesprawiedliwości, upokorzenia, także zwyczajne kanty, których ofiarami padali utalentowani, zachwycający ludzie – mnie też to nie ominęło. I zawsze to samo wyjaśnienie: no rynek niestety tak działa, co poradzisz. Rynku, przybywam! Sprawdźmy, czy da się na nim normalnie funkcjonować” – mówi Miłoszewski.
Powstanie Hecy w istocie wywołało hecę i zarzut, że autorzy, chcąc mieć większą kontrolę nad własną twórczością i większy udział w generowanych przez nią przychodach, zaszkodzą… rynkowi książki.
Zbigniew Czerwiński, wieloletni wydawca i obecny prezes SAiW Copyright Polska, uważa, że nowe powołane przez pisarza wydawnictwo skupiające uznanych, dobrze sprzedających się twórców „uderza w fundamenty rynku książki”. W jego ocenie dochody z bestsellerów pozwalają tradycyjnym wydawnictwom finansować debiuty, książki niszowe i bardziej ryzykowne przedsięwzięcia. Wyprowadzenie najbardziej dochodowych katalogów poza ten system może więc zachwiać jego równowagą.
Jacek Dehnel odpowiada ostro i podważa podstawowe założenie tej argumentacji. Autor podpisuje umowę na wydanie swojej książki, nie na finansowanie polityki wydawniczej oficyny. To wydawca jako przedsiębiorca decyduje, na jakie tytuły przeznaczy wypracowany zysk i jakie ryzyko podejmie.
Dehnel, pisząc o tym, kto tak naprawdę finansuje ryzyko na rynku książki, podkreśla: „polski rynek przez wydawców został ustawiony jako rynek hazardowy, to znaczy zaliczki są śmiesznie niskie, w wysokości kilku minimalnych krajowych miesięcznych pensji za książkę (pisaną rok lub dwa), więc kupują dużo, obstawiają sobie różne stawki i z czymś im wychodzi; a jak wychodzi, to zaczynają tam wkładać więcej pieniędzy na promocję, itd. Opłaca się zatem wydawać dużo i byle jak, bez głębiej przemyślanej strategii promocyjnej, po czym obserwować, która rybka bierze”.
Zauważa również, że pojawienie się wydawnictw tworzonych przez samych autorów nie jest zagrożeniem dla rynku, lecz może być początkiem konkurencji również o autorów, a co za tym idzie konkurencyjności na polu jakości współpracy: wysokości wynagrodzeń i zaliczek, przejrzystości rozliczeń i warunków umów oraz promocji. Jeśli twórcy zyskują możliwość wyboru między różnymi modelami wydawania swoich książek, tradycyjni wydawcy mogą zostać zmuszeni do zaoferowania im lepszych warunków.
Zatem może, zamiast zastanawiać się, czy inicjatywy wydawnicze takie jak Heca zagrożą obecnemu modelowi rynku książki, powinniśmy zapytać, czy ów model jest rzeczywiście tym, którego należy za wszelką cenę bronić.
Zachęcamy do przeczytania obu komentarzy:
Jacek Dehnel: https://rynek-ksiazki.pl/aktualnosci/jacek-dehnel-autor-nie-jest-dojna-krowa/
Zbigniew Czerwiński: https://rynek-ksiazki.pl/aktualnosci/wydawnictwo-heca-biznesowy-majstersztyk-czy-zagrozenie-dla-rynku-ksiazki/