Grupa Inicjatywa

Grupa Inicjatywa Naszą misją jest odbudowa więzi społecznych. Pracujemy na rzecz integracji ponad podziałami. Hej, dziękujemy, że tu jesteś. Tak jak nas.

Chcemy działać na rzecz modernizacji Polski w obrębie myślenia, relacji społecznych i instytucji. A skoro tu jesteś, to pewnie napędza Cię społeczna wrażliwość. Pewnie tak jak my widzisz, ile wokół jest osób potrzebujących wsparcia, zmagających się samotnie z problemami przekraczającymi ich możliwości. Być może i Ty jesteś taką osobą? Może i Ty sam masz historię, którą chciałbyś opowiedzieć innym?

Pomóż nam stworzyć do tego platformę. Pomóż nam opowiedzieć prawdę o sobie (o innych) i o tym co Cię spotkało.

Czy w tym kraju człowiek już nawet nie może umrzeć spokojnie?
15/04/2026

Czy w tym kraju człowiek już nawet nie może umrzeć spokojnie?

Ten przypadek opisuje mi w mailu Pani Elżbieta, a mi włosy stają dęba. Dopytuję ją gdzie to i jak to, a ona wszystko mi przekazuje - więc znam nazwę tego hospicjum i nazwisko lekarza odpowiedzialnego za tę sytuację. Przeczytajcie sami:

"Mój ojciec ma raka krtani, nie może przełykać, leży w hospicjum, gdyż potrzebuje stałej opieki. Jest osobą niewierzącą.

To, co tam zobaczyłam, wstrząsnęło mną.

Życie w hospicjum jest podporządkowane religijnemu rytuałowi. Codziennie transmisja mszy, potem rozdawanie kubeczków z wodą „do popicia wafla”, ksiądz roznosi hostie, pielęgniarki chodzą za nim z dzwoneczkami.

Mój tata po weekendzie był po silnych lekach przeciwbólowych. Półprzytomny, nie wiedział, co się z nim dzieje. Nie był w stanie jeść ani pić. I wtedy zobaczyłam coś białego w jego ustach. Wyjęłam to – to była hostia.

Odłożyłam ją na stolik.

Następnego dnia dostałam telefon, że mam natychmiast przyjechać. Myślałam, że chodzi o stan zdrowia ojca. Okazało się, że zostałam wezwana na coś, co mogę nazwać tylko sądem kapturowym.

W jednym pokoju: ordynator, lekarka, ksiądz, pielęgniarka oddziałowa, pielęgniarka dyżurna i psycholożka. I ja. Przez pół godziny byłam przepytywana i strofowana za to, że „obraziłam uczucia religijne”, bo odłożyłam hostię.

Zapytałam ich wprost: czy to jest placówka świecka czy religijna? Dano mi do zrozumienia, że jeśli się nie dostosuję, mogę zabrać ojca. Dodam tylko, że mój tata jest niereligijny. Komunię przyjmował tylko dlatego, żeby się nie wyłamywać.

Na koniec zapytałam o PEG, bo ojciec ma poważne problemy z jedzeniem po radioterapii. Usłyszałam, że nie planują. Bo lepiej, żeby – jeśli nie będzie mógł jeść – umarł, niż żeby go „uporczywie utrzymywać przy życiu”.

Wyszłam stamtąd wstrząśnięta. I najgorsze jest to, że nie mam gdzie zabrać ojca."

No i powiedzcie mi, jak reagować? Jak pomóc pani Elżbiecie i jej ojcu? Co można zrobić w tej sytuacji? Czy jest z nami prawnik?
Podawajcie to dalej i piszcie o swoich doświadczeniach z hospicjum. Czy w Polsce nie da się umrzeć na spokojnie!?

PS: Od razu informuję, że ilustrację wykonałem przy pomocy AI.

Zgłaszajcie się z różnych miast!
10/04/2026

Zgłaszajcie się z różnych miast!

Nasza cudowna koleżanka Maria z Zakopanego szuka towarzystwa na 3 maja. Mówi, że jeśli nikogo nie znajdzie to pójdziesz sama pod kościół i przybije tezy świeckiego państwa. Dawaj znaka jeśli chcesz pójść z nią.

Jest też miła koleżanka w Koszalinie która szuka towarzystwa. No i ja szukam towarzystwa w Gdańsku. Kto pójdzie ze mną pod Bazylikę Mariacka?

Zamów od nas plakat „Tezy Świeckiego Państwa”, a 3 maja o godzinie piętnastej udaj się pod swój kościół by symbolicznie ...
09/04/2026

Zamów od nas plakat „Tezy Świeckiego Państwa”, a 3 maja o godzinie piętnastej udaj się pod swój kościół by symbolicznie przybić je do drzwi.

Symbolicznie, czyli:
- przyklejasz na usuwalne gumki
- zawieszasz na płocie
- zawieszasz na drzewie
- trzymasz w ręku i ogłaszasz.

Dołącz do akcji - 3 maja przybijamy Tezy Świeckiego Państwa w całej Polsce.
08/04/2026

Dołącz do akcji - 3 maja przybijamy Tezy Świeckiego Państwa w całej Polsce.

Świat pogrąża się w chaosie dzięki reaktywacji religijnej ciemnoty w średniowiecznym wydaniu. Nie mamy chyba wątpliwości, że ci dwaj - i cała gama innych - przerażających idiotów dorwała się do władzy dzięki ludziom, którzy na co dzień chodzą do kościołów, klepią różańce i mają jak najlepsze intencje?

Donald Trump w 2016 roku zdobył około 81% głosów białych ewangelikalnych protestantów. W 2020 to nadal ok. 76%. Jego poparcie nie spada poniżej 36%, gdyż tylu jest w Stanach twardogłowych chrześcijan.

W Polsce Karol Nawrocki wyrósł na gruncie obrony wartości katolickich, wspierany przez miłe starsze panie, przerażone atakiem ideologii LGBT i wegetarian. Panie, które dbają o rodzinę, gotują rosołki i wysyłają pieniążki na Licheń, zagłosowały na patusa z siłowni, który ukradł staruszkowi mieszkanie.

O ironio, ten mechanizm opiera się na demokracji - i działa mniej więcej tak:

1. System demokratyczny gwarantuje wolność zrzeszania się wszystkim graczom - także tym, którzy gardzą demokracją i wzywają do jej obalenia.

2. Wolność religijna zapewnia swobodę funkcjonowania światopoglądom nienaukowym, antydemokratycznym, które hołdują przesądom średniowiecznym i tworzą fałszywy obraz świata. Te doktryny zawłaszczają dla siebie wartości ogólnoludzkie, takie jak rodzina, tradycja, etos pracy, patriotyzm, a kompromitują wszelkie dążenia wolnościowe.

3. Wolność słowa gwarantuje możliwość rozpowszechniania propagandy populistycznej, kłamliwych teorii spiskowych, fake newsów. Na bazie tej wartości demokratycznej powstaje całe alternatywne pole przekazu, w którym ludziom religijnym wmawia się zagrożenie, grając na ich fobiach.

4. Lobbing: mechanizm wpływu na proces legislacyjny i wyborczy, który umożliwia siłom antydemokratycznym (wielkiemu biznesowi) wspieranie kandydatów reprezentujących interesy korporacyjne. Przedstawia się ich jako obrońców tradycyjnych wartości.

W rezultacie ludzie religijni zostają wystrychnięci na Dutków i głosują na patusów, którzy mają ich w głębokiej pogardzie.

Dlatego trzeba się domagać państwa świeckiego w Polsce. Dopóki skutecznie nie rozdzilimy religii od państwa, nie poradzimy sobie z problemem - czyli cynicznym wykorzystywaniem antydemoikratycznych mechanizmów wpływu na proces demokratyczny.

Zobacz nasze Tezy Świeckiego Państwa, które 3 maja, w dzień konstytucji, zamierzamy powiesić przed kościołami w Polsce. https://inicjatywafundacja.pl/2026/01/10/25-tez-swieckiego-panstwa/

Dołączajcie do akcji!
05/04/2026

Dołączajcie do akcji!

3 maja, w Święto Konstytucji chcielibyśmy w całej Polsce przybić do drzwi kościołów tezy świeckiego państwa. (Przybicie symboliczne, żeby nie było oskarżeń o wandalizm).

Mamy ekipę w Gdańsku, w Rzeszowie, Krakowie, Wrocławiu. Być może w Poznaniu.

Jeśli chcesz wziąć udział w tej akcji w swojej miejscowości, odezwij się do mnie na priv.

Tutaj tezy: https://inicjatywafundacja.pl/2026/01/10/25-tez-swieckiego-panstwa/

03/04/2026

Czemu nie warto być księdzem. Warto posłuchać.

01/04/2026

Na zdjęciu niejaki Marcin Zarębski, buraczany polonista z Podkarpacia, który w moim wspomnieniu o zmarłym koledze próbował mi wytknąć błąd językowy. Obiecałem mu wtedy, że tak tego nie zostawię i że wrócę do tematu, więc wracam. Już wtedy nazwałem go burakiem, więc headline nie powinien być dla niego zaskoczeniem. Teraz natomiast wyjaśnię, dlaczego uważam go za skrajną buraczaną mendę.

Sprawa wygląda tak: 2 lutego opublikowałem na FB tekst wspomnieniowy o moim wykładowcy, który umarł nagle i niespodziewanie, czym pogrążył nas wszystkich w głębokim smutku. Tekst był bardzo osobisty, a na jego zakończenie zwróciłem się wprost do zmarłego i zawołałem: „Dziękuję, Kacper, za tę czwórkę na egzaminie. Trochę się wtedy skrzywiłem, że obniżyłeś mi ocenę, ale jeśli moja wiedza była na czwórkę, to Twoja była daleko poza skalą. Żałuję, że nie poznałem Cię lepiej. To Ty miałeś zostać moim wzorem etnografa!”

To wspomnienie poruszyło wielu ludzi, choć Kacper był dla nich osobą nieznaną. Wpis udostępniono ponad 500 razy, ponad 11 tysięcy osób dało serduszka, pojawiło się mnóstwo komentarzy od osób głęboko poruszonych tym wspomnieniem, a fragmenty przedrukowała Gazeta Wyborcza. Pisano, że tekst jest piękny, ważny, a różni ludzie dziękowali mi i odczuwali żal.

I na to ten burak z Podkarpacia pisze mi, że wszystko świetnie ładnie, ale nie Kacper, tylko Kacprze się pisze. Mam używać wołacza, bo buraczany polonista tak woli.

Powiem szczerze, że spadłem z krzesła.

Odpisałem mu więc dość uprzejmie, że będę używał takiego przypadka jaki mi pasuje, gdyż to ja używam języka, a nie język mnie. I jeszcze dodałem: Pozdro!

Ale burakowi to nie wystarczyło. Brnął dalej, że będzie wytykał błędy, by językowi zwracać należny mu honor.

Rozumiecie go? On będzie „językowi zwracać należny mu honor” w moim wspomnieniu o zmarłym koledze.

Na to włączyli się inni komentujące, zwracając Zarębskiemu uwagę, że może nie powinien się czepiać, a ten - uwaga - napisał, że „Edukacja ponad wszystko, dbanie o nasz język jest moralnym obowiązkiem każdego obywatela”. Według tego buraka wytykanie błędów w epitafiach jest moralnym obowiązkiem każdego obywatela!

Napisałem mu więc, że jest po prostu "smutną ofiarą polskiego systemu szkolnego, zinternalizowałeś przemoc i przyjąłeś ją jako moralną konieczność, co jest i smutne i groźne. Pomysł, że twoim obowiązkiem jest wytykać innym błędy jest niestety ponurym podsumowaniem polskiej szkoły”. Czyli ciągle jeszcze unikałem powiedzenia mu wprost, że jest burakiem, tylko starałem się zwrócić uwagę na działający tu mechanizm.

Ale burak dopiero się rozpędzał. Napisał mi, że to ja jestem ofiarą bezstresowego wychowania, „czego rezultatem jest mentalność róbta co chceta, a zasady są kajdanami. Każda uwaga jest atakiem, a szkoła więzieniem. W świecie nie ma autorytetów, to i zasady gramatyczne to dla ciebie stek bzdur, bo liczysz się tylko ty. Ot, esencja twojej osobowości. Powodzenia w życiu szczególnie dla osób wokół, bowiem ich krytyki nie udźwigniesz”.

Zapytałem go więc, czy pamięta, że pisze pod wspomnieniem o moim zmarłym koledze. Ostrzegłem, że do tego szerzej się odniosę, bo takiej mendowatosci to ze świecą szukać, na co burak napisał - uwaga - „sam jesteś mendą. Udajesz troskliwego, a po innych jeździsz, bo ktoś śmiał ci zwrócić uwagę. To dopiero podłość”.

Typ napisał mi pod wspomnieniem o moim zmarłym koledze, że jestem mendą, bo napisałem Kacper nie Kacprze. Porzuciłem więc buraka uznając, że dalsza rozmowa nic już nie wniesie, a gdy inni zwracali mu uwagę, żeby się opamiętał, odcinał się opryskliwie, pani Barbarze kazał milczeć, a panią Aldonę nazwał lokalną idiotką.

Oto jaką mendą jest ów burak polonista, którego macie na zdjęciu - każdy może sobie wyrobić opinię, czy działa w imię honoru należnego językowi. Zachęcam do zbadania jego profilu. Nie znajdziecie tam żadnych pięknych tekstów, które można by uznać za buraczany wkład w rozwijanie języka rodzimego, burak polonista powiela tam tylko jakieś memy.

Dobra, c**j z nim, przejdę teraz do podsumowania językowego. W komentarzach zwracano już uwagę burakowi poloniście, że od dziesięcioleci w języku polskim mianownik wypiera wołacz no i że w moim tekście nie zauważył stylizacji na język potoczny, więc w sumie błąd sobie uroił. Ale on tego nie kuma, więc ja skupię się na innym, dużo ważniejszym temacie: samym języku. Spróbuję wyjaśnić, jaki mechanizm stoi za buraczanym zwyczajem zwracania innym uwagi na błędy językowe, który jest powszechny w polskim życiu językowym.

Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że nie ma czegoś takiego jak "poprawna wersja języka". To co burak polonista uznaje za poprawną wersję jest wersją wytworzoną przez klasę inteligentów w czasie formowania się państw narodowych (czyli pod koniec XIX wieku) na podstawie języka używanego przez klasę dominującą. Ta wersja została przyjętą przez dominującą elitę jako właściwa, a następnie została wdrożona do szkolnictwa powszechnego jako wzorzec. Warto to zrozumieć. Ów wzorzec pomijał regionalizmy, naleciałości, gwary oraz języki wiejskie i robotnicze i stał się matrycą, do której zaczęto wtłaczać szerokie masy społeczne - często za pomocą rózgi, wyśmiewania, napiętnowania i kar - czyli prościej mówiąc, przemocy. Przy okazji aktywnie zwalczano języki regionalne jako wieśniackie. To, co burak polonista uważa za poprawny język polski, jest więc formą kodu rozpoznawczego, po którym dominujące elity rozpoznają swoich i eliminują innych, czytaj: słabiej wykształconych, przedstawicieli niższych klas, ludzi ze wsi oraz imigrantów czy osoby z niepełnosprawnościami.

Język sam w sobie nie ma żadnego obiektywnego wzorca, ani fundamentu. Językoznawcy i antropolodzy zwracają na to uwagę od lat. Jak pokazywał Ferdinand de Saussure, znak językowy jest arbitralny – nie istnieje żaden naturalny związek między słowem a rzeczą, którą opisuje. To, że mówimy „drzewo”, a nie „tree” albo „arbre”, wynika wyłącznie z umowy społecznej. Claude Lévi-Strauss rozwijał tę myśl, pokazując, że znaczenia nie są „w rzeczach”, tylko powstają w relacjach między elementami systemu dźwięków. Z kolei Jacques Derrida pokazał, że znaczenie nigdy nie jest ostateczne – zawsze zależy od kontekstu i ciągle się przesuwa. Pierre Bourdieu zauważył natomiast coś kluczowego: to, co uznajemy za „poprawny język”, nie jest bardziej prawdziwe od innych form języka, tylko zostało uznane za obowiązujące przez instytucje władzy – szkołę, państwo, elity. Innymi słowy: język to nie odbicie rzeczywistości, tylko system umów, a „poprawność” to nie fakt, tylko struktura władzy.

Czy burak mnie słyszy?

Język to arbitralnie przyjęte dźwięki, które nie mają żadnego uzasadnienia w obiektywnej rzeczywistości fizycznej czy społecznej, a jego wersje są polem społecznych negocjacji związanych ze strukturą władzy. Władzy! Tu dochodzimy do sedna: buractwo Zarębskiego polega na tym, że zwracając mi uwagę dokonuje aktu przemocy podpinając się pod system władzy zaszyty w koncepcji „poprawności językowej”.

Rozumiesz, buraku polonisto?

Każdy język ma wiele wersji: gwar, regionalizmów itd. i ciągle się zmienia. Wystarczy kilkadziesiąt lat separacji językowej, by dwie grupy wychodzące z tego samego korzenia zaczęły mówić inaczej. Świetnie to widać gdy czytamy polskie teksty z początku 20 wieku - a z 19 wieku stają się mało zrozumiałe.

Ale to nie wszystko! Język różni się także indywidualnie pomiędzy użytkownikami, dlatego w językoznawstwie mówi się o idiolekcie – języku jednostki, na który wpływ ma indywidualna wyobraźnia językowa, kompetencje kognitywne, doświadczenie życiowe czy zwyczajny gust. Każdy z nas mówi trochę „swoim językiem”, czego szkoła może nie dostrzegać, próbując wepchnąć wszystkich w ten sam językowy garnitur. Dlatego właśnie tak wielu z nas nienawidziło polskiego w szkole i ma z tymi lekcjami jak najgorsze wspomnienia.

Dlatego właśnie wytykanie błędów językowych jest buractwem, wieśniactwem i śmierdzi skarpetą.

I nie ma to nic wspólnego z obroną jakiegoś honoru - to przemoc. Jeśli rzeczywiście zależy ci na obronie polskiego, jego piękna i charakteru, buraku, to zacznij pisać, zamiast przeklejać memy, a z błędów czerp inspiracje.

I generalnie spierdalaj.

Takie rzeczy u naszych aliantów.
26/03/2026

Takie rzeczy u naszych aliantów.

W połowie marca 2026 roku, kilkaset metrów od Watykanu w Rzymie, w renesansowym Palazzo Orsini odbył się zamknięty, czterodniowy cykl wykładów poświęconych… Antychrystowi. Głównym wykładowcą był miliarder technologiczny Peter Thiel, a wydarzenie – organizowane m.in. przez Vincenzo Gioberti Cultural Association i Cluny Institute – miało charakter ściśle elitarny: wyłącznie na zaproszenie, bez udziału mediów. Wśród uczestników znaleźli się akademicy, ludzie świata technologii, konserwatywni intelektualiści katoliccy oraz przedstawiciele duchowieństwa.

Peter Thiel to jedna z najbardziej wpływowych i tajemniczych postaci współczesnego kapitalizmu: miliarder, współzałożyciel PayPala, inwestor stojący za Palantirem i Facebookiem, a także polityczny sojusznik Donalda Trumpa. Thiel od lat rozwija własną interpretację chrześcijaństwa, silnie inspirowaną myślą René Girarda. Uważa, że świat zmierza ku punktowi krytycznemu – zamiast oddalać się od przemocy, coraz bardziej ją maskuje i systematyzuje. Antychryst jest dla niego globalnym porządkiem, który obiecuje pokój, bezpieczeństwo i racjonalność, a w rzeczywistości neutralizuje konflikt kosztem prawdy i wolności.

To wizja, w której Armagedon nie nadchodzi jako katastrofa z zewnątrz, ale jako efekt uboczny demokratycznie zarządzanego świata. A mówiąc jeszcze prościej, Thiel jest przeciwko regulacjom i społecznemu nadzorowi nad technologią.

Polecam Wam Naomi Klein i jej tezy zawarte w książce Doppelganger, oraz jej ostatni tekst w The Guardian. Klein diagnozuje ciekawe zjawisko: światowe elity poszły w jakieś neo-chrześcijaństwo i przygotowują się na ponowne nadejście Jezusa. Najbogatsi ludzie świata coraz bardziej „odklejają się” od wspólnej rzeczywistości i bredzą o Zagładzie, w której zwycięzcami będą wybrani. Zamiast traktować przyszłość jako wspólne zadanie, wieszczą Koniec, który trzeba albo przeczekać w złotym schronie albo wykorzystać na swoją korzyść. Widać w tym rzecz jasna chorobliwego wirusa chrześcijańskiego fatalizmu, oraz wynaturzenie światowego systemu ekonomicznego, który od czasów Reagana uparcie wspiera rozwarstwienie.

Klein pokazuje też, że ten sposób myślenia splata się z polityką wykluczenia: izolacjonizmem, wznoszeniem murów przed migrantami, obsesją granic i przekonaniem, że świat trzeba podzielić na tych, którzy „należą”, i tych, których można zostawić poza nawiasem - oraz strategiami "bezpieczeństwa". Doskonałym przykładem tego typu projektu jest Izrael, wznoszący zaawansowane technologicznie mury, osłaniający się "żelaznym sklepieniem", budujący schrony dla wszystkich obywateli. To samo obwieszcza Trump: plan zbudowania "złotego sklepienia" nad USA. Amerykańscy miliarderzy coraz śmielej mówią o "prywatnych miastach", w których zamieszkać będzie mogła tylko "biała elita", wyjętych spod prawa państwa narodowego, kierująca się innym zestawem wartości.

W ten sposób ten koszmarny wirus, jakim jest chrześcijaństwo, który Europa wyeksportowała na świat, wraca do nas opakowany w nowe pozłotka: koszmarny potwór faszyzmu, szowinizmu i transhumanizmu.

Od lat twierdzę, że faszyzm jest szczytowym osiągnięciem europejskiego chrześcijaństwa.

Piszę o tym w książce 365 lekcji religii, którą zamówisz tu: https://rafalbetlejewski.pl/produkt/365-lekcji-religii-dla-calej-rodziny-ktora-chce-sie-wyzwolic/

15/03/2026

Egzorcyzmy to konkretnie zjeb@ny temat.

10/03/2026

Trzeba zablokować ten projekt. Słyszeliście o tym!?

24/02/2026
Polska.
17/02/2026

Polska.

Sołtyska Bojana, Agnieszka Bubacz, została odwołana z funkcji. To ta, która w pierwszym szeregu prawicowych gamoni domagała się sprawiedliwości dla krzyża w Kielnie poniżonego przez lokalną nauczycielkę. Wygrażała pięścią razem z wędliniarką Arciszewska-Mielewczyk, myślicielem Konradem Niżnikiem, bojówkarzem Bąkiewiczem, czy Romanem Dambekiem, który przekazał szkole krucyfiks.

Odwołanie odbyło się w entuzjastycznym nastroju na sali gimnastycznej lokalnej szkoły: „za” głosowało ponad 85% zebranych, a mój lokalny informator mówi, że na zebranie przyszło ponad pół tysiąca osób, choć normalnie to zazwyczaj kilkadziesiąt. Nawet Kaszubi skurczyli się ze wstydu aktywnością Agnieszki Bubacz, która rozsławiła Bojano w kręgach narodowo-psychiatrycznych.

No i super, można by było powiedzieć, religijna bestia dostała po nosie w Bojanie, które jest na Kaszubach, które są obszarem katolickiego fundamentalizmu od 150 lat... ale czy to kończy temat? Wątpię. Tam są aktywne inne szatany.

Żeby było jasne: mój tekst nie jest wymierzony w kaszubski ludowy katolicyzm, który jest życzliwie skromny i pachnie ciastem drożdżowym. To od stu lat jest kaszubska strategia utrzymania tożsamości także przeciwko polskiemu nacjonalizmowi czasów PRLu. Na celowniku mam katolicki neo-bolszewizm, czyli wykorzystywanie dominującej ideologii do promowania różnego rodzaju miernot dążących do władzy. Ten katolicyzm szkodzi samym Kaszubom, o czym poniżej.

Pisze do mnie mieszkaniec Bojana: ona jest chyba związana z sekciarstwem różańcowym, które nazywa się Koinonia Jan Chrzciciel. Moja żona w to wpadła. Zaczęło się od tego, że zaczęła klękać przed kościołem, gdy szła do sklepu, znikała na całe popołudnia, zaczęła nienawidzić Żydów, którzy "ukradli ciało Jezusa", emigrantów muzlimów i generalnie ustał z nią kontakt. Skradli mi żonę.

Koinonia Jan Chrzciciel? Yyy!? Patrzę w Googla a tam mi wyskakuje, że to ciężki katolicki pomrok, jedna z największych wspólnot charyzmatycznych świata działająca w "duchu odnowy w Duchu Świętym" i tra ta ta ta. Założyciel, ksiądz z Argentyny, Ricardo Argañaraz, we Włoszech został skazany za wyłudzanie pieniędzy w zamian za obietnicę uzdrowienia. Sekta ma skrót KGB i jest oskarżana o silną kontrolę nad członkami, presję psychiczną, uzależnianie od liderów, izolowanie od świata zewnętrznego oraz wykorzystywanie religijnej retoryki uzdrowień i posłuszeństwa. KGB staje się też źródłem konfliktów rodzinnych (patrz wyżej) oraz manipulacji finansowych.

Hellou, może pani Agnieszka Bubacz rozwinie temat?

Słyszę, że w Bojanie KGB spotykali się najpierw na łące pod lasem, a następnie znaleźli jakąś salę. Chętnie dowiem się więcej od lokalnych obserwatorów - jeśli ktoś utracił bliskich w tej sekcie, niech pisze na priv. Zapewniam anonimowość.

Ex-sołtyska Bubacz rzucała się już na głębszą wodę polityczną, gdy próbowała startować w wyborach do Sejmu z Konfederacji, a teraz wspiera Konfederację Korony Polskiej, bo to takie miłe towarzystwo. Uważana była za leniwą i zazdrosną o inicjatywy obywatelskie, które usiłowała przypisać sobie, natomiast wigoru nabierała w nagłych erupcjach religijnej nerwicy - jak w czasie afery wokół krzyża w Kielnie oraz w sporze o logo własnej wsi postawione za blisko krzyża. Sekciarstwo ma w Bojanie tradycje: w 2009 roku fundamentaliści stanęli w obronie lokalnego proboszcza Mirosława B., skazanego za pojenie wódą piętnastolatki w celu obłapiania. To ten sam, który montował złote sracze w rezydencji w ówczesnego metropolity gdańskiego abp. Sławoja Leszka Głódzia w Gdańsku-Oruni.

Ciekawi mnie też, co się dzieje z rodziną Kamoli (Agata, Andrzej Kamola), która tak gorliwie donosiła do radia Maryja o demolowaniu symboli religijnych w szkole w Kielnie, zmyślając na ten temat coraz to nowe rewelacje. „To plastikowe g… nie będzie tutaj wisieć i otrzepała ręce z obrzydzeniem” – mówiła o nauczycielce Agata Kamola radiu Maryja. Czemu? Po co? Czy dziś się wstydzi? Czy jest z siebie dumna? A jak się z tym czuje ich syn, którego wędliniarka Arciszewska-Mielewczyk lansowała na rycerza krzyżowego, a który nawet nie był w tej klasie? Ósme przykazanie pamiętają?

No i na koniec o tej tożsamości kaszubskiej. Otóż kilka lat temu tamtymi okolicami wstrząsnęła awantura o Smętka, czyli postać z kaszubskiej demonologii ludowej, której figurę postawiono przy szlaku turystycznym, mającym promować lokalną kulturę. Nie zniósł tego jednak lokalny proboszcz, który podburzył mieszkańców do obrony katolickiej ortodoksji. O tego rodzaju konfliktach pomiędzy Kościołem, a lokalnymi kulturami ludowymi pisał świetnie Piotr Rauszer w Ludowym antyklerykalizmie. Wójt kazał rzeźby usunąć - i w ten sposób Kościół dokonał kolejnego zamachu na to, co stanowi o bogactwie lokalnej kultury i sile jej tożsamości. Trzeba to sobie uświadomić: ludowa religijność jest amalgamatem lokalnych wierzeń, pogańskich tradycji i katolickiego mistycyzmu, a nie ekspresją czystej katolickiej ideologii. W tym sensie właśnie katolicki neobolszewizm działa także przeciwko Kaszubom.

Adres

Warsaw

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Grupa Inicjatywa umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Grupa Inicjatywa:

Udostępnij