02/06/2026
Uwaga: nie będzie miło!
Ileż dziś wspomnień szczęśliwego dzieciństwa, ile życzeń dla dzieci w internecie, do którego te dzieci nie powinne mieć w ogóle dostępu…
Ale jest już 22:00, wszystkie dzieci poszły spać, to można trochę przykrych rzeczy napisać.
Szczęśliwym dzieciom powinno się życzyć, by to szczęście trwało i trwało, nieszczęśliwym, by to nieszczęście się skończyło. To nieszczęście, co nie jest medialne dzisiaj.
Cztery piąte polskich dzieci i nastolatków doświadcza w swoim życiu różnego rodzaju przemocy i zaniedbania.
Najpierw o zaniedbaniu, potem o przemocy.
Co czwarte dziecko nie ma kanapki do szkoły, prawie 40% wychowywanych przez jednego rodzica, nie dostaje alimentów od drugiego, albo nie dostaje ich w pełnym wymiarze. Co dziesiąte z niealimentowanych dostaje zasiłek z Funduszu Alimentacyjnego. Niealimentacja nie jest powodem do wstydu, zbyt jest powszechna i nie dotyczy biednych, bezrobotnych i bezdomnych. Wręcz przeciwnie - dotyczy cwaniaków, którzy nie płacą, bo mogą. Bawią się nie tylko w ciuciubabkę z pustymi brzuszkami swoich dzieci, ale też z polskim państwem.
Uporczywe niepłacenie alimentów jest penalizowane. UPORCZYWE. Czyli co najmniej 3 miesiące bez jakiejkolwiek wpłaty. Pokażcie mi człowieka, czy to małego, czy dorosłego, który przeżyje bez jedzenia 3 miesiące?
Ale ileż można o tych alimentach. Kanapek do szkoły nie mają też dzieci z pełnych rodzin, a gryza zawsze można od kogoś wyżebrać. Albo iść na szczaw i mirabelki.
Niealimentacja została przez państwo uznana za rodzaj przemocy wobec dziecka, co w praktyce nic nie zmieniło, bo to, że rodzic nie płaci i nie utrzymuje swojego dziecka, nie znosi ani nie ogranicza jego władzy rodzicielskiej nad dzieckiem. Bo zaniedbywanie czy bicie własnego dziecka nie jest najgorszym rodzajem przemocy wobec dziecka. Najgorszym rodzajem przemocy wobec dziecka jest ograniczanie mu kontaktu z rodzicem, nawet jeśli bije, zaniedbuje czy przez lata się nie interesował. Naprawdę, takie tezy padają z ust niby poważnych polityków.
Budżet Polski to 919 miliardów, dług alimentacyjny to co najmniej 17 miliardów.
Dwa i pół miliona dzieci wychowywanych jest przez jednego rodzica, w tym milion nie dostaje alimentów.
Z egzekucją alimentów Polska sobie nie radzi, za to w egzekucji kar za niezrealizowane kontakty państwo jest świetne. Bo wiecie, jak rodzic nie wydaje dziecka na kontakty, to krzywda straszna dla dziecka i rodzic niewydający musi płacić. A teraz w sejmie jest projekt, by ten rodzic niewydający poszedł też do więzienia.
Ale jak rodzic na kontakty nie przychodzi, nie interesuje się swoim dzieckiem, to żadnych kar nikt dla niego nie przewiduje. Bo to jego zbójeckie prawo zaniedbywać swoje dziecko, a dla dziecka to żadna przemoc wtedy nie jest. Jak dziecko tęskni i płacze za rodzicem, to krzywda mu się nie dzieje, ale jak nie tęskni i nie płacze i kontaktów nie chce - o to krzywda straszna dla niego jest, tylko sobie z tego nie zdaje sprawy.
Dostrzegam problem nierealizacji kontaktów, problem wykorzystywania dziecka do okładania się wzajemnego rodziców. Tylko lekceważenie decyzji sądów w kwestii opieki nad dzieckiem ma swoją przyczynę. Otóż, sądy rodzinne nie badają kwestii przemocy przy wydawaniu postanowień o opiece. Więcej, nie ma obowiązku sąd rodzinny sprawdzać, czy wobec rodzica, któremu daje opiekę lub zasądza kontakty, nie toczy się jakaś sprawa o przemoc. I tak, zdarzyło się przyznać kontakty nad 2-latką handlarzowi narkotyków, kontakty z 4-latką jej gwałcicielowi (skazanemu kilka lat później) i tak, zdarzyło się w czasie kontaktów morderstwo małego synka, bo kurator nie upilnował, a sędzia zasądził kontakty mimo zgłoszeń o przemocy.
Jeśli chcemy, by słabość systemu nie była wykorzystywana przez skłóconych rodziców, to najpierw musimy stworzyć silny system ochrony dziecka przed agresywnym rodzicem. Ale dopóki krzywda rodzica jest ważniejsza niż krzywda dziecka, to takiego systemu nie stworzymy.
Dzieci zaniedbywane problemem bowiem nie są, problemem w Polsce są zaniedbywani rodzice. Naprawdę. Z prostej przyczyny: dzieci głosu nie mają, głosu wyborczego.
Trybunał Konstytucyjny 4 lata temu uznał, że nie można karać finansowo rodzica za brak przymuszenia dziecka do kontaktu z drugim rodzicem, skoro dziecko sobie tego kontaktu nie życzy (Syg. akt SK 3/20). Tego wyroku sądy rodzinne w zasadzie nie respektują, a że ”prawo” dziecka do bycia wychowywanym przez oboje rodziców, jest nie prawem, ale zakichanym obowiązkiem smarkacza, który niech sobie nie imaginuje, że ktoś się będzie liczył z jego zdaniem, skoro nie ma prawa głosu, jak ryba.
W naszym systemie prawnym i w zbiorowej świadomości zalęgła się koncepcja, że jeśli dziecko boi się rodzica i nie chce z nim kontaktu, to pewnie zostało zmanipulowane przez drugiego rodzica. A jak dziecko coś tam opowiada o biciu czy dotykaniu, to bredzi i zostało mu to wdrukowane w głupią główkę. „Pani wróci, jak bedą dowody penetracji i gwałtu” - usłyszała pewna lekarz psychiatrii zgłaszająca molestowanie swojej córki.
Nie pytajcie mnie, ile jest kobiet uciekających przed potworami we własnych domach i oskarżanych o fałszywe oskarżenia ojców dzieci. Nie pytajcie, bo ani tego nikt nie bada, nie liczy i nie sprawdza, a wszystkie te kobiety wrzucane są do worka - matek alienatorek. I niewielu kojarzy, że syndrom alienacji rodzicielskiej wymyślił psychiatra Gardner, taki nasz Samson, który otwarcie pochwalał kazirodztwo i pedofilię i bronił Woody’ego Allena przed oskarżeniami jego małej córeczki, po której stronie stanęła matka. Bo wiecie, rozumiecie, ta Mia Farrow to sfrustrowana wariatka była, która wdrukowała córeczce w mózg złe wspomnienia, zazdrosna o inną swoją córkę, dla której rzeczony Allen ją zostawił… (o psychiatrach i reżyserach jeszcze będzie).
Kiedy kobieta idzie do prokuratury i zgłasza przemoc wobec siebie czy dziecka, to ma ją udowodnić i broń Boże nie żądać rozwodu, bo wtedy takie doniesienie funta kłaków nie będzie warte i zostanie uznane za strategię procesową w trakcie rozwodu i sprawy o opiekę. Kobiety uciekają zatem, w myśl zasady: przerwać przemoc i chronić dziecko” i liczą na to, że sądy uwzględnią życzenie dziecka co do kontaktów. Ale sądy rodzinne przemocą się nie zajmują, bronią rodziny - czyli władzy rodzicielskiej i jeśli uwzględnią życzenie dziecka, to tylko te „rozsądne”.
„Rozsądne życzenie dziecka” kolejna zasada prawna, która dzieciom niewiele daje, bo zawiera magiczny epitet: „rozsądne”, a to, czy życzenie jest rozsądne, podlega już subiektywnej ocenie sądu. Zasada ta odnosi się do art. 95 & 4 oraz art. 113 & 1 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego, czyli do zobowiązania wysłuchania dziecka w sprawach, które je dotyczą, ale niekoniecznie do uwzględnienia opinii czy życzenia dziecka, bo to musi być rozsądne.
Jeśli sąd uzna życzenie dziecka za nierozsądne, czyli za zachciankę, to nikt tym nie przejmie.
Kiedy procedowaliśmy Lex Kamilek, usiłowałam zobligować sąd poprawką do uwzględnienia życzenia dziecka, przynajmniej tego, które już skończyło 13 lat i ma ograniczoną zdolność do czynności prawnych. I może być karane za złe uczynki, ale do 18-tki nie może podjąć decyzji, z którym rodzicem chce mieszkać. Wszystko jedno, kto w Polsce rządzi, władza rodzicielska i opinia dorosłych mieści się zawsze w granicach rozsądku i świętości, a opinia dziecka może zostać uznana za nierozsądną. Bo małe dziecko można przekupić lodami, a duże smartfonem.
Naprawdę, takie argumenty mi podawano. Jeszcze rozumiem lody u trzylatka, ale jak 13-latek woli smartfona od mamusi, to nie jest to już brak rozsądku, ale efekty wychowania i obowiązującej w domu skali wartości.
Naczelną systemową zasadą jest dobro dziecka, ale życzenie dziecka takim dobrem nie jest, jeśli dorośli za dobre tego życzenia nie uznają.
A jak już jesteśmy przy prezentach, to prezenty mogą doprowadzić dorosłego amatora nastoletnich wdzięków przed oblicze sądu. Bo 15-latek nie może sam zdecydować z kim z rodziny zamieszka, nie może sam pójść do lekarza, ale może zdecydować, z kim będzie spółkować.
No chyba, że ten dorosły da temu dziecku przed konsumpcja czy po konsumpcji prezent, to może się okazać, że popełnił czyn wspierania prostytucji nieletnich, czyli at. 199 & 3 kk. Był kiedyś taki brzydki dowcip, czym się różni prostytutka od porządnej dziewczyny? Porządna zrobi to za darmo!. Ta zasada dotyczy także dzieci, bo za prezent to nie porządna nastolatka, tylko galerianka, a za obcowanie z galerianką kara być musi.
Zresztą, niby doprowadzenie do obcowania z dzieckiem poniżej 15 r.ż. podpada zawsze pod art. 200 to jednak dorośli znaleźli sobie wytrych w postaci art. 53 & 2 kk, który nakazuje uwzględnienie zachowania pokrzywdzonego, czyli tu mamy te wszystkie dzieci, co to sprowadziły dorosłego na manowce, bo przylgnęły do sutanny czy garnituru. Za czyn kwalifikacja ta sama, ale wyrok już łagodny. Podobnie będzie, gdy dziewczę lub chłopiec będzie nieodpowiednio ubrane, umalowane, uczesane czy to tam sobie jeszcze dorosły zbok wyimaginuje na temat prowokacji zwanej „wprowadzeniem w błąd co do wieku i innych okoliczności”, to w myśl art. 28 & 1 kk odpowiedzialność karna zboka będzie wyłączona, bo czyn był nieumyślny.
Pedofilia to w ogóle w Polsce śliski temat podlegający paradoksalnym reakcjom społecznym. Bo bulwersuje się nasze społeczeństwo, zwłaszcza ta jego część mająca się za konserwatywną, kiedy już pedofile zostają skazani na długoletnie kary więzienia mimo znajomosci politycznych. Jak sobie chodzą latami wolno, to spoko, normalnie: Polacy - nic się nie stało.
Krollopa wykorzystującego dzieci i zarażającego je HIV rodzice z kwiatami odwiedzali w areszcie. Samsona broniła elita do dziś brylująca w mediach w oparach autorytetu i omnipotencji. Zresztą, też widziałam takiego typa w interwencjach w BABIE - lekarz, naukowiec i biegły sądowy, który na wyrok czekał 8 lat, bo wszelkie lokalne autorytety broniły go do krwi ostatniej. Zboków w sutannach też zwykle broni lokalna społeczność, jej liczebność zależna jest od regionu, struktura wiekowa już nie.
Bronić pedofila to nie wstyd, a nawet powód do dumy. Dumny jest pewien minister, który informuje o nagrodzie za skuteczną obronę przed ekstradycją Polańskiego. Powracamy więc do art. 28 i 53 i tej 13-latki co to nie wiedziała, że z reżyserem światowej sławy do wanny się nie wchodzi, wygląd jej pupy niekoniecznie przypominał pośladki oseska, a jeszcze po latach mu wybaczyła, więc ściganie reżysera miało znamiona bezczelnego nękania.
Żyjemy w kraju, w którym polityk może głośno mówić, że wolałby, by jego córka trafiła w łapy pedofila, „który po pupie poklepie, biuścik pomaca, może popieści i pocałuje - niż poszła na taką lekcję (edukacji zdrowotnej czy seksualnej) i prokuratura uzna, że znamion przestępstwa nie było.
I zapewne nie było też wglądu w sytuację jego małoletnich dzieci…
Autorytetem w sprawach dzieci, rodziny i szkoły może być poseł, który na swój zespół zaprosił skazanego za gwałt na własnym dziecku, a ten opowiedział rzewną historie, jak to, siedząc w wiezieniu, był alienowany od własnego (zgwałconego wcześniej) dziecka, a po wyjściu nadal jest alienowany, bo ma zakaz zbliżania się do ofiary, który świadomie łamie. Kiedy nagłaśnialiśmy sprawę z posłem Litewką (oburzyliśmy się nie tyle na samą bytność typa w sejmie, ile na brak reakcji posłów, urzędników ministerialnych i adwokatek, którzy słuchali tej rzewnej historii i nie zareagowali w żaden sposób na otwarte przyznanie się do łamania wyroków sądowych). Dostaliśmy z Łukaszem Litewką pisma przedsądowe od rzeczonego posła i wezwanie do usunięcia naruszeń. My!
Mizianie się z pedofilami i gwałcicielami szkód wizerunkowych nie przynosi i kariery w naszym kraju nie blokuje. A tymczasem 40% wykorzystywania dzieci - to ich najbliżsi. Dziś wykorzystanych zostało w Polsce od 10 do 15 dzieci. Co dziesiąty niemal nastolatek mówi, że został wykorzystany seksualnie z kontaktem fizycznym, a co czwarty doświadczył przemocy seksualnej bez kontaktu, czyli np. w internecie. A nasz prezydent wetuje implementację DSA (Digital Sevices Act), bo internetu nie można cenzurować, a wolność słowa jest kluczowa, nawet jeśli to wolność pedofili i różnej maści zboków. A zatem, małej dziewczynce to nie można napisać, że jest niegrzeczna, ale już można, że chętnie by się podotykało ją tu i ówdzie i obejrzało z nią jakiś film.
Lex Kamilek działa w jednym zakresie - zwiększyła się liczba zgłoszeń o przemocy domowej wobec dzieci. Może w Dzień Dziecka zostało dzieciom darowane, ale jutro około 70 dzieci porządnie oberwie, 5 dozna trwałego uszczerbku na zdrowiu, a tym tygodniu, i każdym kolejnym, jedno dziecko zostanie zatłuczone.
Jeżeli statystyki są złe, tym gorzej dla statystyk (według wiceministra niedającego wiary w statystyki własnego resortu) i dla raportów, których się nie robi, bo prawda o skali przemocy wobec dzieci w naszym pięknym kraju mogłaby być zbyt bolesna dla elektoratu. Tylko 2% wyroków za znęcanie się nad członkiem rodziny to wyroki za znęcanie się nad dzieckiem.
Bitymi dziećmi słabo się przejmujemy, zwykle nie widzimy ich wcale, a jak już widzimy, to nie mamy co z nimi zrobić. Około 2 000 dzieci czeka na kogoś, u kogo znajdzie bezpieczne schronienie, czyli pieczę. Tyle dzieci mimo postanowień sądu nadal czeka. Jak Kamilek.
I nie wiadomo, co gorsze, czy to, że jak dziecko ucieknie z domu, to policja, jak je znajdzie - oddaje je rodzicom, mającym władzę rodzicielską (Kamilek uciekał kilkukrotnie), czy to, że jak już niewydolne państwo uzna, że dziecko należy rodzicom odebrać, to nie ma co z nim zrobić, czyli, gdzie je zabrać.
I nie wiadomo, co gorsze, czy to, że rodzice biją dzieci i zwykle nie ponoszą konsekwencji, czy że nigdy nie ponieśli konsekwencji nauczyciele, lekarze czy sędziowie, którzy widzieli, ale nic nie zrobili, by katowanym dzieciom pomóc. Nie słyszałam też, by jakiś lokalny włodarz przegrał wybory, bo nie zapewnił schronienia bitym dzieciom. Co innego wzrost opłat za parkowanie - o, to jest powód by włodarza wywieźć na taczkach.
Co trzeci nastolatek doświadczył przemocy ze strony swoich bliskich, więcej niż co piąty się okalecza, a co jedenasty próbował się zabić. W tym tygodniu nawet troje dzieci się zabije, każdego dnia pięcioro spróbuje. Drugą przyczyną prób samobójczych jest u dzieci doświadczenie przemocy.
Także przemocy w rodzinie i przemocy seksualnej.
Przemocy rówieśniczej - też, w dalszej kolejności. I to kolejna przemoc, wobec której państwo jest bezradne, bo brakuje narzędzi interwencji. I nie mówię tylko o hejcie, prześladowaniu i nękaniu. Kiedy dziecko zabija dziecko, to należy postawić zasadnicze pytanie o wychowanie. Nie tylko pytanie, trzeba też poszukać odpowiedzi i odpowiedzialności.
Dziś urodziło się około 25 dzieci ze spektrum płodowych zaburzeń alkoholowych (FASD), w tym 3 z pełnoobjawowym alkoholowym zespołem płodowym. To dzieci często porzucane i niechętnie adoptowane. Bo czeka je nie pełna możliwości świetlana przyszłość, ale problemy zdrowotne, adaptacyjne i szkolne. To dzieci poczęte przez pijanych rodziców i/lub noszone przez pijące ciężarne. Wśród krzywd uczynionych własnemu dziecku, ta jakoś nie jest w żaden sposób penalizowana, a przecież to potworność skazywać dziecko na taki los.
Krzywdzone, bite, głodzone, poniewierane i zaniedbywane dzieci są obok nas. Wśród dzieci kochanych, szczęśliwych sytych i zaopiekowanych. Gdzieś nam nikną w tłumie. Bo one wszystkie, i te szczęśliwe i te nieszczęśliwe, nie są wystarczająco słuchane.
„A teraz, drogie dzieci, pocałujcie misia w d…” - to słynne zdanie ponoć nigdy nie padło, ale jeśliby uznać polskie państwo za misia, to polskie dzieci słyszą to zdanie codziennie… w Polsce, w kraju, w którym wymyślono Konwencję Praw Dziecka.
PS. Na zdjęciu mała Anitka z unikalnym doświadczeniem pełnej rodziny, braku bicia, zaniedbania czy nękania w szkole.