Projekt Konsens

Projekt Konsens Jesteśmy grupą ludzi związanych z życiem publicznym, którzy chcą wypowiadać się w ważnych sprawach naszego kraju. m.in.

Jesteśmy z różnych środowisk i mamy różne sympatie polityczne. Szukamy obszarów najmniejszego możliwego porozumienia. Pracując ponad podziałami opracowaliśmy stanowiska i rekomendacje dot. polityki emigracyjnej, transformacji energetycznej, ładu medialnego i reformy administracji. Chcemy, aby nasze stanowiska stały się przedmiotem refleksji, impulsem i punktem odniesienia w dyskusji o strategiczny

ch sprawach Polski. Opracowane przez nas dokumenty dostępne są pod linkiem:
➡️ https://projektkonsens.pl/dokumenty

Interesujące pendant do niekończącej sie rozmowy o reformie służby zdrowia. Oto fragment artykułu z Gazety Wyborczej, kt...
01/04/2025

Interesujące pendant do niekończącej sie rozmowy o reformie służby zdrowia. Oto fragment artykułu z Gazety Wyborczej, który został opublikowany w ubiegłym tygodniu, więc nie jest to na pewno Prima Aprilis.

" Problem polega na tym, że podwyższenie stawek za leczenie ma się odbyć według tych samych reguł co zawsze, a więc szpitale i przychodnie, które wykonują zyskowne procedury, będą miały jeszcze większe zyski.

Nawet ci, którzy na takich rozwiązaniach korzystają, dostrzegają, że to problem. Chodzi o dyrektorów dużych publicznych szpitali. Jeden z nich porozmawiał ze mną szczerze, ale pod warunkiem że nie podam jego nazwiska ani niczego, co pozwoliłoby zidentyfikować szpital, którym kieruje.

– Bo mnie pożrą – tłumaczy. – Pożrą za gadanie o szalonych pensjach i patologiach systemu.
Dyrektor nie dowierza Agencji

Oto więc jego szpital w mieście A. Ma ponad 600 łóżek i ponad 600 mln zł kontraktu z NFZ. W ocenie dyrektora płaci pracownikom bardzo dobrze. Mimo to wydatki na wynagrodzenia nie rujnują budżetu szpitala. Powód? Jak to ujął dyrektor, wykonuje dużo „odpowiednich procedur". "Odpowiednich", czyli takich, za które NFZ świetnie płaci: radioterapię, dializy, kardiologię inwazyjną. Wokół w promieniu 50 km są tylko małe szpitaliki. Nie ma więc też konkurencji.

Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji podała ostatnio, że lekarzy, których zarobki przekraczają 100 tys. zł miesięcznie, jest w Polsce 1 proc. Oparła się na danych szpitali zatrudniających łącznie 40 tys. lekarzy i podała, że lekarzy zarabiających powyżej 100 tys. jest 431.

– Nie wierzę w to. Skoro tylko w moim szpitalu takich lekarzy jest kilkunastu, to po prostu niemożliwe. Bo to nie jest tak, że tylko bogaty szpital dużo płaci. Biedne powiatowe szpitale też płacą dużo, żeby na przykład mieć specjalistę, dzięki któremu będzie można robić jakąś drogą procedurę. No i mało który lekarz pracuje tylko w jednym miejscu – tłumaczy dyrektor. A potem wylicza...

Zatrudnia 350 lekarzy, z czego ponad 200 na kontraktach. Tych z zarobkami powyżej 100 tys. zł ma 13, w tym zarobki jednego sięgają prawie 200 tys. zł, ale to lekarz, który zgodził się pracować w szpitalu w mieście A. na wyłączność. Trójka lekarzy zarabia miesięcznie od 80 do 100 tys. zł. W przedziale od 50 do 80 tys. zł zarabia 36 lekarzy. Zarobki między 40 a 50 tys. zł ma 31. Pozostali – czyli ponad 100 osób – zarabiają na kontraktach poniżej 40 tys. zł.

Spośród 140 lekarzy, którzy mają umowy o pracę, dwie trzecie to rezydenci, a więc młodzi lekarze w trakcie specjalizacji, którym pensje ustala i opłaca Ministerstwo Zdrowia. Spośród pozostałych lekarzy na etacie siedmiu zarabia między 50 a 80 tys. zł miesięcznie, dwóch od 40 do 50 tys. zł i 18 od 30 do 40 tys. zł.
Pielęgniarki też mają niezgorzej

Szpital zatrudnia też ponad 500 pielęgniarek. Kontrakt ma co piąta. Cztery pielęgniarki zarabiają od 25 do 30 tys. zł miesięcznie. Kolejne cztery mają zarobki na poziomie 20-25 tys. zł. Kilkanaście zarabia od 15 do 20 tys. zł na miesiąc.

– Będę musiał polepszyć warunki pracy na kontraktach dla pielęgniarek, bo one są bardziej skłonne brać dodatkowe dyżury. Pielęgniarki na etacie pracują 168 godzin i nie chcą więcej, bo połowa z nich po pracy w naszym szpitalu idzie jeszcze dorobić na kontrakcie gdzie indziej – przyznaje dyrektor".

Szpitale powiatowe toną w długach. To fakt. Są też jednak szpitale, które mimo ogromnych wydatków na pensje i tak mają wielkie zyski. Dość gadania o tym, że w systemie opieki zdrowotnej jest za mało pieniędzy.

01/04/2025

Marek Cichocki o przewidywanym wzroście Niemiec:

"Nawet gdyby nie powstał rząd Friedricha Merza, co raczej mało prawdopodobne, to podjęta w ostatnim tygodniu w nadzwyczajnym trybie zmiana niemieckiej konstytucji otwiera zupełnie nowy rozdział w polityce Niemiec. Ogromne poluzowanie polityki zadłużania państwa kończy bowiem ostatecznie ze spuścizną Angeli Merkel i daje Berlinowi do ręki potężną władzę umożliwiającą finansowanie głębokich zmian.

Chodzi w pierwszym rzędzie o inwestycje w infrastrukturę, przemysł zbrojeniowy i własną armię. Nie jest pewne, czy cele te zostaną faktycznie osiągnięte. Przykład Olafa Scholza, jego wielkiej Zeitenwende oraz 100 mld euro funduszu na armię, pokazuje, że polityczna wola może się szybko rozproszyć, a pieniądze wsiąknąć jak w piasek.

Czy Polska powinna się bać zbrojenia Niemiec?

Załóżmy jednak – a tak będzie dla nas lepiej – że Friedrich Merz okaże się prawdziwym odnowicielem Niemiec, a przede wszystkim doprowadzi do ponownego uzbrojenia naszego zachodniego sąsiada. Z pewnością administracja Donalda Trumpa będzie dla Niemców silną motywacją, by tak się stało. Jakie jednak konsekwencje niesie dla nas taki scenariusz? Na uzbrojone Niemcy patrzymy zwykle przez pryzmat najbliższych zagrożeń, czyli Rosji, która nie tylko prowadzi wojnę z Ukrainą, ale ewidentnie przygotowuje się do większej wojny w nieodległej przyszłości. Ale uzbrojenie Niemiec ma także inne konsekwencje, choćby dla układu sił i władzy w Europie. Niemcy z dużą i nowoczesną armią oraz wpływowym przemysłem zbrojeniowym odzyskałyby pozycję centralnego dla kontynentu mocarstwa. Czy wobec takich konsekwencji możemy przechodzić obojętnie i nie brać ich pod uwagę?

Zbrojenia Niemiec: Kto będzie kontrolował i ograniczał nowe mocarstwo w środku Europy?

Z powodu całkiem świeżej wtedy pamięci o dwóch światowych wojnach, kiedy w latach 50. XX wieku wobec zagrożenia ze strony Moskwy pojawiła się presja na reindustrializację i remilitaryzacje zachodnich Niemiec, zachodnioeuropejskie państwa uznały, że jest to możliwe tylko w ramach federalistycznej unii obronnej i politycznej w Europie. Ponieważ taka unia nie miała szans powstać, odbudowa niemieckiego przemysłu i armii odbyła się pod ścisłą kontrolą Ameryki i NATO. Dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. Kwestia pozostaje jednak ta sama. Kto będzie kontrolował i ograniczał nowe mocarstwo w środku Europy? Czy próbując rozwiązać problem jednego aktualnego zagrożenia, nie tworzymy sobie właśnie nowego problemu w bliskiej przyszłości"?

Felieton opublikowany w Rzeczpospolitej i Teologii Politycznej.

22/03/2025

W Europie obronność na ustach wszystkich. Jedni krzyczą, inni tłumaczą, jeszcze inni patrzą jak zarobić. Grupa intelektualistów, w której znalazł się członek Konsensu, prof. Antoni Kamiński postanowiła przypomnieć inicjatywę polityczną z początkowego okresu istnienia UE, która nigdy nie nabrała tempa, ale która może teraz mogłaby stać się przydatna. Warto rzucić okiem:

17/03/2025

Zapraszamy do dołączenia do seminariów międzynarodowych Ośrodka Studiów Wschodnich i Klubu Jagiellońskiego.

Cykl 11 czwartkowych spotkań prowadzonych przez ekspertów OSW rozpocznie się 3 kwietnia.

Więcej informacji oraz formularz zgłoszeniowy 👉 https://klubjagiellonski.pl/2025/03/12/rek

14/03/2025

Rozsądny głos Artura Bartkiewicza w sprawie odpowiedzi wiceprezydenta Vance'a na pomysł prezydenta Dudy, aby na terytorium Polski stacjonowała broń jądrowa.

"Wiceprezydent USA J.D. Vance jednoznacznie odciął się od słów Andrzeja Dudy, który w „Financial Times” zaproponował umieszczenie w Polsce amerykańskiej broni atomowej w ramach programu Nuclear Sharing. Vance stwierdził, że byłby „zszokowany”, gdyby Donald Trump podjął taką decyzję, bo przecież – jak tłumaczył – igramy tu przyszłością całej cywilizacji, a Trump jest prezydentem pokoju. Innymi słowy: broni atomowej w Polsce nie ma i nie będzie. (...)
Wypowiedź Vance'a należy potraktować nie jako okazję do ugrania politycznych punktów kosztem prezydenta Andrzeja Dudy, ale jako kolejny sygnał, że nasza „polisa ubezpieczeniowa” musi być poszerzona, bo na obecnym etapie dla naszych amerykańskich sojuszników ważniejsze jest to, by nie drażnić Rosji, niż to, by wzmocnić bezpieczeństwo ważnego europejskiego sojusznika. Vance mógł odpowiedzieć na pytanie o słowa Dudy dyplomatycznie, wolał jednak nie pozostawić żadnych wątpliwości, co myśli o całym koncepcie, co cieszyć może jedynie Kreml. Pewnie zresztą w jakiejś mierze miało być kolejnym sygnałem dla Moskwy: „Zobaczcie, naprawdę chcemy się dogadać”.

Nam pozostaje ubolewać, bo nikt tak dobrze jak mieszkańcy naszej części Europy nie wie, że imperialnej Rosji ufać nie można. I to powinna być nasza reakcja na słowa Vance'a. „Słyszymy pana, panie wiceprezydencie. Niestety myli się pan. Ustępując Rosji można zyskać tylko to, że posunie się ona jeszcze dalej niż dotychczas”.

12/03/2025

Marek Cichocki ostrzega Europę (czyli także nas) przed katastrofalnymi skutkami oddawania inicjatywy w ręce eurokratów:

"Zasadniczy problem, który tłumaczy ten zadziwiający bezwład, leży w samej UE. Fatalnym błędem jest założenie, że Bruksela i unijne instytucje mogą skutecznie działać w domenie, do której nigdy nie były stworzone. Oczekiwanie, że struktura urzędników i ich politycznych zwierzchników otoczonych wianuszkiem ekspertów i lobbystów, zajmująca się dotąd polityką handlową, konkurencją, pomocą publiczną i funkcjonowaniem wspólnego rynku, będzie teraz skutecznie zarządzać geopolityką i strategią w polityce obronnej, jest receptą na katastrofę. Jesteśmy obecnie na prostej drodze do niej.

Dlatego jak najszybciej kwestie strategiczne twardego bezpieczeństwa powinny zostać uwolnione od bezwładu splątanych wewnętrznie struktur unijnych instytucji i przejęte przez państwa europejskie w ramach faktycznej unii obronnej. We współpracy z NATO jej celem musi być budowanie i wzmacnianie realnego potencjału odstraszania w Europie ze szczególnym uwzględnieniem wschodniej flanki oraz rozbudowa systemu przemysłu zbrojeniowego państw europejskich. Tylko w taki sposób można w Europie ożywić strategiczne myślenie o obronie i przygotować się do wspólnego odparcia nadchodzącego militarnego zagrożenia".

Całość w Rzeczpospolitej, albo w Teologii Politycznej, która ma tę zaletę, że nie ma paywalla.

Rząd zabiera się za poważną sprawę upowszechnienia szkolenia obronnego w stylu dobrze znanym z wielu poprzednich odsłon ...
11/03/2025

Rząd zabiera się za poważną sprawę upowszechnienia szkolenia obronnego w stylu dobrze znanym z wielu poprzednich odsłon ("chemiczna kastracja pedofilów" się przypomina), jednak na szczęście jest tak, że poprzedni rząd zostawił całkiem sensowne programy w tej kwestii, a dowództwo wojskowe pracuje od jakiegoś czasu nad tym, żeby szkolenie rezerwistów dawało realne, nie zaś tylko liczbowe efekty. Na ten temat dobry tekst Marka Kozubala w Rzepie. Oto fragment:

" Chociaż premier nie podał szczegółów, nie jest tajemnicą, że Sztab Generalny WP przygotował zmianę szkolenia rezerwistów, aby było ono bardziej atrakcyjne.

Pytany o zapowiedź premiera wiceminister MON Cezary Tomczyk w Polsat News stwierdził: „Chcemy zaproponować różnego rodzaju ulgi i benefity”, aby w Polsce powstać mogła armia rezerwistów. Dodał, że organizowane będą też krótkie szkolenia, które „są formą zapoznania z wojskiem, pierwszym krokiem do tego, aby zobaczyć, jak ono wygląda”. – Czy przez jeden dzień lub weekend możemy przeszkolić kogoś do bycia wojskowym? Oczywiście, że nie – przyznał polityk PO. – One dają pewną bazę i pozwalają ludziom odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcą iść dalej – stwierdził, bo jego zdaniem „polskie społeczeństwo powinno być przygotowane na wszystko, co może się zdarzyć”.

Gen. bryg. rez. Mirosław Bryś, były szef Centralnego Wojskowego Centrum Rekrutacyjnego, odniósł wrażenie, jakby deklaracja premiera nie była skonsultowana i omówiona w MON. – Była bardzo ogólna i nie wskazywała, co będzie dalej – mówi „Rzeczpospolitej” gen. Bryś.

– Premier miał określony plan polityczny; nie jest tak, że byliśmy zaskoczeni, trwają prace nad szczegółami – odniósł się z kolei Janusz Sejmej, rzecznik MON".

Resort obrony będzie kontynuował programy szkoleniowe dla ochotników, które powstały już kilka lat temu, kiedy ministrem obrony narodowej był Mariusz Błaszczak.

06/03/2025

W rzepie interesująca analiza Marek Budzisz na temat obecnej rozgrywki między USA, a Europą i Rosją. Cytat na zachętę:

"
W tym sensie próba przebudowy relacji z Rosją jest narzędziem mającym wymusić zmianę relacji w umownym „obozie amerykańskim”, a nie osobnym celem, którego realizacja pozwoliłaby Waszyngtonowi poświęcić czy oddać Europę. Oczywiście jeśli w toku rozmów z Moskwą uda się osiągnąć coś więcej, choćby osłabić relacje Kremla i Pekinu czy przesunąć granicę amerykańskiego systemu sojuszniczego i objąć nimi większą część Ukrainy, to dobrze. Taki wynik negocjacji Trump chętnie uzna za swój sukces. Ale nie to jest dziś głównym celem Waszyngtonu.

Mamy zatem cel doraźny, jakim jest przebudowa relacji atlantyckich – i rozmowy z Rosją są narzędziem wspierającym presję Amerykanów wywieraną na Europejczyków. Czas jest w tym wypadku kluczowym czynnikiem, bo za kilka miesięcy, po tym jak nastąpią zmiany w amerykańskim systemie sojuszniczym, znaczenie negocjacji z Moskwą może ulec zwiększeniu. Może też stracić na znaczeniu.
Czy nowy układ sił będzie oznaczał koniec przywódczej roli Niemiec w Europie?

Ostatnie inicjatywy dyplomatyczne Paryża i Londynu pokazują, że liderzy tych państw dobrze zrozumieli istotę toczącej się gry. Jeśli intencją Ameryki jest zmiana charakteru relacji sojuszniczych, to mamy do czynienia z oczywistym odejściem od dotychczasowego modelu, w którym dla Waszyngtonu głównym punktem odniesienia w Europie były Niemcy. A sygnalizowanie gotowości do tego rodzaju zmiany uruchomiło mechanizm nowego pozycjonowania się państw europejskich. Zarówno Macron, jak i Starmer, zabiegają o to, aby to ich ojczyzny stały się głównymi partnerami Stanów Zjednoczonych w Europie. Pomaga im w tym wzrost znaczenia argumentów twardej siły, które liczą się w czasach przełomu znacznie bardziej niż w okresach stabilizacji.

Prezydent Francji ma również to, czym w przeszłości dysponował Kohl – pole manewru. Istotą jego tez o konieczności budowy tzw. suwerenności strategicznej Europy było sygnalizowanie Ameryce, że Francja nie jest skazana na sojusz atlantycki, a w związku z tym pozostanie jej w amerykańskim układzie sojuszniczym jest możliwe, ale wymaga nowych warunków. Takich zdolności nie mają dziś Niemcy, którzy nie zadbali o odbudowę narzędzi polityki siłowej – i nie mają dziś liczącej się w ogólnym rachunku armii – a ich główny potencjał strategiczny, jakim było centralne położenie, został osłabiony przez pojawienie się na wschodzie państw buforowych z Polską na czele. Na dodatek pogrążona w kryzysie gospodarka i niestabilna sytuacja polityczna bardzo utrudnia niemieckim elitom używanie środków ekonomicznych lewarujących ich pozycję w systemie sojuszniczym. Niemcy wiedzą, że każda przebudowa dotychczasowego modelu jest równoznaczna z zakwestionowaniem ich pozycji, czyli oznacza zaprzepaszczenie tego, co udało się osiągnąć Kohlowi. To dlatego w niemieckich komentarzach najczęściej i najgłośniej mówi się o załamaniu, a nawet zerwaniu, relacji atlantyckich, bo w Berlinie pod tym pojęciem rozumie się przywódczą rolę Niemiec w Europie".

Można dodać do tego pytanie: z kim gra Polska? Bo oczywiście jej potencjał jest za mały, aby mogła zagrać samodzielnie. Więc z kim?

Link do tekstu w komentarzu.

W Rzepie Piotr Skwieciński publikuje ciekawą analizę wzrostu notowań Konfederacji. W wyborach prezydenckich są one oczyw...
28/02/2025

W Rzepie Piotr Skwieciński publikuje ciekawą analizę wzrostu notowań Konfederacji. W wyborach prezydenckich są one oczywiście sztucznie pompowane przez media, które chciałyby upokorzyć P*S niedopuszczając do drugiej tury jego kandydata, ale nie można zaprzeczyć, że sam proces jest autentyczny. Tej autentyczności właśnie poświęca swój tekst autor. Tu fragment, całość w linku w komentarzu, a na ilustracji frapujące porównanie zmiany pokoleniowej między dwiema partiami prawicowymi: młodzi za Konfederacją, starsi za P*S-em.

"Konfederacji sprzyja też fakt, iż fundusze P*S na kampanię wyborczą zostały bardzo ograniczone poprzez wykonaną przez Państwową Komisję Wyborczą decyzję rządzących. To oczywiście działa na korzyść wszystkich ugrupowań niepisowskich, ale szczególnie Konfederacji, w jakiejś mierze ubiegającej się o ten sam, co partia Kaczyńskiego, elektorat. Notabene, biorąc pod uwagę, iż dla lewicowo-liberalnego establishmentu Konfederacja może być obrzydliwa, ale w odróżnieniu od P*S nie jest postrzegana jako zagrażająca jego pozycjom, nie byłoby dziwne, gdyby w ciągu najbliższych miesięcy ze strony rządzących nastąpiły inne działania nakierowane na kontrolowane wzmocnienie kandydata Mentzena.

To zresztą mogłoby wyrwać się spod kontroli tuskowskich polittechnologów. Nie jest bowiem wcale powiedziane, że w drugiej turze w ewentualnym starciu z Rafałem Trzaskowskim kandydat Konfederacji rzeczywiście miałby mniej szans niż Karol Nawrocki.

Z całą pewnością można stwierdzić jedno – ekspansja Konfederacji jest jednym z przejawów tego, że nasz kraj zaczął się przeobrażać. Nawet jeśli w maju marzenia liderów ugrupowania o prezydenturze Sławomira Mentzena się rozwieją, to założony 20 lat temu gorset POP*Su naprawdę zaczyna Polskę uwierać".

Adres

Warsaw
90-111

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Projekt Konsens umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij