04/08/2026
Kiedyś usłyszałam takie zdanie:
Na dziesięć lat życia w uzależnieniu trzy lata to picie albo branie. Pozostałe siedem to czekanie.
Czekanie, aż skończy się praca.
Czekanie, aż dzieci pójdą spać.
Czekanie, aż skołuje się kasę.
Czekanie na weekend.
Czekanie na imprezę.
Czekanie na moment, w którym będzie można otworzyć butelkę, wciągnąć kreskę, wziąć kolejną dawkę i na chwilę poczuć ulgę.
Człowiek może w tym czasie normalnie pracować. Może się uśmiechać, płacić rachunki, odbierać dzieci ze szkoły, spotykać się ze znajomymi. Może wyglądać na osobę, która doskonale radzi sobie z życiem.
Ale gdzieś w środku cały czas czeka.
I chyba właśnie to jest w uzależnieniu najbardziej przerażające. Nie tylko samo picie czy branie, ale to, że wszystko inne powoli staje się przerwą pomiędzy jedną dawką a drugą.
Znam takich ludzi. Niektórych bardzo cenię. Widzę w nich dobro, inteligencję, wrażliwość, ogromny potencjał. I jest mi potwornie przykro, kiedy patrzę, jak ich życie coraz bardziej podporządkowuje się alkoholowi czy narkotykowi.
Przez długi czas wierzyłam, że wystarczy komuś podać rękę, wytłumaczyć, być obok, ratować, wybaczać i dawać kolejne szanse.
Dzisiaj wiem, że można wyłącznie pomóc człowiekowi, który naprawdę chce przyjąć pomoc. Nie można jednak wyzdrowieć za kogoś. Nie można bardziej niż on lub ona sam chcieć, żeby przestał pić lub brać.
Można kochać człowieka i jednocześnie nie zgadzać się na jego uzależnienie.
Można współczuć i jednocześnie stawiać granice.
Można wyciągać rękę, ale nie można przez całe życie ciągnąć kogoś za sobą.
Najgorsze, że żyjemy w nieświadomości tego, że to dotyczy naszych bliskich, dzieci.
Młodzi ludzie bardzo często krzyżują narkotyki z alkoholem.
Dlatego młodym ludziom chcę powiedzieć jedną rzecz:
Nie zaczynajcie. Nie próbujcie tylko dlatego, że próbują inni.
Pierwszy raz może być przyjemny.Ponoć to zawsze super strzał! Może dać energię, pewność siebie, euforię i poczucie, że nagle wszystko jest łatwiejsze. Bo gdyby od początku było wyłącznie źle, nikt nie wpadłby w uzależnienie . Każdy po pierwszym razie podziękowałby.
Problem polega na tym, że początki są przyjemne, ale z czasem człowiek już nie bierze po to, żeby było mu dobrze. Bierze, żeby przez chwilę nie było mu źle.
Dziś uzależnienie nie zawsze wygląda jak człowiek leżący na ławce z butelką w ręku.
Może mieć piękne ubrania, dobrą pracę, mieszkanie, rodzinę i setki zdjęć pełnych uśmiechu. Może być czyimś dzieckiem, partnerem, przyjacielem albo współpracownikiem. Może wychodzić na zwykłe spotkanie ze znajomymi i brać amfetaminę, kokainę czy mefedron, czy nie wyobrażać sobie czasu z znajomymi bez używek.
Może żyć tuż obok nas.
Wielu rodziców mówi:
-Mojego dziecka to nie dotyczy. Ale uzależnienie nie pyta o wychowanie, wykształcenie, pieniądze ani o to, czy ktoś pochodzi z dobrego domu.
Nie zawsze widać je na twarzy.
Czasami widać je dopiero w oczach człowieka, który znowu na coś czeka.
Rozmawiajcie ze swoimi dziećmi. Nie tylko pytajcie, gdzie były i z kim. Pytajcie, jak się czują. Czego się boją. Przed czym uciekają. Dlaczego potrzebują czegoś, co pozwoli im przez kilka godzin nie być sobą.
I słuchajcie odpowiedzi.
Bo czasami za najpiękniejszym uśmiechem kryje się człowiek, który od dawna nie żyje naprawdę.
On tylko czeka.
Pracownia wsparcia - Joanna Kruszyńska .