12/02/2026
Układy. Fakty. Pamięć.
Po odpowiedzi Burmistrza kilka faktów i jedno pytanie o „niezależność”
Opublikowane stanowisko Burmistrza przyjmujemy jako głos jednej ze stron toczącego się sporu. I uczciwie trzeba powiedzieć: część poruszonych w nim wątków wymaga rozstrzygnięcia przez sąd. Jeśli doszło do nieprawidłowości powinny zostać jednoznacznie ocenione. Jeśli decyzje były zasadne czas to pokaże.
Nie jesteśmy stroną ani po stronie zwolnionych pracowników, ani po stronie burmistrza. Sprawa jest złożona i co trzeba podkreślić dobrze, że została wreszcie publicznie opisana. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co dzieje się w urzędzie i w spółkach miejskich.
Niektórzy zarzucają nam, że „nakręcamy temat” albo że nie należy słuchać anonimowych profili. Ale jeśli dziś o tych sprawach mówi się głośno, to znaczy, że komunikacja była potrzebna. I że pytania, które zadawaliśmy, nie były bez znaczenia.
W wielu punktach stanowiska burmistrza padają mocne tezy. O podglądaniu monitorów, o 150 zaleceniach z analizy, o kosztach wydziału. To są kwestie poważne i jeśli są prawdziwe, wymagają jednoznacznego potwierdzenia w wyrokach i dokumentach. Tutaj naprawdę trzeba poczekać na finał postępowań.
Ale jest fragment, obok którego trudno przejść obojętnie.
Na końcu swojego wpisu burmistrz deklaruje walkę z „30-letnimi zależnościami i układami” oraz mówi o „Nowym Otwarciu”.
I tu pojawia się pytanie.
Bo historia wyborów i początków tej kadencji jest faktem. Kampania nie była prowadzona w próżni. Stały za nią konkretne środowiska, konkretne osoby, konkretne struktury polityczne funkcjonujące w Ustroniu od lat. Pierwsze nominacje personalne również były czytelnym sygnałem, z kim nowa władza wchodzi do ratusza.
Nie oceniamy tego. To naturalne w polityce lokalnej. Każdy startuje z czyimś poparciem.
Ale jeśli dziś słyszymy narrację o całkowitej niezależności i odcinaniu się od „układów”, to mieszkańcy mają prawo zadać pytanie: od czego dokładnie następuje to odcięcie? I w którym momencie ono się zaczęło?
Niezależność w polityce lokalnej nie polega na deklaracji. Polega na konsekwentnych decyzjach personalnych, transparentności i gotowości do rozliczenia także własnego zaplecza.
My nie przesądzamy, kto ma rację w sporze sądowym. Poczekamy na wyroki.
Ale równocześnie nie zrezygnujemy z zadawania pytań o spójność deklaracji z faktami.
Bo jeśli naprawdę ma to być „Nowe Otwarcie”, to musi ono oznaczać coś więcej niż hasztag.
A za trzy lata mieszkańcy sami ocenią, czy było to realne zerwanie z przeszłością, czy tylko zmiana szyldu.
A skoro już mowa o wyborach choć do nich formalnie jeszcze trzy lata warto pamiętać, że w polityce trzy lata to wcale nie jest „za wcześnie”.
Nie jest tajemnicą, że już teraz pojawiają się osoby, które myślą o starcie w kolejnych wyborach i zaczynają działać mniej lub bardziej widocznie.
Dlatego z zainteresowaniem będziemy obserwować, czy za trzy lata rzeczywiście pojawi się kandydat faktycznie niezależny. Taki, który nie tylko zadeklaruje niezależność w haśle, ale przez całe trzy lata będzie ją konsekwentnie budował w praktyce.
Bo niezależność to nie slogan. To proces.
Do tematu wrócimy.