09/05/2026
Cień z dawnej bramy
Tegoroczna XII Noc Muzeów w Trzcińsku-Zdroju poświęcona została ulicom, kamienicom i miejscom, które przez dziesięciolecia współtworzyły historię naszego miasta, a dziś często istnieją już jedynie na starych fotografiach i we wspomnieniach mieszkańców. Wraz ze znikającymi budynkami odchodzą również związane z nimi historie, detale i tajemnice, których znaczenia przez lata często nawet nie dostrzegaliśmy. Jednym z takich miejsc był dawny zespół folwarcznych stodół przy ulicy Cmentarnej. Przez dziesięciolecia na ścianie jego ceglanej bramy widniał zagadkowy wizerunek czarnej postaci w kapeluszu, znak, który pamiętało wielu starszych mieszkańców Trzcińska-Zdroju, lecz którego prawdziwe pochodzenie przez lata pozostawało nieznane.
Idąc ulicą Cmentarną w stronę dzielnicy zwanej potocznie „Kozią Górką”, jeszcze kilka lat temu po lewej stronie stał potężny budynek gospodarczy należący przed II wojną światową do zamożnego gospodarza o nazwisku Engelke. Po wojnie budynek ten wraz z całym kompleksem i zapleczem przejęło państwo polskie, tworząc w nim spółdzielnię produkcyjną, zwaną do dziś przez starszych mieszkańców po prostu „kołchozem”. Dziś po dawnym zespole zabudowań nie ma już śladu. Większość obiektów została rozebrana w listopadzie 2018 roku. Ocalał jedynie niewielki fragment stanowiący dawniej część całego ciągu zabudowy, który po przebudowie stał się domem mieszkalnym. Wróćmy jednak do czasów, gdy kompleks jeszcze istniał. Wjazd do folwarku prowadził przez potężną ceglaną bramę, a na jednej z jej ścian przez dziesięciolecia widniał tajemniczy wizerunek znacznych rozmiarów. Czarna, pochylona sylwetka mężczyzny w kapeluszu na jasnym tle. Bez twarzy, bez detali, jak cień rzucony na mur. Starsi mieszkańcy pamiętają, że pod postacią przebijał kiedyś częściowo zatarty napis odczytywany jako „psyt”, a sam obraz budził ciekawość i niepokój. Dzieciom z lat 60. i 70. sylwetka ta kojarzyła się nawet z popularnym wówczas w telewizji Zorro. Dziś, po latach i po zniknięciu samych zabudowań, możemy z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, czym naprawdę był ten znak i skąd się wziął. Nie był to przypadkowy rysunek ani powojenne graffiti. Wszystko wskazuje na to, że był to fragment szeroko zakrojonej akcji propagandowej III Rzeszy prowadzonej w czasie II wojny światowej pod hasłem „Feind hört mit”, „Wróg słucha”. Kampania ta, rozwijana szczególnie intensywnie w latach 1939–1944, była dziełem aparatu propagandy państwowej kierowanego przez Josepha Goebbelsa, ministra propagandy III Rzeszy. Jej celem było zaszczepienie w społeczeństwie poczucia ciągłego zagrożenia i nieufności. Przypominano, że każde nieostrożne słowo może zostać podsłuchane, a przypadkowy rozmówca może okazać się kimś zupełnie innym, niż się wydaje. W ramach tej akcji powstała cała seria plakatów ostrzegawczych drukowanych i rozpowszechnianych na ogromną skalę w miastach oraz na terenach okupowanych. Charakterystycznym motywem tych przedstawień był tzw. „Schattenmann” – „człowiek-cień”. Pochylona, anonimowa postać w kapeluszu, czarna plama bez twarzy, symbolizująca ukrytego obserwatora, szpiega, kogoś, kto słucha. Często towarzyszył jej krótki, sugestywny napis „Pst!”, czyli „Cicho!”, oraz hasło „Feind hört mit”. Tego typu plakaty pojawiały się na dworcach, w zakładach pracy, urzędach, koszarach, magazynach i wszędzie tam, gdzie pracowało lub przemieszczało się wiele osób. Co istotne, nie wszędzie ograniczano się do rozwieszania drukowanych afiszy. W wielu miejscach wykonywano ich uproszczone wersje bezpośrednio na murach. Malowane ręcznie przedstawienia, często sprowadzone jedynie do samego cienia i krótkiego napisu, były znacznie trwalsze i lepiej wpisywały się w przestrzeń użytkową. I właśnie z taką formą mamy do czynienia w Trzcińsku-Zdroju. Namalowany wizerunek był dużych rozmiarów, a sama brama prowadziła do zespołu stodół i spichlerzy, w których przechowywano zboże i prowadzono prace gospodarcze. Była to przestrzeń pracy, magazynowania i ciągłego przemieszczania się ludzi. Dokładnie taki typ miejsca, w którym komunikat „nie mów za dużo, ktoś może słuchać” miał realne zastosowanie. Po 1945 roku niemieckie napisy były systemowo usuwane lub zamalowywane jako niepożądane ślady okupacji. Zamalowywano słowa, hasła i oznaczenia, jednak obrazy, szczególnie takie, które z czasem traciły jednoznaczność, często pozostawały. W przypadku trzcińskiej bramy napis został zatarty, ale sama sylwetka przetrwała jako ciemna plama na jaśniejszym tle. Z biegiem lat farba blakła, mur niszczał, a pierwotny przekaz zacierał się coraz bardziej. Pozostało wspomnienie „psyt”, najprawdopodobniej zniekształcone w pamięci dawne „Pst!”, oraz charakterystyczny cień, który dla kolejnych pokoleń przestawał być ostrzeżeniem, a stawał się zagadką. W latach 60. dzieci widziały w nim bardziej bohatera filmowego niż element wojennej propagandy. I być może właśnie w tym tkwi niezwykłość tej historii, znak, który miał kiedyś wzbudzać strach i podejrzliwość, z czasem stał się częścią lokalnych wspomnień i dziecięcej wyobraźni. Wraz z rozbiórką zespołu budynków folwarcznych zniknął również materialny ślad tej historii. Pozostały jednak wspomnienia mieszkańców, fotografie oraz dokumentacja, dzięki którym możliwe stało się odtworzenie wyglądu dawnej bramy i próba zrozumienia znaczenia tajemniczego malowidła. Poniżej prezentujemy archiwalne fotografie przedstawiające dawny obiekt oraz widoczny jeszcze wizerunek znajdujący się na ścianie bramy przejazdowej. Dla porównania zamieszczamy również rekonstrukcję wnętrza przejazdu folwarcznego wykonaną przy pomocy AI, przedstawiającą prawdopodobny wygląd tego miejsca około lat 1943–1944. Rekonstrukcja powstała na podstawie współczesnych fotografii, zachowanych relacji mieszkańców pamiętających dawny wygląd zabudowań oraz analizy oryginalnych niemieckich plakatów propagandowych z serii „Pst! Feind hört mit” („Cicho! Wróg słucha”). To właśnie one pozwoliły z dużym prawdopodobieństwem ustalić pochodzenie tajemniczego wizerunku, który przez dziesięciolecia widoczny był w trzcińskiej bramie. Porównanie zachowanych plakatów z relacjami mieszkańców oraz dawnymi fotografiami pozwoliło po raz pierwszy spojrzeć na ten zagadkowy znak nie jako przypadkowe malowidło, lecz jako fragment większej wojennej kampanii propagandowej, której ślad przez kilkadziesiąt lat trwał na murze dawnego folwarku w Trzcińsku-Zdroju.
gzwolin2026