22/09/2026
Podczas spotkania 21 września mieliśmy zastępczego prezydenta i zastępczego spikera - w jednej osobie Makarego Wiskirskiego.
Makary zaserwował nam gawędę o osobowości kota. Oto jej początek. Potem było jeszcze ciekawiej i bardziej osobiście.
Żyjemy w czasach, w których przypisywanie zwierzętom uczuć, emocji czy charakteru bywa czasem złośliwie komentowane jako „fanaberia”, „nowomodne wymysły” albo właśnie jakiś „lewacki antropomorfizm” – czyli dorabianie człowieczeństwa tam, gdzie go rzekomo nie ma. Tymczasem spoglądanie na kota jak na czującą, myślącą i absolutnie wyjątkową indywidualność nie ma nic wspólnego z żadną ideologią. To nie jest kwestia poglądów politycznych. To jest po prostu kwestia faktów, zdrowego rozsądku i uważnej obserwacji.
Zacznijmy od podstawowego pytania: czym w ogóle jest osobowość?
Psycholodzy mówią, że osobowość to względnie stały zestaw cech, psychicznych i behawioralnych wzorców, które decydują o tym, jak dana jednostka reaguje na świat, jak wchodzi w relacje i jak podejmuje decyzje. I teraz powiedzmy sobie szczerze: czy każdy, kto miał w domu choć jednego kota, lub psa, może z czystym sumieniem powiedzieć, że koty, lub psy, są takie same? Że działają jak według jednego fabrycznego programu?
Absolutnie nie! Badania naukowe z ostatnich lat – i to prowadzone przez poważne uczelnie, a nie przez fejsbukowe grupy miłośników kotów – jednoznacznie potwierdzają to, co właściciele kotów wiedzą od wieków. Naukowcy wyróżniają dziś tak zwaną „Kocią Piątkę” – pięć głównych wymiarów kociej osobowości.
Mamy więc koty:
1. Lękliwe – czujne, ostrożne, które zanim podejmą decyzję, muszą trzy razy sprawdzić, czy dywan nie planuje ich atakować.
2. Ciekawskie i ekstrawertyczne – to kocie odpowiedniki podróżników i dziennikarzy śledczych. Muszą wsadzić nos w każdą siatkę z zakupami i sprawdzić każdą nową szafkę.
3. Dominujące – czyli mali, puszyści i absolutnie przekonani o swojej władzy nad wszechświatem i domownikami terroryści.
4. Impulsywne – żyjące chwilą, reagujące na każdy błysk światła czy szelest.
5. Uległe i dążące do bliskości – to koty-przytulanki, przylepy, dla których człowiek jest osią świata.
Z mojego niepsychologicznego doświadczenia dopowiem, że jak każda psychologiczna klasyfikacja, i ten podział ma wyjątki i - przede wszystkim - postaci mieszane.
Różnorodność kocich charakterów jest wręcz fascynująca. Są koty-filozofowie, które potrafią godzinami wpatrywać się w okno z wyrazem głębokiej zadumy na pyszczku. Są koty-dusze towarzystwa, witające gości w drzwiach głośniejszym „miał” niż niejeden dzwonek. Są też cisi kanapowcy i mali furiaci. Każdy z nich ma swoje ulubione miejsca, własne małe rytuały, a nawet wyjątkowe tonacje głosu, którymi porozumiewają się – co ciekawe – głównie z ludźmi, bo między sobą koty dorosłe prawie wcale nie miauczą!
..
Panuje przekonanie, że koty są niezależne i mogą obyć się bez człowieka. Po latach obserwacji mogę przewrotnie powiedzieć, że kot potrzebuje człowieka, aby było komu demonstrować swoją niezależność.
Skoro więc wiemy już, że kot to nie jest po prostu „puszysta kosiarka na myszy”, ale istota z krwi, kości i własnego charakteru – warto postawić drugie pytanie: dlaczego w ogóle warto dzielić z nimi życie?
Szczególnie ci z nas, którzy wkraczają w mocno dojrzały wiek, zaczynają dostrzegać zupełnie inny wymiar relacji ze zwierzętami. Kot jest towarzyszem wręcz idealnym. Nie wymaga spacerów w deszczu czy mrozie o szóstej rano – co przy gorszej pogodzie czy bolących stawach jest nieocenioną zaletą. Ale daje coś znacznie ważniejszego: obecność i rytm.
Kot wprowadza do domu spokojną, dobrą rutynę. Poranne domaganie się śniadania, popołudniowa drzemka w plamie słońca na dywanie, wieczorne układanie się na kolanach. To sprawia, że dom żyje. Mniejsza staje się cisza, która czasem bywa zbyt głośna.
Dom z kotami jest pełen osób, pełen członków rodziny. Jest się o kogo troszczyć, jest ktoś, kto nas rozśmiesza, kogo możemy obserwować, o kim możemy plotkować.
Warto obserwować nasze relacje z kotami ale przede wszystkim relacje między kotami. Wtedy jesteśmy szczęśliwi, że nie mamy tylko jednego kota. I nie musimy obserwować, jak popada w melancholię.
..
Badania naukowe wskazują, że koty częściej wokalizują (miauczą) w stosunku do mężczyzn. Wynika to z tego, że statystycznie kobiety są częściej opiekunkami kotów i realizatorkami ich najróżniejszych potrzeb. Koty próbują to zmienić, poszerzyć bazę swoich fanów i opiekunów i wciągają w swoją orbitę statystycznie mniej uważnych i empatycznych mężczyzn.
A co mówi nauka o wpływie kota na nasze zdrowie? Same dobre rzeczy!
Mruczenie: Częstotliwość kociego mruczenia (między 20 a 140 herców) ma udowodnione działanie terapeutyczne. Obniża ciśnienie krwi, redukuje poziom stresu, a nawet przyspiesza gojenie się kości i tkanek! Koci kompres na obolałe plecy czy kolana to nie jest tylko ludowy przesąd – to naturalna fizjoterapeutyczna poduszka rozgrzewająca.
Zdrowie psychiczne: Głaskanie miękkiego futra uwalnia w naszym mózgu oksytocynę – hormon szczęścia i bliskości. Obniża się poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu. Kot leczy z samotności, daje poczucie bycia potrzebnym i – co tu dużo mówić – po prostu poprawia humor swoimi niezdarnymi i zabawnymi pomysłami.
Kot nie ocenia. Nie pyta o poglądy, nie rozlicza z przeszłości, nie sprawdza portfela. Kot wymaga tylko jednego: szacunku dla swojej niezależności i odrobiny serca. A w zamian daje niezachwiane, ciche przebywanie obok.
Mówi się czasem, że to człowiek wybiera kota. Ale każdy, kto żyje z nimi dłużej, wie, że jest dokładnie odwrotnie. To one wybierają nas – i jeśli postanowią nas obdarzyć zaufaniem, jest to jeden z najpiękniejszych komplementów, jakie można otrzymać od natury.
..
foto: Makary Wiskirski