21/05/2026
"GULI – tak brzmi najpiękniejsze słowo na świecie. To moje imię! Przeczytaj finał historii o gruzińskim słońcu, które w końcu zaświeciło tylko dla mnie”🙂
Rozdział 10: Słońce, które już nigdy nie zgaśnie
Rano słońce wstało wyjątkowo jasne, a ja zobaczyłem go stojącego dokładnie tam, gdzie widzieliśmy się po raz pierwszy – czekał na mnie, trzymając w ręku coś kolorowego! Nie czekałem ani sekundy dłużej – podbiegłem i po raz pierwszy w życiu oparłem swoją brudną głowę o jego czyste spodnie, czując, jak płyną mi łzy szczęścia. Poczułem na karku ciepłą dłoń, a potem coś miękkiego, oplatającego moją szyję. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to była obroża - znak, że od teraz do kogoś należę i nigdy więcej nie będę niczyj! Człowiek wziął mnie na ręce, nie zważając na błoto i kurz, i mocno przytulił, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Że szukał mnie długo i teraz już nie pozwoli mi odejść. Poczułem bicie jego serca, które odtąd miało nadawać rytm mojemu życiu i już wiedziałem, że ta miłość będzie silniejsza, niż wszystkie burze świata. Ludzie na ulicy przyglądali się nam z dystansem, a ja po raz pierwszy nie spuściłem wzroku, bo miałem przy sobie swojego człowieka i już nie musiałem się niczego bać! Usłyszałem też słowo "Guli" i zrozumiałem, że to moje imię, moje własne, najpiękniejsze imię na świecie! Potem mój człowiek z dumą poprowadził mnie przez miasto, a ja szedłem tuż obok jego nogi, czując się jak król całego Tbilisi, a nie jak bezdomny włóczęga. Kiedy stanęliśmy przed drzwiami jego domu, serce omal nie wyskoczyło mi z piersi! Przekroczyłem próg, a pod łapami poczułem miękki dywan i zapach lawendy. To był ten sam zapach, który poznałem widząc go pierwszy raz, a który będzie mi odtąd towarzyszył każdego dnia. Dostałem miskę pełną jedzenia i własne, legowisko tuż przy łóżku mojego człowieka. A kiedy spojrzałem w jego oczy, zobaczyłem w nich cudowną łagodność i całą miłość świata, która była skierowana na mnie – gruzińskiego psiaka, którego do tej pory nikt nie chciał. I wtedy zdałem sobie sprawę, że już nigdy nie będę musiał uciekać przed deszczem ani głodem, bo jestem Guli! Mam dom, mam swojego człowieka i od teraz jestem pewien, że jutro rano zamiast chłodu ulicy obudzi mnie czuły pocałunek w nos, bo moje marzenie właśnie się spełniło!❤️
Guli w końcu odnalazł swoje miejsce na ziemi. A jakie imię nosi Wasz „cud na czterech łapach”? Pochwalcie się w komentarzach!