17/02/2026
Prawda.
Dzisiaj Dzień Kota, zwierzęcia systemowo w Polsce dyskryminowanego! Ale jak to "dyskryminowanego", może ktoś zapytać.
Jak inaczej nazwać fakt, że w Ustawie o ochronie zwierząt wciąż widnieje określenie "kot wolno żyjący" (wciąż bez definicji tegoż)? Jak odróżnić kota wolno żyjącego (któremu według Ustawy gminy powinny zapewnić opiekę, oczywiście niezdefiniowaną w tej Ustawie) od kota bezdomnego (który według tej samej Ustawy powinien zostać odłowiony ze środowiska, ubezpłodniony i który powinien mieć zapewnione miejsce w schronisku dla zwierząt) lub od tzw. kota właścicielskiego wychodzącego (czyli tak naprawdę zwierzęcia, które ma nieodpowiedzialnego opiekuna, chociaż słowo opiekun nie pasuje tutaj za cholerę)? Niektórzy urzędnicy robią to na tak zwane oko, inni przez telefon, czasem rozstrzygający jest... poziom zapchlenia. Świetnie, nie?
To zwyczajne udawanie, że problem nie istnieje, bo przecież koty wolno żyjące (jak napisano choćby na jednej z krakowskich stron miejskich) "są stałym elementem ekosystemu miejskiego". Problem, który jest całkowitą winą ludzi, nie kotów, żeby nie było wątpliwości.
Co z tego, że gmina rzuci jakiś finansowy ochłap na kastrację kotów* (czyli walkę z przyczyną bezdomności), jeśli nawet nie wie, ile tych kotów bytuje na jej terenie. Ani jedno miasto wojewódzkie nie ma tych informacji (lata temu tylko Poznań próbował oszacować skalę, teraz już tego nie robi), a mimo to miasta te tworzą coroczne programy opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt. Te same gminy, zgodnie ze swoimi obowiązkami ustawowymi, nie mając danych na temat liczebności kotów wolno żyjących, mają dokarmiać koty wolno żyjące. Jakim cudem tworzą budżet bez podstawowych danych? Oczywiście na marginesie warto dodać, że dokarmianie nie oznaczy dokarmiania tylko w wybranych miesiącach (no chyba, że ktoś widzi taką możliwość w art. 11 ust. 2 pkt 2 Ustawy o ochronie zwierząt?).
Mowa o miastach wojewódzkich, ale nie mamy powodów, by przypuszczać, że lepiej jest w innych miejscowościach. Może jakieś mniejsze gminy działają tutaj wzorcowo? Jeśli macie informacje na ten temat to piszcie. Warto pokazywać i nagłaśniać dobre praktyki.
Istnienie tzw. kotów wolno żyjących to po prostu przyzwalanie na istnienie kociej bezdomności. Gdyby te koty zostały uznane za bezdomne to trzeba by się nimi zająć - odłowić, ubezpłodnić, zapewnić miejsce w schronisku i poszukać dla nich nowych "właścicieli". No, ale przecież nie są bezdomne. One - jak to napisano na jednej z krakowskich stron miejskich - w naturalny sposób zapobiegają obecności oraz rozmnażaniu się gryzoni na terenach miejskich. O tej "skuteczności" już lata temu pisano w artykule "Temporal and Space-Use Changes by Rats in Response to Predation by Feral Cats in an Urban Ecosystem" opublikowanym na łamach "Frontiers in Ecology and Evolution".
W niedawnej "aferze schroniskowej" w centrum medialnego zainteresowania były psy. O kotach, które przecież także były w schroniskach (a ile ich jest rezydentami dziesiątek małych fundacji każdego dnia walczących o ich życie?) mało kto wspominał.
Kot niestety jest pariasem wśród tzw. zwierząt domowych.
*nie chodzi o to, by bohatersko walczyć z bezdomnością, ale by ją ZWALCZYĆ, a można to zrobić tylko dzięki powszechnej kastracji i chipowaniu