17/02/2026
Bierzcie, czytajcie, bo dobre 💛
O edukacji włączającej 10/10
👉🏻👉🏻👉🏻
Po tych wszystkich tygodniach mogłabym napisać jako wniosek, że potrzeba dialogu, pieniędzy, empatii. To prawda – bez tych trzech rzeczy dobre miejsca dla dzieci nie mogą istnieć.
Ale im dłużej w tym siedzę, tym bardziej widzę, że w tej rozmowie brakuje jednego zdania, które nie brzmi dobrze na konferencjach, nie nadaje się na plakat i nie budzi owacji.
❌🔴❗--- Inkluzja bez granic ma swoje ofiary ---❌🔴❗
I za każdym razem podkreślam, że nie chodzi o wykluczenie. Albo może nawet i chodzi, szkopuł w tym, że nie tych dzieci, o których wszyscy myślą.
Wiem, narażam się, co zrobić 😉
Każda grupa ma swoją dynamikę. Każda szkoła ma swoje zasoby. Każdy dorosły ma swoją wydolność. Każdy też ma swoje granice. I teraz tak:
Po jednej stronie jest Gienio, fajny chłopak, który potrzebuje więcej, niż to środowisko jest w stanie unieść. Nie dlatego, że jest zły, albo że ktoś zawinił – to już mamy ustalone.
Ale - halo! - każda granica ma DWIE strony‼️🍀
A po drugiej stronie są:
→ Florek, który po roku ciszy wreszcie zaczął się odzywać.
→ Stasiu, który przestał bać się własnego cienia i kurczyć się przy każdym trzaśnięciu drzwi.
→ Weroniczka, która potrzebuje przewidywalności, żeby w ogóle móc się skupić.
→ Szantal, która też ma swoje trudności – tylko mniej spektakularne, więc łatwiej je przeoczyć.
→ Kryspin, który pojawia się w szkole dopiero od miesiąca, bo nie wierzył, że da się iść do szkoły nie rzygając ze strachu przed wyjściem z domu.
*I to ONI są wykluczeni* – nad wkluczeniem albowiem Gienia od miesięcy pracują na wysokich obrotach dorośli w szkole….. zamiast zajmować się wszystkimi członkami i członkiniami społeczności, w tym Florkiem, Stasiem, Weroniczką, Szantal i Kryspinem.
Więc ja bym w tej dyskusji potrzebowała zacząć rozmawiać też o kosztach, które ponosi ta druga strona granicy, bo oprócz Florka, Stasia, Weroniczki, Szantal i Kryspina, mamy jeszcze na stanie 60 innych młodych osób, którym chcemy towarzyszyć, wspierać, być dla nich i zwyczajnie robić z nimi fajne rzeczy.
Tak, jesteśmy dziwną szkoła, która lubi robić fajne rzeczy.
A w tej konfiguracji się nie da. Nie, że trzeba tylko chcieć. NIE DA SIĘ. Można przetrwać, owszem, na krótką metę, rzucając do boju wszystkie zasoby. Ale nie da się sensownie spędzać dni, żyć, planować, uczyć się, zwiedzać świata…
Gienio też zresztą raczej nie występuje w pojedynkę, byłoby za łatwo. Ma kumpli i kumpele, działają wspólnie, albo każde na własną rękę. Powiedzmy, że na 80 osób jest ich dziewiątka.
Łatwo jest powiedzieć: „wszyscy powinni być razem”.
Kto na takim rozwiązaniu zyskuje? Mocno wierzę, że nikt.
Szerszeń w ulu nie spszczołowacieje. A dla pszczół ta wizyta nie skończy się dobrze.
Czy ja właśnie porównałam ośmioletniego Gienia do szerszenia? Łatwo nie było, ale mało kto mówi, że są na tym świecie ośmiolatki, które rozkładają społeczności szkolne na czynniki pierwsze. A są. Te dzieci nie robią tego złośliwie, z precyzyjnym planem, premedytacją i dziką rozkoszą. One robią – z pomocą nas, dorosłych - co mogą, na tyle jednak tylko, na ile potrafią, a to zwyczajnie czasami nie wystarcza.
Więc 🍀zrozumieć, co stoi za takimi zachowaniami, 🍀empatyzować, 🍀przeżywać to jedno – a 🔴zgodzić się na nie, w środowisku, za bezpieczeństwo i dobrostan którego jest się odpowiedzialną, to drugie.
Wszystkie wpisy w tym cyklu są o tym, że edukacja włączająca przy 🔴poważnych zaburzeniach 🔴nie działa. Nie chodzi o Gienia, któremu w nerwach wyrwało się do koleżanki „spierd*l*j koorvo”. Serio, to nie ten level. Kto nie przeżył, nie zrozumie. Mamy w historii pojedyncze takie jednostki, jednak pamiętamy je jako te, które pochłaniały calutką energię zespołu dorosłych. I że społeczność zwyczajnie odżyła gdy odeszły.
I jeśli mamy być uczciwi wobec dzieci – wszystkich dzieci – to musimy mieć odwagę o tym też mówić.
K........
̨czająca