Fundacja 120/80

Fundacja 120/80 Witaj w świecie 120/80 – miejscu, które powstało z osobistych doświadczeń.

Ta szczecińska inicjatywa to więcej niż organizacja – to wspólnota tworzona przez ludzi, którzy sami przeszli trudne życiowe drogi i chcą uczynić je łatwiejszymi dla innych.

Światowy Dzień Zdrowia to dobry moment, żeby przypomnieć,że zdrowie buduje się każdego dnia — nie tylko wtedy, gdy pojaw...
07/04/2026

Światowy Dzień Zdrowia to dobry moment, żeby przypomnieć,
że zdrowie buduje się każdego dnia — nie tylko wtedy, gdy pojawia się choroba.

Profilaktyka zdrowotna obejmuje m.in.:
– regularne badania kontrolne
– zbilansowane odżywianie
– aktywność fizyczną
– odpowiednią ilość snu
– dbanie o zdrowie psychiczne

Wiele chorób rozwija się bezobjawowo przez długi czas.
Wczesne wykrycie znacząco zwiększa skuteczność leczenia.

Dlatego tak ważne są:
– badania profilaktyczne
– reagowanie na sygnały z ciała
– systematyczna troska o zdrowie

Zdrowie to proces, który zaczyna się od codziennych, często niewielkich decyzji 🌿

Wesołych Świąt Wielkanocnych!🐣Dużo zdrowia, spokoju i radości,a także siły do dbania o siebie każdego dnia 🧡
05/04/2026

Wesołych Świąt Wielkanocnych!🐣
Dużo zdrowia, spokoju i radości,
a także siły do dbania o siebie każdego dnia 🧡

03/04/2026

Kobiecość to…

Dziś czuję się…

Jestem kobietą, która…

Najbardziej kocham w sobie…

Już nie przepraszam za…

Daję sobie prawo do…

Moja supermoc to…

Odpuszczam…

Jestem dumna z…

Dziś wybieram…

Jestem.

Czasem wystarczy kilka słów, żeby przypomnieć sobie, kim naprawdę jesteśmy.

Bez filtrów…
Bez presji…
Po swojemu 🧡

Mam na imię Małgosia i jestem mamą Sandry.Sandra miała wypadek komunikacyjny w wieku 23 lat od tamtej pory życie jej i m...
20/03/2026

Mam na imię Małgosia i jestem mamą Sandry.

Sandra miała wypadek komunikacyjny w wieku 23 lat od tamtej pory życie jej i moje się zmieniło. Na początku był koszmar - leżała ponad rok. Była warzywem, ciągle była rehabilitowana, wyjazdy na turnusy. Byłam i jestem ciągle z córką. Są bardzo duże postępy.

Sandra przed wypadkiem studiowała turystykę i rekreację, miała bronić pracę dyplomową. Była wesołą, pełną życia dziewczyną, tańczyła, uprawiała sport i ta jedna minuta odebrała jej wszystko.

Nazywam się Szubert Sandra W 2011 r. Uległam z bratem Dawidem wypadkowi samochodowemu. Mój kochany Tata mówi, że moja Ma...
19/03/2026

Nazywam się Szubert Sandra

W 2011 r. Uległam z bratem Dawidem wypadkowi samochodowemu.

Mój kochany Tata mówi, że moja Mama od razu, natychmiast wszystkich czynności się nauczyła. Więc moja kochana Mama wolała być moją pielęgniarką. Głównie dlatego, że jak moja Mama widziała jak pielęgniarka mi to robiła to już wolała mnie z Tatą zabrać do domu.
W domu Mama nauczyła się wszystkiego, jak pilna uczennica. Byłam bezpieczna.

U nas w domu zawsze dominował SPORT. Tata z moim bratem zawsze grali w piłkę. Mój Tata tak niesamowicie dobrze grał w piłkę. Mój Tata minął się z powołaniem. Na prawdę. Tak samo jak ja Tylko, że z tańcem! Ja sama wszystko zrobię, tylko wolniej. Bezpieczniej się czuję, gdy mogę się czegoś chwycić czy złapać. Ja również trenowałam. Czy koszykówka czy siatkówka, ale najpiękniejszy dla mnie i jest TANIEC 😊😊

Wierzę głęboko w to, że miała bym najlepszą klasę taneczną!

I nie "usiądę " jak nie będę całkiem sama stąpać po tej ziemi!

Ale dlatego jestem OPTYMISTKĄ BO ZAWSZE TAKA BYŁAM , JESTEM.

UWIELBIAM ĆWICZYĆ!!!! ROZCIĄGAĆ SIĘ!!! TAŃCZYĆ!!! ❤️

Jestem mamą dziewczynki w spektrum autyzmu. Macierzyństwo nauczyło mnie patrzeć na świat trochę inaczej. Wolniej, uważni...
18/03/2026

Jestem mamą dziewczynki w spektrum autyzmu. Macierzyństwo nauczyło mnie patrzeć na świat trochę inaczej. Wolniej, uważniej, z większą wrażliwością na małe rzeczy, które dla innych bywają niezauważalne. Każdy krok naprzód, każdy przełamany lęk czy nowe doświadczenie to dla nas ogromne zwycięstwo.

Bywają dni trudne, pełne niepewności, frustracji, złości i zmęczenia. Ale są też takie, które przypominają mi, jak ogromną siłę nosimy w sobie jako kobiety. Siłę, która rodzi się z miłości, odpowiedzialności i z potrzeby bycia oparciem dla drugiego człowieka.

Kobieca siła nie zawsze jest spektakularna. Często jest cicha i niewidoczna. Ukryta w codziennym wysiłku, w cierpliwości, w podnoszeniu się po trudnych chwilach i w nadziei, którą niesiemy dalej.

Każda z nas niesie swoją historię. Każda z nas jest silniejsza, niż czasem sama o sobie myśli.

Cześć, mam na imię Patrycja.Moje problemy zaczęły się od częstych wizyt u lekarza rodzinnego z powodu silnego przemęczen...
18/03/2026

Cześć, mam na imię Patrycja.

Moje problemy zaczęły się od częstych wizyt u lekarza rodzinnego z powodu silnego przemęczenia i potrzeby spania nawet kilkunastu godzin dziennie. Z czasem objawy zaczęły się nasilać, aż w końcu trafiłam do neurologa, który skierował mnie do szpitala na dalszą diagnostykę.

Główne objawy, z którymi się mierzę, to opadanie powieki, podwójne widzenie, niewyraźna, bełkotliwa mowa, brak energii, wypadanie przedmiotów z rąk oraz osłabienie nóg, które czasami odmawiają posłuszeństwa (uczucie, jakby ciało nagle traciło siłę).

Po wykonaniu szeregu badań postawiono diagnozę – miastenia rzekomoporaźna. Jest to przewlekła choroba autoimmunologiczna powodująca nadmierną męczliwość mięśni szkieletowych. Wynika z zaburzeń w przekazywaniu impulsów nerwowych do mięśni. Objawia się wahaniami siły mięśniowej oraz nasilającym się w ciągu dnia zmęczeniem (charakterystyczne jest to, że rano bywa lepiej, a wieczorem objawy są silniejsze).

Moja droga z tą chorobą dopiero się zaczyna — zostałam zdiagnozowana w lipcu 2025 roku. Uczę się funkcjonować na nowo i poznawać swoje ograniczenia. Każdy dzień bywa wyzwaniem, ale wiem, że nie jestem sama. Mam rodzinę, która mnie wspiera i pomaga mi przechodzić przez ten trudny czas (i to daje mi ogromną siłę).

Dzisiaj jestem już bardzo dojrzałą kobietą przed siedemdziesiątką, spełnioną i pogodną.Kocham moje dzieci i moje wnuki. ...
18/03/2026

Dzisiaj jestem już bardzo dojrzałą kobietą przed siedemdziesiątką, spełnioną i pogodną.
Kocham moje dzieci i moje wnuki. Ale nie zawsze była radość, stąd też tak bardzo troszczę się o wnuki.

Moja córka będąc w ich wieku uległa wypadkowi komunikacyjnemu w wyniku którego straciła nogę. To był rok 1990 i o wszystko było trudno, a my dawałyśmy radę.

Rehabilitacja, szkoła, treningi i załatwianie jak najlepszej protezy, żeby dzieci w szkole jej nie dokuczały.

Udało się, dzisiaj jesteśmy silnymi kobietami i patrzymy na świat przez różowe okulary.

To by było na tyle w bardzo wielkim skrócie 😉

Istnieje tylko "dzisiaj"Wczoraj już minęło, a jutra może nie być. Jeszcze ponad rok temu myślałam że jestem nadkobietą n...
13/03/2026

Istnieje tylko "dzisiaj"

Wczoraj już minęło, a jutra może nie być.

Jeszcze ponad rok temu myślałam że jestem nadkobietą niezniszczalną. Wydawało mi się, iż nadejście jutra jest czymś zupełnie oczywistym, a dożycie późnej starości jest wpisane w mój życiorys. Kochana rodzina, wspierający rodzice,wymarzone wnuki, wspaniali przyjaciele, dobra praca, wszystko na bazie marzeń powstałych na przestrzeni połowy wieku. Dzień za dniem, do przodu. Ale za szybko, bez wyhamowywania, bez zatrzymywania się, bez uważności, bez doceniania drobiazgów. Często nerwowo i stresująco. Życie głównie dla kogoś, bo dla siebie to jeszcze zdążę, bo dla siebie wszystko na końcu, jak wystarczy czasu, jak wystarczy sił.

Tu kończy się moja jedna historia, a zaczyna druga.

Niespodziewanie przychodzi ten dzień, który zmienia kompletnie wszystko. Podkreśla dotychczasowe życie grubą krechą. I zaczynam od nowa.

Od teraz moje życie dzieli się na to „życie przed” chorobą i „życie po”.

Diagnoza. Rak złośliwy przełyku.

Wiadomość, która ścina z nóg. Przed oczami robi się czarno. Łzy zalewają twarz. Ręce trzęsą się nie do opanowania, za chwilę trzęsie się całe ciało. Strach przed bólem, leczeniem i śmiercią, strach przed tym że będę musiała pożegnać się z rodziną i przyjaciółmi, że nie dożyję narodzin wnusi, kolejnych świąt, wakacji, starości. Nie tak miało być. Miało być inaczej…. Miało być długo i szczęśliwie, a w jednej chwili nie ma nic oprócz dziesiątek pytań. Dlaczego teraz? Dlaczego nie za trzydzieści lat? Dlaczego rak? Dlaczego, dlaczego, dlaczego. I najważniejsze pytanie „po co”, skoro wszystko dzieje się przecież po coś. Nie tak o ! Tylko po coś. Całe życie byłam przekonana o tym, że nic nie dzieje się bez powodu.

Zaczęłam poszukiwania odpowiedzi na to pytanie. Szukałam przez kilka miesięcy. Co dobrego miała przynieść. Jaką naukę. Jaki przekaz. Pogrążałam się w poszukiwaniach w najgłębszych zakamarkach mojego umysłu, co dobrego przyniosła mi ta paskudna choroba, która okaleczyła mój umysł i ciało. Po co to wszystko?

Po diagnozie nienawidziłam poranków. Codziennie rano, po przebudzeniu, pozostawałam w zawieszeniu, w chwili kiedy tliła się we mnie nadzieja, że to wszystko bo był zły sen, który właśnie się skończył. Niestety nie.... to kolejny paskudny dzień walki z rakiem i ze sobą. To czas pełen sprzeczności we mnie. Nie chciało mi się żyć, a jednocześnie bałam się śmierci. Chciałam się poddać, a jednocześnie brałam na klatę wyniszczającą chemię i radioterapię. Chciałam, aby nikt na mnie nie patrzył, a jednocześnie potrzebowałam towarzystwa.

Rak okazuje się nieoperacyjny, wdrożone zostaje radykalne leczenie chemioterapią oraz ponad trzydzieści naświetlań. Równolegle psychoterapia, grupa wsparcia orazwspomagające leczenie psychiatryczne. Po leczeniu onkologicznym, ukazuje się szansa na operację. Podejmuję decyzję podszytą ogromnym strachem o poddaniu się jej.Całkowita resekcja przełyku i części żołądka. Dostaje nowe życie, więc szybko uczę się żyć „po nowemu”, uczę się połykać i odpowiednio się odżywiać. Dochodzę do siebie po ciężkiej operacji.

Wyniki badań histopatologicznych przynoszą mi wspaniałą nowinę - brak komórek nowotworowych.

Teraz moje „dzisiaj” witam codziennie rano z wielką radością i ulgą.

Uwielbiam budzić się rano. Nadal po przebudzeniu pozostaję na chwilę w zawieszeniu, i wchodzę w „dzisiaj” z uśmiechem mówiącym – to już za mną, żyję, jestem zdrowa. Dziękujęwszechświatu za kolejny dzień.

W głowie często zadawałam sobie pytanie - Po co to wszystko Małgoś? Odpowiedzi z czasem przyszły same. Po to, abyś wyhamowała, zatrzymała się, stres i lęki schowała do kieszeni, rozejrzała się wokół siebie z uważnością, wsłuchała w siebie, zaczęła spełniać własne marzenia.

Cały czas uczę się uważności. Stres jest teraz gościem, który nie ma prawa przekroczyć progu do mojego życia, które wyjątkowo teraz szanuję i kształtuje według własnych potrzeb i marzeń. W lustrze widzę silną i piękną siebie, mimo blizn na ciele i duszy.

Jestem tutaj. Jestem dzisiaj. Dzięki mężowi, dzieciom, wnukom i rodzicom, dzięki całej rodzinie i dzięki przyjaciołom, którzy nie pozwolili mi się poddać oraz dzięki wspaniałym lekarzom i psychoterapeutce. Wszyscy byli dla mnie wsparciem dokładnie wtedy kiedy tego potrzebowałam.

Idę do przodu, ale już nie pędzę. Doceniam bardziej i czuję mocniej. Nie daję się opleść mackom lęku przed przyszłością, nie rozgrzebuję przeszłości, nie daje się wyrwać nikomu i niczemu z „tu i teraz”.

To było właśnie po to.

Kazimiera - KaziaKazia nie chciała sama spisywać swojej historii, chciała osobiście mi ją opowiedzieć przy placku z owoc...
12/03/2026

Kazimiera - Kazia

Kazia nie chciała sama spisywać swojej historii, chciała osobiście mi ją opowiedzieć przy placku z owocami i pysznej pigwowej nalewce 🙂

Kazia opowiadała, a ja słuchałam jak zaczarowana. Nie zauważyłam nawet kiedy minęły trzy godziny, a na dworzu zrobiło się ciemno.

Nie miała łatwego dzieciństwa, urodzona na małej wiosce, przez pewien czas wychowywała ją samotnie matka. Później, gdy jej matka założyła nowa rodzinę opiekę nad Kazią przejęli jej dziadkowie. I to oni stali się dla niej nowym kochającym domem.

Pomimo przeszkód Kazia ukończyła szkołę dla asystentek pielęgniarek, a później także czteroletnie liceum medyczne, które ukończyła z wyróżnieniem i została dyplomowaną pielęgniarką.

Od razu po ukończeniu szkoły asystenckiej Kazia rozpoczęła pracę w szpitalu na Unii Lubelskiej, gdzie powoli pięła się aż na stanowisko kierownicze. I to właśnie w tym szpitalu pracowała aż do emerytury!

Ale, żeby nie było - to nie była jedyna jej praca, ani jedyne zajęcie, ale o tym zaraz.

Kazia poznała swojego męża Jurka jako młoda kobieta, pobrali się dosyć szybko i przeżyli ze sobą prawie sześćdziesiąt lat. Przyjaźnili się, mieli te same myśli, w restauracji zamawiali te same dania. Pan Jurek bardzo ją wspierał, gdy jednocześnie pracowała i uczyła się w liceum medycznym. Gotował, bo uwielbiał gotować, zajmował się dziećmi. Był bardzo opiekuńczy. Niestety życie miało swój plan…Pan Jurek zachorował na raka jelita grubego. Od lekarza usłyszeli, że teraz jest czas na realizację marzeń.

I tak Kazia razem z Panem Jurkiem zaczęli podróżować po świecie oraz Polsce.

Kazia pomimo bycia na emeryturze, prowadziła gabinet zabiegowy u Pani dr. alergolog, opiekowała się dziećmi jako opiekunka. Wiadomo, że podróżowanie wiąże się z kosztami, jednak dla tak zdeterminowanych Kazi i Pana Jurka nie była to przeszkoda. Skrupulatnie odkładali pieniądze na realizację swoich marzeń. Posiadali nawet słoik, do którego wrzucali pięciozłotowe monety, które jako reszta zostawały z zakupów. Pierwszym kierunkiem był Paryż. Podczas choroby Pana Jurka zwiedzili prawie całą Europę. Wszystkie ich wycieczki były organizowane przez jedno biuro podróży. I właśnie to biuro z sympatii do tej pięknej pary pomogło zorganizować wycieczkę do miejsca, o którym marzył Pan Jurek - do Bawarii. Niestety Pan Jurek zmarł 11.03.2018 roku w ramionach Kazi, która nuciła mu „śpij kochanie”. Do ostatnich dni spali razem w jednym łóżku. Kazia wspomina, że Pan Jurek chorował z klasą, nie chciał być dla nikogo ciężarem. Na chemię jeździł sam i sam wracał nie angażując nikogo.

Pomimo, że Pan Jurek odszedł - Kazia kontynuuje tradycję podróżowania. Dubaj, Gruzja…dla tej kobiety nie ma miejsc nieosiągalnych. Ba dla niej nie ma rzeczy niemożliwych.

Kazia jest wolontariuszką w Filharmonii oraz w Teatrze, pracuje w sklepie charytatywnym. A jej największe marzenie to skok ze spadochronem! Wspomniałam już, że Kazia ma obecne 83 lata?

Gdy przyszła na sesję powiedziała, że wzięła ze sobą czerwone szpilki bo od zawsze marzyła o zdjęciu w czerwonych szpilkach.

Jaka jest historia czerwonych szpilek?

Kazia jako młoda kobieta za swoją pierwszą wypłatę ze szpitala kupiła sobie niebieski kostium, żakiet + spódnica, żakiet miał rękawki ⅞, więc idealne były do niego czerwone, długie rękawiczki, a jak czerwone rękawiczki to obowiązkowe czerwone wysokie szpilki!

Muszę jeszcze wspomnieć o tym jakie motto ma Kazia. „RYZYKO, PASJA, PRZYGODA” - tak to jest motto kobiety, która ma siedemnaście lat do setki.

Pogoda ducha, uśmiech, energia, gotowość do nowych wyzwań, ciepło, ogromne serce i świetne poczucie humoru - kobieta rakieta

Pewnego dnia było mi dane stanąć nad wielką, ciemną przepaścią zwaną: choroba nowotworowa. Początkowo ogromne niezrozumi...
11/03/2026

Pewnego dnia było mi dane stanąć nad wielką, ciemną przepaścią zwaną: choroba nowotworowa. Początkowo ogromne niezrozumienie, wręcz szok. Poczucie, że to jakaś pomyłka.

Potem przymusowa przerwa w życiu, na długie i ciężkie dla ciała leczenie. Przyspieszona lekcja pokory, wydawało mi się, że mam wpływ na wiele rzeczy, a tu jednak pstryczek w nos. Świat pędził do przodu, a mój jakby stanął w miejscu. Były dni, kiedy patrzyłam w lustro i musiałam sobie przypominać, że osoba, którą widzę, to nadal ja. Słabsza fizycznie ale wciąż z ogromnym poczuciem humoru i dystansem do życia.

Nie zawsze rozumiałam drogę, którą przyszło mi iść. Jednak odpowiednie nastawienie i reakcje na to, co się wydarza, obecność cudownych, wspierających ludzi i codzienne powtarzanie sobie, że wszystko kiedyś mija, sprawiły, że czas choroby upłynął, nie wiadomo kiedy.

Dziś wiem, że nawet najcięższe doświadczenia potrafią obudzić w nas ogromną siłę. Choroba mocno nadwyrężyła moje ciało fizyczne, ale w żadnym stopniu nie naruszyła hartu ducha. Nie traktuje jej jak wroga, po prostu się wydarzyła i tyle.

Ja idę dalej za swoimi marzeniami. Codziennie od nowa. Żyję tu i teraz, nie wczoraj, nie jutro.

Adres

Szczecin

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fundacja 120/80 umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Fundacja 120/80:

Udostępnij