13/09/2026
😂 DOWCIP NA WEEKEND 😂
W najsekretniejszych pomieszczeniach bardzo ważnego urzędu bardzo ważny urzędnik składa przełożonemu raport.
— Szefie, podwyżki wynagrodzeń negocjowaliśmy dwa lata. Obiecywaliśmy złote góry. Nawet przesłaliśmy projekt rozporządzenia z obiecanymi stawkami…
— Ale zabezpieczyliście pieniądze w budżecie?
— Nie.
— Nie?
— Nie. Tak jak było uzgodnione — blefowaliśmy. Żadnych pieniędzy na ten cel nie zabezpieczyliśmy.
— He, he! Dobre! No i co, no i co?!
— Nic. Dalej pracują.
— Doskonale! A potem?
— Potem podnieśliśmy opłaty, które zakłady płacą za ich pracę.
— A wynagrodzenia?
— Bez zmian.
— He, he! Dobre, dobre! No i co?!
— Dalej pracują.
— A zarazy… A ustawa o zdrowiu zwierząt?
— Wprowadziliśmy nowe obowiązki, ale nie zabezpieczyliśmy pieniędzy na ich realizację.
— He, he! No i co?!
— Wszystkie wykonują.
— Jak?!
— Nie wiemy. Kombinują. Pracują po godzinach. Oszczędzają na czym się da. Zaciśnięte zęby, zaciskanie pasa…
— Bez dodatkowych etatów?
— Bez.
— Bez dodatkowych środków?
— Bez.
— I jeszcze wykonują?
— Tak.
— He, he… Niesamowite! A stażowe?
— Nie zabezpieczyliśmy.
— No i co?!
— Poradzili sobie.
— A ci wyznaczeni, którzy pracują poniżej minimalnej stawki godzinowej?
— Pracują.
— A rzeczywiste koszty funkcjonowania inspektoratów?
— Oczywiście nie zostały zabezpieczone.
— No i co?!
— Jeszcze zipią.
— A jak oszczędzają?
— Na papierze. Na wszystkim. A żeby eksport nie stanął, zakłady podstawiają samochody i wożą lekarzy weterynarii na kontrole.
— Niebywałe! A może chociaż udało się ograniczyć koszty, nie wypłacając im zarobionych pieniędzy?
— W niektórych miejscach zaległości sięgają kwietnia.
— He, he! Dobre! Bardzo dobre! No i co, no i co?!
Urzędnik nagle milknie.
— No? Mów!
— Jest pewien problem…
— Jaki?!
— Oni nadal przychodzą do pracy.
— Co?!
— Lekarze weterynarii.
— I co robią?
— Pracują.
— Ale przecież im nie zapłaciliśmy!
— Wiem.
— To dlaczego pracują?!
— Niektórzy pożyczyli pieniądze od rodziny. Z tych pieniędzy zapłacili PIT i ZUS od niezapłaconych faktur.
— Od niezapłaconych faktur?!
— Tak.
— I dalej pracują?
—Tak.
Zapada długa cisza.
Przełożony podchodzi do okna, patrzy przez chwilę w dal i mówi:
—To jest niedopuszczalne.
— Co, szefie?
— Że jeszcze mają rodziny, od których mogą pożyczać.
— Aha…
— Trzeba coś z tym zrobić.
— Co proponujesz?
— Może wreszcie zapłacić im za pracę?
Urzędnik blednie.
— Szefie… przecież wtedy trzeba byłoby zabezpieczyć pieniądze w budżecie.
— Rzeczywiście…
Chwila ciszy.
— To może jednak nie róbmy nic.
— Tak jest.
— A zarazy… Jak długo jeszcze będą tak pracować?
— Nie wiadomo.
— Czyli?
— Dopóki starczy im pieniędzy, zdrowia, cierpliwości i poczucia odpowiedzialności.
— Rozumiem.
— A potem?
— Potem będziemy bardzo zdziwieni, że system przestał działać. I zbudujemy nowy. W oparciu o wiernych nam agronomów.