Ewa Wójcik

Ewa Wójcik Matka dzieci w edukacji domowej (ED), nauczycielka, obserwatorka szkolnej rzeczywistości...

Uczniowie są w Internecie. Nie można udawać, że nic się w ten weekend nie wydarzyło.Warto o tym jutro porozmawiać. Nie o...
26/04/2026

Uczniowie są w Internecie. Nie można udawać, że nic się w ten weekend nie wydarzyło.

Warto o tym jutro porozmawiać. Nie odcinajmy uczniów od ich świata dzwonkiem o 8:00.

Sama oglądam, moje dzieci co chwilę pytają, ile już zebrali pieniędzy na streamie.

Poniedziałek zaczynamy więc łatwo…gang…

𝗢 𝗰𝗼 𝘄 𝘁𝘆𝗺 𝗰𝗵𝗼𝗱𝘇𝗶 𝗶 𝗰𝘇𝘆 𝘄𝗮𝗿𝘁𝗼 𝗼 𝘁𝘆𝗺 𝗽𝗼𝗿𝗼𝘇𝗺𝗮𝘄𝗶𝗮𝗰́ 𝘇 𝘂𝗰𝘇𝗻𝗶𝗮𝗺𝗶?

Akcja cancer FIGHTERS z udziałem youtubera Łatwoganga nie była przypadkowa, lecz powstała z kilku powiązanych wydarzeń, które uruchomiły efekt domina w internecie.

Nauczycielu! Zanim pójdziesz jutro do pracy, musisz wiedzieć, czym żyli Twoi uczniowie przez ostatnie 9 dni! 😊

𝟭. 𝗣𝗼𝗰𝘇𝗮̨𝘁𝗲𝗸: 𝗽𝗼𝗿𝘂𝘀𝘇𝗮𝗷𝗮̨𝗰𝗮 𝗽𝗶𝗼𝘀𝗲𝗻𝗸𝗮 𝗼 𝘄𝗮𝗹𝗰𝗲 𝘇 𝗿𝗮𝗸𝗶𝗲𝗺
Wszystko zaczęło się od utworu „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)”, nagranego przez rapera Bedoes 2115 i chorującą dziewczynkę Maję Mecan – podopieczną fundacji. Piosenka, która pokazuje walkę z chorobą „od środka”, szybko stała się viralem i poruszyła tysiące ludzi. To był impuls, który przyciągnął uwagę internetu!

𝟮. 𝗣𝗼𝗺𝘆𝘀ł Ł𝗮𝘁𝘄𝗼𝗴𝗮𝗻𝗴𝗮: 𝗰𝗵𝗮𝗹𝗹𝗲𝗻𝗴𝗲 𝘇 𝗧𝗶𝗸𝗧𝗼𝗸𝗮
Łatwogang podchwycił temat i wymyślił nietypowe wyzwanie: zaproponował, że czas trwania jego transmisji live będzie zależał od liczby polubień (1 lajk = 1 sekunda). Chyba nikt się nie spodziewał, że stanie na 9 dniach non stop! To kluczowy moment, który zamienił emocjonalną historię w akcję, w którą każdy może się włączyć.

𝟯. 𝗚ł𝗼́𝘄𝗻𝗮 𝗮𝗸𝗰𝗷𝗮: 𝟵-𝗱𝗻𝗶𝗼𝘄𝘆 𝘀𝘁𝗿𝗲𝗮𝗺 𝗰𝗵𝗮𝗿𝘆𝘁𝗮𝘁𝘆𝘄𝗻𝘆
17 kwietnia 2026 r. ruszył stream na YouTube. Łatwogang przez 216 godzin bez przerwy słuchał jednej piosenki, na ekranie był kod QR do wpłat, a wszystkie pieniądze trafiały na leczenie podopiecznych fundacji (platformy zrezygnowały z prowizji!).
Prosty mechanizm: oglądasz → wpłacasz → widzisz rosnący licznik.

𝟰. 𝗘𝗳𝗲𝗸𝘁 𝗸𝘂𝗹𝗶 𝘀́𝗻𝗶𝗲𝘇̇𝗻𝗲𝗷
Akcja zaczęła rosnąć lawinowo: do streamu dołączali kolejni goście (np. muzycy, aktorzy, sportowcy, celebryci… i wiele innych), organizowano licytacje i wyzwania, a setki tysięcy ludzi wpłacały nawet małe kwoty. W efekcie początkowy cel +/-500 tys. zł został wielokrotnie przekroczony, a zbiórka urosła do milionów złotych (w chwili, gdy to piszę, na liczniku jest 120 milionów złotych, a do końca transmisji zostały 3 godziny!).

𝟱. 𝗗𝗹𝗮𝗰𝘇𝗲𝗴𝗼 𝘁𝗼 𝘇𝗮𝗱𝘇𝗶𝗮ł𝗮ł𝗼?
To nie była zwykła zbiórka, lecz dobrze złożony miks: emocje (historia choroby) + viral (piosenka i TikTok) + interakcja (lajki decydowały o czasie) + ciągłość (stream 24/7) + społeczność (udział widzów i gwiazd). Łatwogang wykorzystał swój zasięg i formaty znane z internetu, ale skierował je na realną pomoc.

𝗣𝗼𝗱𝘀𝘂𝗺𝗼𝘄𝗮𝗻𝗶𝗲
Do akcji doszło, bo:
1. viralowa piosenka o walce z rakiem poruszyła ludzi,
2. Łatwogang zamienił ją w wyzwanie dla społeczności,
3. powstał długi, angażujący stream charytatywny,
4. internet (i celebryci) „podkręcili” skalę do ogromnych rozmiarów.

To przykład, jak influencer + emocjonalna historia + dobrze zaprojektowana akcja mogą przerodzić się w jedną z największych zbiórek w polskim internecie!
Ja jestem zakochana! 🥰
W sieci jest mnóstwo hejtu, dlatego warto pokazać, że to medium może być używane w dobrym celu!

Łatwogang! Piotrek! Dałeś czadu!
Często słyszymy narzekanie na młodych ludzi, a Ty udowadniasz, że w młodych jest wielka siła!

A ja, jak to ja – od razu poczułam, że to temat na zajęcia wychowawcze! Możemy pokazać, że są akcje, które jednoczą niezależnie od wieku, poglądów i sympatii lub jej braku (widzieliście, ile ludzi się pogodziło w trakcie transmisji?).

Co ode mnie?
Scenariusz lekcji dla klas 4-8 i starszych do modyfikacji (link w komentarzu).

Jest jeszcze chwila, więc dorzućcie swoją cegiełkę 😊
Lecimy razem!!!

Nie wiem, skąd przyszliście, jaki algorytm Was do mnie przyprowadził, ale musicie wiedzieć, że bardzo mnie Wasza obecnoś...
25/04/2026

Nie wiem, skąd przyszliście, jaki algorytm Was do mnie przyprowadził, ale musicie wiedzieć, że bardzo mnie Wasza obecność cieszy!

Wystarczyły dwa miesiące i z 900 obserwatorów zrobiło się 4900.

Będę pisać o edukacji domowej, o pracy nauczyciela w szkole podstawowej, o obecności uczniów ze SPE w polskiej szkole, o malowaniu trawy na zielono, o złudzeniach, o potrzebnych zmianach, o łączeniu pracy w szkole z nauczaniem własnych dzieci w domu.

Jestem uczestnikiem systemu edukacji, wyrywam własne dzieci z systemu, staram się racjonalnie podchodzić do pełnionych ról.

Dziękuję! Jeśli uważacie moje działania za społecznie pożyteczne, zostawiajcie po swojej obecności ślad w postaci polubień, komentarzy i udostępnień…

Jako nauczycielka kradnę moim uczniom weekendy, jako matka dzieci w edukacji domowej (ED) cenię wolność i brak gonitwy.J...
24/04/2026

Jako nauczycielka kradnę moim uczniom weekendy, jako matka dzieci w edukacji domowej (ED) cenię wolność i brak gonitwy.

Jestem nauczycielką w rejonowej szkole podstawowej i matką dwóch chłopców w edukacji domowej. Stoję na rozstaju, zawodowo wybieram uczniom mniejsze zło, prywatnie obserwuję własne dzieci i ich drogę edukacji.

Większość rodzin w systemie spędza niedzielne popołudnia na nerwowym sprawdzaniu, co jest do zrobienia na poniedziałek, czy lektura przeczytana, gdzie jest blok techniczny.

Piątek w edukacji domowej wygląda zupełnie inaczej. 14:00 to u nas faktyczny koniec obowiązków. Wszyscy jesteśmy już w domu. Nie mamy „prac domowych”, nie mamy widma poniedziałkowego sprawdzianu. Weekend jest w 100% dla nas, a nie dla szkoły.

Właśnie podążamy na egzaminy klasyfikacyjne moich dzieci. To jeden z trzech weekendów w całym roku szkolnym, który dla nas, rodziców, jest stresujący. 3 stresowe weekendy, a dokładnie 3 piątki. Jutro o 14:00 będziemy już zwiedzać Gdańsk. Od poniedziałku dwa nowe przedmioty do nauki. Nowe wyzwania. Nowe drzwi do otwarcia…

Moi uczniowie w przyszłym tygodniu będą recytować wiersz, przygotowując się jednocześnie do przemówienia i wystąpień publicznych, pisać charakterystykę bohatera literackiego i omawiać sprawdzone przeze mnie rozprawki.

Pracuję w systemie, bardzo staram się nie tworzyć przeszkód, nie obciążać uczniów. Robię minimalną liczbę prac pisemnych, bardzo racjonalnie podchodzę do oceniania, choć jestem człowiekiem, więc bywam wredną babą od polskiego, bo nadal dość łatwo poddaję się prowokacjom uczniów. Lont mam krótki, więc nietrudno mnie wsadzić na sanki.

W mojej szkole jest „normalne ocenianie”. Obiwiazują nas zapisy WSO, PZO. Zasady są ustalone, uczniowie i nauczyciele się do nich stosują. W dzienniku lądują więc oceny bieżące, z języka polskiego 10 w semestrze. Część uczniów w domu nie robi nic, inni uczą się godzinami, jeszcze inni wymagają pomocy rodziców.

Wielu rodziców właśnie w weekend staje się nauczycielami z przymusu, bo muszą dociągnąć z dzieckiem to, czego ono nie zrozumiało w tygodniu. To rodzi konflikty i frustrację. Powoduje napięcia. Częste napięcia, karmione pośpiechem, natłokiem obowiązków.

Moje dzieci przerobiły materiał w tygodniu, w swoim tempie. Weekend to czas, kiedy jestem po prostu mamą, a nie panią od polskiego, która goni do pisania wypracowania.

Zbliżający się poniedziałek… To uczucie, które zna każdy nauczyciel i uczeń– niedzielny wieczór z ciężarem w żołądku.

W ED poniedziałek to po prostu kolejny ciekawy dzień, a nie powrót do zakładu karnego. To luksus psychiczny, który przekłada się na zdrowie całej rodziny. Na spokój.

Chłopcy uczą się blokowo i efektywnie, czasem ich „weekend” zaczyna się w czwartek, bo materiał został opanowany.

Jako polonistka widzę w poniedziałek rano w klasie dzieci, które wcale nie odpoczęły, bo ich weekend był tylko przedłużeniem szkolnego etatu. Jako mama w ED widzę własne dzieci, które w poniedziałek wchodzą z ciekawością, a nie z lękiem.

Weekend powinien być prawem, a nie nagrodą za przetrwanie tygodnia. Często nie jest nawet nagrodą, a tylko dodatkowym czasem na nadrabianie zaległości.

Ile godzin z nadchodzącego weekendu planujecie poświęcić na nadrabianie zaległości szkolnych, na naukę do sprawdzianów i projekty na poniedziałek, a ile na bycie po prostu razem, bez podręcznika w tle?

Edukacja domowa nie jest lekiem na całe zło, nie jest dla każdego, nie jest pasmem sukcesów i jedynym słusznym kierunkiem. Ma wady, rodzi niepewność i stres w różnych obszarach. Bywa obciążająca, bywa źródłem kłótni rodzinnych. Bywa…

Kiedy obserwuję moich uczniów (większość budzi moją szczerą sympatię i na myśli nich uśmiecham się do siebie), kiedy z nimi rozmawiam o szkole jako systemie, o ich codzienności, o wolnym czasie, mówią, że całe życie podporządkowane jest szkole, nauce. Jest nieustannie…

System tresuje nas do bycia uczniem, studentem, potem pracownikiem. Ciągle każe gonić króliczka. Tylko po co?

22/04/2026

Edukacja domowa (ED) i wtłaczanie wiedzy…

Nauczycielskie dzieci poza systemem. Jak zmieniliśmy szkołę publiczną na edukację domową (ED)? Jakich formalności musiel...
21/04/2026

Nauczycielskie dzieci poza systemem. Jak zmieniliśmy szkołę publiczną na edukację domową (ED)? Jakich formalności musieliśmy dopełnić? Czy procedura jest skomplikowana?

Jestem mamą dzieci w edukacji domowej i nauczycielką w podstawówce systemowej. Stoję w rozkroku, obserwuję dwa światy, dwie rzeczywistości i próbuję być dobrą nauczycielką i matką stwarzającą optymalne warunki własnym dzieciom.
————————————
Jeśli chcesz w komentarzach siać nienawiść i obrażać, idź sobie w inne przestrzenie internetowe. Jeśli chcesz dyskutować, zapraszam do sekcji komentarzy.
————————————

Ten post powstał, ponieważ kilka osób w wiadomości prywatnej prosiło o zebranie wszystkich najważniejszych informacji w jednym miejscu. Nie jestem specjalistką. Piszę o drodze naszej rodziny. Każda rodzina ma swoją drogę w ED, swój pomysł i swoje zasady.

Łączy nas wiele, ale też ED charakteryzuje się brakiem ram. Jedyną ramą są zasady dotyczące "przechodzenia" z klasy do klasy...

Kontaktowali się ze mną rodzice dzieci z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego. Pytali, czy warto "spróbować ED", dopytywali, jak wybierać szkołę. Zainteresowanie edukacja domową jest dziś ogromne, nie spodziewałam się zasięgu, jaki osiągnęły moje posty, które pisze od lutego. W ciągu dziesięciu tygodni mój profil zaczęło obserwować kilka tysięcy osób

Każde dziecko jest inne, każda rodzina jest inna, dlatego też oczekiwania są różne.

Zaznaczę na początku, że są szkoły, w których ED jest bezpłatna, są szkoły płatne. Nasza jest płatna dla nowych uczniów, opłaty wynikają z obciętej przez ministerstwo subwencji na dzieci w edukacji domowej.

Mieszkam w woj. lubuskim, moje dzieci są zapisane do szkoły w Gdańsku. Szkoła jest prywatna, więc pieniądze od samorządu otrzymuje podmiot prowadzący szkołę.

Jeśli uczeń ma orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, kwota płynąca do szkoły jest wyższa. Ona pozwala szkołom (także tym prowadzącym ED) oferować dzieciom darmowe terapie, zajęcia rewalidacyjne czy warsztaty online. Te pieniądze muszą być wykorzystywane na realizację IPET-u.

Indywidualny program edukacyjno – terapeutyczny (IPET) określa zakres i sposób dostosowania wymagań edukacyjnych do indywidualnych potrzeb rozwojowych i edukacyjnych oraz możliwości psychofizycznych ucznia, przez zastosowanie odpowiednich metod i form pracy z dzieckiem.

Szkoła (każda szkoła, do której wpływa orzeczenie ucznia) ma obowiązek opracować IPET.

W formalnym wyborze ED nie jest ważne, czy uczeń ma orzeczenie. Uczeń bez opinii i orzeczenia także może przejść na ED.

Od czego zacząć "wyciąganie" dzieci z systemu, jeśli już tam są? Co najpierw zrobić, gdy czas na szkołę, ale decydujesz się na ED?

Najpierw trzeba wybrać szkołę i ją dobrze poznać. Warto rozmawiać z rodzinami będącymi w ED. Warto czytać opinie o wybranych szkołach. Warto także (a może przede wszystkim) kontaktować się ze szkołą.

Na ED wyrażają zgodę dyrektorzy szkół rejonowych, w mojej szkole są dzieci w ED, ale moje dzieci nie są w mojej szkole :)

Uważam, że warto poszukać szkoły, która w ED się specjalizuje lub sprzyja ED i ma doświadczenie.

Warto szukać placówki (publicznej lub niepublicznej), która ma doświadczenie w ED, a jeśli dziecko ma orzeczenie, warto sprawdzić i dopytać o doświadczenie w pracy z uczniem ze SPE. Należy pytać u źródła i wprost: „Jak realizujecie zajęcia rewalidacyjne dla dzieci w ED?” „Czy egzaminy są dostosowane do potrzeb dziecka (np. forma pisemna zamiast ustnej, czy jest zgoda na obecność rodzica, czy jest wydłużony wydłużony czas)?”.

Można zapisać dziecko do szkoły w dowolnym województwie w Polsce. Im bliżej domu, tym mniejsza odległość do pokonania na egzaminy.

Uczeń zdaje jeden egzamin z każdego przedmiotu w każdym roku szkolnym (nie ma egzaminów z: plastyki, muzyki, techniki, wychowania fizycznego). W klasach 1-3 uczeń zdaje egzamin z edukacji wczesnoszkolnej oraz języka obcego. Raz w każdym roku.

Są to egzaminy przekrojowe z całego materiału. Terminy egzaminów ustala szkoła i często szkoły prowadzące ED pozwalają zdawać od października do maja, więc można sobie rozłożyć naukę blokowo- co miesiąc inny przedmiot lub co kilka miesięcy po 2-3 przedmioty. Moi synowie zdają dwa przedmioty jednego dnia (egzaminy są tylko w soboty, co jest dla mnie korzystne, ponieważ jedziemy w piątek wieczorem do Gdańska, w sobotę rano chłopcy zdają i później mamy czas na zwiedzanie, a w niedzielę wracamy do domu).

Aby "wyrwać" dziecko z systemu, należy złożyć podanie do wybranej szkoły i dołączyć:
- wniosek o zezwolenie na spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą,
- oświadczenie rodziców o zapewnieniu dziecku warunków umożliwiających realizację podstawy programowej,
- zobowiązanie rodziców do przystępowania dziecka do rocznych egzaminów klasyfikacyjnych.

Są to druki szkolne, więc nie trzeba się martwić, że coś zostanie pominięte. Dyrektor nowej szkoły wydaje decyzję o zezwoleniu na ED. Od tego momentu dziecko jest oficjalnie w edukacji domowej.

Jeśli zmienia się szkołę w trakcie roku lub po zakończeniu roku szkolnego, trzeba po prostu zapisać dziecko do nowej placówki i to ona zajmie się „ściągnięciem” dokumentów z poprzedniej szkoły systemowej. Jeśli wybiera się ED pierwszoklasiście, po prostu zapisuje się dziecko do szkoły i wnioskuje o ED.

Dziecko "niesie" do szkoły pieniądze z budżetu, często one wystarczają i szkoła prowadząca ED nie pobiera czesnego, nasza szkoła w bieżącym roku szkolnym pobierała od nowych uczniów nieco ponad 1000 zł za cały rok szkolny.

Dziecko z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego przynosi do szkoły więcej pieniędzy z budżetu. Muszą one sfinansować terapie, pomoce dydaktyczne, a czasem nawet zajęcia dodatkowe. Jeśli dziecko ma orzeczenie – to szkoła powinna zapewnić wsparcie i nie powinna pobierać dodatkowych pieniędzy od rodziców. Jak jest w konkretnej szkole, należy potwierdzić w rozmowie z dyrekcją lub sekretariatem.

Pieniądze z budżetu to nie jest jednak „zasiłek” dla rodzica – to środki na edukację dziecka, którymi dysponuje szkoła. Rodzic ma prawo wiedzieć, że dziecko z orzeczeniem jest dla szkoły „klientem premium” i w związku z tym powinno otrzymać wsparcie najwyższej jakości.

Mam nadzieję, że nieco przybliżyłam procedurę i wyjaśniłam, że wystarczy po prostu złożenie podania.

Warto poszukać szkoły z dobrą atmosferą, specjalizującej się w ED, z kadrą, która na uczniów czeka z uśmiechem i traktuje zdających egzaminy po partnersku, ze zrozumieniem, która wspiera. Jest wiele placówek w każdym województwie.

My wybraliśmy szkołę oddaloną o 500 km, bo... egzaminy miały być online. Już w październiku okazało się, że będą stacjonarne. Zdecydowaliśmy, że jeden wyjazd (wówczas syn był w klasie 3) do Gdańska w roku nie będzie żadnym problemem. Wszystkie inne sprawy załatwialiśmy korespondencyjnie, zebrania odbywają się na zoomie, legitymację i podręczniki dostarczyła firma kurierska. Dziś synowie mają znajomych w szkole, umawiamy się na ten sam termin na egzaminy, aby dzieci mogły się spotkać. Wyjazdy traktujemy jak "klasowe wycieczki". Mamy swoje rytuały związane z egzaminami, np. obiad po egzaminach zawsze w tej samej restauracji, nocleg w hotelu blisko plaży.

To, czego żałujemy, to fakt, że na szkolne wycieczki mamy za daleko, a matka nauczycielka nie może wziąć wolnego w środku roku szkolnego i pojechać z własnymi dziećmi we wtorek na integrację społeczności ED do gdańskiej kręgielni czy też popłynąć promem do Szwecji... a takie wycieczki nasza szkoła oferuje...



Czym jest gotowość szkolna? Co dziecko powinno umieć? Warto posłuchać! Nawet jeśli nie jesteś rodzicem 6- czy 7-latka, o...
21/04/2026

Czym jest gotowość szkolna? Co dziecko powinno umieć? Warto posłuchać! Nawet jeśli nie jesteś rodzicem 6- czy 7-latka, obejrzyj, by nie powtarzać nieprawdy..

Czy sześciolatek musi już płynnie czytać, pisać i liczyć, żeby poradzić sobie w pierwszej klasie? A może to jeden z najbardziej szkodliwych mitów, w które wc...

Edukacja domowa (ED) to zabawa dla bogatych? Moim zdaniem to szkoła systemowa jest najdroższym „darmowym” rozwiązaniem.J...
20/04/2026

Edukacja domowa (ED) to zabawa dla bogatych? Moim zdaniem to szkoła systemowa jest najdroższym „darmowym” rozwiązaniem.

Jestem mamą dzieci w edukacji domowej i nauczycielką w podstawówce systemowej. Stoję w rozkroku, obserwuję dwa światy, dwie rzeczywistości i próbuję jednocześnie być dobrą nauczycielką i matką stwarzającą optymalne warunki własnym dzieciom.
————————————
Jeśli chcesz w komentarzach siać nienawiść i obrażać, idź sobie w inne przestrzenie internetowe. Jeśli chcesz dyskutować, zapraszam do sekcji komentarzy.
————————————

Przyznajmy to szczerze. Trzymamy dzieci w systemie, bo wierzymy w jego jakość, czy po prostu jako społeczeństwo daliśmy sobie wmówić, że nie stać nas na wolność własnej rodziny?

Temat ED cały czas grzeje internet. Wokół tej formy edukacji powstał mit, że to wybór dla elity, dla dzieci biznesmenów, programistów i pracowników podróżujących po świecie. Tak naprawdę ED nie jest ani dla wszystkich biznesmenów, ani dla wszystkich programistów, ani w ogóle dla wszystkich.

Ale jest możliwa u wielu…

Mówi się, że „totolotek” to podatek od głupoty. Odważę się stwierdzić, że szkoła systemowa to ukryty podatek od braku czasu, a ED to nie luksus portfela, lecz luksus priorytetów.

Często szkoła publiczna jest darmowa tylko w teorii. W praktyce nierzadko rodzice płacą za nią zdrowiem psychicznym dzieci i własnym czasem spędzanym na wieczornym „douczaniu” tego, czego szkoła nie zdążyła przekazać. Płacą nerwami, płacą frustracjami, płacą piętrzącymi się nieporozumieniami ze swoimi dziećmi.

Są też koszty realnie obciążające portfel. Należą do nich składki: na radę rodziców, ubezpieczenia, wycieczki, wyjścia do muzeum, teatru czy kina, opłaty za stroje (nie tylko galowe) na akademie, korepetycje (bo system nie wyrabia- bo w 30-osobowej klasie trudno wyłapać każdego nierozumiejącego i nienadążającego).

Stać cię, bo nie musisz codziennie być w pracy 8-12 godzin.

Życie to nieustanny wybór. Wychowywanie dzieci wymaga ustalenia priorytetów, także tych zawodowych. Nie każdy może rzucać pracę i podejmować kolejną, ale każdy ma jakieś zasoby, które powinien w życiu dorosłym wykorzystywać.

Dla wielu osób praca jest najważniejszym elementem życia. Dla mnie jest sposobem zarabiania pieniędzy na życie. Wykonywałam wiele zawodów, obecna praca to moje najdłuższe nieprzerwane zatrudnienie. Wcześniej po 2 latach (zawsze po dwóch) mój mózg potrzebował opuścić miejsce zatrudnienia… zmieniałam więc na inne i to dawało mi dużo swobody, bo się nie przywiązywałam… obecnie z nieznanych przyczyn trwam (przede wszystkim) z siódmoklasistami i prawdopodobnie wytrwam z nimi do E8.

Wiele rodzin w ED to mistrzowie logistyki i optymalizacji. To często rezygnacja z konsumpcjonizmu na rzecz czasu. Wielu rodzin w ED nie stać na ogromny dom z wielkim ogrodem, ale stać wracać z pracy wcześniej, nie brać dodatkowych zleceń, mieszkać w 2-pokojowym mieszkaniu i dojeżdżać do pracy komunikacją miejską. Często stać także na rezygnację z pracy zawodowej przez jednego rodzica, nawet w wielodzietnej rodzinie. My pracujemy, ja 31 godzin przy tablicy i dodatkowo jeden dzień w tygodniu prywatnie z ósmoklasistami, mąż na etacie w korpo.

Może to zabrzmi butnie i arogancko, ale dla mnie luksusem nie jest posiadanie pieniędzy, ale luksusem jest odwaga, by powiedzieć, że moje dziecko jest warte więcej niż moja dodatkowa fucha.

Nie było tak zawsze. Dziś bardzo ten luksus doceniam. Bywało tak, że szłam z pracy do pracy. Było więcej wyjazdów, więcej zajęć dla dzieci, ale mniej czasu. Dziś wszyscy cenimy sobotnie poranki w domu i piżamaparty do 12:00.

Widzę na co dzień i słyszę w rozmowach z uczniami (częściej w rozmowach uczniów), że dla wielu rodziców szkoła pełni funkcję darmowej przechowalni, by mogli pracować na rzeczy, których ich dzieci naprawdę nie potrzebują tak bardzo jak obecności tychże rodziców.

Widzę ubranych w markowe ciuchy emocjonalnych analfabetów, a także (co mnie naprawdę przeraża) emocjonalne sieroty. Oczywiście widzę też starających się rodziców, wracających z pracy i po drodze odbierających dzieci ze szkoły, rozmawiających, szczerze zaciekawionych życiem swoich dzieci. Mam jednak wrażenie, że to są wyjątki potwierdzające reguły.

Uczniowie mówią wprost na lekcjach języka angielskiego, że daily routines w ich domach nie istnieją. Wiele spraw toczy się przypadkowo, jest pośpiech i wzajemne pretensje.

Ja dziś inwestuję swój czas w swoje dzieci. Nie mam nic cenniejszego. Sporo czasu poświęciłam na nieistotne z dzisiejszego punktu widzenia sprawy.

Na szczęście ED pomaga także dorosłym poukładać głowę i wskazać właściwe priorytety.

Dziecko w ED uczy się zarządzać sobą. Nie czeka na instrukcje. Pozostawione z zadaniem/projektem krok po kroku uczy się realizować projekty lepsze, mniejszym nakładem sił i środków, w założonym czasie i z określonym efektem. To cenna umiejętność.

Kiedy na 5 dni przed egzaminem moje dziecko mówi: „Luz, matka, naprawdę >>na kanapkę

W XXI wieku nadal uważamy (bardziej udajemy), że mózg dziecka działa lepiej, gdy co 45 minut każemy mu resetować myśleni...
18/04/2026

W XXI wieku nadal uważamy (bardziej udajemy), że mózg dziecka działa lepiej, gdy co 45 minut każemy mu resetować myślenie i przeskakiwać na zupełnie inny temat. Wierzymy w to czy po prostu tak nam, dorosłym, jest wygodniej ich (młodych) pilnować?

Neurobiologia sobie, szkoła systemowa sobie. Lekcje od 8:00, a nawet od 7:00, wiele godzin w jednej pozycji. Nawet nauczyciel określany jako największy akrobata, fanatyk, pasjonat, który lubi swoją robotę, musi się natrudzić, by o 8:00 rano obudzić mózgi uczniów lub utrzymać je w stanie pracy na 7-8 lekcji. Coraz częściej uczniowie pracują jednak na „stendbaju”…

Uczę w systemowej podstawówce, swoje dzieci „hoduję” w edukacji domowej (ED).
Stoję w rozkroku, obserwuję dwie rzeczywistości, staram się pracować jak najlepiej i tworzyć optymalne warunki swoim dzieciom. Czasem się uda, czasem dwa uda…

------------------------------------------------
Dzielę się swoimi doświadczeniami nauczycielki w szkole publicznej i matki dzieci w edukacji domowej, by inni rodzice - będący w ED oraz szukający informacji o ED - mogli znaleźć informacje o tej formie kształcenia i uwagi innych rodziców. Piszę, by upowszechniać temat edukacji domowej. Chcę tę formę edukacji odczarować.

Jeśli chcesz kogoś obrażać (mnie, moje dzieci, inne dzieci, innych rodziców, nauczycieli), idź sobie w inne przestrzenie internetu. Tu panują moje zasady i nie ma miejsca na hejtowanie i obrażanie. Blokuję tych, którzy wchodzą w moją przestrzeń i nie stosują się do zasad, których kulturalnemu człowiekowi tłumaczyć nie trzeba.
Jeśli chcesz się podzielić swoimi doświadczeniami i uwagami, zapraszam do dyskusji.

We wcześniejszych postach (piszę o ED od lutego) poruszam różne strony edukacji domowej. Zapraszam do lektury.
------------------------------------------------

Szkolny plan jest poszatkowany dzwonkami: 45 minut polskiego, przerwa, 45 minut budowy pantofelka, przerwa, 45 minut chemii, przerwa, 45 minut historii.

Moje dzieci uczą się blokami. Wybierają przedmioty i kolejność nauki we wrześniu, tworzą plan i pilnują swojego harmonogramu. Po egzaminie klasyfikacyjnym rozpoczynają naukę kolejnych przedmiotów. Nie przełączają kanałów co chwilę, dzięki czemu wiedza osadza się warstwami, a nie znika wraz z dzwonkiem na przerwę. Podczas egzaminów muszą wykazać się wiedzą przekrojową, w kolejnym roku ta wiedza będzie potrzebna do dalszej nauki. Wiedzą to, nie ma opcji zakuć, zdać i zapomnieć. Daleko tak nie pojadą.

W ED egzaminy trwają od października do maja. Nie czekamy na czerwcową gorączkę i poprawianie ocen na ostatnią chwilę. Egzaminy są kamieniem milowym, nie są sądem ostatecznym i tak też je traktujemy. Egzamin jest rozmową. Nawet jak nie idzie, jest prowadzony w atmosferze zrozumienia. Porażki są częścią życia i zdarzają się w ED.

Moje dzieci mają „wakacje”, kiedy chcą, a nie kiedy ministerstwo/ustawa wskazuje.

Ponieważ chłopcy uczą się intensywnie blokami, możemy im zrobić wolne w marcu czy listopadzie. Nie „uciekają ze szkoły”- po prostu skończyli materiał wcześniej.

Jako nauczycielka wiem, że rano, a także po 6. lekcji uczeń jest w trybie standby. Nic do niego nie dociera.

Ucząc się blokowo (max 2-3 przedmioty jednocześnie), dziecko, a na pewno nastolatek zachowuje świeżość umysłu. To tak jakby w pracy robić jeden duży projekt do końca, zamiast otwierać 15 maili jednocześnie. Co jest bardziej efektywne?

System uczy dzieci, że praca musi trwać od do, bez względu na efekt. ED uczy moje dzieci, że liczy się skuteczność: zrób swoje, zrób to dobrze i bądź wolny. Nasz kalendarz nie ma krat, nie ma dupogodzin do odsiedzenia.

Szkolny plan lekcji nie jest dla dobra dziecka, ale dla wygody systemu. Tak łatwiej pilnować uczniów i nauczycieli.


18/04/2026

Tego słońca teraz potrzebujemy… bardziej metaforycznego niż realnego, ale pyszczek też chętnie opalę…

Adres

Swiebodzin

Telefon

+48883784530

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ewa Wójcik umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Ewa Wójcik:

Udostępnij