21/01/2025
Dzień Dziadka
Szukając pomysłu na topową postać z popkultury, którą można byłoby opisać w ramach tego święta, wpadłem na pomysł, żeby przedstawić wam Thora. Syna Odyna, władcę piorunów. Mitycznego boga wikingów i superbohatera z drużyny Avengers, stworzonego przez Stana Lee. Mało kto wie, że w zakamarkach opowiadań, finałów, happy endów i sad endów jest moment, w którym Thor stał się królem świata. I tu dochodzimy do sedna – miał trzy wnuczki: F***g, Sylvię i Ellisiv.
Robi się ciekawie, bo trzy Torzyce wraz ze swoim dziadziem stawiają czoła Galaktusowi, nieśmiertelnemu Wolverine’owi i kłamliwemu bratu Lokiemu. Scen bohaterstwa nie ma końca – lasery, rakiety kosmiczne, latające rekiny, kozy i żabi Thor.
Tylko że... opowiadanie o amerykańskich blockbusterach wydaje się tandetne. Człowiek, o którym wam opowiem, nie pojawił się na kartach żadnego komiksu, żaden film o nim nie powstanie. A jednak był autorem wielu dzieł.
Stworzył w mojej wyobraźni obrazy niepowtarzalne i unikatowe. Dzięki niemu widziałem dzieci jeżdżące na jednej łyżwie, na zamarzniętym jeziorze – łyżwie, którą same zrobiły z kawałka drutu i starego buta. Widziałem rower, który jeździł bez opon, i bieganie boso po wsi, które nie było zagrożeniem epidemiologicznym, tylko standardem.
Widziałem płonące domy podpalone przez banderowców podczas wołyńskich mordów. Ale żeby nie było tak prosto – widziałem też Ukraińców, którzy ostrzegali polskie rodziny przed napastnikami, ratując im życie. W mojej pamięci nadal odczuwalny jest zapach tawotu, spalin dwusuwowego silnika FSM Syreny, czy pracy spawarki transformatorowej.
Ten człowiek w oczach pięciolatka był artystą, konstruktorem, wynalazcą. Szlifierka zrobiona z silnika od pralki była jego podstawowym narzędziem pracy. Kiedy był potrzebny wózek do ciągnika, należało go po prostu zrobić. Pług nie miał hydraulicznych podnośników, więc trzeba było wymyślić mechaniczne (za ten wynalazek dostał medal od PGR). Całe życie marzył o swoim własnym Ursusie C-360, ale była to zbyt droga inwestycja. To jednak zmotywowało go do stworzenia małego ciągnika z silnika od Fiata 126p, skrzyni biegów od Żuka i kół od Dzika.
Mój dziadek jest dla mnie kopalnią wspomnień. Pamiętam smaki, jakimi mnie raczył: słoninę z wędzarni, grochówkę z wkładką, kluski lane, parowane ziemniaki z masłem. Został mi jeden smak – kawa ze smalcem. Nadal nie jestem na to gotowy.
Kino może być nawet 30D, ale nie jest w stanie tego odtworzyć.
Ledwo zacząłem chodzić, a już jeździłem z nim motocyklem WSK. Nie przypominam sobie fotelika dziecięcego w maluchu. Jeżdżenie na przyczepie było dużo tańsze niż rollercoaster. Byłem brudny od smaru, farby, oleju i nie przypominam sobie, że musiałem używać płynu do sterylizacji rąk.
Mogę tak w nieskończoność.
W dalszym ciągu, na najbardziej sztywnych zebraniach, rzucenie w eter bezsensownych powiedzonek mojego dziadka, takich jak „takie buty”, „kurtka na wacie” czy „jop twa jego mać”, bawi chyba tylko mnie. Ale atmosferę lekko rozluźnia.
Dlaczego mnie kochał? Dlaczego był dla mnie bohaterem? Nie wiem. Nie wiem, jak udało mu się stać superdziadkiem, skoro historia jego życia mówi o tym, że takich wzorców nie miał prawa mieć.
Jego ojciec mieszkał naprzeciwko jego domu i się do niego nie przyznawał. Temat tabu, czy po prostu zwykłe porzucenie? Zostawiona przez hazardzistę alkoholika panna z dzieckiem stała się żoną wdowca z pięciorgiem swoich dzieci. Niechciane dziecko biologicznego ojca, traktowane jak parobek przez ojczyma, musiało odczuwać miłość od matki, która go nigdy nie opuściła. Może dawał mi to, czego sam nigdy nie dostał?
Dla mnie odszedł tydzień przed śmiercią swojego ciała. Nowotwór sprawił, że zamieszkał u mnie w domu. Pamiętam ostatnią rozmowę z nim: planował, jak sobie poradzi ze spawarką czy piłą spalinową, kiedy będzie musiał zabezpieczyć worek stomijny. Następnego dnia w jego oczach nie widziałem już zupełnie nic. Nie zapomnę tych błękitnych oczu, w których pozostała tylko pustka. Tydzień później zmarł. Byłem przy jego ostatnim oddechu.
Nie żyje już ponad 20 lat. Została mi po nim drewniana skrzynka po radzieckich granatach, radio Sonata, parę zdjęć i terabajty wspomnień i emocji.
Dzięki, Dziadku, że byłeś dobrym człowiekiem na mojej drodze. Dzięki tobie wiem, że wszystko jest możliwe, że kreatywność i twórczość to droga do rozwoju i zadowolenia, że życzliwość to podstawa dobrych relacji. Że nikogo nie wolno zostawić i każdemu należy dać kolejną szansę.
To ty pokazałeś mi bogactwo opowieści i radość z tworzenia.
Mój dziadek ledwo pisał i czytał. Nie był przystojny jak Chris Hemsworth, bogaty jak Tony Stark ani mądry jak Bruce Banner. Miał jednak wiele supermocy, które widział mały chłopiec.
Jako dorosły mężczyzna wiem, że jego prawdziwą siłą była miłość do swojego wnuczka.
Dziękuję.
---
Zdjęcie Chrisa Hemswortha dla zasięgów. Mam nadzieję, że się nie obrazi.
Życzę wam, żeby każdy z was miał dobrego człowieka na swojej drodze – dzięki temu życie staje się dużo zdrowsze