29/05/2026
Wciąż długowłosy blondyn
Są koncerty z laserami, ekranami LED i riderem dłuższym niż lista przebojów. Są też takie wieczory, kiedy wystarczy sala, kilkadziesiąt osób, kilka stolików, znakomity poczęstunek i artysta, który potrafi jednym zdaniem rozśmieszyć publiczność, a następnym skłonić ją do milczenia. Właśnie taki wieczór przeżyliśmy wczoraj w Domu Kultury.
Piotr Bukartyk – wciąż długowłosy blondyn, choć życie zdążyło już napisać mu niejeden refren – przyjechał do nas z walizką pełną piosenek, anegdot i obserwacji, które trafiają celnie jak strzały doświadczonego łucznika. Było kameralnie, ale z gatunku tych kameralności, które bardziej przypominają spotkanie starych znajomych niż oficjalny koncert.
Publiczność od pierwszych minut dała się porwać inteligentnym tekstom, błyskotliwym komentarzom i charakterystycznemu poczuciu humoru artysty. Bukartyk po raz kolejny udowodnił, że piosenka może być jednocześnie felietonem, żartem, wzruszeniem i całkiem trafną diagnozą rzeczywistości.
Ogromną rolę w tym muzycznym spotkaniu odegrał również Maciej „Max” Kortas – gitarzysta znakomity, dyskretny mistrz drugiego planu, który sprawia, że gitara nie tyle akompaniuje, co prowadzi równoległą opowieść. Jego subtelne, pełne smaku partie były idealnym dopełnieniem wieczoru.
Na szczególne uznanie zasługuje także realizacja akustyczna koncertu. W czasach, gdy dźwięk często próbuje być głośniejszy od muzyki, tym razem było dokładnie odwrotnie. Każde słowo, każda gitara i każda pauza wybrzmiewały z niezwykłą klarownością. To właśnie dzięki profesjonalnej realizacji publiczność mogła w pełni zanurzyć się w świecie piosenek Bukartyka, nie tracąc ani jednego niuansu jego opowieści.
Nie zabrakło również tego, co w takich wydarzeniach najcenniejsze – atmosfery. Kameralnej, serdecznej, pozbawionej pośpiechu. Był czas na rozmowy, uśmiechy i delektowanie się wyjątkowym poczęstunkiem, który dodał spotkaniu odrobiny ekskluzywnego charakteru. Można było odnieść wrażenie, że wszyscy obecni znaleźli się na prywatnym koncercie, do którego przypadkiem dopuszczono jeszcze kilkadziesiąt innych osób.
Wieczór minął zdecydowanie szybciej, niż chcieliby uczestnicy. A to chyba najlepsza recenzja. Bo kiedy mądre piosenki spotykają się z doskonałą muzyką, świetnym humorem, perfekcyjnym brzmieniem i autentyczną bliskością artysty, trudno patrzeć na zegarek.
Dziękujemy Piotrowi Bukartykowi i Maciejowi „Maxowi” Kortasowi za ten wyjątkowy wieczór. I mamy cichą nadzieję, że ten „grajek z własnym krzesłem” jeszcze nieraz zaparkuje je w naszym Domu Kultury.
fot. Krzysztof Laskowski