29/09/2021
Ekonomiści skupieni wyłącznie na PKB mogą nie dostrzegać wyników badań z innych dziedzin nauki. W efekcie wskaźnik przestanie opisywać faktyczny dobrobyt i ograniczy się wyłącznie do aktywności gospodarczej — stanie się przeszkodą, a nie przydatnym narzędziem. Modele ekonomiczne i wskaźniki są uproszczonymi obrazami świata, dlatego warto łączyć je z wiedzą z innych dziedzin. O tym do czego może prowadzić nadmierne przywiązywanie się do PKB i paradygmatu wzrostu możecie dowiedzieć się z postu poniżej.
📢 Wczoraj na całym świecie, w tym w 21 polskich miastach, odbywał się Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Ogromna liczba osób - zwłaszcza młodych - zaniepokojonych wizją swojej przyszłości, domaga się podjęcia radykalnych działań, aby zapobiec kryzysowi klimatycznemu. Organizatorzy strajku przekonują, że kryzys klimatyczny pociągnie za sobą kryzys praw człowieka i katastrofę gospodarczą. 🔥
Ale przecież nie musimy się nadmiernie martwić wpływem globalnego ocieplenia na gospodarkę. Słyszeliście Extinction Rebellion Polska, Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, Jakub Wiech pisze - mikroblog? Możecie się rozejść... Tak przynajmniej twierdzą neoklasyczni ekonomiści (wśród nich zdobywca Nagrody Banku Szwecji z dziedziny Ekonomii). Ich przewidywania są zastanawiająco optymistyczne, w porównaniu do ostrzeżeń naukowców o niszczycielskim wpływie globalnego ocieplenia na biosferę.
⚙️ ŻAŁOSNE ZAŁOŻENIA 🔬
Zdaniem Williama D. Nordhausa, zwiększenie średniej globalnej temperatury o 4°C spowoduje spadek globalnego PKB zaledwie o 3.6%. Dlaczego interesuje go akurat zmiana o cztery stopnie? To poziom, który Nordhaus określa mianem “optymalnego” jeśli patrzeć pod kątem zrównoważenia szkód wywołanych przez zmianę klimatu i kosztów powstrzymania globalnego ocieplenia. Tylko, jak się za chwilę dowiemy, szkody wywołane zwiększeniem temperatury zostały oszacowane w sposób - delikatnie mówiąc - niedorzeczny.
Heterodoksyjny ekonomista Steve Keen odpowiada, że neoklasyczna ekonomia “zatrważająco kiepsko” analizuje skutki zmian klimatu. Jak tłumaczy, mainstreamowi ekonomiści stworzyli własne prognozy szkód, opierając się o trzy założenia o wątpliwej jakości:
a) zakładają, że 87% amerykańskiej działalności gospodarczej nie będzie dotknięte zmianami klimatu, bo… produkcja odbywa się w budynkach;
b) wykorzystują istniejące relacje pomiędzy różnicami temperatur w różnych miejscach świata a PKB jako przybliżenie wpływu globalnego ocieplenia na światowe PKB;
c) wykorzystują optymistyczne oczekiwania innych ekonomistów, którymi “rozcieńczają” ekstremalne ostrzeżenia klimatologów.
Pozbywając się tych wątpliwych założeń otrzymujemy znacznie mniej optymistyczne prognozy. Szkody wynikające ze zmian klimatu mogą być nawet tak duże, że zagrożą przetrwaniu ludzkiej cywilizacji.
William Nordhaus nie jest byle kim. W 2018 roku Otrzymał Nagrodę Banku Szwecji w dziedzinie nauk ekonomicznych dla uczczenia pamięci Alfreda Nobla (tzw. Nagroda Nobla z Ekonomii) za swoje badania dotyczące właśnie… zmian klimatu.
Opinie ekonomistów mają kluczowe znaczenie dla tego w jaki sposób nasze rządy i organizacje międzynarodowe zajmą się nadchodzącą katastrofą klimatyczną. A ekonomiści głównego nurtu bagatelizują problem, zasłaniając się kuriozalnymi założeniami i uznają, że w najgorszym wypadku, po prostu będziemy “siedzieć w domach jak w Arabii Saudyjskiej”.
🏜 “INTERESUJĄCE” INTERPRETACJE 🗻
W jaki sposób Nordhaus obliczył powiązanie między wzrostem temperatur a spadkiem PKB?
Ano, porównał wyniki gospodarcze w najgorętszych miastach w USA, w najchłodniejszych i w tych pośrodku. Przy okazji zauważył, że występują inne czynniki, które silniej wpływają na różnice w PKB niż temperatura. A skoro miasta mają tak podobną produktywność pomimo różnic w średniej temperaturze (sięgających powyżej 10 stopni celsjusza), to wystarczy tylko przełożyć tę słabą relację na cały świat. Voilà!
Powtórzmy: Neoklasyczni ekonomiści założyli, że nie ma znaczenia w jaki sposób zmienia się temperatura. Ze względu na szerokość geograficzną czy ze względu na zwiększenie stężenia CO2 w atmosferze Ziemi - dla nich to bez różnicy. Nie kwestionujemy ogólnego sensu dokonywania analizy statystycznej tego rodzaju. Pozyskane dane mogłyby w innych okolicznościach okazać się całkiem użyteczne. Co jest kuriozalne, to to, że Nordhaus stworzył całkowicie fałszywą analogię pomiędzy efektami lokalnych różnic temperatury a skutkami globalnej zmiany klimatu.
Cytując klimatologa Daniela Swaina: “Globalny klimat cieplejszy o 10 stopni od obecnego to nie to samo, co dodanie wszędzie 10 stopni przy obecnym klimacie. Jest to wprawdzie powszechny błąd, ale można rzec, że całkiem niebezpieczny.”
Przeprowadzona przez Nordhausa analiza statystyczna pokazała, że produkt stanowy brutto (per capita) [dalej: “GSP”] rośnie zaczynając od najniższych temperatur, osiąga maksimum przy średnich temperaturach a potem zaczyna spadać. Ekonomiści głównego nurtu założyli, że taka sama relacja będzie występowała na całym świecie w przypadku globalnego ocieplenia. Równanie, które Nordhaus opracował na podstawie swoich analiz wygląda tak:
ΔPKB = −0.318% × ΔT²
Zgodnie z tym równaniem, PKB spadnie o iloczyn współczynnika (0,318%) i zmiany w temperaturze podniesionej do kwadratu. Wynika z tego, że zmiana średniej temperatury w kraju o 4 stopnie celsjusza spowoduje spadek PKB na osobę zaledwie o 5%. W międzyczasie Nordhaus zdążył jeszcze skorygować wyżej wymieniony współczynnik do wartości 0,227%, utwierdzając negacjonistów klimatycznych w przekonaniu, że globalne ocieplenie to w sumie nic strasznego. Przynajmniej według obliczeń ekonomistów głównego nurtu.
👩🔬 OLANE OPINIE 👨💼
Jakby tego było mało, “noblista” zignorował również opinie ekspertów. Nordhaus rozpoczął swoje badanie kierując listy do 10 ekonomistów, 4 “innych naukowców społecznych” i 5 “naukowców-przyrodników i inżynierów”. Jeden z konsultowanych ekonomistów, Larry Summers, tak podszedł do sprawy: “Moja odpowiedź jest taka, że wartość z istnienia [gatunków flory i fauny] jest bez znaczenia - nie obchodzą mnie mrówki, chyba że do stosowania leczniczego”.
Z przeciętnych szacunków ekonomistów miało wynikać, że zwiększenie temperatury o 3 stopnie do 2090 r. spowoduje stratę 0,4% PKB. Za to szacunki naukowców-przyrodników dotyczące rozmiarów szkód spowodowanych zmianą klimatu były 20-30 razy wyższe od obliczeń mainstreamowych ekonomistów (klimatolodzy przewidywali spadek PKB o 12,3%). Nordhaus zamiast ustalić przyczyny rozbieżności w szacunkach… wykluczył w całości opinie nie-ekonomistów.
📈 FELERNE FUNKCJE 📉
“Funkcja szkody” wyprowadzona przez Nordhausa ma postać paraboli podobnej do znanej i lubianej “krzywej Laffera”. Podobieństwo nie jest przypadkowe. Dobry neoklasyczny ekonomista jest w stanie przedstawić każdy skomplikowany element prawdziwego świata w postaci równania wielomianowego drugiego stopnia. A jeśli problemu nie da się opisać jako funkcji gładkiej, to najprawdopodobniej problem w ogóle nie istnieje.
Tymczasem, nawet średnio zorientowana osoba zauważy, że skutków zmiany klimatu nie da się zobrazować za pomocą gładko opadającej linii - zmiany mogą mieć przecież charakter nagły lub skokowy. Więc jak noblista dotarł do wniosku, że da się uzasadnić zastosowanie funkcji kwadratowej do zjawiska tak skomplikowanego jak zmiana klimatu? Nordhaus najzwyczajniej wykorzystał niepoprawnie zinterpretowaną literaturę naukową.
Klimatolodzy przyznają na przykład, że pokrywy lodowe NIE ZDĄŻĄ stopnieć w całości w ciągu kilku następnych wieków, pomimo wzrostu temperatury. Nordhaus idąc tym tropem zupełnie zignorował fakt, że to ludzkie decyzje podejmowane już w tym stuleciu będą W CAŁOŚCI ODPOWIEDZIALNE za to, że lodowce stopnieją.
Ponadto Nordhaus błędnie uznał, że zdaniem klimatologów „nie ma żadnych punktów krytycznych na horyzoncie czasowym krótszym niż 300 lat, pod warunkiem, że globalne temperatury nie wzrosną o co najmniej 3 stopnie”. W rzeczywistości badacz klimatu Tim Lenton i inni naukowcy zidentyfikowali już samo zaniknięcie letniego lodu morskiego w Arktyce jako punkt krytyczny, który może nastąpić do 2035 roku. Do zniknięcia letniego lodu morskiego wystarczy wzrost między 0,5°C a 2°C. To o od 2 do 3,5 stopni mniej niż wynosi “optymalny” wzrost temperatury według Nordhausa.
Mówiąc tak dosadnie jak się da: Nordhaus zwyczajnie manipulował literaturą naukową, żeby usprawiedliwić użycie ładnie wyglądającej ciągłej funkcji do opisu strat PKB wywołanych przez zmianę klimatu.
Pracę Nordhausa można określić jako “zmyślanie liczb, dla poparcia swoich przekonań”. Wyniki badań podobnych do tych przeprowadzonych przez “noblistę” są całkowicie niemiarodajne, a mimo to używa się ich do kalibrowania Zintegrowanych Modeli Oceny (Integrated Assessment Models - IAM), stosowanych przez rządy państw do wyznaczania kierunku politycznych reakcji na zmianę klimatu. Ale wpływ ekonomistów wykracza poza zwykłe doradzanie rządom. Uczestniczą oni w tworzeniu oficjalnych raportów IPCC („Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu”), głównego organu koordynującego reakcję ludzkości na zmiany klimatu.
🍩 PODSUMOWANIE 🍩
Świat, w którym średnia temperatura wzrośnie o 4°C powyżej poziomów preindustrialnych, zostanie dotknięty przez bezprecedensowe fale upałów, dotkliwe susze i powodzie. Efekty katastrofy klimatycznej będą miały poważny wpływ na całe systemy społeczne oraz ekosystemy, a nie tylko na te, których “działalność odbywa się poza budynkami”.
Produkty, których używamy na co dzień pochodzą z miejsc najbardziej zagrożonych skutkami zmian klimatycznych (Azja Południowo-Wschodnia). I nawet zakładając, że globalne ocieplenie początkowo łagodnie obejdzie się z Polską, to drastycznie wpłynie na ceny importowanej żywności czy elektroniki. Oczywiście, mainstreamowi ekonomiści będą przez dłuższy czas ukrywać wzrost cen za historiami o “drukowaniu zbyt dużej ilości pieniędzy”, żeby odwrócić uwagę, od faktu, że ekonomicznych skutków katastrofy klimatycznej doświadczamy tu i teraz.
Z analizy prac Williama D. Nordhausa nasuwa się jeden kluczowy wniosek: neoklasyczni ekonomiści usilnie próbują pokazać, że koszt skutecznej walki z globalnym ociepleniem będzie większy niż same skutki katastrofy klimatycznej. Nieprzypadkowo jest to wniosek bardzo korzystny dla kapitalizmu - “biznes jak zwykle” dalej będzie mógł się kręcić.
Prawda jest inna. Neoklasyczne modele zupełnie nie radzą sobie w ukazaniu całościowych skutków katastrofy klimatycznej, a neoklasyczni ekonomiści tworzą analizy pod tezę (ich teza brzmi: “skutki globalnego ocieplenia nie są takie straszne, a kapitalizm sobie ze wszystkim poradzi”). Ekonomiści głównego nurtu lubią bronić się argumentami, że “teoretyczne modele nie muszą odwzorowywać rzeczywistości, żeby były przydatne”, albo jak to ujął nasz ulubieniec neoliberał Milton Friedman: “Im bardziej znacząca teoria, tym bardziej nierealistyczne założenia”. Ale wzięcie tego powiedzonka ekonomistów na serio grozi poważnymi konsekwencjami. Całkowicie oderwane od rzeczywistości obliczenia (nawet jeśli są zaledwie “modelem dydaktycznym”) przedostają się do prawdziwego świata jako naukowa podstawa do podejmowania długofalowych decyzji politycznych. Neoklasyczni ekonomiści, puszczając w świat bajkę o wszechstronności abstrakcyjnych modeli matematycznych, dają milczące przyzwolenie na wykorzystywanie ich prac, tam gdzie nie mają one zastosowania. Na przykład przy opracowywaniu planów zapobiegnięcia katastrofie klimatycznej.
Potrzebne jest zatem alternatywne spojrzenie na całokształt ekologicznych i społeczno-gospodarczych wyzwań, przed którymi stoi ludzkość. Na szczęście, modele patrzące na ekonomię w sposób nieortodoksyjny i holistyczny już istnieją. Warto przywołać chociażby tzw. “model obwarzanka”, stworzony przez angielską ekonomistkę Kate Raworth. Doughnut economy zakłada, że rozwój gospodarczy musi mieć dwie granice: zewnętrzną - limit ekologiczny (np. Zanieczyszczenie powietrza, pobór słodkiej wody, utrata bioróżnorodności), i wewnętrzną - fundament społeczny (na który składają się m.in.: dostęp do edukacji, wody pitnej i dachu nad głową, równość społeczna, stabilność polityczna i demokratyczny pluralizm). Taki model gospodarki nie mierzy rozwoju społeczeństwa miarą wzrostu PKB, integruje działalność ludzką i środowisko naturalne w całościowy, spójny system oraz pielęgnuje najlepsze z ludzkich cech (zdolność współpracy, empatię), zamiast traktować człowieka jako egoistycznego homo oeconomicus nastawionego wyłącznie na maksymalizację własnych korzyści.