19/06/2026
KOMPROMITACJA MIEJSKIEJ KONSERWATOR ZABYTKÓW
Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków przeprowadził kontrolę wykonywania przez Gminę Miasta Sopotu zadań powierzonych na mocy porozumienia z dnia 4 lutego 2025 r. Chodzi o kompetencje o fundamentalnym znaczeniu dla ochrony sopockiego dziedzictwa, które wcześniej należały do Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, a następnie zostały przekazane Gminie Miasta Sopotu i wykonywane przez Konserwator Zabytków Miasta Sopotu Aleksandrę Narczewską.
Po lekturze wystąpienia pokontrolnego trzeba powiedzieć wprost: Miejski Konserwator Zabytków w Sopocie totalnie się skompromitował. Mamy do czynienia z formalnym opisem systemowej niewydolności, proceduralnego chaosu, rażącej niekompetencji i naruszeń dotyczących podstawowych zasad prowadzenia postępowań administracyjnych. To dokument, który powinien zakończyć wygodne opowieści o sprawnym, profesjonalnym i odpowiedzialnym wykonywaniu powierzonych zadań konserwatorskich przez Sopot.
Na mocy porozumienia zawartego z Wojewodą Pomorskim część kompetencji wojewódzkiego organu ochrony zabytków została przekazana lokalnemu organowi. W teorii miało to zapewne oznaczać sprawniejsze prowadzenie spraw, bliższy kontakt z lokalnym dziedzictwem i większą efektywność administracyjną. W praktyce, jak wynika z wystąpienia pokontrolnego, otrzymaliśmy obraz urzędu, który pomylił samodzielność z samowolą, a wykonywanie zadań publicznych z uznaniowym zarządzaniem procedurą. Kompetencje konserwatorskie nie zostały przekazane po to, aby działać z pogwałceniem prawa. Zostały przekazane po to, aby działać sprawnie, ale nadal legalnie, rzetelnie i transparentnie.
Najpoważniejszy zarzut dotyczy naruszenia art. 10 Kodeksu postępowania administracyjnego, a więc jednej z fundamentalnych zasad postępowania administracyjnego: prawa stron do czynnego udziału w każdym stadium sprawy. Z wystąpienia pokontrolnego wynika, że wszystkie kontrolowane decyzje zostały wydane bez zapewnienia stronom możliwości wypowiedzenia się przed wydaniem decyzji co do zebranych dowodów, materiałów i zgłoszonych żądań. Nie stwierdzono również utrwalenia w aktach sprawy, w drodze adnotacji, przyczyn odstąpienia od tej zasady.
To naruszenie jednej z podstawowych gwarancji obywatela wobec administracji publicznej. Urząd nie jest od tego, aby „załatwiać sprawy” ponad głowami stron. Urząd nie jest od tego, aby obywatela sprowadzać do roli pionka w postępowaniu, którego wynik został już faktycznie przesądzony przy biurku. Urząd jest od tego, aby działać zgodnie z prawem. Pominięcie stron, odebranie im wpływu na postępowanie i pozbawienie możliwości odniesienia się do materiału dowodowego to administracyjny autorytaryzm w najczystszej postaci: sopocki urząd wie lepiej, urząd decyduje, a obywatel ma milczeć.
Lista stwierdzonych nieprawidłowości jest porażająca. Wszystkie kontrolowane decyzje, postanowienia i pisma zostały wydane bez wskazania konkretnego paragrafu porozumienia jako podstawy prawnej. W aktach ujawniono braki zawiadomień o wszczęciu i zakończeniu postępowań, brak prawidłowego przeprowadzenia oględzin, nieuwzględnianie współwłaścicieli jako stron postępowania, opieranie się na niepoświadczonych kopiach dokumentów, brak wezwań do uzupełnienia braków formalnych, wadliwe prowadzenie postępowań nakazowych, a także przypadki prowadzenia spraw dotyczących nieruchomości, w których z dokumentów wynikało, że współwłaścicielami są osoby nieżyjące, bez należytego ustalenia następców prawnych i bez wstrzymania postępowania do czasu wyjaśnienia kwestii spadkowych.
W sprawach dotyczących zabytków, własności, wspólnot mieszkaniowych, robót budowlanych, obowiązków właścicieli i decyzji nakazowych taka skala błędów jest kompromitująca. Organ wykonujący kompetencje wojewódzkiego konserwatora zabytków powinien być wzorem precyzji, legalizmu i dokumentacyjnej dyscypliny. Tymczasem z wystąpienia pokontrolnego wyłania się obraz organu, który potyka się o elementarz postępowania administracyjnego, potyka się o własne nogi.
Szczególnie bulwersujące są ustalenia dotyczące spraw obejmujących części wspólne nieruchomości. W takich postępowaniach pominięcie współwłaścicieli, brak uchwał wspólnoty, brak prawidłowego ustalenia stron czy nieuwzględnienie wszystkich osób, których praw i obowiązków sprawa dotyczy, oznacza nie tylko naruszenie procedury. Oznacza poważne zagrożenie dla praw obywateli. Właściciel, współwłaściciel czy członek wspólnoty jest stroną postępowania, której prawa wynikają z ustawy, a nie z łaski urzędnika.
Równie kompromitująco brzmią ustalenia dotyczące kontroli konserwatorskich. W aktach nie odnaleziono informacji o prawidłowym zawiadomieniu o kontroli lub o telefonicznym ustaleniu jej terminu. W protokole nie opisano szczegółowo stanu faktycznego i nieprawidłowości, odwołując się jedynie do dokumentacji fotograficznej. Ochrona zabytków nie może być prowadzona metodą głupiej, urzędniczej improwizacji. Nie może polegać na tym, że organ przychodzi, patrzy, fotografuje, a następnie konstruuje dokumenty, które nie spełniają elementarnych standardów rzetelności. Zabytki wymagają wiedzy, rygoru, odpowiedzialności i bezwzględnego przestrzegania prawa.
Kontrola wykazała również przypadek wydania decyzji przez sopockiego konserwatora w sytuacji, gdy równolegle w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Gdańsku toczyło się postępowanie obejmujące ten sam zakres robót budowlanych i prac konserwatorskich. To kolejny przykład chaosu kompetencyjnego i organizacyjnego, który w obszarze ochrony zabytków jest szczególnie niebezpieczny. Tu chodzi o stabilność obrotu prawnego, bezpieczeństwo decyzji administracyjnych i zaufanie obywateli do organów państwa.
W naszej ocenie stwierdzone nieprawidłowości mają charakter rażący, powtarzalny, wielowymiarowy i ustrojowo niebezpieczny. Dotyczą nie tylko ochrony substancji zabytkowej, ale także praw obywatelskich, przejrzystości działania administracji, jakości decyzji publicznych i zaufania mieszkańców do państwa. Jeżeli organ konserwatorski nie potrafi prawidłowo wskazać podstawy prawnej, ustalić stron postępowania, zapewnić im udziału w sprawie, zweryfikować kompletności dokumentów, wezwać do uzupełnienia braków formalnych, poprawnie prowadzić decyzji nakazowych i rzetelnie dokumentować kontroli, to nie powinien wykonywać powierzonych kompetencji wojewódzkiego konserwatora zabytków. Kropka.
Nic dziwnego, że stan opieki nad zabytkami w Sopocie budzi tak głębokie zastrzeżenia, skoro na poziomie instytucjonalnym ujawniono tak istotne i kompromitujące błędy. Nie da się budować wiarygodnej ochrony zabytków na fundamencie proceduralnego bezprawia. Nie da się mówić o profesjonalizmie, gdy kontrola pokazuje katalog uchybień, których nie powinien popełniać nawet początkujący referent, a co dopiero organ wykonujący zadania z zakresu ochrony dziedzictwa kulturowego.
W naszej ocenie skala i charakter stwierdzonych nieprawidłowości uzasadniają rozwiązanie porozumienia, na mocy którego Gmina Miasta Sopotu wykonuje kompetencje Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Nie można utrzymywać, że system działa prawidłowo, jeżeli organ wykonujący tak wrażliwe zadania popełnia błędy dotyczące podstaw prawnych, stron postępowania, kompletności dokumentów, prawa do udziału w sprawie, kontroli konserwatorskich i decyzji nakazowych. To są sprawy elementarne. Jeżeli na tym poziomie pojawiają się tak poważne uchybienia, to nie mamy do czynienia z incydentem. Mamy do czynienia z instytucjonalną kompromitacją.
Dlatego domagamy się wyciągnięcia konsekwencji służbowych i organizacyjnych, w tym dymisji Konserwator Zabytków Miasta Sopotu Aleksandry Narczewskiej. To jest sprawa odpowiedzialności za sposób wykonywania władzy publicznej w obszarze, który dotyczy zarówno dziedzictwa kulturowego Sopotu, jak i praw mieszkańców.
Sopot nie może być zakładnikiem urzędniczej indolencji, proceduralnego bezprawia i administracyjnej arogancji, która najwyraźniej uznała, że skoro ma kompetencje, to może pozwolić sobie na lekceważenie przepisów i ludzi. Sopot potrzebuje ochrony konserwatorskiej rzetelnej, profesjonalnej, niezależnej i odpornej na lokalne układy. Potrzebuje organu, który rozumie, że konserwator zabytków nie jest egzekutorem miejskiej propagandy, lecz strażnikiem prawa, dziedzictwa i interesu publicznego.
Wystąpienie pokontrolne załączamy w całości, aby każdy mieszkaniec Sopotu mógł sam ocenić skalę problemu. Nasza ocena jest jednoznaczna: ten model się skompromitował i powinien zostać zakończony. Powierzenie Gminie Miasta Sopotu tak istotnych kompetencji okazało się rozwiązaniem całkowicie błędnym i szkodliwym, a dalsze utrzymywanie tego stanu byłoby akceptacją dla niekompetencji, chaosu i erozji standardów państwa prawa.
Na koniec kierujemy słowa bezpośrednio do Wojewody Pomorskiej, Pani Beaty Rutkiewicz: to był błąd. Porozumienie powierzające Gminie Miasta Sopotu wykonywanie kompetencji konserwatorskich miało wzmacniać ochronę zabytków, a w praktyce doprowadziło do sytuacji, w której kontrola wojewódzkiego organu ujawnia katalog poważnych naruszeń i kompromitujących uchybień. Teraz czas na ochronę prawa, obywateli i zabytków. A to wymaga decyzji odważnej, jednoznacznej i natychmiastowej: cofnięcia Sopotu z tej konserwatorskiej ślepej uliczki, która doprowadziła nie do wzmocnienia ochrony zabytków, lecz do głębokiej zapaści prawnej, i publicznej kompromitacji systemu, któremu powierzono troskę o dziedzictwo naszego miasta.
Pomorski Urząd Wojewódzki Anna Olkowska-Jacyno - II Wicewojewoda Pomorska Gdańsk Strefa Prestiżu Wbijamszpile.pl Konserwator Zabytków Radio Gdańsk Trojmiasto.pl
📸fot. UMS
Na zdjęciu: Magdalena Czarzyńska-Jachim, prezydentka Sopotu, Aleksandra Narczewska, Konserwator Zabytków Miasta Sopotu, Beata Rutkiewicz, Wojewoda Pomorska.