Dla Powiatu

Dla Powiatu Sukces nigdy nie jest ostateczny. Porażka nigdy nie jest totalna. Liczy się tylko odwaga.

🥚 RYNEK JAJ: CENY U PRODUCENTA SPADAJĄ, BRAKUJE PISKLĄT DO NOWYCH WSTAWIEŃ, IMPORT ROŚNIE, A PAŃSTWO NADAL NIE MA PEŁNEG...
17/07/2026

🥚 RYNEK JAJ: CENY U PRODUCENTA SPADAJĄ, BRAKUJE PISKLĄT DO NOWYCH WSTAWIEŃ, IMPORT ROŚNIE, A PAŃSTWO NADAL NIE MA PEŁNEGO OBRAZU SYTUACJI

Co naprawdę dzieje się dziś na polskim rynku jaj?

Z jednej strony słyszymy o presji na obniżanie cen płaconych hodowcom. Z drugiej strony zakłady pakowania sprzedają jaja znacznie drożej. Jednocześnie praktycy branży ostrzegają, że po epidemii grypy ptaków i rzekomego pomoru drobiu zaczyna brakować jaj wylęgowych, piskląt oraz materiału do nowych wstawień.

Do tego gwałtownie rośnie import jaj i produktów jajecznych spoza Unii Europejskiej.

Problem polega na tym, że poszczególne źródła pokazują zupełnie inne poziomy cen, inne ogniwa łańcucha oraz inne kategorie produktu. Bez wyjaśnienia metodologii rolnik, konsument, a nawet administracja państwowa mogą wyciągać z tych samych danych całkowicie odmienne wnioski.

🔴 DIAGNOZA PRAKTYKA Z BRANŻY

Na sytuację zwraca uwagę dr Karol Rytel – lekarz weterynarii, hodowca drobiu z okolic Siedlec oraz przedstawiciel Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych „ORKA”.

Według jego informacji realna cena jaj klatkowych klasy M uzyskiwana obecnie przez producentów wynosi około 0,35–0,40 zł za sztukę. Jeszcze gorzej wygląda rynek jaj kierowanych do przemysłu, gdzie pojawiają się ceny około 3,80 zł za kilogram, co w przeliczeniu może oznaczać zaledwie około 0,22 zł za j**o klasy M.

Jednocześnie porównywalne notowanie przemysłowych jaj klatkowych w Holandii wynosiło około 1,38 euro za kilogram, czyli w przybliżeniu około 6 zł za kilogram.

Powstaje więc zasadnicze pytanie: dlaczego za ten sam rodzaj surowca polski producent ma otrzymywać tak wyraźnie mniej niż producent na rynku zachodnim?

Czy wynika to wyłącznie z różnic jakościowych, kosztów transportu, lokalnej podaży, umów długoterminowych i struktury rynku?

Czy też część dużych odbiorców wykorzystuje swoją pozycję wobec rozproszonych producentów, wiedząc, że jaja są towarem nietrwałym i hodowca nie może przechowywać ich przez wiele miesięcy, oczekując na lepszą cenę?

Sama niska cena nie jest jeszcze automatycznie dowodem złamania prawa. Jeżeli jednak duży odbiorca, wykorzystując znaczącą przewagę ekonomiczną, narzuca producentowi warunki prowadzące do sprzedaży poniżej ekonomicznie uzasadnionego poziomu, sprawa powinna zostać zbadana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów pod kątem nieuczciwego wykorzystywania przewagi kontraktowej.

Rolnik nie może być sprowadzany do roli podmiotu, który ma wyprodukować towar, ponieść koszty paszy, energii, pracy, weterynarii, bioasekuracji i amortyzacji, a następnie przyjąć każdą cenę tylko dlatego, że produkt musi szybko opuścić fermę.

🔴 TRZY ŹRÓDŁA – TRZY RÓŻNE OBRAZY RYNKU

Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz w wydaniu „Poultry Insider” z 13 lipca 2026 r. podawała referencyjne ceny producenta jaj klasy M:

– jaja klatkowe: około 0,40 zł za sztukę,
– jaja ściółkowe: około 0,47 zł za sztukę.

Zupełnie inaczej wyglądają dane Ministerstwa Rolnictwa dotyczące średnich cen sprzedaży netto jaj przez zakłady pakowania.

Według zestawienia za 12 lipca 2026 r. zakłady pakowania sprzedawały jaja klasy M średnio po:

– 57,99 zł za 100 sztuk – chów klatkowy,
– 84,11 zł za 100 sztuk – chów ściółkowy,
– 91,84 zł za 100 sztuk – wolny wybieg,
– 104,19 zł za 100 sztuk – produkcja ekologiczna.

Nie oznacza to, że Ministerstwo podaje nieprawdę. Ministerialna tabela pokazuje po prostu inny etap obrotu.

KIPDiP opisuje cenę rynku pierwotnego, czyli poziom uzyskiwany przez hodowcę. Ministerstwo pokazuje natomiast cenę sprzedaży zakładu pakowania za jaja już odebrane, przesortowane, prześwietlone, sklasyfikowane wagowo, oznakowane i zapakowane.

Holenderskie 1,38 euro za kilogram również nie jest ceną detaliczną jaj w sklepie. Jest to notowanie surowca przemysłowego, rozliczanego na kilogramy.

Dlatego nie można bezpośrednio porównywać ceny producenta, ceny zakładu pakowania, ceny przemysłowej i ceny sklepowej, tak jakby wszystkie dotyczyły tej samej transakcji.

Nie zmienia to jednak faktu, że różnice są bardzo duże i wymagają pełnego wyjaśnienia.

Jeżeli producent otrzymuje za j**o ściółkowe klasy M około 0,47 zł, a zakład pakowania sprzedaje je średnio po około 0,84 zł netto, to należy pokazać, jaka część różnicy wynika z rzeczywistych kosztów sortowania, pakowania, transportu i strat, a jaka stanowi marżę poszczególnych ogniw handlu.

Rynek żywności nie może działać jak czarna skrzynka, w której rolnik zna tylko cenę, którą mu narzucono, a konsument widzi jedynie końcową cenę na półce.

🔴 DZISIAJ JAJ MOŻE BYĆ DUŻO, ALE ZA KILKA MIESIĘCY MOŻE ZABRAKNĄĆ NIOSEK

Najważniejsza jest jednak diagnoza dotycząca przyszłości produkcji.

Dr Karol Rytel wskazuje, że po epidemii wysoce zjadliwej grypy ptaków oraz rzekomego pomoru drobiu zaczyna brakować:

– stad reprodukcyjnych,
– jaj wylęgowych,
– piskląt,
– kurek przeznaczonych do odchowu,
– materiału potrzebnego do nowych wstawień.

To bardzo ważne, ponieważ bieżąca podaż jaj konsumpcyjnych i przyszłe możliwości produkcyjne to dwie różne sprawy.

Dzisiaj na rynku mogą znajdować się jeszcze jaja od stad, które zostały wstawione wiele miesięcy wcześniej i nadal pozostają w produkcji. Jednocześnie może już brakować piskląt i młodych kurek potrzebnych do zastąpienia stad kończących cykl produkcyjny.

Od momentu pozyskania jaja wylęgowego do rozpoczęcia pełnej produkcji przez nową nioskę musi upłynąć wiele tygodni. Dlatego uszkodzenie reprodukcji i systemu wylęgowego nie musi natychmiast podnosić ceny jaj konsumpcyjnych.

Skutki mogą pojawić się z opóźnieniem.

Możemy więc mieć dziś presję na obniżanie ceny jaj u producenta, a jednocześnie narastający problem z odbudową stad. Jeżeli hodowcy, widząc ceny poniżej opłacalności, zaczną ograniczać produkcję, a równocześnie zabraknie piskląt do nowych wstawień, za kilka miesięcy rynek może znaleźć się w zupełnie innej sytuacji.

Wtedy ceny dla konsumentów wzrosną, ale wielu krajowych producentów nie będzie już w stanie szybko odbudować produkcji.

🔴 IMPORT SPOZA UNII EUROPEJSKIEJ WZRASTA O PONAD 72 PROCENT

Do tego dochodzi gwałtowny wzrost importu.

Według danych Komisji Europejskiej w okresie od stycznia do marca 2026 r. do Unii Europejskiej sprowadzono z państw trzecich około 68 420 ton jaj i produktów jajecznych w przeliczeniu na ekwiwalent jaj.

To o 72,1 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

Najwięksi dostawcy to:

– Ukraina – 35 642 tony,
– Turcja – 14 912 ton,
– Wielka Brytania – 5 193 tony,
– Chiny – 3 960 ton,
– Macedonia Północna – 2 974 tony.

Szczególnie widoczny jest wzrost dostaw z Turcji, które zwiększyły się kilkunastokrotnie.

Trzeba uczciwie powiedzieć: sam import spoza UE nie oznacza automatycznie nielegalnego handlu. Import jaj i produktów jajecznych jest dopuszczalny, jeżeli towar pochodzi z zatwierdzonych państw i zakładów, posiada odpowiednie świadectwa, spełnia wymagania sanitarne i weterynaryjne oraz przechodzi wymagane kontrole.

Nie mamy dziś podstaw, aby publicznie stwierdzić, że cały lub znaczna część tego importu jest nielegalna.

Mamy jednak pełne prawo pytać:

– ile z tej wielkości stanowią jaja konsumpcyjne w skorupkach,
– ile stanowią jaja wylęgowe,
– ile stanowi płynna masa jajeczna, proszek, żółtko i albuminy,
– jaka część towaru trafia ostatecznie do Polski,
– przez jakie państwa członkowskie jest wprowadzana do UE,
– jaki jest rzeczywisty kraj pochodzenia, a jaki jedynie kraj wysyłki,
– ile partii zostało skontrolowanych,
– ile partii zakwestionowano,
– jakie nieprawidłowości stwierdzono,
– czy importowany surowiec spełnia standardy porównywalne z wymaganiami nakładanymi na polskich producentów,
– czy w przetworzonej żywności konsument ma możliwość rozpoznania pochodzenia wykorzystanych jaj.

Towar może zostać legalnie odprawiony w jednym państwie UE, a następnie trafić do Polski w ramach wspólnego rynku. W polskich statystykach może być wtedy widoczny jako obrót wewnątrzunijny, a nie jako bezpośredni import z państwa trzeciego.

Dlatego samo analizowanie polskich przejść granicznych nie daje pełnego obrazu.

🔴 BRAKUJE SPÓJNYCH STATYSTYK I REGIONALNEJ MAPY BEZPIECZEŃSTWA ŻYWNOŚCIOWEGO

Przypadek rynku jaj pokazuje jeszcze większy problem.

Polska nie posiada publicznie dostępnego, spójnego i aktualnego systemu pokazującego, ile żywności oraz jakie zdolności produkcyjne znajdują się rzeczywiście w poszczególnych regionach kraju.

W dyskusjach o bezpieczeństwie żywnościowym często opieramy się na danych, które administracji najłatwiej pozyskać – między innymi od Krajowej Grupy Spożywczej, spółek Skarbu Państwa oraz podmiotów objętych określonymi obowiązkami sprawozdawczymi.

Są to dane potrzebne, ale nie pokazują całego rynku.

Ogromna część polskiej produkcji, magazynowania, pakowania, przetwarzania i dystrybucji znajduje się w rękach prywatnych:

– gospodarstw rolnych,
– ferm,
– wylęgarni,
– pakowni,
– ubojni,
– przetwórni,
– magazynów,
– centrów logistycznych,
– hurtowni,
– sieci handlowych.

Dane z sektora prywatnego są często rozproszone, zbierane przez różne instytucje, według różnych metodologii i z różnym opóźnieniem. Część informacji w ogóle nie jest publicznie dostępna w układzie wojewódzkim czy powiatowym.

W efekcie możemy znać statystyczną roczną produkcję jaj w Polsce, ale nadal nie wiemy dokładnie:

– ile stad rzeczywiście pozostaje dziś w produkcji,
– ile obiektów zostało opróżnionych po chorobach,
– ile ferm oczekuje na ponowne zasiedlenie,
– ile dostępnych jest jaj wylęgowych i piskląt,
– gdzie występują regionalne niedobory,
– ile jaj znajduje się w poszczególnych województwach,
– jaka część podaży pochodzi z produkcji krajowej, a jaka z importu,
– ile towaru znajduje się w prywatnych magazynach, pakowniach i centrach dystrybucyjnych,
– jak szybko w przypadku kryzysu można przemieścić produkt pomiędzy regionami,
– ile czasu potrzeba na odbudowanie produkcji.

Informacja, że Polska w skali roku produkuje więcej żywności, niż sama konsumuje, nie jest jeszcze pełną odpowiedzią na pytanie o bezpieczeństwo żywnościowe.

Musimy wiedzieć również:

CO mamy dziś?

GDZIE dokładnie znajduje się produkt?

KTO może go zapakować i przetworzyć?

JAK SZYBKO można go dostarczyć?

ILE mamy materiału hodowlanego potrzebnego do utrzymania produkcji w kolejnych miesiącach?

CO stanie się, jeżeli transport, energia, import albo produkcja w największym zagłębiu zostaną czasowo zatrzymane?

Bez takich informacji bezpieczeństwo żywnościowe pozostaje bardziej statystyczną deklaracją niż realnym systemem gotowym na kryzys.

🔴 CZEGO OCZEKUJEMY?

Jako Stowarzyszenie Dla Powiatu oczekujemy, aby Ministerstwo Rolnictwa, Główny Inspektorat Weterynarii, IJHARS, Krajowa Administracja Skarbowa oraz UOKiK wspólnie przedstawiły pełną analizę rynku jaj.

Powinna ona obejmować:

1. Rzeczywiste ceny otrzymywane przez hodowców z podziałem na system chowu, klasy wagowe i regiony.

2. Ceny sprzedaży zakładów pakowania oraz strukturę kosztów i marż na kolejnych etapach obrotu.

3. Skalę sprzedaży jaj do przemysłu po cenach poniżej kosztów produkcji.

4. Ocenę, czy w relacjach pomiędzy producentami a największymi odbiorcami nie dochodzi do nieuczciwego wykorzystywania przewagi kontraktowej.

5. Liczbę zlikwidowanych stad niosek, stad reprodukcyjnych i stad w odchowie po grypie ptaków oraz rzekomym pomorze drobiu.

6. Dostępność jaj wylęgowych, piskląt jednodniowych i odchowanych kurek do nowych wstawień.

7. Import jaj w skorupkach, jaj wylęgowych i produktów jajecznych, z rozbiciem na właściwe kody CN, kraje pochodzenia oraz kraje wysyłki.

8. Liczbę kontroli granicznych, zakwestionowanych partii i stwierdzonych nieprawidłowości.

9. Ilość towaru pochodzącego z państw trzecich, który został najpierw wprowadzony do innego kraju UE, a następnie trafił do Polski.

10. Regionalną mapę produkcji, zapasów, mocy pakowania, przetwarzania i możliwości szybkiego odtworzenia podaży.

Nie chodzi o ujawnianie danych pojedynczych przedsiębiorstw czy gospodarstw. Dane mogą być przedstawiane zbiorczo, z zachowaniem tajemnicy handlowej.

Chodzi o to, aby państwo miało aktualną wiedzę i mogło reagować przed wystąpieniem kryzysu, a nie dopiero wtedy, gdy produktu zacznie brakować na półkach.

🔴 NIE BUDUJEMY PANIKI. DOMAGAMY SIĘ PRAWDY O RYNKU

Nie twierdzimy, że każdy import jest nielegalny.

Nie twierdzimy również, że cała różnica pomiędzy ceną producenta a ceną pakowni jest nieuzasadnioną marżą.

Twierdzimy natomiast, że przy tak dużych rozbieżnościach cenowych, wzroście importu o ponad 72 proc., stratach spowodowanych chorobami drobiu oraz sygnałach o braku jaj wylęgowych i piskląt państwo nie może ograniczać się do publikowania kilku nieporównywalnych tabel.

Dzisiaj rolnik słyszy, że jaj jest za dużo i cena musi spadać.

Przemysł proponuje stawki, które mogą nie pokrywać kosztów produkcji.

Pakownie sprzedają ten sam produkt znacznie drożej.

Praktycy ostrzegają przed brakiem materiału do nowych wstawień.

Import spoza UE gwałtownie rośnie.

A mimo to nadal nie mamy jednej, spójnej odpowiedzi na pytanie, ile jaj rzeczywiście znajduje się na polskim rynku, skąd pochodzą i jak będzie wyglądała produkcja za trzy, sześć oraz dziewięć miesięcy.

Bezpieczeństwo żywnościowe nie zaczyna się w sklepie.

Zaczyna się od stada reprodukcyjnego, jaja wylęgowego, pisklęcia, polskiego hodowcy oraz ceny, która pozwala mu kontynuować produkcję.

Rynek jaj wymaga pilnego wyjaśnienia – zanim jego rzeczywisty stan zobaczymy wszyscy przy pustych półkach albo przy kasach.










🇵🇱 NAJPIERW PRODUKT LOKALNY. POTEM REGIONALNY I POLSKI. IMPORT NIE MOŻE BYĆ PIERWSZYM WYBOREM SIECI HANDLOWYCH!Wczoraj r...
17/07/2026

🇵🇱 NAJPIERW PRODUKT LOKALNY. POTEM REGIONALNY I POLSKI. IMPORT NIE MOŻE BYĆ PIERWSZYM WYBOREM SIECI HANDLOWYCH!

Wczoraj rozmawialiśmy z Dorotą Bocheńską, Główną Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, o znakowaniu żywności i praktykach stosowanych przez sieci handlowe.

Bo dziś nie wystarczy powiedzieć, że polskie produkty „są na półkach”. Pytanie brzmi:

👉 Gdzie są ustawione?
👉 Jak są oznaczone?
👉 Czy klient może je łatwo znaleźć?
👉 Dlaczego obok lokalnego rolnika sklep sprowadza ten sam produkt z drugiego końca Europy?
👉 Dlaczego na jednej cenówce widzimy kilka flag, a właściwego kraju pochodzenia trzeba szukać drobnym drukiem?

W niemieckich sklepach bez trudu można znaleźć niemieckie produkty. Są widoczne, eksponowane i traktowane jako podstawa oferty. W Polsce produkt lokalny i polski zbyt często ginie pod produktami z importu.

Dlatego potrzebujemy konkretnych rozwiązań:

✅ obowiązkowej, dobrze widocznej „Lokalnej Półki” w każdym dużym sklepie,

✅ jasnej kolejności: produkt lokalny, regionalny, polski, a dopiero później import,

✅ podawania przy produkcie nazwy producenta, miejscowości, powiatu i odległości od sklepu,

✅ jednej partii, jednego kraju pochodzenia i jednej właściwej flagi — bez wprowadzania klienta w błąd,

✅ określenia minimalnego udziału produktów lokalnych i polskich w ofercie największych sklepów,

✅ stworzenia lokalnych centrów dostaw, dzięki którym rolnicy i małe zakłady będą mogły wspólnie zaopatrywać sieci,

✅ surowych kar za fałszywe oznaczanie pochodzenia i udawanie, że importowany produkt jest „nasz”, „swojski” albo „od gospodarza”.

Sklep działający w naszym powiecie powinien również wspierać gospodarkę naszego powiatu. Nie może być tak, że sieć zarabia na lokalnych mieszkańcach, ale nie daje realnego dostępu do swoich półek lokalnym rolnikom i producentom.

Nie jesteśmy przeciwni uczciwej konkurencji. Jesteśmy przeciwni sytuacji, w której polski rolnik przegrywa we własnym kraju, a konsument musi prowadzić śledztwo, żeby dowiedzieć się, skąd naprawdę pochodzi kupowana żywność.

🇵🇱 Najpierw lokalne.
🇵🇱 Następnie regionalne.
🇵🇱 Potem polskie.
Dopiero później import.

To powinien być standard, a nie wyjątek.

13/07/2026

Dziś wspólnie z Pawłem podsumowaliśmy konsultacje społeczne dotyczące Planu Ogólnego Miasta Łomży. Niestety, zamiast rzeczywistego dialogu z mieszkańcami, odnieśliśmy wrażenie, że było to jedynie wypełnienie ustawowego obowiązku. Nie padły nowe argumenty, nie przedstawiono rozwiązań, a wiele pytań pozostało bez odpowiedzi.
Najlepszym podsumowaniem jest frekwencja – w ponad 60-tysięcznym mieście na konsultacje przyszło zaledwie około 20 osób. To pokazuje, że sposób informowania mieszkańców i forma prowadzenia konsultacji nie zachęcały do udziału.
Co ważne, podczas spotkania nie pojawiły się głosy mieszkańców skarżących się na funkcjonowanie gospodarstwa. Paweł od pokoleń prowadzi rodzinne gospodarstwo, lokalni mieszkańcy kupują u niego jajka i inne produkty, a gospodarstwo jest częścią historii tego miejsca.
Jako Stowarzyszenie Dla Powiatu nie kończymy tej sprawy. Nadal będziemy wspierać Pawła i walczyć o to, aby rodzinne gospodarstwa nie były skreślane z mapy przez źle przygotowane dokumenty planistyczne. Rolnictwo trzeba chronić, a nie wypierać. 🚜🇵🇱

13/07/2026

Dziś jako Prezes Stowarzyszenia Dla Powiatu uczestniczyłem w konsultacjach społecznych dotyczących Planu Ogólnego Miasta Łomży. Niestety, trudno oprzeć się wrażeniu, że były one potraktowane bardziej jako formalność niż rzeczywista rozmowa z mieszkańcami. Frekwencja była niewielka, a sposób poinformowania społeczeństwa o konsultacjach pozostawia wiele do życzenia.
Najbardziej bulwersuje jednak to, że projekt planu może przekreślić przyszłość gospodarstwa prowadzonego przez tę samą rodzinę od blisko 100 lat. Wystarczyłoby wyjść w teren, porozmawiać z ludźmi i zobaczyć realia. Zamiast tego tworzy się dokumenty zza biurka, które mogą odebrać rolnikom możliwość dalszego prowadzenia gospodarstwa. To nie jest rozwój – to hańba.
Polska wieś zasługuje na szacunek, a nie na decyzje, które skazują rodzinne gospodarstwa na likwidację. 🚜🌾

🚨 APEL DO BRACI ROLNICZEJ! 🚜🇵🇱Dziś prosimy o wsparcie dla Pawła z Łomży.To nie jest zwykły spór o jedną działkę. To walk...
12/07/2026

🚨 APEL DO BRACI ROLNICZEJ! 🚜🇵🇱
Dziś prosimy o wsparcie dla Pawła z Łomży.
To nie jest zwykły spór o jedną działkę. To walka o przyszłość polskich gospodarstw rodzinnych.
Od blisko 100 lat kolejne pokolenia tej samej rodziny prowadzą tu gospodarstwo rolne. Dziś projekt planu ogólnego może sprawić, że gospodarstwo zostanie praktycznie skreślone z mapy. Tuż za chlewem planowana jest nowa zabudowa, a właściciel ma zostać pozbawiony możliwości dalszego prowadzenia i rozwoju swojego gospodarstwa.
To niebezpieczny precedens. Jeśli dziś nie obronimy Pawła, jutro podobny los może spotkać kolejne gospodarstwa w całej Polsce.
Dlatego apelujemy do: 🚜 izb rolniczych, 🚜 związków i organizacji rolniczych, 🚜 samorządów, 🚜 wszystkich rolników, 🚜 oraz ludzi dobrej woli.
Stańcie z Pawłem. Stańcie w obronie polskiej wsi i rodzinnych gospodarstw.
📅 13 lipca, godz. 17:00 Konsultacje społeczne projektu Planu Ogólnego Miasta Łomża
Nie pozwólmy, aby decyzje planistyczne przekreślały dorobek kilku pokoleń rolników.
Dziś Paweł. Jutro może to być każdy z nas.

Są dobre wiadomości!Dziś Agrochem Puławy Sp. z o o  podpisał i wydał dokument wymagany przez KOWR.To oznacza, że rolnik ...
29/06/2026

Są dobre wiadomości!

Dziś Agrochem Puławy Sp. z o o podpisał i wydał dokument wymagany przez KOWR.

To oznacza, że rolnik z Pomorza będzie mógł kontynuować procedurę zmierzającą do uregulowania swoich zobowiązań w ramach programu KOWR.

Dziękujemy wszystkim, którzy zaangażowali się w tę sprawę.

Szczególne podziękowania kierujemy do Pani Minister Małgorzata Gromadzka za szybką i skuteczną interwencję oraz do redakcji Tygodnik Poradnik Rolniczy za nagłośnienie problemu.

Ta sprawa pokazuje, że warto rozmawiać, interweniować i szukać rozwiązań.

Najważniejsze jest jedno – gospodarstwo otrzymało szansę na dalszą walkę, a procedura KOWR może być kontynuowana.

Tak właśnie powinno wyglądać rozwiązywanie problemów polskich rolników.

Rolnik chce oddać swoją ziemię, żeby spłacić długi. Jedna spółka blokuje całą procedurę.Rolnik z Pomorza, który znalazł ...
25/06/2026

Rolnik chce oddać swoją ziemię, żeby spłacić długi. Jedna spółka blokuje całą procedurę.

Rolnik z Pomorza, który znalazł się w dramatycznej sytuacji po załamaniu rynku ziemniaka, nie ucieka od odpowiedzialności.

Nie ukrywa majątku.

Nie oczekuje umorzenia zobowiązań.

Chce skorzystać z procedury prowadzonej przez KOWR i przekazać swoje grunty Skarbowi Państwa, aby spłacić swoich wierzycieli.

Do przeprowadzenia tej procedury konieczne jest potwierdzenie wysokości zobowiązań przez wierzycieli na formularzu KOWR (załącznik nr 5).

Wszyscy pozostali wierzyciele wydali wymagane zaświadczenia i potwierdzili swoje wierzytelności o łącznej wartości ponad 6,18 mln zł.

Co istotne, jedna z prywatnych spółek, która znajduje się w identycznej sytuacji procesowej i również dochodzi swoich należności przed sądem na podstawie nakazu zapłaty, bez żadnych problemów wydała zaświadczenie wymagane przez KOWR (załącznik nr 5). Pokazuje to, że samo prowadzenie postępowania sądowego nie stanowi przeszkody do współpracy przy realizacji państwowej procedury oddłużeniowej.

Jedynym podmiotem, który odmawia wydania wymaganego dokumentu, pozostaje Agrochem Puławy.

Z korespondencji, którą posiadamy, wynika, że załącznik nr 5 ma zostać wydany dopiero po cofnięciu przez rolnika zarzutów od nakazu zapłaty. W praktyce oznaczałoby to rezygnację z prawa do obrony przed sądem, pozostawienie nakazu zapłaty bez zaskarżenia oraz narażenie rolnika na dodatkowe koszty postępowania.

Najbardziej zastanawia jednak coś innego.

Podczas posiedzeń Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony i Rozwoju Polskiej Produkcji Rolnej przedstawiciele Agrochemu podkreślali, że spółka jest partnerem polskich rolników i deklarowali gotowość do współpracy z gospodarstwami znajdującymi się w trudnej sytuacji. Dziś trudno pogodzić te deklaracje z sytuacją, w której jeden podpis blokuje uruchomienie państwowej procedury oddłużeniowej.

Nie prosimy o umorzenie długu.

Nie prosimy o rezygnację z należności.

Prosimy jedynie o wydanie dokumentu wymaganego przez KOWR, aby rolnik mógł skorzystać z procedury przewidzianej przez państwo i uczciwie spłacić swoich wierzycieli.

Czy naprawdę tak powinno wyglądać wsparcie dla polskiego rolnika, który nie ucieka od odpowiedzialności, lecz chce uregulować swoje zobowiązania zgodnie z prawem?

Liczymy, że zdrowy rozsądek zwycięży, a jedna decyzja nie przekreśli szansy na uratowanie gospodarstwa i spłatę wszystkich wierzycieli.

19/06/2026

❓Czy można przez 19 lat być współwłaścicielem 650-hektarowego gospodarstwa rolnego i jednocześnie nie móc z niego korzystać?

❓Czy można posiadać majątek wart dziesiątki milionów złotych, a jednocześnie być zmuszonym do sprzedaży innych nieruchomości i zaciągania kredytów, aby utrzymać rodzinę?

Takie pytania nasuwają się po rozmowie z panią Beatą Lutomirską z województwa warmińsko-mazurskiego, którą mieliśmy okazję poznać podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony i Rozwoju Polskiej Produkcji Rolnej.

Według przedstawionej przez nią relacji, historia zaczęła się od konfliktu pomiędzy współwłaścicielami 650-hektarowego gospodarstwa rolnego. W 2007 roku ustanowiono zarząd sądowy nad gospodarstwem. Rok później złożony został wniosek o zniesienie współwłasności.

Dziś mija niemal 19 lat.

Postępowanie nadal trwa.

❓Jak to możliwe, że sprawa o zniesienie współwłasności gospodarstwa rolnego nie została prawomocnie zakończona przez prawie dwie dekady?

❓Czy istnieje w Polsce wiele podobnych postępowań trwających tak długo?

❓Jak to możliwe, że przez 19 lat nie udało się wypracować rozwiązania pozwalającego współwłaścicielom korzystać z przypadającej im części majątku?

Pani Beata twierdzi, że od lat składała wnioski o wydzielenie części gospodarstwa do wyłącznego użytkowania, jednak bezskutecznie.

❓Dlaczego w przypadku 650 hektarów gruntów rolnych nie było możliwe czasowe rozdzielenie korzystania z nieruchomości do czasu zakończenia sporu?

❓Czy utrzymywanie zarządu sądowego przez niemal dwie dekady było jedynym możliwym rozwiązaniem?

Jeszcze więcej pytań budzi sposób zarządzania gospodarstwem.

Według relacji właścicieli jeden z zarządców pozostawił gospodarstwo z dodatnim saldem przekraczającym 4,5 mln zł.

Kolejny zarządca miał – według przedstawionych przez nich sprawozdań – doprowadzić do wygenerowania straty przekraczającej 4,7 mln zł.

❓Jak doszło do tak drastycznej zmiany sytuacji finansowej gospodarstwa?

❓Czy wszystkie decyzje zarządców były należycie kontrolowane przez sąd?

❓Czy analizowano zasadność decyzji dotyczących kosztów ochrony, usług rolniczych, kontraktacji produkcji czy sprzedaży płodów rolnych?

❓Czy prawdą jest, że gospodarstwo miało utracić setki tysięcy złotych wskutek niezłożenia niektórych wniosków, błędów organizacyjnych lub nietrafionych decyzji gospodarczych?

❓Jeżeli takie straty rzeczywiście wystąpiły, to kto ponosi za nie odpowiedzialność?

Właściciele twierdzą również, że składali zawiadomienia do organów ścigania dotyczące nieprawidłowości w zarządzie gospodarstwem.

❓Dlaczego – jak twierdzą – przez długi czas nie doprowadziło to do wyjaśnienia wszystkich zgłaszanych okoliczności?

❓Czy państwo zrobiło wszystko, aby rozwiać wątpliwości stron?

Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego.

Po niemal dwóch dekadach postępowania coraz częściej pojawiają się pytania o zaufanie obywateli do państwa.

❓Co ma myśleć obywatel, który od 19 lat czeka na rozstrzygnięcie swojej sprawy?

❓Co ma myśleć rolnik, który nie może gospodarować na własnej ziemi?

❓Co ma myśleć rodzina, która twierdzi, że przez lata obserwowała pogarszanie się sytuacji majątku pozostającego pod zarządem sądowym?

❓Czy tak wygląda realizacja konstytucyjnej ochrony prawa własności?

❓Czy wymiar sprawiedliwości zrobił wszystko, aby ten spór zakończyć?

❓A może przez lata utrwalał stan, który nigdy nie powinien trwać tak długo?

Nie przesądzamy o odpowiedzialności żadnej ze stron.

Nie wydajemy wyroków.

Ale uważamy, że sprawa, w której postępowanie trwa niemal 19 lat, właściciele nie mogą korzystać z majątku, a wokół zarządu pojawiają się tak poważne wątpliwości, zasługuje na pełne wyjaśnienie.

Bo jeśli przedstawiona przez panią Beatę historia jest choć w części prawdziwa, to nie jest to wyłącznie prywatny dramat jednej rodziny.

To pytanie o to, jak w praktyce działa państwo i czy obywatel może skutecznie bronić swojego prawa własności.

Już w  niedzielę 14.06 spotykamy się na IV Czempionacie Koni Zimnokrwistych w Folwarkach Małych!To wyjątkowe święto hodo...
05/06/2026

Już w niedzielę 14.06 spotykamy się na IV Czempionacie Koni Zimnokrwistych w Folwarkach Małych!

To wyjątkowe święto hodowców, miłośników koni i całych rodzin. W programie m.in. prezentacja i ocena koni zimnokrwistych, stoiska KGW, konkursy, atrakcje dla dzieci oraz wiele innych niespodzianek.

Tegoroczny czempionat ma również szczególny wymiar – podczas wydarzenia będziemy wspierać Marcinka, chorego na SMA typu I. Każda obecność, udział w licytacjach i wsparcie akcji charytatywnej mają ogromne znaczenie.

📅 14 czerwca
🕘 godz. 9:00
📍 Folwarki Małe 79, gm. Zabłudów

Wstęp wolny. Zapraszamy całe rodziny!

Mamy dobrą wiadomość 🌾Projekt Stowarzyszenia dla Powiatu znalazł się na liście rankingowej programu Aktywna Wieś 2026.Pr...
02/06/2026

Mamy dobrą wiadomość 🌾

Projekt Stowarzyszenia dla Powiatu znalazł się na liście rankingowej programu Aktywna Wieś 2026.

Przed nami „Od pola do stołu” — inicjatywa, w której chcemy w ciekawy i nowoczesny sposób opowiadać o tym, co dzieje się zanim żywność trafi na nasze stoły.

Nie zdradzamy jeszcze szczegółów, ale możemy powiedzieć jedno — będzie praktycznie, edukacyjnie i lokalnie.

Już wkrótce więcej informacji 👀

Adres

Sokołka

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dla Powiatu umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij