17/07/2026
🥚 RYNEK JAJ: CENY U PRODUCENTA SPADAJĄ, BRAKUJE PISKLĄT DO NOWYCH WSTAWIEŃ, IMPORT ROŚNIE, A PAŃSTWO NADAL NIE MA PEŁNEGO OBRAZU SYTUACJI
Co naprawdę dzieje się dziś na polskim rynku jaj?
Z jednej strony słyszymy o presji na obniżanie cen płaconych hodowcom. Z drugiej strony zakłady pakowania sprzedają jaja znacznie drożej. Jednocześnie praktycy branży ostrzegają, że po epidemii grypy ptaków i rzekomego pomoru drobiu zaczyna brakować jaj wylęgowych, piskląt oraz materiału do nowych wstawień.
Do tego gwałtownie rośnie import jaj i produktów jajecznych spoza Unii Europejskiej.
Problem polega na tym, że poszczególne źródła pokazują zupełnie inne poziomy cen, inne ogniwa łańcucha oraz inne kategorie produktu. Bez wyjaśnienia metodologii rolnik, konsument, a nawet administracja państwowa mogą wyciągać z tych samych danych całkowicie odmienne wnioski.
🔴 DIAGNOZA PRAKTYKA Z BRANŻY
Na sytuację zwraca uwagę dr Karol Rytel – lekarz weterynarii, hodowca drobiu z okolic Siedlec oraz przedstawiciel Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych „ORKA”.
Według jego informacji realna cena jaj klatkowych klasy M uzyskiwana obecnie przez producentów wynosi około 0,35–0,40 zł za sztukę. Jeszcze gorzej wygląda rynek jaj kierowanych do przemysłu, gdzie pojawiają się ceny około 3,80 zł za kilogram, co w przeliczeniu może oznaczać zaledwie około 0,22 zł za j**o klasy M.
Jednocześnie porównywalne notowanie przemysłowych jaj klatkowych w Holandii wynosiło około 1,38 euro za kilogram, czyli w przybliżeniu około 6 zł za kilogram.
Powstaje więc zasadnicze pytanie: dlaczego za ten sam rodzaj surowca polski producent ma otrzymywać tak wyraźnie mniej niż producent na rynku zachodnim?
Czy wynika to wyłącznie z różnic jakościowych, kosztów transportu, lokalnej podaży, umów długoterminowych i struktury rynku?
Czy też część dużych odbiorców wykorzystuje swoją pozycję wobec rozproszonych producentów, wiedząc, że jaja są towarem nietrwałym i hodowca nie może przechowywać ich przez wiele miesięcy, oczekując na lepszą cenę?
Sama niska cena nie jest jeszcze automatycznie dowodem złamania prawa. Jeżeli jednak duży odbiorca, wykorzystując znaczącą przewagę ekonomiczną, narzuca producentowi warunki prowadzące do sprzedaży poniżej ekonomicznie uzasadnionego poziomu, sprawa powinna zostać zbadana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów pod kątem nieuczciwego wykorzystywania przewagi kontraktowej.
Rolnik nie może być sprowadzany do roli podmiotu, który ma wyprodukować towar, ponieść koszty paszy, energii, pracy, weterynarii, bioasekuracji i amortyzacji, a następnie przyjąć każdą cenę tylko dlatego, że produkt musi szybko opuścić fermę.
🔴 TRZY ŹRÓDŁA – TRZY RÓŻNE OBRAZY RYNKU
Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz w wydaniu „Poultry Insider” z 13 lipca 2026 r. podawała referencyjne ceny producenta jaj klasy M:
– jaja klatkowe: około 0,40 zł za sztukę,
– jaja ściółkowe: około 0,47 zł za sztukę.
Zupełnie inaczej wyglądają dane Ministerstwa Rolnictwa dotyczące średnich cen sprzedaży netto jaj przez zakłady pakowania.
Według zestawienia za 12 lipca 2026 r. zakłady pakowania sprzedawały jaja klasy M średnio po:
– 57,99 zł za 100 sztuk – chów klatkowy,
– 84,11 zł za 100 sztuk – chów ściółkowy,
– 91,84 zł za 100 sztuk – wolny wybieg,
– 104,19 zł za 100 sztuk – produkcja ekologiczna.
Nie oznacza to, że Ministerstwo podaje nieprawdę. Ministerialna tabela pokazuje po prostu inny etap obrotu.
KIPDiP opisuje cenę rynku pierwotnego, czyli poziom uzyskiwany przez hodowcę. Ministerstwo pokazuje natomiast cenę sprzedaży zakładu pakowania za jaja już odebrane, przesortowane, prześwietlone, sklasyfikowane wagowo, oznakowane i zapakowane.
Holenderskie 1,38 euro za kilogram również nie jest ceną detaliczną jaj w sklepie. Jest to notowanie surowca przemysłowego, rozliczanego na kilogramy.
Dlatego nie można bezpośrednio porównywać ceny producenta, ceny zakładu pakowania, ceny przemysłowej i ceny sklepowej, tak jakby wszystkie dotyczyły tej samej transakcji.
Nie zmienia to jednak faktu, że różnice są bardzo duże i wymagają pełnego wyjaśnienia.
Jeżeli producent otrzymuje za j**o ściółkowe klasy M około 0,47 zł, a zakład pakowania sprzedaje je średnio po około 0,84 zł netto, to należy pokazać, jaka część różnicy wynika z rzeczywistych kosztów sortowania, pakowania, transportu i strat, a jaka stanowi marżę poszczególnych ogniw handlu.
Rynek żywności nie może działać jak czarna skrzynka, w której rolnik zna tylko cenę, którą mu narzucono, a konsument widzi jedynie końcową cenę na półce.
🔴 DZISIAJ JAJ MOŻE BYĆ DUŻO, ALE ZA KILKA MIESIĘCY MOŻE ZABRAKNĄĆ NIOSEK
Najważniejsza jest jednak diagnoza dotycząca przyszłości produkcji.
Dr Karol Rytel wskazuje, że po epidemii wysoce zjadliwej grypy ptaków oraz rzekomego pomoru drobiu zaczyna brakować:
– stad reprodukcyjnych,
– jaj wylęgowych,
– piskląt,
– kurek przeznaczonych do odchowu,
– materiału potrzebnego do nowych wstawień.
To bardzo ważne, ponieważ bieżąca podaż jaj konsumpcyjnych i przyszłe możliwości produkcyjne to dwie różne sprawy.
Dzisiaj na rynku mogą znajdować się jeszcze jaja od stad, które zostały wstawione wiele miesięcy wcześniej i nadal pozostają w produkcji. Jednocześnie może już brakować piskląt i młodych kurek potrzebnych do zastąpienia stad kończących cykl produkcyjny.
Od momentu pozyskania jaja wylęgowego do rozpoczęcia pełnej produkcji przez nową nioskę musi upłynąć wiele tygodni. Dlatego uszkodzenie reprodukcji i systemu wylęgowego nie musi natychmiast podnosić ceny jaj konsumpcyjnych.
Skutki mogą pojawić się z opóźnieniem.
Możemy więc mieć dziś presję na obniżanie ceny jaj u producenta, a jednocześnie narastający problem z odbudową stad. Jeżeli hodowcy, widząc ceny poniżej opłacalności, zaczną ograniczać produkcję, a równocześnie zabraknie piskląt do nowych wstawień, za kilka miesięcy rynek może znaleźć się w zupełnie innej sytuacji.
Wtedy ceny dla konsumentów wzrosną, ale wielu krajowych producentów nie będzie już w stanie szybko odbudować produkcji.
🔴 IMPORT SPOZA UNII EUROPEJSKIEJ WZRASTA O PONAD 72 PROCENT
Do tego dochodzi gwałtowny wzrost importu.
Według danych Komisji Europejskiej w okresie od stycznia do marca 2026 r. do Unii Europejskiej sprowadzono z państw trzecich około 68 420 ton jaj i produktów jajecznych w przeliczeniu na ekwiwalent jaj.
To o 72,1 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.
Najwięksi dostawcy to:
– Ukraina – 35 642 tony,
– Turcja – 14 912 ton,
– Wielka Brytania – 5 193 tony,
– Chiny – 3 960 ton,
– Macedonia Północna – 2 974 tony.
Szczególnie widoczny jest wzrost dostaw z Turcji, które zwiększyły się kilkunastokrotnie.
Trzeba uczciwie powiedzieć: sam import spoza UE nie oznacza automatycznie nielegalnego handlu. Import jaj i produktów jajecznych jest dopuszczalny, jeżeli towar pochodzi z zatwierdzonych państw i zakładów, posiada odpowiednie świadectwa, spełnia wymagania sanitarne i weterynaryjne oraz przechodzi wymagane kontrole.
Nie mamy dziś podstaw, aby publicznie stwierdzić, że cały lub znaczna część tego importu jest nielegalna.
Mamy jednak pełne prawo pytać:
– ile z tej wielkości stanowią jaja konsumpcyjne w skorupkach,
– ile stanowią jaja wylęgowe,
– ile stanowi płynna masa jajeczna, proszek, żółtko i albuminy,
– jaka część towaru trafia ostatecznie do Polski,
– przez jakie państwa członkowskie jest wprowadzana do UE,
– jaki jest rzeczywisty kraj pochodzenia, a jaki jedynie kraj wysyłki,
– ile partii zostało skontrolowanych,
– ile partii zakwestionowano,
– jakie nieprawidłowości stwierdzono,
– czy importowany surowiec spełnia standardy porównywalne z wymaganiami nakładanymi na polskich producentów,
– czy w przetworzonej żywności konsument ma możliwość rozpoznania pochodzenia wykorzystanych jaj.
Towar może zostać legalnie odprawiony w jednym państwie UE, a następnie trafić do Polski w ramach wspólnego rynku. W polskich statystykach może być wtedy widoczny jako obrót wewnątrzunijny, a nie jako bezpośredni import z państwa trzeciego.
Dlatego samo analizowanie polskich przejść granicznych nie daje pełnego obrazu.
🔴 BRAKUJE SPÓJNYCH STATYSTYK I REGIONALNEJ MAPY BEZPIECZEŃSTWA ŻYWNOŚCIOWEGO
Przypadek rynku jaj pokazuje jeszcze większy problem.
Polska nie posiada publicznie dostępnego, spójnego i aktualnego systemu pokazującego, ile żywności oraz jakie zdolności produkcyjne znajdują się rzeczywiście w poszczególnych regionach kraju.
W dyskusjach o bezpieczeństwie żywnościowym często opieramy się na danych, które administracji najłatwiej pozyskać – między innymi od Krajowej Grupy Spożywczej, spółek Skarbu Państwa oraz podmiotów objętych określonymi obowiązkami sprawozdawczymi.
Są to dane potrzebne, ale nie pokazują całego rynku.
Ogromna część polskiej produkcji, magazynowania, pakowania, przetwarzania i dystrybucji znajduje się w rękach prywatnych:
– gospodarstw rolnych,
– ferm,
– wylęgarni,
– pakowni,
– ubojni,
– przetwórni,
– magazynów,
– centrów logistycznych,
– hurtowni,
– sieci handlowych.
Dane z sektora prywatnego są często rozproszone, zbierane przez różne instytucje, według różnych metodologii i z różnym opóźnieniem. Część informacji w ogóle nie jest publicznie dostępna w układzie wojewódzkim czy powiatowym.
W efekcie możemy znać statystyczną roczną produkcję jaj w Polsce, ale nadal nie wiemy dokładnie:
– ile stad rzeczywiście pozostaje dziś w produkcji,
– ile obiektów zostało opróżnionych po chorobach,
– ile ferm oczekuje na ponowne zasiedlenie,
– ile dostępnych jest jaj wylęgowych i piskląt,
– gdzie występują regionalne niedobory,
– ile jaj znajduje się w poszczególnych województwach,
– jaka część podaży pochodzi z produkcji krajowej, a jaka z importu,
– ile towaru znajduje się w prywatnych magazynach, pakowniach i centrach dystrybucyjnych,
– jak szybko w przypadku kryzysu można przemieścić produkt pomiędzy regionami,
– ile czasu potrzeba na odbudowanie produkcji.
Informacja, że Polska w skali roku produkuje więcej żywności, niż sama konsumuje, nie jest jeszcze pełną odpowiedzią na pytanie o bezpieczeństwo żywnościowe.
Musimy wiedzieć również:
CO mamy dziś?
GDZIE dokładnie znajduje się produkt?
KTO może go zapakować i przetworzyć?
JAK SZYBKO można go dostarczyć?
ILE mamy materiału hodowlanego potrzebnego do utrzymania produkcji w kolejnych miesiącach?
CO stanie się, jeżeli transport, energia, import albo produkcja w największym zagłębiu zostaną czasowo zatrzymane?
Bez takich informacji bezpieczeństwo żywnościowe pozostaje bardziej statystyczną deklaracją niż realnym systemem gotowym na kryzys.
🔴 CZEGO OCZEKUJEMY?
Jako Stowarzyszenie Dla Powiatu oczekujemy, aby Ministerstwo Rolnictwa, Główny Inspektorat Weterynarii, IJHARS, Krajowa Administracja Skarbowa oraz UOKiK wspólnie przedstawiły pełną analizę rynku jaj.
Powinna ona obejmować:
1. Rzeczywiste ceny otrzymywane przez hodowców z podziałem na system chowu, klasy wagowe i regiony.
2. Ceny sprzedaży zakładów pakowania oraz strukturę kosztów i marż na kolejnych etapach obrotu.
3. Skalę sprzedaży jaj do przemysłu po cenach poniżej kosztów produkcji.
4. Ocenę, czy w relacjach pomiędzy producentami a największymi odbiorcami nie dochodzi do nieuczciwego wykorzystywania przewagi kontraktowej.
5. Liczbę zlikwidowanych stad niosek, stad reprodukcyjnych i stad w odchowie po grypie ptaków oraz rzekomym pomorze drobiu.
6. Dostępność jaj wylęgowych, piskląt jednodniowych i odchowanych kurek do nowych wstawień.
7. Import jaj w skorupkach, jaj wylęgowych i produktów jajecznych, z rozbiciem na właściwe kody CN, kraje pochodzenia oraz kraje wysyłki.
8. Liczbę kontroli granicznych, zakwestionowanych partii i stwierdzonych nieprawidłowości.
9. Ilość towaru pochodzącego z państw trzecich, który został najpierw wprowadzony do innego kraju UE, a następnie trafił do Polski.
10. Regionalną mapę produkcji, zapasów, mocy pakowania, przetwarzania i możliwości szybkiego odtworzenia podaży.
Nie chodzi o ujawnianie danych pojedynczych przedsiębiorstw czy gospodarstw. Dane mogą być przedstawiane zbiorczo, z zachowaniem tajemnicy handlowej.
Chodzi o to, aby państwo miało aktualną wiedzę i mogło reagować przed wystąpieniem kryzysu, a nie dopiero wtedy, gdy produktu zacznie brakować na półkach.
🔴 NIE BUDUJEMY PANIKI. DOMAGAMY SIĘ PRAWDY O RYNKU
Nie twierdzimy, że każdy import jest nielegalny.
Nie twierdzimy również, że cała różnica pomiędzy ceną producenta a ceną pakowni jest nieuzasadnioną marżą.
Twierdzimy natomiast, że przy tak dużych rozbieżnościach cenowych, wzroście importu o ponad 72 proc., stratach spowodowanych chorobami drobiu oraz sygnałach o braku jaj wylęgowych i piskląt państwo nie może ograniczać się do publikowania kilku nieporównywalnych tabel.
Dzisiaj rolnik słyszy, że jaj jest za dużo i cena musi spadać.
Przemysł proponuje stawki, które mogą nie pokrywać kosztów produkcji.
Pakownie sprzedają ten sam produkt znacznie drożej.
Praktycy ostrzegają przed brakiem materiału do nowych wstawień.
Import spoza UE gwałtownie rośnie.
A mimo to nadal nie mamy jednej, spójnej odpowiedzi na pytanie, ile jaj rzeczywiście znajduje się na polskim rynku, skąd pochodzą i jak będzie wyglądała produkcja za trzy, sześć oraz dziewięć miesięcy.
Bezpieczeństwo żywnościowe nie zaczyna się w sklepie.
Zaczyna się od stada reprodukcyjnego, jaja wylęgowego, pisklęcia, polskiego hodowcy oraz ceny, która pozwala mu kontynuować produkcję.
Rynek jaj wymaga pilnego wyjaśnienia – zanim jego rzeczywisty stan zobaczymy wszyscy przy pustych półkach albo przy kasach.