17/04/2026
Wczoraj padał deszcz.
Dziś rano wyszło słońce.
Krople wciąż trzymały się na żółtych kwiatach forsycji.
Niektóre jeszcze ciężkie, inne już prawie suche.
Zerwałam kilka gałązek, zanim słońce całkiem je ogrzało.
W domu zalałam kwiaty ciepłą wodą.
Delikatny napar, prawie niewidoczny, ale bardzo obecny.
Lubię takie poranki.
Kiedy wszystko zmienia się tak cicho, z dnia na dzień.