10/02/2026
Bajka z Gąsiorowa o Ulu, Czarnowłosej Królowej i osiemnastu pszczółkach robotnicach...
W pewnej wiosce, Gąsiorowie, gdzie wianki z kwiatów wije się tak starannie, że nawet pszczoły mają w czym wybierać, a gąsiory stoją w kredensie jak małe skarbce na słodkie napitki z łąk i ogrodów, powstał Ul.
Ul miał być prosty: trochę integracji, trochę dobra, trochę pierogów, trochę śmiechu. I rzeczywiście — przyleciało do niego osiemnaście pszczółek. Prawdziwe pracusie: z mąką na policzku, z sercem do ludzi i z rękami gotowymi mieszać, lepić, dźwigać, sprzątać i zostać chwilę dłużej, bo „jeszcze trzeba domknąć”.
Jedna mieszała w garach, druga lepiła, trzecia biegała po zakupy, czwarta układała na półmiskach, piąta dekorowała stoły, szósta pilnowała, żeby każdy wyszedł syty. Dzień po dniu — cicho, konsekwentnie, bez fanfar. Jak Kopciuszki. Tylko zamiast pantofelka gubiły czas, a zamiast dyni miały garnek.
A na czele Ula stanęła Czarnowłosa Królowa Ula. Taka, co pięknie mówi, ładnie stoi do zdjęć i potrafi błyszczeć jak wstążka na dożynkach. Królowa lubiła bale, lubiła scenę, lubiła moment, gdy wszyscy patrzą. Gdy Ul zbierał pochwały, a gdzieś w tle pojawiała się kamera — Królowa zawsze wiedziała, gdzie jest przód.
Z czasem Ul dorobił się skarbów: talerzy, pater, pojemników i różnych akcesoriów, które w Ulu rosną niepostrzeżenie, bo każda pszczółka dołoży swoje. I ktoś czasem pytał: „A gdzie to trzymamy? A kto o tym decyduje? A czy mamy to zapisane?”
W bajkach odpowiedź bywa ciepła jak lipowy nektar: „Spokojnie, wszystko jest bezpieczne.” Tylko że w bajkach „bezpieczne” znaczy wspólne, a w życiu czasem znaczy: „u mnie”.
W końcu pszczółki zaczęły pytać częściej. Nie złośliwie. Po prostu odpowiedzialnie: „Co ustalamy?”, „Kiedy głosujemy?”, „Gdzie protokół?”, „Kto jest w Ulu?”. Bo w dobrym Ulu nie ma tajemnic — jest porządek: rozmowa, decyzja, zapis.
I wtedy Królowa zaczęła powtarzać jak zaklęcie:
„Wszystko jest zgodnie z protokołem i zasadami.”
Tyle że w Ulu istniała jeszcze jedna zasada, zapisana czarnym na białym: decyzje Królowej podlegają kontroli, a gdy pszczółki zgłoszą sprzeciw, wykonanie decyzji powinno zaczekać, aż Ul spokojnie rozpatrzy sprawę w swoim gronie. Ot, taka mądrość ula: najpierw porządek, potem skutki.
A jednak… w ciszy, gdzieś między grudniem a lutym, do Ula przyfrunęły nowe owady. Dużo nowych szerszeni! Tak dużo, że stare pszczółki spojrzały na siebie z niedowierzaniem i pomyślały: „To już nie jest ten sam Ul”.
Na kolejnym zebraniu zrobiło się głośno. Bo kiedy do wspólnej rozmowy siadają ci, których nikt wcześniej nie zdążył poznać, a decyzje mają zapadać natychmiast, to nawet najspokojniejsza pszczółka zaczyna brzęczeć jak czajnik na pełnym ogniu. A Królowa dalej swoje: „Zgodnie z protokołem.” "Szerszenie są nowymi mieszkańcami Ula,". I dalej swoje: „Zgodnie z zasadami.” Tylko że pszczółki widziały, że zasady, które miały wstrzymywać skutki sporu do czasu rozstrzygnięcia, nagle przestały działać jak powinny.
A na dodatek szeptano, że zastępczyni Królowej zna się z pszczelarzami, którzy doglądają uli i zaglądają do rejestrów, bo sama pracuje u pszczelarza nadzorcy. I choć w bajkach nie wolno rzucać oskarżeń na wiatr, to nawet w bajkach wiadomo jedno: gdy Ul ma być kontrolowany, kontrola musi być czysta jak woda w źródle — bez rodzinnych dróg, bez znajomości, bez „przecież to nic”. Bo jak można zarejestrować szerszenie wraz z pszczołami w jednym ulu??
Wioska zaczęła szeptać. Bo w każdej wiosce, kiedy coś robi się „nie do końca jasne”, pojawia się zdanie starsze niż wszystkie statuty świata: „Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o miód.”
I nie chodzi nawet o to, ile tego miodu jest. Chodzi o to, że miód jest wspólny. A wspólny miód lubi przejrzystość: wiadomo, kto zbierał, kto decydował, gdzie stoi gąsior i kto ma do niego klucz.
A kiedy osiemnaście pszczółek zobaczyło, że ich praca stała się tłem, a ich głos nagle przestał ważyć, że Ul bardziej przypomina scenę niż wspólnotę — wstały i wyszły. Nie dlatego, że nie kochały Ula. Tylko dlatego, że nie rozpoznawały już własnego domu.
Morał z Gąsiorowa jest prosty:
Kto trzyma rękę na długopisie trzyma rekę na miodzie.... Czarnowłosa Królowa opanowała tę regułę perfekcyjnie...
Gąsiorowskiemu Ulowi życzę, by szerszenie poszły precz! Żeby wianki były z kwiatów i wspólnego dobra, a gąsiory napełnione wczesniej przez pszczoły nie służyły interesom szerszeni.