11/10/2026
Możdżonek straszy paraliżem ochrony przyrody i upadkiem rolnictwa, gdyby społeczny projekt zmian w prawie łowieckim wszedł w życie - czyli myśliwska propaganda w mediach Rydzyka.
Przyjrzałem się rewelacjom Marcina Możdżonka 👇
👉 1. „Koniec rolnictwa” i „paraliż ochrony przyrody”.
Trudno o bardziej absurdalne straszenie społeczeństwa. Możdżonek przedstawia myśliwych niemal jako jedynych gwarantów istnienia polskiego rolnictwa i ochrony przyrody. Tymczasem obywatelski projekt nie likwiduje polowań ani możliwości zarządzania populacjami zwierząt. Wprowadza natomiast naukowe kryteria podejmowania decyzji, większą kontrolę i ograniczenia najbardziej kontrowersyjnych praktyk łowieckich. Od kiedy większa kontrola nad zabijaniem dzikich zwierząt oznacza paraliż ochrony przyrody?
👉 „Upaństwowienie łowiectwa będzie kosztować 8–9 miliardów złotych rocznie”.
Skąd ta astronomiczna kwota? Możdżonek nie przedstawia żadnego wyliczenia ani metodologii. Co ważniejsze, obywatelski projekt w ogóle nie przewiduje upaństwowienia Polskiego Związku Łowieckiego! Prezes PZŁ walczy więc z rozwiązaniem, którego w projekcie nie ma.
👉 „PZŁ wykonuje gospodarkę łowiecką za 0 zł z kieszeni podatników”.
To szczególnie bezczelne twierdzenie. Tylko ciągu czterech sezonów łowieckich 2019–2023 z publicznych pieniędzy przeznaczono około 526 mln zł na ryczałty za odstrzały dzików. O innych kosztach pisałem tu kilkukrotnie. Można też sięgnąć do artykułu Reginy Skibińskiej w Oko.press, która przyjrzała się tej sprawie.
👉 „700 metrów od zabudowań wyłączy z polowań 75–85% powierzchni kraju”.
Możdżonek pomija kluczowy szczegół. Projekt przewiduje możliwość polowania bliżej zabudowań po uzyskaniu zgody właściciela, z zachowaniem minimum 150 metrów. Nie dotyczy to budynków użyteczności publicznej. Nawet gdyby przyjąć przedstawione szacunki powierzchni, nie oznaczają one automatycznego wyłączenia tych terenów z polowań. Najwyraźniej perspektywa konieczności uzyskania zgody człowieka, w pobliżu którego domu chce się strzelać, jest dla prezesa Naczelnej Rady Łowieckiej nie do zaakceptowania.
👉 „Zakaz polowania po alkoholu obowiązuje od 1995 roku”.
I co z tego, skoro problemem jest również skuteczność jego egzekwowania? Projekt przewiduje uprawnienie Państwowej Straży Łowieckiej do badania trzeźwości uczestników polowań, sankcje za polowanie po użyciu alkoholu oraz obowiązkowy czasowy zakaz polowania w określonych przypadkach. Możdżonek przemilcza te istotne zmiany. Samo istnienie zakazu nie oznacza przecież, że jest skutecznie egzekwowany.
👉 „Prawo łowieckie było już 47 razy nowelizowane”.
I to ma być argument przeciwko kolejnym zmianom? Liczba nowelizacji nie świadczy o jakości prawa. Przepisy mogą być zmieniane dziesiątki razy, a nadal nie zapewniać odpowiedniego bezpieczeństwa, jawności i ochrony przyrody. To naprawdę trzeba tłumaczyć prezesowi Naczelnej Rady Łowieckiej?
👉 „Wszystkie podpisy zebrano w dużych miastach i na festiwalach”.
Skąd Możdżonek wie, gdzie zebrano każdy z ponad 200 tysięcy podpisów? Czy dysponuje jakąkolwiek analizą? Podpisy można było zbierać indywidualnie w całym kraju. A przede wszystkim: od kiedy mieszkańcy miast mają mniejsze prawo do decydowania o gospodarowaniu dzikimi zwierzętami, które są własnością Skarbu Państwa, a nie Polskiego Związku Łowieckiego?
❗️W wypowiedzi Możdżonka szczególnie uderza próba utożsamienia interesów PZŁ z interesem całego społeczeństwa. Jakby bez myśliwych nie mogło istnieć rolnictwo, a bez polowań ochrona przyrody.
Tymczasem projekt obywatelski zmierza przede wszystkim do ograniczenia przywilejów środowiska łowieckiego, zwiększenia jawności jego działalności i poddania decyzji o zabijaniu zwierząt rzeczywistej kontroli. Być może właśnie tego prezes PZŁ obawia się najbardziej.
Z wypowiedzi Możdżonka wyłania się nie tyle troska o przyrodę i rolnictwo, ile przede wszystkim troska o zachowanie obecnej pozycji myśliwych.