17/05/2026
100 lat temu w Polsce rozegrała się krótka, lecz tragiczna bratobójcza konfrontacja, którą wielu nazywa wojną domową. Trwała zaledwie kilka dni – od 12 do 15 maja 1926 roku – a zginęło w niej 379 osób, w tym 164 cywilów, i blisko tysiąc zostało rannych. Dla nas dziś to często tylko wzmianka w podręczniku historii. Dla ówczesnych Polaków była to prawdziwa tragedia – psychiczna i moralna.
Z jednej strony stali ci, dla których młode państwo – odzyskane zaledwie osiem lat wcześniej – było najwyższą wartością. W okresie międzywojennym ceniono je jak skarb, bo pamiętano jeszcze czasy zaborów. Po drugiej stronie znaleźli się ludzie, którzy to państwo budowali i o nie walczyli z bronią w ręku.
W maju 1926 roku Józef Piłsudski — Ojciec Niepodległości i Twórca Związku Strzeleckiego — zorganizował demonstrację mającą ukazać złe traktowanie armii oraz niefrasobliwe podejście rządu do zagrożeń międzynarodowych. Na demonstrację tę siły rządowe odpowiedziały ogniem (nawet z bombardowaniami lotniczymi Warszawy rozkazu gen. Rozwadowskiego). To, co zaczęło się jako manifestacja siły, szybko wymknęło się spod kontroli i przerodziło w walki uliczne w Warszawie.
Wbrew wielu opiniom, nie był to oderwany epizod ambicji jednego człowieka. Był skutkiem narastającego kryzysu państwa, brutalizacji życia publicznego, częstych zmian rządów, napięć społecznych i coraz większego lęku o przyszłość młodej Rzeczypospolitej. Polska miała za sobą próbę zamachu Januszajtisa w 1919 roku, zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza w 1922 roku, krwawe wydarzenia krakowskie z 1923 roku oraz ciągłe kryzysy gabinetowe. W wielu krajach Europy demokracje parlamentarne chwiały się pod naciskiem radykalnych ruchów i fascynacji rozwiązaniami autorytarnymi.
Po stronie Marszałka stanęło wiele środowisk: PPS, PSL-Wyzwolenie, kolejarze, duża część wojska, a także kilkuset członków Związku Strzeleckiego. Wierzyli, że walczą o sanację – uzdrowienie życia publicznego, wzmocnienie państwa i powstrzymanie jego politycznego rozkładu. Po drugiej stronie barykady znaleźli się żołnierze wierni legalnym władzom. W tym właśnie tkwi tragizm maja 1926 roku: po obu stronach stali ludzie przekonani, że służą Polsce.
Istnieją trzy zasadnicze interpretacje tych wydarzeń:
- spiskowa – stworzona przez endecką propagandę, później przejęta przez komunistów w PRL i wciąż żywa w niektórych środowiskach prawicowych. Zakłada, że Piłsudski od początku lat 20. przygotowywał zbrojny przewrót. Wersja narracyjnie przekonująca, choć oparta na nielogicznej i wybiórczej argumentacji.
- Piłsudczykowska – Marszałek nie mógł dłużej znosić rozkładu państwa i dokonał smutnego, lecz koniecznego kroku. To klasyczna legenda sanacyjna, która przetrwała do dziś.
- krytyczna (bliska wielu historykom) – przewrót nie miał być zbrojnym zamachem stanu, lecz jedynie demonstracją siły ale sytuacja wymknęła się Piłsudskiemu z rąk. Z militarnego punktu widzenia puczyści nie mieli realnych szans na szybkie zwycięstwo i sukces zawdzięczają głównie bierności oraz wahaniom strony rządowej. Sam Piłsudski przystąpił do akcji w sposób jawnie nieprzygotowany, co nie pasuje do jego typowego sposobu działania.
Tym niemniej, niezależnie od interpretacji, skutki przewrotu zostały zalegalizowane przez Zgromadzenie Narodowe, które początkowo wybrało Piłsudskiego na prezydenta.
To bardzo specyficzna sytuacja – ktoś przejmuje władzę siłą, a ci, którym ją odbiera, godzą się na to i dodatkowo podbijają stawkę.
Historia maja 1926 roku nie jest prosta i właśnie dlatego trzeba o niej mówić uczciwie. Polska znajdowała się wówczas w trudnym położeniu międzynarodowym: dywersja sowiecka na Kresach, rewizjonizm niemiecki, konferencja w Locarno (1925) oraz traktat berliński Niemiec z ZSRR (kwiecień 1926). Wielu widziało w Piłsudskim i sanacji odpowiedź na kryzys i nieskuteczność poprzednich rządów. Polityka zagraniczna po maju stała się bardziej realistyczna, proaktywna i samodzielna.
Bilans był dramatyczny: zwycięstwo polityczne okupione krwią Polaków przelaną przez Polaków. Dziś, w 100. rocznicę, oddajemy hołd wszystkim poległym – bez względu na stronę barykady.
Jest to bolesna lekcja, że nawet spór prowadzony w imię Ojczyzny może doprowadzić do tragedii. Warto o tym pamiętać zwłaszcza w niespokojnych czasach, gdy zbrojny zamach stanu przestaje być czystą political fiction. Działania liderów mają realne, czasem nieprzewidywalne skutki – a pełna kontrola nad sytuacją nie zawsze pozostaje w ich rękach.
Cześć Ich Pamięci.
Grafika autorstwa Kadry historii- Czasy Minęły, Miejsca Zostały