29/03/2026
ŚWIĘTA WIELKANOCNE LEGIONISTÓW:
Jakim cudem mogli trafić w takim stanie do nas, a to by się trzeba było pytać ich koni. Dość, że przyjechali i twierdzili, że są najtrzeźwiejsi, to na dowód tego popisywali się sztuką wjeżdżania z końmi do chałup – tak świąteczną wizytę u swoich sąsiadów opisywał późniejszy premier Kazimierz Świtalski.
W święta legioniści nie próżnowali. Zdarzało się, że na ten wielkanocny czas milkły działa, a na kilka dni następował mniej lub bardziej formalny rozejm. W tym czasie piekarnie polowe wypiekały pewną ilość „bielszego” chleba. Nie zapominano również o kiełbasach i innych mięsnych przysmakach. Z kraju nadchodziły paczki z podarkami świątecznymi. Ich wysyłkę organizowała Liga Kobiet. Był to prosty sposób na podniesienie morale wojska, dzięki temu żołnierze wiedzieli, że „ktoś”, czyli społeczeństwo, o nich i o ich walce pamięta. W paczce można było znaleźć między innymi koszule, trzy chusteczki do nosa, struclę, czekoladę oraz bilecik z życzeniami. Oprócz tego kwatermistrzostwo wydawało przydział rumu na trzy dni z góry, czyli po ćwierć litra. Niektórym udawało się nawet sprowadzić piwo. I było wówczas wesoło… I tak na przykład pewien młokos, zadeklarowany abstynent, osiemnastoletni legionista Kotarba po raz pierwszy w życiu z powodu wypitych procentów stracił kontakt z rzeczywistością, a ostatnie, co pamiętał, to swój pościg z ławą w ręku za kimś kto mu ubliżył. Niestety, końca tej akcji nie zapamiętał. Święta, to była również doskonała okazja do sąsiedzkich odwiedzin. Z wizytą poszli a raczej pojechali na swych koniach Beliniacy.
- Gdzie oni po drodze wstępowali na święcone – nie wiem. Jakim cudem mogli trafić w takim stanie do nas, a to by się trzeba było pytać ich koni. Dość, że przyjechali i twierdzili, że są najtrzeźwiejsi, to na dowód tego popisywali się sztuką wjeżdżania z końmi do chałup – wspominał po latach późniejszy premier Kazimierz Świtalski. Bo ułańska fantazja, to nie metafora.
Pewnego razu doszło nawet do bitwy - Największa bitwa wodna wywiązała się w sztabie I Brygady, gdzie początkowo oblewano się z kubków, potem z manierek i menażek. Bitwa skończyła się tym, że późniejszy premier ppor. saperów Jędrzej Moraczewski wlał skrępowanemu przez kolegów, późniejszemu Inspektorowi Armii i Naczelnemu Wodzowi, szefowi sztabu I Brygady, ppłk Kazimierzowi Sosnkowskiemu wiadro wody za kołnierz – wspominał jeden z uczestników „wielkanocnej bitwy”.
Foto Narodowe Archiwum Cyfrowe: Wielkanoc 1 pułku piechoty Legionów Polskich. Święcenie w czasie Wielkanocy w 1 pułku piechoty Legionów Polskich.