01/04/2026
Są takie historie, które nie powstają po to, by je opowiadać… tylko po to, by je przeżyć.
Ciche, pełne emocji chwile, które zapisują się gdzieś głęboko w sercu, w pamięci, w drugim człowieku. To właśnie z nich rodzą się najprawdziwsze świadectwa obecności, bliskości i człowieczeństwa.
Dziś dzielimy się z Wami fragmentem pamiętnika z 2015 roku, wolontariuszki hospicjum. To zapis dni, które, choć zwyczajne w kalendarzu, na zawsze zmieniają spojrzenie na to, co naprawdę ważne.
Wielki Tydzień
Sezon pisankowy właśnie zakończony. Ostatnie nasze dzieła sztuki rozprowadziliśmy w Niedzielę Palmową, więc czas zająć się domowymi sprawami. Jeszcze tylko próba w poniedziałek wieczorem, bo 1-sza niedziela wypada w 1-szy Dzień Świąt.
Wielki Wtorek
Zdążyłam wrócić z pracy do domu i zająć się obiadem, dzwoni telefon. Pielęgniarka Ania pyta, czy pamiętam, że dziś jedziemy do pani Ewy? Jeszcze kilka dni temu pamiętałam, ale dziś? Podobno nasza podopieczna dziś się źle czuje. Będę po ciebie o 17:30. No to już dziś posprzątałam... Zabieramy z naszej bazy jakieś gry i jedziemy.
W domu pełnym smutku z powodu choroby ukochanej osoby, rozlegają się śmiechy dwojga dzieciaków, wreszcie tak, jak powinno być! A kiedy ciężko chora Mama mówi, że jak nas (hospicjum) długo nie ma, to tak jakoś smutno… staliśmy się częścią tego domu. Jakoś tak milej na sercu. Więc co tam, sprzątanie nie zając, nie ucieknie!
Warto było!
Pada pytanie rzucone przez Anię:
– Pojedziesz ze mną w Wielki Czwartek do pana Edwarda? Jest w ciężkim stanie. Będzie z nami ksiądz.
No, co mam powiedzieć?
– Jak mnie zgarniesz prosto z pracy, żebym potem zdążyła na Mszę Św., to pojadę.
Wielki Czwartek
Jedziemy. Pani Danusia wita nas na podwórku. Pokrótce opowiada o stanie męża. Jest przestraszona.
Kiedy zobaczyłam chorego, to sama się przestraszyłam. Sprawdziłyśmy
saturację – 60. Poniżej 90 zalecany jest koncentrator. Córka jedzie po wodę destylowaną na najbliższą stację benzynową.
Pan Edward ma rurkę tracheotomijną i trudno jest się z Nim porozumieć, szczególnie teraz, gdy zdaje się czasami być nieobecny. Oko silnie czerwone, prawdopodobnie nastąpił w nim wylew, i co chwila chałsty nabieranego powietrza. Na szczęście chory daje znak, że go nic nie boli.
Po podłączeniu koncentratora poziom tlenu we krwi szybko wzrasta. Przystępujemy do zmiany opatrunków na nogach, jednocześnie odmawiając razem z rodziną Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Na koniec chory wraz z Rodziną przyjął Najświętszy Sakrament, za co pani Danusia była bardzo wdzięczna.
Po robocie, czas na kanapki i herbatę.
Ania patrząc na mnie pyta:
– A, Monika…
– Nie, nic z tego! – odpowiadam.
– Ale wiesz, o co chciałam zapytać?
– Tak, wiem i dlatego mówię nie!
No dobrze… po chwili:
– Gdzie i kiedy?
– Jutro do pani Ewy. Pojedziemy z księdzem Markiem.
– Ok. (już posprzątałam!)
Wielki Piątek
Kończę dziś wcześniej pracę i idę na Wiejską, po drodze robiąc zakupy. Jestem na czas. Łapię tylko bułkę w bazie hospicyjnej
i ruszamy.
Wszyscy domownicy trochę stremowani wizytą księdza, więc ten daje nam godzinę
i nas opuszcza. W tym czasie Ania podłącza kroplówkę, Weronika przymierza przywiezione przez nas ubrania, a ja razem z Kubą oglądam Biblię dla dzieci. Pomyślałam, że w takim dniu zamiast gier zajmiemy się czymś poważniejszym i to był strzał w dziesiątkę.
A ile radości sprawiły przywiezione przez nas artykuły spożywcze… Dzieciaki z każdym przychodziły do pokoju i pokazywały Mamie.
Spowiedź zaczęła się od dzieciaków,
a skończyła na… mnie. No bo jak nie skorzystać ze sposobności, kiedy konfesjonał tak blisko. Był Sakrament Chorych i cała Rodzina przyjęła Najświętszy Sakrament.
Wracamy do bazy. Na mieście korki. Ania podwozi mnie do domu. Zaczyna znowu padać.
„Okien to chyba na Święta nie umyję” – myślę sobie.
Szybko jem obiad, mając w pamięci tych ludzi, którzy tak bardzo cieszyli się z naszego przyjazdu. I jakby w odpowiedzi, słońce wychodzi zza chmur.
Więc jednak… zdążyłam umyć okna.
Dziękuję Panie Boże za ten Wielki Tydzień!
P.S. Pan Ryszard odszedł z tego świata w Wielką Sobotę. Świeć Panie nad Jego duszą.
P.S. Boję się odejścia pani Ewy. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do tych dzieci… Zresztą każdy, kto przychodzi do tego domu, szybko zaprzyjaźnia się z całą Rodziną.
Wasz korespondent hospicyjny
Monika Wężyk
------------
Bo są rzeczy ważne… i ważniejsze.
Czasem wydaje nam się, że wszystko musi być idealne, dom posprzątany, okna umyte, obowiązki dopięte na ostatni guzik.
A jednak życie bardzo często pokazuje,
że najcenniejsze są te chwile, których nie da się zaplanować.
Chwila rozmowy. Obecność. Uśmiech. Czas podarowany drugiemu człowiekowi.
Szczególnie w tym czasie, choć przecież nie tylko wtedy, warto się na moment zatrzymać
i spojrzeć sercem. Bo może zamiast kolejnej rzeczy „do zrobienia”, warto po prostu być przy kimś.
Bo to właśnie to zostaje.
Nie idealnie umyte okna… ale dobro, które daliśmy drugiemu człowiekowi.
Życzymy Wam pięknego, głębokiego przeżywania Wielkiego Tygodnia.
Zatrzymania się, choć na chwilę, w tym codziennym pośpiechu i spojrzenia na to,
co naprawdę ważne.
Wasza Rodzina Hospicyjna 💛💚