02/08/2026
Pocztówka z wakacji. Województwo Pomorskie.
Na temat przekopu Mierzei Wiślanej powiedziano już chyba wszystko. Prawie wszystko. Nie będziemy wchodzić w spory polityczne ani dyskutować o zasadności tej inwestycji. Przyjrzyjmy się za to infrastrukturze rowerowej, która powstała przy okazji budowy. A ta, z uwagi na przebieg krajowej trasy rowerowej R10, powinna być wykonana wzorowo. Niestety, tak nie jest.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to nawierzchnia z kostki betonowej zamiast asfaltu. W XXI wieku, na trasie o takim znaczeniu, asfalt powinien być standardem. Niestety to dopiero początek problemów.
W wielu miejscach nie zachowano odpowiedniej skrajni od słupków i barierek, łuki są zbyt ciasne, a na części odcinków zamiast wydzielonej drogi dla rowerów powstały ciągi pieszo-rowerowe. Nie popisano się również z oznakowaniem. Projektant najwyraźniej zapomniał, że rowerzyści poruszają się w obu kierunkach. Jadąc drogą wojewódzką nr 501 od strony granicy z Rosją, nie ma nawet możliwości legalnego wjazdu na drogę dla pieszych i rowerów, bo nie wyznaczono odpowiedniej linii przerywanej. Problemem są także ronda, na których nie wyznaczono przejazdów rowerowych przez wszystkie wloty. W efekcie rowerzyści, chcąc zachować ciągłość jazdy, często nieświadomie wjeżdżają na wąskie chodniki.
Do tego dochodzą wystające krawężniki na przejazdach rowerowych, choć przepisy wymagają ich zlicowania z nawierzchnią, oraz nieoznaczone zwężenia spowodowane kratkami ściekowymi umieszczonymi w skrajni drogi dla pieszych i rowerów.
Efekt jest łatwy do przewidzenia – wielu rowerzystów zamiast korzystać z przygotowanej dla nich infrastruktury wybiera jazdę jezdnią. I trudno się temu dziwić.
Szkoda, bo przy inwestycji tej skali można było stworzyć trasę, która byłaby wzorem dla innych. Zamiast tego powstała infrastruktura z wieloma błędami, których można było uniknąć już na etapie projektu.